Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Kozak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Kozak. Pokaż wszystkie posty

7 listopada 2013

Warszawscy Zieloni przeciwko likwidacji szkół

Warszawskie koło Partii Zieloni w trosce o zapewnienie najwyższego poziomu stołecznej oświaty wyraża sprzeciw przeciwko planom likwidacji SP nr 40 im. A. Grubby oraz przeniesienia Gimnazjum nr 42 z ulicy Twardej na ulicę Żywnego. Gorąco solidaryzujemy się z nauczycielami i rodzicami od wielu miesięcy walczącymi o utrzymywanie funkcjonowania placówek. Uważamy próby likwidacji i przenosin szkół za nieusprawiedliwione i krzywdzące dla uczniów i rodziców.

– Szkoła Podstawowa nr 40 oraz Gimnazjum na ulicy Twardej to wizytówki Śródmieścia. Nie wyobrażam sobie, żeby Warszawa bez walki oddawała placówki, z których przez wiele lat mogła być dumna. Likwidujemy szkoły, podczas gdy w przyszłym roku do warszawskich podstawówek ma trafić o 25 tys. więcej dzieci niż w roku poprzednim. Zamiast likwidować, budujmy szkoły  – podkreśla przewodnicząca warszawskiego koła Partii Zieloni Marcelina Zawisza.

Bulwersuje przede wszystkim fakt, że zmiany dokonują się ze szkodą dla uczniów i rodziców. Dzieci ze zlikwidowanej podstawówki mają zostać przeniesione na ulicę Sempołowską, do budynku, który nie ma odpowiedniej infrastruktury sportowej. Z kolei gimnazjum ma zostać przeniesione do budynku, którego przystosowanie będzie wymagało nakładów sięgających 8 mln zł. W obu przypadkach rodzice zostali poinformowani o zmianach bez przeprowadzenia wcześniejszych konsultacji. Niepokoi również los pracowników oświaty oraz pracowników administracyjnych.

– Pamiętajmy, że likwidacja oraz przenosiny obu szkół będą związane z redukcją etatów nauczycielskich. Z pewnością rozwiązane zostaną umowy z pracownikami administracyjnymi. Zieloni nigdy nie zgadzali się i nie zgodzą się na antypracowniczą politykę władz miasta. Nie zgadzamy się również z polityką cięć w edukacji. Wielokrotnie protestowaliśmy przeciwko oszczędzaniu na szkołach. Problemy finansowe dzielnic nie mogą być wytłumaczeniem dla nieracjonalnej i niesprawiedliwej polityki edukacyjnej – mówi Marek Matczak, przewodniczący koła warszawskiego.

Partia Zieloni uważa, że roszczenia byłych właścicieli do budynków nie są wystarczającym uzasadnieniem dla likwidacji i przenosin szkół.

– Jeżeli partia, która od prawie dekady dzierży władzę w kraju, twierdzi, że nic się nie da zrobić w sprawie roszczeń, to ja się pytam, co ta partia robi w Sejmie? – pyta Piotr Kozak, członek zarządu warszawskiego koła Partii Zieloni. – Od prawie dekady posłom i posłankom PO nie udaje się uchwalić ustawy reprywatyzacyjnej. Niech więc wywodzące się z PO stołeczne władze nie zasłaniają się koniecznością zwracania budynków ich poprzednim właścicielom. Władza, która nic nie może, a wszystko musi, to żadna władza.

Zob. też wcześniejsze stanowiska warszawskich Zielonych w sprawach edukacyjnych: http://zielonawarszawa.blogspot.com/2013/05/warszawscy-zieloni-stop-cieciom-w.html, http://zielonawarszawa.blogspot.com/2013/06/piotr-kozak-dlaczego-protestujemy.html.

6 listopada 2013

Nowe władze koła warszawskiego

Dziś warszawscy Zieloni wybrali nowe władze koła. Nową przewodniczącą została Marcelina Zawisza, przewodniczącym ponownie wybrany został Marek Matczak. Dotychczasowa przewodnicząca Elżbieta Hołoweńko, która pełniła tę funkcję przez trzy kadencje w latach 2010-2013, postanowiła tym razem nie kandydować, będzie jednak członkinią zarządu koła. W zarządzie koła będzie ponadto Piotr Kozak (już po raz drugi) i Filip Szklarz, który niedawno zasilił nasze szeregi. Gratulujemy i życzymy wielu sukcesów!


26 września 2013

Piotr Kozak: Nauczyciele – nasza cierpliwość się kończy!

Zapewne ostatnia Nadzwyczajna XLIX Sesja Rady Dzielnicy Mokotów miała być w przekonaniu władz dzielnicy kolejną okazją do pochwalenia się, jak dobrze jest z warszawską oświatą. Mogliśmy zatem usłyszeć, jak bardzo wzrosły nakłady na oświatę oraz jak poszybowały w górę pensje nauczycieli. Jedyny problem polegał na tym, że wszystko to bzdura.

Mit 1: Nakłady na edukację w Warszawie wzrosły. Rzeczywiście, w kwotach bezwzględnych nakłady na edukację warszawską cały czas rosną. Przyczyną tego wzrostu jest jednak inflacja oraz ogólny przyrost przychodów miasta. Gdyby spojrzeć na procentowy udział wydatków na oświatę w miejskim budżecie, to ten spadł w ostatnich pięciu latach z 21% na 18%.

Mit 2: Warszawa dopłaca do subwencji oświatowej najwięcej spośród dużych miast w Polsce, a te dopłaty cały czas rosną. Spośród dużych miast do subwencji oświatowej procentowo więcej dopłaca m.in. Poznań. Nie do końca jest również prawdą, że Warszawa dopłaca do subwencji coraz więcej. Faktycznie, w roku 2003 suma dopłat wynosiła 767 mln zł, podczas gdy w 2012 r. już 1243 mln zł. Jednak ten wzrost został skonsumowany po części przez inflację (średnio ok. 3% rocznie na przełomie ostatnich lat), po części przez rozwój placówek oświatowych w Warszawie.

Mit 3: Nauczyciele zarabiają kokosy. Jak mogliśmy usłyszeć podczas obrad sesji, średnie wynagrodzenie nauczycieli w roku 2012 wynosiło 4500 zł. Nie do końca wiadomo, na jakiej podstawie władze miasta obliczają średnią wysokość pensji. Być może obliczają średnią wysokość pensji nauczyciela na dwóch etatach. Dlaczego wówczas jednak nie na trzech albo na czterech etatach? Wówczas zarobki nauczycieli będą wynosić i po 9000 zł. Tylko że to jest i będzie bzdura. Warto więc sięgnąć po dane GUS-u, z których wynika, że średnia ważona wysokość pensji nauczyciela w Warszawie wynosiła w 2011 roku 2600 zł brutto. Albo więc władze Warszawy nie potrafią liczyć, albo nie czytają danych GUS-u.

Mit 4: Nauczyciel może dorobić. Ilekroć rozpoczyna się dyskusja o zarobkach nauczycieli, tylekroć  pada argument: „nauczyciel ma możliwość dorobienia do pensji”. Tak samo jednak dorobić do pensji może każdy: dziennikarz, bankowiec, pracownik korporacji. Nie powoduje to jednak, że przedstawiciele tych zawodów automatycznie zaczną więcej zarabiać z samego faktu, że mają „możliwość dorobienia”.

Mit 5: Wysokość wynagrodzeń nauczycieli nieustannie rośnie od pięciu lat. Rzeczywiście, wzrost jest zauważalny. W ostatnich pięciu latach średnia pensja wzrosła o prawie 50%. Nie dajmy się jednak zwieść magii liczb. Pamiętajmy, że jeszcze pięć lat temu nauczyciel stażysta zarabiał 900 zł brutto. Z tak niskiej kwoty początkowej nietrudno o wysoki wzrost procentowy wysokości zarobków. Co więcej, średnie wynagrodzenie w ostatnim roku zmalało. Z jednej strony podwyżki skonsumowała inflacja, z drugiej, w wyniku bezprawnych działań władz dzielnic, odebrana została nauczycielom część dodatków motywacyjnych. Nauczyciele Mokotowa otrzymali więc 50 zł podwyżki do pensji, ale zarazem odebrano im 300 zł dodatku motywacyjnego.

Największy zawód, jaki spotkał nas podczas obrad sesji, to fakt, że te mity nauczyciele obalają nieustannie od roku. Nieustannie od roku przedstawiciele władz miasta prezentują również na każdym spotkaniu te same kłamliwe dane. Nasza cierpliwość się kończy. Jeżeli władze miasta nie chcą rozmawiać z nauczycielami, to jedynym wyjściem będzie nauczycielski strajk.

Piotr Kozak

Autor jest nauczycielem, członkiem koła warszawskiego Partii Zieloni, działa w Mokotowskim Porozumieniu Nauczycieli.

19 czerwca 2013

Piotr Kozak: Gratulacje dla stołecznej PO

We wtorek, 18 czerwca 2013 r. w Centrum Kultury Łowicka odbyła się kolejna nadzwyczajna sesja Rady Dzielnicy Mokotów nt. organizacji roku szkolnego 2013/2014. Sukcesem jest już sam fakt, że się odbyła. Poprzednia została zbojkotowana przez radnych PO. Czego mogliśmy się na niej dowiedzieć o cięciach w edukacji? Przede wszystkim tego, że według PO żadnych cięć nie ma. Gratulujemy PO kontaktu z rzeczywistością.

Ale do rzeczy. Wielokrotnie pisałem już o skutkach, jakie niesie ze sobą rozporządzenie nt. organizacji roku szkolnego 2013/2014. Jego efektem są trwające od końca maja zwolnienia, redukcja etatów i ograniczenie ilości zajęć dodatkowych. PO stara się przekonywać, że cięcia są minimalne, ale nawet na podstawie prezentowanych przez PO na sesji danych widać, że ilość uczniów przypadających na jednego nauczyciela w dzielnicy Mokotów wzrośnie w roku szkolnym 2013/2014 o 10%. Być może władze PO, przede wszystkim zastępca burmistrza Krzysztof Skolimowski, nie czytają statystyk, które sami prezentują. Gratulujemy PO poczucia humoru.

Dołączyć do tego należy wciąż nierozwiązaną kwestię bezprawnie obciętych przez władze dzielnicy pensji nauczycieli mokotowskich. Przedstawiciele związków, Mokotowskiego Porozumienia Nauczycieli oraz Zielonych wytykali bezprawność działań PO. Już w początkach czerwca sądy zaczęły zarządzać zwrot należnych pensji nauczycieli. Ale, jak widać, władze PO mają za nic wyroki sądów. Gratulujemy im szacunku dla prawa.

Jeżeli mokotowscy radni nie przejmują się faktami oraz wyrokami sądów, być może bardziej przejmą się strajkiem. Radni PO mają niestety niezbyt dobre wyczucie chwili. Jeżeli PO za nic będzie miało głos rodziców, uczniów, nauczycieli i pracowników oświaty, to strajk będzie. Choćby we wrześniu. Nauczyciele i rodzice nie mają już nic do stracenia. Jeżeli groźba strajku w miesiącu, w którym najprawdopodobniej odbywać się będzie referendum odwoławcze prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, nie wzrusza radnych PO, to gratulujemy radnym PO dobrego samopoczucia.

Piotr Kozak, członek Zielonych i Mokotowskiego Porozumienia Nauczycieli

5 czerwca 2013

Piotr Kozak: Dlaczego protestujemy

Fot. Ewa Grotek
Nauczyciele, rodzice, dzieci i pracownicy oświaty już po raz drugi wyszli na ulice w proteście przeciwko cięciom w oświacie. Warto przypomnieć, dlaczego protestujemy.

Przede wszystkim protesty nauczycieli, pracowników oświaty, rodziców i uczniów nie zaczęły się wczoraj. Protesty trwają już od dwóch lat i zaczęły się od sprzeciwu wobec prywatyzacji szkolnych stołówek. Obecne wydarzenia są kontynuacją tych protestów.

Po drugie, protesty nie dotyczą tylko postulatów płacowych, co próbują od wielu lat powtarzać wszelkie partie zasiadające w Ratuszu. To prawda: obcięto pensje nauczycieli i pracowników oświaty, zredukowano bądź ograniczono etaty. Zwolniono personel administracyjny. Samo to w sobie jest już wystarczającym powodem do wyjścia na ulice. Nie jest to jednak główny powód, dla którego protestujemy.

Protestujemy przeciwko traktowaniu oświaty jako masy upadłościowej. Protestujemy przeciwko traktowaniu oświaty jako niepotrzebnego balastu finansowego. Protestujemy przeciwko traktowaniu oświaty jako zbędnego wydatku, na którym możemy w razie konieczności oszczędzać. Na oświacie się nie oszczędza. W oświatę trzeba inwestować.

Nie jest przede wszystkim prawdą to, co powtarza przy wszelkich okazjach wiceprezydent Paszyński, że nakłady na edukację od wielu lat rosną. Jeżeli spojrzeć na budżet miasta w latach 2007-2012, to nakłady na edukację realnie maleją. Co prawda na papierze kwoty rosną, ale jeżeli uwzględnić inflację i wzrost cen w latach 2007-2012, to wyraźnie widać, że wzrost tych kwot jest poniżej wskaźnika inflacji. Prezydent Paszyński może więc powtarzać, że na papierze wydaje na edukację więcej, ale ten argument jest tak samo słuszny, jak twierdzenie, że przed denominacją złotego wydawaliśmy na edukację 10.000 razy więcej, co jest zwyczajną bzdurą.

Nie protestujemy w obronie naszych praw. Nie protestujemy w obronie naszych pensji. Protestujemy w obronie naszych dzieci. To one są tym, w które oszczędności w edukację uderzą najmocniej. Nie możemy oszczędzać na dzieciach. Nie możemy oszczędzać na ich przyszłości. Ci, którzy tego nie rozumieją, nie powinni zasiadać w Ratuszu!

Nie walczymy o przeszłość: o przywileje, o pensje, o etaty. Walczymy o przyszłość naszych dzieci i naszego społeczeństwa. Jesteśmy tymi, którzy patrzą dalej niż słupki wyborcze i perspektywa coraz bliższych wyborów. Patrzymy w przyszłość i widzimy, że pogrążona w przeszłości władza chce nam tę przyszłość odebrać. Nie pozwolimy jej na to.

Nie walczymy z chęci zysku, nie walczymy o jakiekolwiek interesy. Walczymy z obowiązku. Z obowiązku serca. Bo to o przyszłość naszych dzieci walczymy. Z obowiązku rozumu. Bo rozumiemy, że oszczędzanie na edukacji to najprostsza droga do nędzy całego społeczeństwa.

Walczymy bo musimy. Taki jest nasz obowiązek jako nauczycieli, rodziców, matek, ojców, synów i córek. Walczymy, bo po naszej stronie jest przyszłość i prawda. Jeżeli konieczne będzie odwołanie prezydenta, zrobimy to. Jeżeli konieczne będą nowe wybory, rozpiszemy je. Jeżeli konieczne będzie rozpędzenie na cztery wiatry radnych, zrobimy to. Uczynimy tak, bo taki mamy moralny obowiązek.

Piotr Kozak, członek Zielonych i Mokotowskiego Porozumienia Nauczycieli

17 maja 2013

Piotr Kozak: Brzydkie słowa w edukacji

Jest taki dowcip o Kowalskim, który nie chcąc w towarzystwie mówić wulgarnych wyrazów, postanawia każde brzydkie słowo zamienić na wyraz „bum”. Dowcip brzmi: „bum, bum, bum, kurwa, bum”. Mało śmieszny dowcip, ale jak czyta się oficjalne pisma Biura Edukacji Miasta st. Warszawy, to ma się wrażenie, że pracownicy Biura zaśmiewają się z niego do rozpuku.

Wystosowany przez dyrektorkę Biura Edukacji, Joannę Gospodarczyk, oficjalny list do Związku Nauczycielstwa Polskiego w sprawie planowanych cięć w edukacji jest przykładem, w jaki sposób mówić o cięciach tak, aby o cięciach nie mówić. Jednakże, w związku z tym, że dyskusja o edukacji wymaga powagi (bo i sprawa jest poważna), warto wyjaśnić kilka kwestii poruszanych przez Biuro Edukacji.

Po pierwsze, dokument „Zasady organizacji pracy przedszkoli i szkół prowadzonych przez m.st. Warszawę w roku szkolnym 2013/2014” jedynie nominalnie posiada, jak pisze Biuro, charakter zbioru sugestii i wytycznych. Realnie stanowi narzędzie narzucania zasad organizacji pracy i zatrudnienia w szkołach. Mechanizm jest bardzo prosty i realizowany od wielu lat przez władze PO. Biuro zgłasza „sugestie”, które dyrektor placówki oświatowej formalnie może, ale nie musi brać pod uwagę. Realnie, jeżeli dyrekcja podejmie działania wbrew „sugestiom i wytycznym”, miasto nie przyznaje środków finansowych na realizację tych działań. Przykładem może być Mokotów. Burmistrz Bogdan Olesiński „zasugerował” we wrześniu 2012 roku dyrektorom mokotowskich szkół „dobrowolną” obniżkę pensji nauczycieli w dzielnicy. Gdy ci nie zgodzili się na cięcia w oświacie, burmistrz nie wypłacił im wyższych niż „zasugerowane” pensje.

Zmniejszone pensje zostały wypłacone dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, gdy nauczyciele, chcąc zorganizować święta, zgodzili się na „sugerowaną” obniżkę. Opisany mechanizm ma dwa istotne dla władzy plusy. Raz, pozwala nie mówić o cięciach i obniżkach. Oficjalnie Biuro jedynie sugeruje cięcia, ale formalnie ich nie przeprowadza. Protesty przeciwko cięciom może więc zbić argumentem, że żadnych cięć nie ma. Dwa, nawet jeżeli protesty przeciwko cięciom następują, to Biuro może zrzucić i zrzuca odpowiedzialność na dyrekcję placówek oświatowych, rękoma której cięcia przeprowadza. Oficjalnie bowiem o zatrudnieniu i wysokości pensji decyduje dyrekcja. Realnie, dyrekcja nie może zrobić jednak nic wbrew „wytycznym” Biura.

Między bajki należy więc włożyć zapewnienia Biura, że w przyszłym roku nie zmieni się wymiar godzin zajęć zapewniających właściwą opiekę psychologiczno-pedagogiczną. Prawda jest brutalna. Cięcia w wymiarze godzin pracy i zajęć będą i będą brutalne. Zajęcia indywidualne zostaną ograniczone do minimum, co oznacza, że albo ich nie będzie, albo zostaną sprowadzone do 15-minutowej dyskusji na temat pogody. Burmistrzowie mają wprawdzie możliwość przyznawania dodatkowych godzin, jeżeli „wynika to z rzeczywistych i uzasadnionych potrzeb”, ale należy przez to rozumieć tylko tyle, że żadnych dodatkowych godzin nie będzie i szkoły mają radzić sobie same. Dalej, oznacza to, że klasy w podstawówkach będą liczyły co najmniej 26 osób, czyli tyle, ile na dzień dzisiejszy wynosi maksimum liczebności uczniów w klasie, a ile zgodnie z „sugestiami” Biura ma liczyć minimalnie klasa w roku przyszłym. Biuro nawet nie kwapi się, żeby określić maksimum liczebności klasy. Jest to całkiem zrozumiałe. Nie ma różnicy, czy klasa w podstawówce liczy 30 czy 50 dzieci. W obu przypadkach nie da się pracować.

Po drugie, wybitnie kiepskiego poczucia humoru wymaga mówienie o cięciach w edukacji w terminach „racjonalizacji” i „optymalizacji kosztów”. Biuro Edukacji nie zarządza straganem na bazarze, ale decyduje o losie naszych dzieci. Miasto od kilku lat z roku na rok zmniejsza procentową kwotę przeznaczaną na edukację i na dzień dzisiejszy nie ma już czego „racjonalizować” i „optymalizować”. Mówmy otwarcie, władza chce oszczędzać na naszych dzieciach. „Racjonalizacja” oznacza w tym wypadku przekształcanie szkół w przechowalnie dla dzieci. O jakiejkolwiek edukacji i opiece nie może być mowy. To nie jest „racjonalizacja”, ale głupota.

Po trzecie, zapewnienia Biura o tym, że od września przedszkola i szkoły będą realizowały zadania zgodnie z zasadami obowiązującego prawa, a dzieci będą miały zapewnioną właściwą opiekę i edukacją, są zwyczajnie fałszywe. Treść „sugestii” Biura jest wbrew rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 23 grudnia 2008 roku (Dz. U. Nr 4, poz. 198). Albo więc dyrekcja Biura nie zna prawa, albo świadomie je łamie.

Dopóki pozostajemy na poziomie kawału, możemy jeszcze mniej lub bardziej szczerze zaśmiać się ze stanowiska Biura Edukacji. Jeżeli jednak chcemy rozmawiać poważnie o edukacji, to rozmawiajmy poważnie, a nie opowiadajmy głupie dowcipy.

Piotr Kozak, członek Zielonych i Mokotowskiego Porozumienia Nauczycieli

12 maja 2013

Piotr Kozak: Refleksje z komisji edukacji

Jest coś niepokojącego w dyskusji na temat edukacji w Radzie m.st. Warszawy. Niepokojące jest przede wszystkim to, że ta dyskusja się nie toczy. Wtorkowe posiedzenie Komisji Edukacji i Rodziny Rady m.st. Warszawy to jeden z przykładów, w jaki sposób nie dyskutować o edukacji, rozmawiając o edukacji. Zgodnie z porządkiem obrad miała to być dyskusja na temat finansowania oświaty. Skończyło się na feerii przechwałek i pokazie pychy oraz kompromitacji przedstawicieli Biura Edukacji.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Dyrekcja Biura Planowania Budżetowego chwali się, że wydatki bieżące w edukacji wzrosły w 2012 roku o 133,5 miliona złotych w stosunku do 2011 roku. Nie trzeba jednak posiadać zaawansowanych umiejętności matematycznych, żeby dostrzec, że ten wzrost jest iluzoryczny. W ponad 2-miliardowym budżecie oświaty wzrost wydatków został skonsumowany przez inflację (2,4% wg GUS) oraz przez wzrost cen i towarów (3,7% wg GUS). Faktycznie wydatki nie wzrosły, ale spadły. Rada nie ustosunkowała się również do problemu finansowania szkół niepublicznych. Zgodnie z uchwałą o systemie oświaty placówki niepubliczne otrzymują dotację z budżetu gminy. Wzrost wydatków wiąże się więc również z powstawaniem nowych ośrodków niepublicznych (choć finansowanych ze środków publicznych). W roku 2013 w Warszawie funkcjonuje już prawie 200 takich ośrodków. Problem doskonale widać na przykładzie poszczególnych dzielnic. Dzielnica Mokotów, w której w ostatnich latach znacząco wzrosła liczba szkół niepublicznych, oszczędza na edukacji publicznej tnąc pensje nauczycieli i zamykając stołówki szkolne. Do pytań i uwag przedstawicieli dzielnicy Mokotów radni PO nie raczyli się ustosunkować.

Obecni na posiedzeniu Zieloni (Marek Matczak i niżej podpisany) dopytywali się o cięcia w edukacji, o bezprawne odebranie pensji nauczycielom na Mokotowie, o plan i mechanizm finansowania oświaty, ale jedynie z nazwy obywatelska Platforma nie ma ani ochoty by rozmawiać, ani nie wie, jak rozmawiać. Na pytania o cięcia odpowiada powołując się na wzrost pensji nauczycieli. Tymczasem wzrost pensji nauczycieli w roku 2012 to jedynie 2% ogólnych wydatków budżetu, o czym pisze samo Biuro Edukacji na swoich stronach. Jakby przyjrzeć się sprawie bliżej, to te pensje wzrosły jedynie na papierze, czego ilustracją może być Mokotów. Nauczyciele Mokotowscy otrzymali 50 złotych podwyżki do pensji, ale burmistrz dzielnicy, (Bogdan Olesiński), nie mając do tego zgodnie z ustawą prawa, odebrał im 200 złotych dodatków motywacyjnych. Radni PO wzruszają ramionami na bezprawne działania kolegi partyjnego.

Całkowicie zignorowany został głos mieszkańców Warszawy. Stowarzyszenie „Warszawa Społeczna” złożyło na ręce przedstawicieli Biura Edukacji ponad 11 tysięcy podpisów przeciwko cięciom w edukacji. Przeciwko łączeniu klas, zwolnieniom pracowników, zamykaniu szkół warszawskich protestowali rodzice, nauczyciele, pracownicy administracyjni. Przedstawiciele Biura Oświaty butnie oświadczyli, że nie zamierzają rezygnować z cięć, ponieważ, parafrazując, „nie ciąży na nich formalny przymus”.

Formalny przymus należy więc stworzyć i odwołać przedstawicieli Biura Oświaty. Jeżeli PO nie chce rozmawiać, to należy odwołać PO. Jako obywatele mamy do tego prawo, a jako rodzice, do tego mamy obowiązek moralny.

Piotr Kozak

Autor jest członkiem warszawskiego koła Zielonych, działa w Mokotowskim Porozumieniu Nauczycieli.

7 maja 2013

Warszawscy Zieloni: Stop cięciom w edukacji!

Warszawskie koło Zielonych w pełni solidaryzuje się z protestami przeciwko cięciom w warszawskiej edukacji. Oszczędzanie na edukacji to najgorsza rzecz, jaką możemy uczynić naszym dzieciom i nam samym.


- Ratusz szuka oszczędności tam, gdzie powinno się oszczędzać w ostatniej kolejności – twierdzi Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła Zielonych – tym bardziej, że w ostatnich latach procentowe nakłady na edukację i tak zmalały: w roku 2005 stanowiły prawie 25 proc. budżetu miasta, w 2008 r. prawie 21 proc., obecnie zaś wynoszą 18 proc. warszawskiego budżetu. Lawinowo rosną z kolei koszty utrzymania Ratusza, które wynoszą już przeszło miliard złotych w 13-miliardowym budżecie. Podam tylko kilka przykładów: telewizyjna reklama iluminacji świątecznej – 1,5 miliona złotych; utrzymanie strony na facebooku – 0,5 miliona złotych; zakup gadżetów reklamowych – 1 milion złotych. Najwidoczniej PO zamiast inwestować w oświatę woli na niej oszczędzać, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczać na kampanię PR-ową.


- Decyzja o cięciach jest nieracjonalna i niesprawiedliwa – mówi Marek Matczak, przewodniczący warszawskich Zielonych. – Edukacja to inwestycja w przyszłość nas samych i naszych dzieci. Łączenie i powiększanie liczebności klas, zwalnianie woźnych i sprzątaczek, obniżki pensji dla nauczycieli, zamykanie szkół, brak przedszkoli, prywatyzacja stołówek szkolnych, ograniczanie czasu pracy logopedów i wiele innych to długa litania zaniedbań PO. Są to działania niezrozumiałe i szkodliwe. Ratusz robi krzywdę naszym dzieciom. Nie pozwólmy mu na to!

- Jako Zieloni całkowicie popieramy protesty – wypowiada się Piotr Kozak, nauczyciel i członek warszawskiego koła Zielonych. – Władza nie chce prowadzić dialogu. Prezydent Paszyński cały czas powtarza, że cięcia są konieczne. Konieczne jest więc pozbycie się prezydenta Paszyńskiego.

Apelujemy do rodziców, uczniów, nauczycieli, pracowników administracyjnych i wszystkich, którym nieobcy jest los oświaty: protestujmy, gdy chcą oszczędzać na naszych dzieciach. Jeżeli to konieczne, wyjdźmy na ulice. Nie pozwólmy na to, aby rządząca Warszawą Platforma zabrała nam przyszłość.

PS Zachęcamy do udziału w posiedzeniu Komisji ds. Edukacji i Rodziny m.st. Warszawy we wtorek, 7 maja o godz. 15.30.

29 marca 2013

Warszawscy Zieloni: Wszyscy jesteśmy Jolantą Brzeską!

Warszawscy Zieloni domagają się od Prokuratury Okręgowej przedłużenia śledztwa w sprawie zabójstwa Jolanty Brzeskiej. Uważamy za niedopuszczalne, aby państwo polskie kapitulowało i rezygnowało z próby wyjaśnienia zbrodni jaka dokonała się dwa lata temu w Lesie Kabackim. W imię praworządności domagamy się, aby sprawa została wyjaśniona do końca! W imię sprawiedliwości społecznej domagamy się, aby winni zostali ukarani! W imię elementarnej uczciwości domagamy się, aby nie zostawiać Warszawy na pastwę morderców i podpalaczy!

Solidarnie z Jolantą Brzeską
Warszawska Manifa 2013

- Okrutna zbrodnia dokonana na  Jolancie Brzeskiej to symbol zmian, jakie dokonują się w Warszawie pod rządami partii, która zamiast o ludzi i mieszkańców dba wyłącznie o własne o zyski i pieniądze – twierdzi Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła partii Zieloni. – Prywatyzacja mieszkań komunalnych w Warszawie przybrała postać, o jakiej w najczarniejszych snach nie śniło się Reymontowi. Płoną kamienice, płoną ludzie! Ile osób musi jeszcze zginąć, żeby władza zareagowała?

- Trudno mi wypowiadać się o tej zbrodni. Tę zbrodnię należy wyjaśnić! – mówi Marek Matczak, przewodniczący warszawskiego koła partii Zieloni. – Jeżeli tego nie uczynimy, nie będziemy mogli spojrzeć sobie w twarz! Przez dwa lata ustalono jedynie, że Jolanta Brzeska, działaczka społeczna i bohaterka mieszkańców Warszawy nie popełniła samobójstwa. Sześćdziesięcioletnią kobietę spalono żywcem, a prokuratura ustaliła, że nie popełniła samobójstwa. Głęboko musi sięgać upadek podstawowych struktur państwowych. To śledztwo to jedyne co nam zostało, nie możecie nam i Warszawie tego odebrać! Warszawa powstanie i ukarze winnych!

- Gdy czyta się opis wydarzeń – stwierdza Piotr Kozak, członek zarządu warszawskiego koła partii Zieloni – które miały miejsce i wciąż mają miejsce na Pradze i w całej Warszawie, nie chce się wierzyć, że żyjemy nie w XIX, a w XXI wieku, i nie w kraju Trzeciego Świata, a w stolicy kraju należącego do Unii Europejskiej. Dwa lata temu zginęła Jolanta Brzeska, codziennie zastraszani są lokatorzy, cały czas płoną kamienice. Nie wiem, gdzie jest władza. Warszawa wam tego nie wybaczy, jeżeli nic z tym nie zrobicie!

24 marca 2013

Likwidować podwyżki cen biletów, a nie ciąć linie!




Warszawscy Zieloni wyrażają oburzenie w związku z decyzją władz Warszawy o likwidacji połączeń autobusowych przy jednoczesnej podwyżce cen biletów. Planowane likwidacje obejmują kilkanaście połączeń komunikacyjnych żywotnych z punktu widzenia poruszania się po Warszawie, takich jak linie 128, czy 175, która od prawie półwiecza zapewnia połączenie z Okęciem i jest jedną z bardziej popularnych linii autobusowych w Warszawie. Domagamy się wstrzymania likwidacji połączeń autobusowych i cofnięcia decyzji o podwyżkach cen biletów w komunikacji miejskiej!

- To decyzja nieuczciwa wobec mieszkańców Warszawy i nieracjonalna z punktu widzenia wpływów budżetowych oraz kosztów środowiskowych – mówi Marek Matczak, przewodniczący warszawskiego koła Zielonych. – Podwyżka cen biletów i likwidacja połączeń komunikacyjnych doprowadzi do spadku przychodów ZTM i zwiększenia się ruchu samochodowego w centrum, a w konsekwencji do zwiększenia trudności komunikacyjnych i spadku jakości życia w Warszawie. Zarazem ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz z uporem godnym lepszej sprawy ignoruje podpowiedzi organizacji takich jak Zielone Mazowsze, które wskazują na możliwości zaoszczędzenia na kosztach transportu bez pogarszania jego jakości i dostępności - dodaje Matczak.

- Jedyne, co w Warszawie nie podlega cięciom, to koszty utrzymania Ratusza. W tym roku po raz kolejny wzrosły i wynoszą już prawie miliard złotych w 13-miliardowym budżecie miasta – mówi Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła Zielonych. – Ratusz kosztuje nas coraz więcej, a zarazem pracuje coraz gorzej i coraz słabiej radzi sobie ze swoimi zadaniami. Podwyżki cen biletów ZTM, wywindowane opłaty za śmieci, prywatyzacje stołówek szkolnych, a teraz likwidacje połączeń autobusowych – to tylko niektóre z najnowszych „osiągnięć” rządzącej w Warszawie Platformy Obywatelskiej.

- Wprowadzając blisko 100-procentowe podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej w latach 2011–2014, obiecywano, że dokonuje się ich w imię podwyższenia standardów w transporcie miejskim – dodaje Piotr Kozak, członek warszawskich Zielonych. – Nie dość, że ceny biletów wzrosły, to zaraz po rezygnacji ze wspólnego biletu metropolitalnego likwidowane mają zostać kolejne połączenia. Warszawscy urzędnicy podwyżkami i cięciami chcą zarobić na mieszkańcach Warszawy, ale przynajmniej już nie kłamią, że czynią coś dla naszego dobra.

Kontakt:  Marek Matczak <marek.matczak@zieloni2004.pl>, tel: 665008180

2 stycznia 2013

Warszawscy Zieloni: żądamy przedłużenia terminu konsultacji w sprawie odpadów

Warszawscy Zieloni wyrażają głębokie zdumienie postępowaniem władz miasta w związku z konsultacjami w sprawie nowego regulaminu dotyczącego utrzymania czystości na terenie m.st. Warszawy. Ogłoszenie daty konsultacji w terminie 28 grudnia, z datą ich zakończenia ustaloną na 4 stycznia nowego roku, oznacza faktyczną próbę uniknięcia konsultacji w sprawie o dużym znaczeniu dla codziennego życia i domowych budżetów warszawianek i warszawiaków. Domagamy się przedłużenia terminu konsultacji, tak aby wszystkie zainteresowane osoby i organizacje mogły wziąć w nich udział.

„Ustalenie okresu konsultacji na okres świąteczno-urlopowy to policzek wymierzony przez Platformę Obywatelską mieszkankom i mieszkańcom miasta oraz kpina z demokracji” – mówi Marek Matczak, przewodniczący warszawskiego koła partii Zieloni. – „Kiedy był okres wyborczy, urzędnicy warszawskiego Ratusza potrafili przeprowadzić wzorcowe konsultacje o ścieżkach rowerowych i repertuarach domów kultury, na których dziś wzorują się inne samorządy. Urzędnicy wiedzą więc, jak to robić, ale najwyraźniej nie chcą. Czyżby bali się uczciwej rozmowy z obywatelkami i obywatelami stolicy?”.

„Nowy regulamin dotyczący utrzymania czystości będzie decydował o wysokości opłat, formie zarządzania i gospodarowania odpadami” – dodaje Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła partii Zieloni. – „Wpłynie na zasobność portfela mieszkanek i mieszkańców, na jakość życia w mieście i na jego ślad ekologiczny. To ważne sprawy, o których nie wolno decydować ponad głowami obywatelek i obywateli”.

„To kolejny przykład po podwyżkach cen biletów w komunikacji miejskiej, kiedy władza nie liczy się z głosem mieszkańców” – mówi Piotr Kozak, członek zarządu warszawskiego koła partii Zieloni. – „Urząd Miasta tłumaczy się ze skróconego terminu, wskazując na opóźnienie w przyjęciu wojewódzkiego planu gospodarowania odpadami przez mazowiecki Sejmik. Czyżby początek roku był wydarzeniem aż tak nieoczekiwanym, że znowu zaskoczył samorządowców? To niedopuszczalne, gdy urzędnicy różnych poziomów samorządu przerzucają się odpowiedzialnością kosztem demokratycznych standardów. Obywatele i obywatelki mają prawo decydować o swoim losie”.

Przewodniczący koła wystosowali do Centrum Komunikacji Społecznej oraz do Biura Gospodarki Odpadami Komunalnymi oficjalny list z postulatem przedłużenia terminu konsultacji. W sprawie stołecznej gospodarki odpadami warszawscy Zieloni wypowiadali się w październiku 2008 r., zgłaszając uwagi do projektu Planu gospodarowania odpadami na terenie m. st. Warszawy w latach 2008-2015 przygotowane przez Irenę Kołodziej.

12 grudnia 2012

Piotr Kozak: Twardziele bez maski

We wtorek 10 grudnia w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 odbyła się debata poświęcona problemowi przemocy. Data nie była przypadkowa, w tym samym dniu kończyła się tegoroczna edycja 16-stu Dni Przeciwdziałania Przemocy ze względu na Płeć. W dyskusji udział wzięli: psychoterapeutka Hanna Samson, współtwórczyni ruchu „Mam dość!” Zofia Ragankiewicz oraz publicysta Sergio de Arana. Rozmowę poprowadziła Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła Zielonych i malarka. Debacie towarzyszyła wystawa jej prac poświęconych przemocy domowej.

Spotkanie otworzył pokaz filmu Jacksona Katza „Maska twardziela” poświęconego kultowi męskiej przemocy w mediach i w kulturze popularnej. W poruszających obrazach narrator analizował tło społecznej akceptacji dla przemocy i budowania się wizerunku „twardego mężczyzny”.

Wydawałoby się, że amerykański kontekst kulturowy jest odmienny od polskiego. Okazuje się jednak, że przemoc we wszystkich społeczeństwach przyjmuje podobne oblicze. Wprawdzie Hanna Samson słusznie podkreślała, że wizja mężczyzny jako „pana domu”, opierającego swoją władzę na przemocy fizycznej i ekonomicznej, to w dużej mierze kulturowy przeżytek. To feministki w dużej mierze przedefiniowały tradycyjny wizerunek mężczyzn. Kultura i „męskie filmy” jedynie przypominają nam o „męskich wzorcach”. Nie oznacza to jednak, że problem przemocy mężczyzn nie istnieje.

Przemoc to przede wszystkim męska sprawa. To mężczyźni są więc odpowiedzialni za rozwiązania problemu przemocy. Kobiety nie mogą z kolei spierać wzorca twardziela – mówiła Samson. Dzisiejszym problemem jest m.in. seksualizacja kultury młodzieżowej. Dziewczynki zaaferowane są tym, jak mają wyglądać. W ten sposób umacnia się przewaga mężczyzn.

Sami mężczyźni też są ofiarami własnego wizerunku. Do kosztów należy zaliczyć depresje związane z nieokazywaniem uczuć, przemęczeniem w pracy, nieuczestniczeniem w życiu rodziny. Problemem jest to, że te wzorce przejmują kolejne pokolenia. Inna sprawa, że to mężczyźni są najczęstszymi ofiarami przemocy mężczyzn. Mężczyźni mają aktualny problem z własną męskością.

Potrzebny jest więc nowy kontrakt płci. Do tej pory było tak, że kobiety miały się poświęcać, budować rodzinę. Mężczyźni wszystko to, co związane jest z miłością – szacunek, pomoc, wierność – rezerwują dla innych mężczyzn.

Szczególnie palącym problemem jest przemoc domowa. Sergio de Arana podkreślał, jakie problemy mają kobiety zgłaszające się na policję. Kobieta często spotyka się z ostracyzmem społecznym. Wielokrotnie powtarza się argument „z dzieci”, straszą, że ewentualny rozwód negatywnie wpłynie na ich rozwój. Okazuje się jednak, że czasem dla dzieci lepiej jest, by rodzina się rozpadła. Społeczeństwo jest biernym aktorem w sprawie przemocy, a nawet kibicuje sprawcom. Często pojawiają się pytania: „dlaczego się z nim związała?”; „dlaczego go zostawiła?”; „przecież to taki fajny facet”. Kobiety są socjalizowane do bycia ofiarami przemocy, mężczyźni – do bycia jej sprawcami.

Mocno zwracała na to uwagę Zofia Ragankiewicz. Przemoc domowa istnieje i nie da się tego problemu zamieść pod dywan. Dotyczy ona każdego domu, bez względu na status społeczny i materialny. Paradoksalnie lepszą sytuację mają wręcz kobiety z „gorszych” rodzin. Mężczyźni o wyższym statusie społecznym rzadziej są zatrzymywani przez policję. Co można zrobić (poza zwolnieniem ministra Gowina)? Trzeba zacząć od nas samych. Od naszych rodzin i bliskich. Uczyć mężczyzn okazywania uczuć. Tworzyć programy edukacyjne.

Andrzej Dominiczak podkreślał wprawdzie, że policjanci często angażują się w walkę z przemocą. Utrudniają ją przede wszystkim prokuratorzy i sędziowie, którzy umarzają sprawy. Efektem jest to, że chociaż w Polsce z roku na rok spada liczba zabójstw ogółem, to już liczba zabójstw ze względu na przemoc domową rośnie i wynosi dziś ponad 200 osób rocznie. W tym tygodniu w Polsce na śmierć zostaną pobite cztery kobiety.

Piotr Kozak

PS Poza tym uważam, iż minister Gowin powinien zostać zwolniony.

21 listopada 2012

Podwyżki przeciw mieszkańcom i środowisku

Warszawscy Zieloni stanowczo sprzeciwiają się kolejnej fali podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Spowodują one obniżenie dostępności transportu zbiorowego, oddalając nas tym samym od europejskich standardów ekologicznego, zrównoważonego transportu. Są niezgodne z zasadą sprawiedliwości społecznej i ekonomicznie nieracjonalne.

- Podwyżki uderzą przede wszystkim w najbiedniejszych, dla których komunikacja miejska stanowi jedyne źródło transportu – mówi Piotr Kozak, członek warszawskiego koła Zielonych. – Dotyczy to szczególnie osób spoza ścisłego obrębu Warszawy. Poza miastem skala podwyżek będzie sięgać 25% wysokości ceny biletu. Dlaczego koszty utrzymania systemu komunikacji w Warszawie mają być pokrywane przez najbiedniejszych?

Obecnie wpływy z biletów pokrywają około 30% kosztów utrzymania systemu komunikacji. Podwyżki niewiele przyczynią się więc do poprawy jakości komunikacji. Oszczędności trzeba szukać gdzie indziej – kontynuuje Kozak.

- Szczególne podejrzenia budzi fakt, że podwyżkom cen biletów towarzyszyć ma zmniejszenie liczby autobusów – dodaje Marek Matczak, przewodniczący warszawskich Zielonych. – W przyszłym roku z ulic Warszawy zniknie niemal sto autobusów obsługujących trasy na Pradze, Woli, Mokotowie i Ochocie!

Warszawa już dziś jest zakorkowana – kontynuuje Matczak. – Podwyżki i likwidacja połączeń autobusowych spowodują, że mieszkańcy będą się przesiadać do samochodów prywatnych, co spowoduje dalsze utrudnienia. Czy urzędnicy warszawskiego Ratusza poruszają się po mieście helikopterami, że korki nie stanowią dla nich problemu?

- To nieprawda, że dla podwyżek cen biletów nie ma alternatywy – przekonuje Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskich Zielonych. – Już od lat wraz z zajmującymi się problematyką transportową organizacjami społecznymi wskazujemy na różne możliwości usprawnień stołecznej komunikacji, które pozwoliłyby na podwyższenie jej jakości i obniżenie kosztów. Wiele tras autobusowych pokrywa się, brakuje jednolitych oznaczeń metra i połączeń kolejowych, niewykorzystana w pełni jest linia średnicowa w Warszawie – wylicza Hołoweńko. – Stołeczną komunikacją można byłoby zarządzać w sposób bardziej racjonalny. To zdumiewające, że Ratusz pozostaje głuchy na te pomysły.

24 października 2012

Malarka i poeta poprowadzą warszawskich Zielonych

Fragment zielnika Elżbiety Hołoweńko
W telegraficznym skrócie: warszawscy Zieloni wybrali dzisiaj nowe władze.

Przewodniczącą koła została po raz trzeci Elżbieta Hołoweńko, artystka malarka, ilustratorka, działaczka ruchów kobiecych (jej prace można obejrzeć tutaj). Nowym przewodniczącym został Marek Matczak, poeta i działacz społeczny (jego wiersze można znaleźć na blogu Skrzypnięta Szafa). W zarządzie koła zasiadać będą również: Marta Krawczyk i Piotr Kozak.

Gratulujemy i życzymy wielu sukcesów!

12 października 2012

Dzień Likwidacji Oświaty Narodowej - warszawscy Zieloni na Dzień Nauczyciela

Dzień Nauczyciela wypada w tym roku w niedzielę. I bardzo dobrze. Tylko w ten sposób nauczyciele mogą zrealizować zapisaną w ustawie możliwość świętowania dnia wolnego. W szkole nie świętuje się już od wielu lat. Nie ma czego świętować.

Według raportu OECD w przeliczeniu do PKB polskie nakłady na oświatę są jednymi z najniższych w Europie. Tylko w wyniku wciąż silnego etosu nauczyciela udaje się utrzymać wysoki na tle Europy poziom polskiego nauczania.

W całej Polsce zamykane są szkoły. Z okazji tysiąclecia państwa polskiego głoszono hasło wybudowania tysiąca szkół. W ostatnich sześciu latach zamknięto prawie 5 tysięcy placówek oświaty. W całej Polsce zwalniani są nauczyciele. Nawet 8 tysięcy osób straciło pracę od września tego roku. Nawet jeżeli nauczyciele pracują, to coraz gorsze są warunki pracy. Od 2009 roku samorządy oddają szkoły pod zarząd stowarzyszeniom i fundacjom, których nie obowiązują przepisy zawarte w Karcie Nauczyciela. W praktyce oznacza to często przechodzenie na tzw. umowy śmieciowe, niższe zarobki – nawet ok. 2000 brutto dla nauczycieli dyplomowanych – oraz dłuższy czas pracy. Dodatkowo szkoły prywatne i stowarzyszeniowe nie podlegają niczyjej kontroli, a są finansowane z budżetu państwa.


- W Polsce od dawna nie działa służba zdrowia, prokuratura, sądownictwo i szkolnictwo wyższe – mówi Piotr Kozak, członek warszawskiego koła Zielonych. Jedyną instytucją, która jakoś radziła sobie z przeciwnościami doby reform była edukacja. Wyniki polskich uczniów w międzynarodowych badaniach PISA plasują nas wciąż w europejskiej czołówce. Widać nie podoba się to Ministerstwu Likwidacji Państwa Polskiego. Udało się zniszczyć służbę zdrowia, to uda się i zniszczyć edukację.

Sytuacja w Warszawie nie różni się wiele od sytuacji w całej Polsce. W samym roku 2012 zlikwidowano już kilkanaście placówek oświaty. Protestowali rodzice i uczniowie. Jak grzyby po deszczu wyrastają szkoły stowarzyszeniowe. Zamykane są stołeczne stołówki.

Szczególne oburzenie wywołuje fakt, że instytucje, które mają realizować prawo, łamią je. Inicjatywa Mieszkańców Warszawa Społeczna już w czerwcu zgłosiła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez zarząd dzielnic Śródmieście, Bemowo i Mokotów, które nakazały dyrektorom placówek oświaty zamknięcie szkolnych stołówek i zastąpienie ich podmiotami prywatnymi.

Burmistrz dzielnicy Mokotów zlecił dyrektorom mokotowskich szkół „dobrowolne” zrzeczenie się części (o 200 zł) dodatków motywacyjnych. Nie miał do tego żadnego prawa, ponieważ o wysokości dodatkowych motywacyjnych decyduje zgodnie z prawem Rada Warszawy, a nie Rada Dzielnicy. Burmistrz złamał zarazem umowę społeczną zawartą między Prezydent Warszawy a związkami zawodowymi. Część szkół nie wyraziła na to „dobrowolnej” zgody. Burmistrz szantażuje je, nie wypłacając zaległych dodatków. Rada Miasta nie reaguje. Państwo polskie jedną ręką daje 50 złotych podwyżki nauczycielom, drugą, zabiera 200 złotych dodatku.


- Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za polską edukację. Na pewno odpowiedzialne nie jest Ministerstwo Edukacji Narodowej, które od wielu lat tylko przysłuchuje się debatom o edukacji. Najwyraźniej odpowiedzialne nie są samorządy, które najchętniej zlikwidowałyby wszystkie szkoły, a zaoszczędzone pieniądze wydały na igrzyska. Czy burmistrz Mokotowa ma być podmiotem kształtującym polską politykę edukacyjną? – pyta retorycznie Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca warszawskiego koła Zielonych.

Edukacja to nie jest tylko sprawa nauczycieli i uczniów. To jest sprawa nas wszystkich. Edukacja kosztuje, ale i musi kosztować. Ci, którzy tego nie rozumieją, powinni wrócić do szkoły zamiast decydować o jej losie. Politycy, do szkoły!

8 października 2012

Piotr Kozak: Miasta do mieszkania

Pierwszy numer magazynu „Miasta” redagowanego przez Martę Żakowską i Joannę Erbel to dobry pretekst, aby porozmawiać o polityce mieszkaniowej (lub jej braku) w Polsce. Sytuacja jest paląca. W kraju ponad 8 milionów ludzi żyje poniżej minimum socjalnego, ponad 60% społeczeństwa nie stać na nowe mieszkanie, a i nowych mieszkań brakuje. Marże deweloperskie są trzy-, a nawet czterokrotnie wyższe niż w Europie Zachodniej. Budownictwo komunalne to tylko 0,5% nowo wybudowanych mieszkań.

Dyskusja na ten temat wyraźnie się ostatnio ożywiła. Od kilku lat można również zaobserwować dynamiczny rozwój powstawania ruchów lokatorskich związanych z żądaniem prawa do mieszkania. W kampanii samorządowej 2010 r. Zieloni wskazywali, że Warszawa może budować tanie mieszkania komunalne, a ich niedobór wynika z braku wyobraźni i niedostatku woli politycznej. To wtedy temat mieszkań komunalnych wyszedł z niszy i zaczęto o nim szerzej dyskutować. Jesienią 2011 r. Magdalena Mosiewicz i Krystian Legierski zorganizowali w Nowym Wspaniałym Świecie międzynarodową konferencję „Prawo do mieszkania”. Konferencja pokazała, że wiele miast na świecie chce i potrafi prowadzić politykę mieszkaniową nastawioną na ludzkie potrzeby. Pismo „Miasta” (w którym głos zabiera m.in. członek Zielonych Bartłomiej Kozek) to kolejny ważny krok w kampanii na rzecz miasta dla ludzi.

Magazyn jest dobrze przemyślany i zredagowany. Pierwszy numer otwiera Manifest Nowej Polityki Mieszkaniowej Obok wywiadów m.in. z Marią Palme, szefową departamentu negocjacji w Szwedzkim Związku Lokatorskim czy z Maciejem Czeredysem i Piotrem Topińskim na temat ruchów spółdzielczych, sporo miejsca poświęcone jest dyskusji o roli państwa w kształtowaniu polityki mieszkaniowej.

Warto zwrócić uwagę na artykuł Ireny Herbst, „W poszukiwaniu polityki mieszkaniowej”. Autorka zaznacza, że niedobór mieszkań w Polsce jest najwyższy wśród krajów Unii Europejskiej. Rocznie budujemy niewiele więcej niż 100 tys. mieszkań. Brak tanich mieszkań na wynajem to też jedna z podstawowych przeszkód w poszukiwaniu pracy poza miejscem zamieszkania. Jarosław Urbański dodaje, że do konsekwencji braku aktywnej polityki mieszkaniowej należy również zaliczyć postępującą gettoizację miast i wzrost zadłużenia polskich gospodarstw domowych. Narasta zagrożenie eksmisjami: rocznie problem ten dotyczy już ponad 100 tys. osób. Rosną koszty samych gmin, które budżety obciążone są koniecznością wypłacania odszkodowań z powodu niewywiązywania się przez nie z obowiązków konstytucyjnych. Wniosek? Brak spójnej polityki komunalnej naprawdę nie opłaca się nikomu.

Głupota i niegospodarność władz miast polskich nie byłaby jeszcze tak porażająca, gdyby nie całkowity zanik wrażliwości moralnej. Warto przeczytać wstrząsający tekst Konrada Dulkowskiego, „Karczowanie ogniem” poświęcony walkom ruchów lokatorskich w obronie prawa do mieszkania. Nie jestem pewien, czy żyjemy w cywilizowanym kraju, jeżeli wciąż (i od wielu lat) mają miejsca takie praktyki jak morderstwa, podpalenia, szantażowanie, nękanie i zastraszanie lokatorów. Jeżeli to nie jest zbrodnia, to co nią jest? W jakim kraju żyjemy, skoro ludzie muszą wychodzić na ulicę z hasłem „Wszystkich nas nie spalicie”?

Pozostaje jedynie nadzieja, że kiedyś odzyskamy nasze miasta. Odbijemy je z rąk handlarzy i akwizytorów. Komunalne mieszkania społeczne oraz tanie mieszkania na wynajem to mieszkania dla nas wszystkich!

Piotr Kozak

PS Magazyn można pobrać w formacie .pdf na stronie Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej.

21 września 2012

Warszawa stoi, czas pójść do przodu - Zieloni o miejskiej polityce transportowej

Europejski Dzień Bez Samochodu to dobra okazja, aby zastanowić się nad tym, jak wygląda i dokąd zmierza warszawska polityka komunikacyjna.

- Na dziś pewne jest jedno: Warszawa stoi w miejscu. Kierowcy stoją w korkach, rowerzyści nie mają po czym jeździć, budowa metra utknęła pod wodą. Warszawę trapi paraliż komunikacyjny - uważa przewodnicząca warszawskich Zielonych, Elżbieta Hołoweńko. - Nie jest to naszym zdaniem wina przyczyn losowych. Miejskie inwestycje są źle zaplanowane i nikt nie kontroluje ich realizacji. Nawet istniejąca infrastruktura jest źle wykorzystywana. Od dłuższego czasu nie jest też miastem przyjaznym przechodniom. Co roku na warszawskich ulicach ginie ponad 100 osób, a ponad 300 trafia do szpitali w wyniku zatruć spalinami. Od dawna powtarzamy również, że Warszawa nie jest miastem przyjaznym rowerzystom. Choć powstały obiecane od roku 2006 rowery miejskie, to wciąż brakuje nam zintegrowanej sieci ścieżek rowerowych. Budowa metra nie stanęła w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, ale w wyniku złego rozplanowania, o czym wspominaliśmy już w 2006 roku. Od czasu Euro 2012 Warszawa nie jest już nawet miastem przyjaznym kierowcom. Remonty dróg to rzecz niezbędna, ale nikt nie każe dokonywać ich równocześnie. Od kilku miesięcy zamiast remontów popularne jest „odświeżanie” infrastruktury miejskiej, co jest kruczkiem prawnym mającym na celu to, by nie musieć jej dostosowywać do wymogów osób niepełnosprawnych. Komu zatem służy warszawska polityka komunikacyjna i dokąd zmierza?

- Na plus obecnym władzom Warszawy na pewno można zaliczyć wprowadzenie systemu rowerów miejskich i oznakowanie peronów metra guzikami dla niewidomych i niedowidzących. Czy jednak nie powinniśmy wymagać więcej od władz dwumilionowego miasta? - pyta członek warszawskich Zielonych, Piotr Kozak. - Pomysły dotyczące rozwiązań komunikacyjnych można mnożyć. Już w 2006 roku postulowaliśmy udostępnienie przestrzeni szyn tramwajowych autobusom miejskim, co w wypadku alei Solidarności okazało się strzałem w dziesiątkę. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby jeden dzień w miesiącu transport publiczny był całkowicie darmowy tak, aby wypracować nawyki korzystania z komunikacji miejskiej. Niewykorzystana jest rozległa sieć komunikacji kolejowej. W 2009 roku zaproponowaliśmy ujednolicenie tablic informacyjnych metra i kolei, ale widać to zadanie przerasta kompetencje władz miasta. Warto rozważyć wprowadzenie do miasta transportu gondolowego oraz zamknięcie jego centrum dla ruchu samochodowego.

Dyskusja o stołecznej polityce komunikacyjnej nie jest jednak i nie może kończyć się na korkach i remontach na drogach. Powinna być rozmową o tym, do kogo należy miasto i komu ma służyć. Władza, która wizji rozwoju komunikacyjnego Warszawy nie posiada, zamiast polityki powinna zająć się remontowaniem dróg.

Projekt kartki: Grzegorz Laszuk.

14 sierpnia 2012

Warszawscy Zieloni w obronie handlu w przejściach podziemnych

Warszawskie koło Partii Zieloni z niepokojem obserwuje eskalację konfliktu wokół lokali handlowych w przejściach podziemnych koło Dworca Centralnego. Szczególnie mocno protestujemy przeciwko bezprawnemu traktowaniu kupców i nierespektowaniu ich podstawowych praw obywatelskich. Mimo że działania prawne są w toku, spółka łamie prawo, a policja nie reaguje.

Za niesprawiedliwe i niegodne uważamy takie praktyki jak: nagłe 400-procentowe podwyżki, odłączanie instalacji elektrycznej oraz wodnej, bezprawne zajęcie mienia, stronnicze zachowanie policji. Godne potępienia są praktyki jak szantaż, zastraszanie i brak dialogu.

Wzywamy Urząd Miasta oraz Zarząd Dróg Miejskich do podjęcia mediacji pomiędzy Stowarzyszeniem Kupców Warszawa Centrum a spółką Warszawskie Przejścia Podziemne. Przypominamy wam: Warszawa należy do nas wszystkich! Czy do Ratusza należy racjonalne gospodarowanie miastem czy gospodarka rabunkowa? - to miasto zarobi na tej zmianie czy spółka?

„Podstawową cnotą polityków jest umiejętność wsłuchiwania się w głosy obywateli. Najwidoczniej jednak warszawscy politycy zamiast słuchać i prowadzić dialog wolą zarządzać miastem przez spółki z o.o. Proponuję bycie konsekwentnym i przekształcenie w spółkę z o.o. Urzędu Miasta” - mówi Piotr Kozak, członek warszawskiego koła partii Zieloni.

„Stawiajmy na przedsiębiorczość, na rozwój małych i średnich firm - to hasła przyświecające naszej gospodarce. Ten konflikt pokazuje nam coś zupełnie innego. Urzędnicza odpowiedzialność to nie zarządzanie miastem jak prywatną firmą dla własnych doraźnych korzyści” - mówi Elżbieta Hołoweńko, przewodnicząca koła warszawskiego partii Zieloni.


21 lipca 2012

Piotr Kozak: Imigracja u bram

Migranci z Haiti, fot. Wikimedia Commons
Na tle tysiącletniej historii Polski jej jednolita struktura narodowa w ostatnich 50-u latach budzi co najmniej zdziwienie. Polska Jagiellonów to ojczyzna Polaków, Żydów, Niemców, Litwinów, Rusinów i Ukraińców. II Rzeczpospolita to kraj żyjących obok siebie mniejszości narodowych (jeżeli konserwatywny sen o powrocie do dawnej Polski miałby się kiedyś ziścić, to najprawdopodobniej nie byłby on tym, o czym marzą piewcy jedności narodowej). Choć kraj nad Wisłą nie przypomina już wielonarodowej mozaiki kultur, to wciąż pozostała w nas duma płynąca z wielowiekowej tradycji tolerancji. Jeżeli jesteśmy więc dumni z Polski i z Polaków, to przede wszystkim ze względu na nasz stosunek do innych.

Pytanie brzmi jednak: czy jeszcze mamy z czego być dumni? Pytanie o tyle istotne, ponieważ implikuje, że być może zaprzepaściliśmy i zaprzepaszczamy tysiąc lat postępu cywilizacyjnego. Jeżeli ktoś wierzy jeszcze w historyczny postęp, to być może powinien w tym miejscu zweryfikować swoje przekonania.

Pytania o stosunek Polaków i państwa polskiego do imigrantów i innych kultur, o jakość życia imigrantów i imigrantek w Polsce stanowiło m.in. przedmiot debaty zorganizowanej przez warszawskie koło Zielonych, która odbyła się 18 lipca w Zielonym Centrum Marszałkowska 1. Rozmawiano na nim o wielonarodowej kulturze oraz etycznych i prawnych podstawach dla współistnienia kultur. Spotkaniu towarzyszył pokaz filmów dokumentalnych, m.in. poruszającego obrazu „Inguska narzeczona” w reżyserii Joanny Turowicz. W debacie udział wzięli: Krystyna Starczewska, dyrektorka 20 Społecznego Gimnazjum w Warszawie przy ul. Raszyńskiej, reżyserki prezentowanych filmów dokumentalnych, Joanna Turowicz i Magdalena Mosiewicz oraz koordynatorka projektów z Fundacji Inna Przestrzeń, Narmina Hebanowska. Spotkanie poprowadził Adam Ostolski, socjolog, felietonista „Przekroju” oraz redaktor „Zielonych Wiadomości”.

Imigracja – Co robić?

W Polsce, według oficjalnych danych Eurostatu z 2008 roku, liczba osób posiadających kartę pobytu wynosi ok. 60 tysięcy. W większości są to osoby posiadające obywatelstwo ukraińskie i rosyjskie. Procentowo, udział cudzoziemców w całej populacji Polski (0,2%) jest więc najniższy (obok Rumunii) w całej Unii Europejskiej. Należy przy tym podkreślić niską roczną ilość nadawanych polskich obywatelstw. Na tysiąc cudzoziemców przyznawane jest rocznie około 28 obywatelstw (w Szwecji i na Węgrzech odpowiednio 68 oraz 50). Trudniej oszacować liczbę osób przebywających w Polsce nielegalnie (jeżeli w ogóle wypada posługiwać się tym wyrażeniem). Według różnych statystyk jest to od 50 do nawet 500 tysięcy osób. Już sama rozbieżność tych danych świadczy o nikłej wiedzy, jaką posiadamy o imigracji. Jeżeli jednak dodać do tego przeszło pół miliona osób o innym niż polskim obywatelstwie zatrudnionych legalnie, to okazuje się, że w Polsce przebywa nawet milion osób obcego pochodzenia. Te liczby nie są wprawdzie niczym szokującym z perspektywy Francji czy Wielkiej Brytanii, ale należy podkreślić, co czyniła Magdalena Mosiewicz, że jesteśmy na początku naszej drogi, a postępujący proces imigracji do Polski jest nieunikniony. Jedyna pytanie, jakie można w tym miejscu postawić, to czy przed nami krótka, czy daleka droga.

Milion osób obcego pochodzenia przebywających w Polsce jest jednak wystarczającą liczbą, by zapytać o wzajemne relacje pomiędzy kulturami. I nie chodzi tu jedynie o stosunek Polaków do innych narodów. Nie zapominajmy, że imigracja nie stanowi monolitu. W jej skład wchodzą członkowie wielu, często obcych i wrogich sobie kultur. Szczególnie mocna zaznaczała to Krystyna Starczewska, która z perspektywy polskiej szkoły ma na co dzień do czynienia z uczącymi się dziećmi imigrantów m.in. wietnamskich, chińskich i tybetańskich czy rosyjskich, ormiańskich i czeczeńskich. Zdarzają się pomiędzy nimi konflikty – twierdzi. Nieporozumienia wynikają również z niezrozumienia. Przykładowo, dzieci z rodzin muzułmańskich muszą być zwalniane z lekcji wychowania fizycznego w czasie Ramadanu ze względu na obowiązujący ich całodzienny post i wynikające z tego ogólne osłabienie organizmu. Ta nauka płynie jednak dopiero z praktyki. Z drugiej strony, dzieci często powołują się na wymogi kulturowe uzasadniając kontrowersyjne i często niezrozumiałe dla społeczności polskiej zachowania. Często również błędnie dokonują nadinterpretacji kulturowych norm. O ile więc, jak podkreśla dyrektorka, należy zwalniać uczniów muzułmańskich z wychowania fizycznego, to nie może być mowy o tolerancji dla zachowań nietolerowalnych. To wymaga jednak pracy tak od nauczyciela, który musi posiadać wiedzę o innych kulturach, jak i od samych dzieci, które muszą uczyć się jak – pomimo inności – żyć razem.

Szczególnie ten ostatni punkt jest warty uwagi. Pierwszym krokiem do zbudowania podstaw dla zgodnego współżycia i tolerancji jest wzajemne poznanie się i zrozumienie. Dlatego też w Gimnazjum organizowane są dni kultur, m.in. dni kultury tybetańskiej czy ormiańskiej. Jest to dobra metoda, żeby dzieci poznały się nawzajem i przestały być anonimowe. Starczewska podkreśla zarazem: Poza szanowaniem różnic kulturowych należy zawsze odnajdywać to, co wspólne, np. wartości moralne. Znalezienie wspólnych wartości łączy i pozwala inaczej spojrzeć na różnice.

Niemalże utopijny obraz sytuacji edukacyjnej imigrantów przekonująco przełamała jednak Mosiewicz. W rzeczywistości większość dzieci nie chodzi do szkoły, ponieważ nie zna języka polskiego. W ośrodku dla uchodźców, w którym mają uczyć się języka, nikt nie mówi po polsku. Wynika to z bardzo złej polityki imigracyjnej oraz przepisów. Dzieci imigrantów traktowane są tak samo, jak dzieci polskie, a jednocześnie nie zapewnia się im odpowiednich możliwości wyrównania szans edukacyjnych.

Nasza demokracja nie jest przystosowana na inność – kontynuuje Mosiewicz – instytucje są nieprzystosowane. Wynikiem tego jest powstanie szarej strefy, podziemia innych kultur, a ostatecznym rezultatem to, że spychamy te kultury poza prawo. Istnieje drugi obieg gospodarczo-kulturowy, całkowicie poza kontrolą państwa. Jest olbrzymi problem ze znalezieniem pracy przez imigrantów. Celowa jest polityka zniechęcania przez urzędy. Brak jest instytucji, do której uchodźcy mogliby się zwrócić – wylicza. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zaangażowanie do pracy na rzecz innych kultur osób zintegrowanych i czerpanie z ich doświadczeń i wiedzy. Potrzebni są pośrednicy kulturowi.

Jak żyć razem?

W toku dyskusji pojawiła się również bardziej fundamentalna kwestia: co mogłoby być etyczną podstawą dla współistnienia? Czy mamy się tolerować, czy wzajemnie integrować? Jak podkreślała Joanna Turowicz – nie należy przy tym mylić integracji z asymilacją. Integracja zmienia nie tylko innych, ale i nas samych. Lepiej mówić o byciu razem niż o asymilacji – twierdzi.

Najbardziej oczywistym kandydatem dla stworzenia wspólnej podstawy etycznej wydawałoby się świeckie prawo, które musi być jedne dla wszystkich i obowiązywać wszystkich. Kwestia jest jednak złożona. Przykładowo: co może być, a co nie może być przedmiotem tolerancji? Czy należy tolerować sprzeczne z polskim prawem porwania kobiet czy wielożeństwo?

Sprawa komplikuje się jednak, gdy przyjrzymy się jej bliżej. Jaka jest różnica pomiędzy oficjalnym wielożeństwem muzułmanów a nieoficjalnym wielożeństwem chrześcijan – pytała prowokacyjnie Narmina Hebanowska. Porwania kobiet często odbywają się też przy wspólnej zgodzie porywaczy i porywanego w celu pobrania się wbrew woli rodziców. O ile jednak na Kaukazie porywa się kobiety, by się z nimi ożenić, to w Europie porywa się kobiety, by nimi handlować – argumentuje Hebanowska. Z kolei, ograniczenia kulturowe, czego przykładem jest choćby zakaz noszenia chust we Francji, są często pretekstem do tego, by pozbyć się imigrantów z kraju. To działa! Muzułmanie coraz częściej wyjeżdżają – mówi Hebanowska. Laickość państwa może również przybrać formę (anty)religijnego fanatyzmu.

Zmianie prawa musi więc towarzyszyć zmiana w moralności (stara zasada Hegla). Musimy nauczyć się żyć razem w oparciu o wspólne wartość etyczne takie jak poszanowanie godności człowieka i odpowiedzialność za drugiego. Musimy zbudować wspólnotę (dodajmy – zieloną wspólnotę). Nie w imię troski o innego, nie w imię współczucia, ale w imię odpowiedzialności za moralne wychowanie nas samych i naszych dzieci. Stosunek do innego wyznacza charakter tego, kim naprawdę jesteśmy. Jeżeli mamy być dumni z Polski i z Polaków, to tylko ze względu na nasz stosunek do innych.

Piotr Kozak, członek warszawskich Zielonych
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...