Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Kołodziejczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Kołodziejczyk. Pokaż wszystkie posty

17 grudnia 2008

Niebiesko mi

Znany satyryk Krzysztof Daukszewicz w jednym ze swoich utworów zwykł śpiewać:

Telewizor wyłączyłem, świecił za niebiesko
Bo samogon, gdy wypędzę, to chowam w kineskop
Zresztą może bym i włączył, ale nie ma prądu
Tylko zacier jest na chodzie i dowód do wglądu

Choć dużo się w Polsce zmieniło od onych czasów i w przeciwieństwie do tamtych wesołych lat telewizja otwarcie już dziś pokazuje panów w niebieskich mundurkach niekiedy okładających pałami protestujące np. „mrówki” na granicy, lub rozochoconych za bardzo kibiców Legii. Natomiast zamiast zacieru w domu, co najwyżej delikatnie bombluje mi w baniaczku jeżynowe wino, to jednak i tak z powodu nadmiernego świecenia na niebiesko mojego telewizora musiałem go w końcu ubezwłasnowolnić. W mojej niebieskiej wypasionej „N” telewizji na niebiesko świecił już każdy polski kanał. Gdzie nie kliknąć, tam występują albo błękitne, albo granatowe poważne gadające głowy, co rusz przerzucające się inwektywami, czy zawzięcie tłumaczące własny pogląd. Jeśli gdzie niegdzie przebije się w końcu kolor czerwony, to chyba dlatego, że idą święta i na ekranie chyłkiem przemyka czasem gruba postać św. Mikołaja. Pozostały program wypełniają nam błękitno-granatowe ludziki w różnym natężeniu w zależności od tego kto akurat zarządza stacją. Tak oto codzienny relaks przed „błękitnym ekranem” do znudzenia umilają nam niebiescy politycy od zawsze prawie w wiecznym recyklingu. O ile kiedyś na jedynym dostępnym kanale czekając na „Kobrę” albo western gromadzili się tłumnie ludkowie, tak teraz każdy z nas z osobna zasiada przed setką stacji, choć do wyboru w gruncie rzeczy i tak zostaje jeden i ten sam repertuar jak ongiś.

Mamy więc różne kabaretony, teatr telewizji, seriale i thrillery. Prawie na każdym z nich pojawiają się nasze ulubione niebieskie postaci. Jeśli interesuje nas serial obyczajowy wystarczy kliknąć pilotem i na ekranie pojawia się sympatyczna postać przewodniczącego Chlebowskiego, który ciepłym głosem godzinami potrafi mówić o „nowej jakości rządzenia PO-PSL”. Ponieważ serial ma scenariusz niezbyt skomplikowany, to postać przewodniczącego głównie gada o niczym, albo snuje wizje przyszłości „by wszystkim żyło się lepiej”. Jak w każdym serialu są i Szwarc charaktery, a te oczywiście w kolorze nie czarnym, lecz granatowym - najczęściej pod postacią Jacka Kurskiego, lub Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy już nasycimy się serialową papką, warto przeskoczyć na program kabaretowy. Moją ulubioną satyryczną postacią jest marszałek Niesiołowski. Jeszcze nie tak dawno ultrakatolicka ględźba z ZChN, który przeszedł piękną transformację w stu procentowego liberała, który nawet rozumie i naucza, czym jest ironia w polityce. Panu marszałkowi gratuluję i jeśli dalej będzie rozwijał się w takim tempie, to kto wie, być może po kilku reinkarnacjach ujrzę go u boku Roberta Biedronia na Paradzie Równości walczącego tym razem nie z Leninem, a z dyskryminacją mniejszości seksualnych.

Ponieważ nie samą rozrywką człowiek żyje, zaś czasami trzeba się nieco ukulturalnić, to warto włączyć teatr TV. Oj tutaj sztuk jest zatrzęsienie: dramaty, tragedie i tragifarsy. Ostatnio na czołówkach ekranu to tragifarsa najczęściej się pojawiała - z granatowym, a jakże! – prezydentem w roli głównej. Gdzieś tam strzelano, coś się zepsuło, ktoś w tle po rosyjsku do kogoś krzyczał chyba: Won! Lub też jakoś tak podobnie. Ot, była to taka nasza współczesna wersja „Spadajdziadów”, której sam Dejmek by się nie powstydził. Teatr teatrem, ale przecież odkąd nakręcono Supermana, nie obejdzie się na ekranie bez super bohaterów. Nową wschodzącą błękitną gwiazdą jest niejaki poseł Karpiniuk. W pełnym napięciu słuchałem jego wywodów na Komisji Śledczej, tudzież oglądałem inny pojedynek z kosmicznym bohaterem gen. Hermaszewskim. Nie tylko ja dowiedziałem się, że generał Hermaszewski należał do wojskowej junty WRON, a jeśli ktoś nie wierzy, to najlepiej niech sprawdzi w Google, tak jak poseł Karpiniuk sugeruje. Przynajmniej dzięki telewizji już widzę dokąd zmierza reforma szkolnictwa pod wodzą błękitnej minister Hall – od dziś drogie dziatki zamiast książek – Google, Google i jeszcze raz Google.

No cóż… jacy politycy, takie programy – rzekłbym. A w naszej TV nie tylko, w kółko widać kolor niebieski, ale głównie potrafi się pokazywać na ekranie coś tam, coś tam. Prawdziwe tematy o przyszłości kraju, świata i różnorodności wypowiedzi prawie wcale nie interesują naszych dziennikarskich speców telewizyjnych. Niekiedy te same telewizje próbują nam powiedzieć, że jest alternatywa na kolor błękitny i granatowy. Podobno wkracza do gry Polska XXI, więc przybędzie mi kolor ciemnoniebieski na ekranie – no i masz ci los drogi bracie i siostro.

Tymczasem świat bucha kolorami tęczy. Przez chwile nawet myślałem, że w związku ze szczytem COP 14 w Poznaniu, choć na moment królować będzie w TV kolor zielony – ale gdzie tam! To, że ważą się losy świata nie specjalnie przejęło nasze niebieskie telewizje, a jeśli już, to i tak gadały tylko błękitno-granatowe głowy i to w większości o tym, że prąd nam zdrożeje o 100 %.

I jak tu w tej sytuacji nie wyłączyć telewizora – trzeba oszczędzać. No może i bym włączył, ale nie ma prądu, a raczej stać mnie niedługo na niego nie będzie jak wmawiają mi telewizje i gazety - i to wszystko przez ten feralny szczyt klimatyczny! Jak to dobrze, że wciąż bordowe wino mi w baniaczku dojrzewa. Na zimę będzie się czym ogrzać jak znalazł. Na wszelki wypadek dowód do wglądu przygotowałem, bo jak przyjdzie policja, będzie prohibicja!

Może jednak lepiej nie martwić się na zapas, gdyż w ostatnim programie podali, że błękitny Schetyna zabierze mundurowym pomostówki, więc istnieje szansa, że już nie będzie komu sprawdzać w tym niebieskim kraju dowodów osobistych.

21 lipca 2008

W krzywym zwierciadle, czyli szkło kontaktowe na prowincji

Kanikuły w pełni, cisza w koło, a dziennikarze na gwałt szukają choćby najmniejszego tematu, który można by "wziąć na ząb" i na chwile zabić potworny marazm nicniedziania w naszym lokalnym i krajowym grajdołku. Tymczasem spełniła się mroczna przepowiednia z pewnej reklamy wyborczej:

"Nie ma Giertycha, nie ma Leppera, nic się nie dzieje, nudy..."

Reklama jak widać na tyle prorocza, że nawet nie ma już także i jej twórców, czyli LiDu. Po pół roku sprawowania rządów PO nasz Premieru Donaldu Tusku Słońce Peru I, niczym sławny rosyjski hipnotyzer Anatolij Kaszpirowski, uśpił nas swoim pełnym miłości wzrokiem i głosem:

Adin: Uwiditje, wszyscy Polacy się wzajemnie kochają...
Dwa: Polska się rozwija i ludzie żyją dostatnio...
Tri: Problemy służby zdrowia właśnie ustępują...
Ćietyrie: Nasza edukacja dorównała już standardom europejskim...
Piat: Boiska na Euro prawie zrobione, mamy też boiska w każdej gminie...
Szjest: PKB rośnie, doganiamy Irlandię...
Sjem: Misja w Iraku zbliża się ku końcowi...

Tak oto spokojne, po cichu, po wielkiemu cichu proszę Państwa upłynęły nam te wydłużone nudne półroczne wakacje, prawie jak w filmie polskim. To jest tak, że odkąd premierem został nasz premier, to proszę Państwa: Nuda, nic się nie dzieje, dialogi - niedobre, bardzo niedobre dialogi są, w ogóle brak akcji jest, nic się nie dzieje, aż dziw bierze, że nie wzoruje się na zagranicznych. Dłużyzna, proszę Państwa, po prostu dłużyzna. Państwo rozumieją.

Patrzę, patrzę na to no i aż mi się chce wyjść, a nie mogę bo tu ciągle: adin, dwa, tri, ćietyrie, piat, szjest, sjem...

Mógłbym tak jeszcze długo, ale oszczędzę Państwu wpadnięcia w trans zachwytu nad ciężką pracą naszego premiera i rządu i na liczbie siedem: Nasz sjeans zakańczaitsa...

No i mili Państwo, i kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci my płacimy.

A tu przez cały ten czas nic się nie dzieje! No i... kiedy wydawało by się , że będę musiał już iść na bezpłatny urlop, tak jak i cała dziennikarska brać różnej proweniencji, to nagle jak grom z jasnego nieba spada cudowna dzika kaczka, i bynajmniej nie jest to kaczka dziennikarska wiadomość:

PiS ogłasza bojkot mediów!

Oj, znów będzie się działo! Hurra!! Uratowani z nudy!! I to przynajmniej do chwili póki czasu antenowego nie zajmie Olimpiada w Pekinie. Tak więc kolejne swojskie Igrzyska czas zacząć.

No i jak to w "polskim piekiełku" tradycyjnie zaczęło się wreszcie medialne międlenie:

Tako rzecze Wielki Strateg, że w atmosferze kłamstw i pomówień żyć nam nie nada! Dalej bracia kupą huzia! Nam tu jacyś Sekielscy, Morozowscy i Sianeccy psuć i zakłamywać obrazu nie będą! Łoj bojkot, pani matko bojkot, bojkot, narobił mi w parlamenciku łoskot, łoj pani matko łoskot.

Jak to dobrze, że na naszą słodką i wesołą kompaniję: Suskich, Gosiewskich, Brudzińskich i inszych Kurskich polegać można jak zawsze i tematów dziennikarzom nie zbraknie nawet w chwili całkowitej posuchy. Aby było śmieszniej: znów cytując słowa Wielkiego Stratega: "Sprowadzono polskie życie publicznego do rynsztoka". Pewnie coś mądrego w tym zdaniu jest, ale sam już nie wiem, czy dziennikarze to uczynili i Polskę w rynsztok zamienili, czy też to były jakoweś chamy, lub inne warchoły? Jeszcze niedawno przecie do obu tych kategorii łapali się nasi parlamentarzyści, ale infekcja jak widać się rozszerzyła i dziś już jest jasne, że "można być prezydentem, ale można też być chamem". Cóż zrobić...? Widać bojkot dziennikarzy jest potrzebny by w końcu zaprowadzić porządek w tych wszystkich przeciekach.

No, niby bojkot bojkotem, dobrym jest, ale ja osobiście rozważałbym rozwiązanie z czasów mistrza bojkotów i bojów wszelakich ... Andrjuuuu... Leepperaaaa...

Ot, tak zwyczajnie dać raz a porządnie takim dziennikarzom "w papę" i po sprawie. Dodatkowo skuteczną ową metodę użyć można i w dyskusjach między naszymi "pałacami". Dajmy na to, jak tylko jednemu lub drugiemu z ministrów ego rozedmie się do monstrualnych rozmiarów, to zabieramy delikwentów na dźwiękoszczelny Ring, a potem już wystarczy prawy lub lewy sierpowy. Chłopaki zamiast wyzywać się od chamów i warchołów, dadzą sobie po razie i wszystko wróci do normy. Sugerowałbym jednakże wprowadzenie kategorii wagowych, aby ci nieco mniej wyrośnięci nie grzmocili ciosów poniżej pasa.

No, wsio w pariatkie, bojkot czy nie bojkot, ważne że w końcu znów się coś u nas dzieje. Koniec dziennikarskiej nudy. A nie tylko adin, dwa, tri... Dalej - proszę zaprotokołować... Ja też popieram i przyłączam się do bojkotu wszystkich mediów! Prawie...

I tylko w sercu mam żal wielki do tych ludzi, co moją Polską zaczęli frymarczyć, ile w nią w truli fałszu i obłudy, by zabić prawdę i prawdę osaczyć. Dziś tylko Radia Maryja mogę słuchać i oglądam tylko telewizję Trwam. Bo tylko ojcu Rydzykowi mogę ufać, po Janie Pawle tylko on pozostał nam.

19 marca 2008

Klik...

W ramach warszawskiej gościnności - tekst Zielonego ze Śląska, Adriana Kołodziejczyka, zabawny i pouczający zarazem. Polecam.

Jak każdy przyzwoity internauta w tym kraju siedzę sobie właśnie z piwkiem w ręku i buszuje po sieci. Jeden z portali, który przeglądam najwyraźniej instynktownie wyczuwa, że mój umysł krąży gdzieś między erotycznymi fantazjami, a wibrującymi i falującymi kobiecymi kształtami. Ten diabeł Internetu kusi mnie obrazkiem z roznegliżowaną kobietą namiętnie wijącą się ku wannie. Już prawie słyszę jak do mnie szepce... Choć, wejdź razem ze mną i pobiegnij za białym króliczkiem... Czuję na całym ciele dreszcze oraz nerwowe skurcze palców na myszce i...?? Uf... ostatnim wysiłkiem woli cofam jednak kursor, który wprowadziłby mnie do tajemniczej nory pełnej zamieszkałych przez przedziwne elektryzujące stworzenia o wyglądzie Dody Elektrody.


Zastanawiam się, czy to Duch Święty natchnął mnie przed pokuszeniem, czy też stało się to dzięki słowom naszego Anioła Stróża z ulicy Alternatywy 4, czyli nieomylnego wodza Jarosława ostrzegającego przed zgubną rolą dla Polski Internetu? Ponieważ jestem w dużej mierze racjonalistą odrzucam działanie siły boskiej i zdecydowanie stawiam na bramkę numer dwa. Co prawda i przez anioły przecie Pan działa - no, ale to wszak niezupełnie to samo... Uświadomienie sobie tego faktu sprawia, iż zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że może nie jestem dobrym obywatelem, bo ten jak wiemy omija szatański świat netu z daleka, myśli swe kierując ku pobożniejszym mediom nadającym na nieco innej fali.


Wirtualny diabeł nie daje łatwo za wygraną i kusi dalej ... Kliknij i wejdź!


Ja już na szczęście jestem czujny, i mimo że pokusa jest zbyt silna by się oprzeć, to na wszelki wypadek sprawdzam kto za tym medium stoi i czy przypadkiem diabeł ten nie ma niemieckiego, lub innego sado-masońskiego oblicza. Na pierwszy rzut oka wszystko chyba jest w porządku, a czort wydaje mi się taki Borutowy, swojski i rodzimy. Zatem KLIK...


"PO: Żadnych ustępstw; Pis: Nikt się nie wyłamie", "Ksiądz biskup odarł mnie z godności", "Papież nie wie, co się dzieje w Tybecie", "Tajemnicze transfery", "Brutalny atak na Polaka", "Matka chciała udusić półroczną córkę".


Zaraz, zaraz... gdzie ja jestem?? A miało być przecież tak pięknie... Tymczasem zamiast namiętnej brunetki, lub strony dla współczesnego Sherlocka, na której trzeba rozwiązać tajemniczą zagadkę: Co zrobi Paris, gdy zabraknie benzyny - ja dostaje teraz taki pasztet... Ot masz ci los! Sam człeku chciałeś.


Potworny Matrix netu wciągnął mnie w swoje demoniczne wirtualne macki. Im więcej czytam informacji, tym bardziej zaczynam się czuć jak bohater jednego z odcinków Star Treka: kapitan Jean Luc Picard, który wciągnięty w intrygę nieistniejącej holograficznej postaci profesora Moriartego, zostaje przeniesiony do jego wyobrażonego świata. Wszyscy w nim udają. Moriarty udaje, że wydostał się do rzeczywistości, a kapitan Picard udaje, iż nie wie, że znalazł się w holograficznej symulacji statku, stworzonej by go oszukać.


Nic to, bo bajka o Star Treku, to tylko taka mała alegoria, gdzie w końcu uświadomiłem sobie, że sami przecież zachowujemy się podobnie i najlepiej wychodzi nam zwłaszcza udawanie. Udawanie owo uczyniliśmy częścią naszej wspólnej bajeczki i czasem może trzeba być tym złym obywatelem z piwkiem w ręku, który sięga do magicznego wirtualnego pudełka zwanego Internetem. Sięgnąć do niego właśnie po to, aby się dowiedzieć, że są rzeczy, które trzeba zobaczyć, by wiedzieć, że ich nie warto oglądać.


A więc obywatelu KLIK!


Orędzie Prezydenta: Prezydent udaje, że jest prezydentem wszystkich Polaków.
Plujmy sobie nawzajem w kaszę, to takie Polskie, to takie nasze...


KLIK:
Rząd udaje, że nasza misja "stabilizacyjna" w Iraku wciąż jeszcze jest potrzebna.
Kolejny rok, a Irak płonie. Obłędny taniec nad własnym grobem.


KLIK:
Dziennikarz udaje, że system wyrzutni rakiet, to "Tarcza antyrakietowa".
Co wiadomo komuś o Hawajach?


KLIK:
PiS udaje, że obchodzi go zabezpieczenie Traktatu z Lizbony.
Mąć, mąć Polską kadź, bo na to tylko cię stać.


KLIK:
Papież udaje, że nie wie co się dzieje w Tybecie. Naszyjnik z ludzkich kości. Czarka z czaszki pokryta srebrem. Trąbki z kości udowej. Bębenek z czaszki. Drogi Benedykcie XVI, witaj w Lhasie! A gdzie jest drogi Jan Paweł II?


KLIK:
Kościół udaje, że jest święty i nie ma w nim problemów pedofilii.
Nie nazywajmy nigdy szamba perfumerią...


KLIK:
Lewica w Sejmie, udaje że jest lewicą.
Cały nasz dowcip polega na tym: Wmówić pokrzywie, że jest pięknym kwiatem.


KLIK:
Komitet Olimpijski udaje, że Chiny są dobrym miejscem dla Olimpiady.
Nie zaglądaj w spraw kulisy, siedzą tam zawsze świnie i lisy.


KLIK: Awaria systemu operacyjnego Windows: Wskazuje kod zatrzymania...


Oh... dzięki za radę ukochany komputerku. Chyba masz oczywistą rację - w końcu nie ma to jak pokazać wszystkim olimpijski gest Kozakiewicza...


W tekście wykorzystano: Fraszki Jana Sztaudyngera, wiersze z "Antologia poezji buddyjskiej Ameryki", nauki Ojca Dyrektora, Utwór muzyczny KSU i inne.

Adrian Kołodziejczyk (Jogin z Bagien)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...