Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielone Wiadomości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielone Wiadomości. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2013

"Zielone Wiadomości" o polityce energetycznej

Ukazał się nowy numer "Zielonych Wiadomości", poświęcony energetyce. W środku m.in. o: bezpieczeństwie energetycznym, atomie za wschodnią granicą (Białoruś, Ukraina, Kaliningrad), Japonii po Fukushimie, problemach z gazem łupkowym, niemieckiej Energiewende, walońskim systemie wsparcia fotowoltaiki, brytyjskich pomysłach na uspołecznienie własności energii, a także o blaskach i cieniach zielonej energii, dialogu ekologów z górnikami, problemach z biomasą, progresywnych taryfach za prąd, spółdzielczości i trwałym rozwoju...

Numer można pobrać w formacie pdf. Zapraszamy do lektury!

1 maja 2013

Zielona jednodniówka na Pierwszy Maja


W środku: przesłania pierwszomajowe od prof. Aleksandry Jasińskiej-Kani i prof. Zygmunta Baumana oraz od związkowców: Sławomira Broniarza (ZNP), Iwony Borchulskiej (OZZPiP), Dariusza Zalegi (WZZ Sierpień 80). Agnieszka Grzybek pisze o urlopach rodzicielskich, zaś Adam Ostolski o leczeniu zawiści solidarnością. Jean-Luc Mélenchon wyjaśnia, na czym polega ekosocjalizm w rozmowie z Ewą Sufin-Jacquemart, zaś Piotr Szumlewicz (OPZZ) tłumaczy w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem, dlaczego obrady Komisji Trójstronnej powinny być jawne. Grzegorz Jan Janiczak opowiada o swojej walce o prawo do demonstracji. Aleksandra Sołtysiak-Łuczak apeluje o solidarność z pracownicami żłobków, zaś Julia Kubisa wyjaśnia, co to jest "różowa strefa gospodarki". O polityce europejskich Zielonych w kwestii praw pracowniczych piszą: Łukasz Moll i Karima Delli. Marcelina Zawisza próbuje policzyć społeczne koszty pracy, Lynn Parramore przygląda się życiu seksualnemu prekariatu, zaś Bartłomiej Kozek przedstawia opowieść młodego pracownika kina. Na koniec - kilka propozycji dalszych lektur "z zielonej półki".

20 marca 2013

Poszerzamy pole walki - nowy numer „Zielonych Wiadomości”

Zapraszamy do lektury nowego numeru „Zielonych Wiadomości”. Autorki i autorzy przyglądają się z perspektywy feministycznej problemom reform zdrowia, edukacji oraz kwestii długu.


7 stycznia 2013

„Zielone Wiadomości” o szkole i edukacji

Jest już nowy numer „Zielonych Wiadomości”, poświęcony edukacji, nauce, kulturze i polityce internetu. Numer dostępny jest w .pdf oraz w wersji papierowej. Zapraszamy do lektury!


7 czerwca 2011

Fuzja


Uważne Czytelniczki i Czytelnicy tego bloga z pewnością zauważyli już powoli dokonujące się na nim zmiany. Wpierw pojawił się niewielki baner, który klikających przenosił na witrynę "Zielonych Wiadomości", następnie na liście społeczności facebookowych pojawiła się również witryna gazety, na koniec zaś - zmianie uległo logo bloga, przygotowane teraz przez Wojtka Kłosowskiego. Już to krótkie wyliczenie pokazuje, że - wbrew plotkom - Zielona Warszawa żyje i żyć zamierza. Nie ma co ukrywać jednak, że wchodzi ona w nową fazę swojego istnienia, a to dzięki połączeniu sił z redakcją naszego bezpłatnego czasopisma pod redakcją Beaty Nowak i Adama Ostolskiego. Zdecydowałem się na ten krok, bowiem wzajemne wsparcie zielonej obecności w przestrzeni medialnej staje się teraz niezmiernie istotne. Spojrzenie na rzeczywistość społeczną i polityczną z ekopolitycznej perspektywy będzie teraz - mam nadzieję - widzialne bardziej niż do tej pory, pewne plany już są, ale wolę ich nie zdradzać. Niech będą one miłymi niespodziankami dla wszystkich tych, chcących od tego roku widzieć Zielonych w Sejmie.

Nie da się ukryć, że będzie tu nieco mniej tekstów niż do tej pory. Ostatnimi czasy to zjawisko spowodowane było głównie przez moją sesję, skrajnie nie sprzyjającą jakiejkolwiek działalności publicystycznej, chciałbym też - czego nie ukrywam - nieco inaczej kształtować swój czas, tak, by polityka była jego istotnym, nie zaś jedynym elementem. Od jakiegoś czasu informacje na temat zielonych sukcesów w wyborach na świecie czy też przegląd interesujących artykułów w sieci pojawiają się na witrynie Zielonych Wiadomości. Chciałbym, by strona internetowa pisma, którego publicystą zostałem, była swego rodzaju zieloną agencją informacyjną, portalem, trzymającym rękę na pulsie wydarzeń. Będzie to szczególnie istotne w obliczu zbliżających się wielkimi krokami wyborów parlamentarnych. By zapewnić polskim czytelniczkom i czytelnikom pełen dostęp do głównego nurtu politycznych debat w obrębie zielonej rodziny politycznej, udało się nawiązać współpracę z portalem Sieci Współpracowników Europejskiej Partii Zielonych - GreenYourope, dzięki czemu teksty z tej strony tłumaczone będą na polski, a sam portal umieszczać będzie teksty Adama Ostolskiego z jego anglojęzycznego bloga - pierwszy, na temat praw mniejszości seksualnych, już zresztą na GreenYourope wisi.

Zielona Warszawa pozostanie miejscem, w którym znaleźć będziecie mogły/mogli bieżącą publicystykę dotyczącą lokalnych spraw warszawskich - liczę, że dzięki temu blog ten w większym stopniu realizować będzie swoje pierwotne założenie bycia źródłem debaty na temat Warszawy naszych marzeń i stanie się swego rodzaju "internetową wkładką lokalną" Zielonych Wiadomości. Nie znikną stąd recenzje czytanych przeze mnie książek, zaproszenia na lokalne wydarzenia czy spostrzeżenia z odwiedzanych wystaw, a więc utrzymanie dużej roli tekstów kulturalnych czy metapolitycznych na stronie. By szybciej reagować na pędzącą jak szalona rzeczywistość, zdecydowałem się na założenie sobie konta na Twitterze - z poziomu Zielonej Warszawy możecie obserwować najnowsze wpisy, pojawiające się po jego lewej stronie, zaraz pod facebookowymi społecznościami, gorąco zachęcam też do zapisania mojego profilu i jego śledzenia z poziomu samego Twittera. To całkiem niezła lekcja krótkiego i treściwego wyrażania swoich opinii, co może spodobać się szczególnie osobom, nie mającym czasu na czytanie dłuższych postów na blogu. Na pewno będzie tu można znaleźć również odniesienia do wszystkich innych miejsc w sieci innych niż Zielone Wiadomości, w których będzie można znaleźć moje teksty. Dziękując zatem za to, że do tej pory byłyście i byliście z Zieloną Warszawą - proszę o nieregulowanie odbiorników, nadawanie trwa bowiem w najlepsze.

30 kwietnia 2011

Artykułowa lista przebojów...


...czyli subiektywny wybór 5 artykułów, na które warto zwrócić szczególną uwagę podczas lektury najnowszego numeru Zielonych Wiadomości, poświęconego kwestiom energetycznym:

5. "Media i demokracja w atomowym państwie" Radosława Gawlika. Były wiceminister środowiska i wieloletni działacz Zielonych porusza w nim niezwykle ważną kwestię aktualnej nierównowagi, panującej w przekazach dotyczących energetyki atomowej. Zdecydowanie dominują w nich jej zwolennicy, potrafiący z przekonaniem opowiadać o bezpieczeństwie tej technologii, mając za tło swych wypowiedzi obrazy tragedii w Fukushimie. Postawy partii głównego nurtu jeszcze do niedawna przypominały niemal monolityczny monolog, który nieco skruszyło namówienie SLD przez Zielonych do wsparcia pomysłu organizacji referendum w tej kontrowersyjnej sprawie. Rząd Donalda Tuska planuje tymczasem zaserwowanie podzielonemu w tej kwestii społeczeństwu umieszczanie pozytywnego przekazu na temat energii jądrowej w telewizyjnych serialach - trudno powiedzieć, czy wizja dodatkowych pieniędzy, czy też zwyczajna nieznajomość złożoności tematu sprawia, że media głównego nurtu dość ostro angażują się po jednej ze stron tej ważnej dla przyszłości kraju debaty.

4. "Odpady jądrowe: co dalej" Rado Skurczatowa. Wielokrotnie możemy usłyszeć uspokajające zapewnienia na temat niewielkiej ilości odpadów, jakie powstają w procesie produkcji energii w reaktorach jądrowych. Tekst ten rzuca nieco więcej światła na kwestię, która będzie obciążać przyszłe pokolenia. Po dziś dzień nie ma ostatecznych składowisk radioaktywnych odpadów, a te składowane przy elektrowniach, często składowane są w warunkach które narażają je na wysokie prawdopodobieństwo wypadku. Skażenie środowiska spowodowane wydostaniem się radioaktywnych cząsteczek nie jest mniejsze, niż w wypadku chociażby wybuchu w reaktorze, tak więc lekceważenie kwestii produkcji i składowania odpadów wydaje się skrajną krótkowzrocznością.

3. "...a uran jest relatywnie tani. Czy Polska zamierza uczestniczyć w neokolonialnej polityce Francji?" Moniki Karbowskiej i Marcina Marszałka z Lewicowej Sieci Feministycznej "Rozgwiazda". Tekst ten pokazuje naszą globalną odpowiedzialność i to, jaki może być wpływ rozwoju polskiego programu energetyki jądrowej na korodowanie praw człowieka. Jednym ze źródeł uranu - bardzo prawdopodobnym, jeśli będziemy korzystać z francuskiego kapitału i technologii - jest Niger. Władze i społeczeństwo tego afrykańskiego kraju nie mają wiele korzyści z eksploatowania jego złóż przez francuskie koncerny, a dziedzictwo ich działalności bywa dość nieprzyjemne. Dość wspomnieć wspieranie wojskowego zamachu stanu, gdy demokratycznie wybrany prezydent kraju, Hamani Diori, w latach 70. XX wieku chciał renegocjować warunki umowy wykorzystywania tychże złóż. Wyzysk, skażenie środowiska, dewastacja krajobrazu - to wszystko efekty inwestowania w taką, a nie inną technologię energetyczną. Inwestowania, którego mieszkanki i mieszkańcy Nigru nie są beneficjentami - prąd poza stolicą kraju nie jest częstym zjawiskiem...

2. "Dyskretny urok energii odnawialnej" Karoliny Jankowskiej. Bardzo lubię pokazywanie pozytywnych przykładów, udowadniających, że energię można produkować inaczej. Co więcej, podawany przez wieloletnią działaczkę Zielonych przykład nie dotyczy odległych krain, lecz pewnej mazurskiej wsi, której wójt zdecydował się na postawienie na energetykę wiatrową oraz wykorzystywanie biomasy, co doskonale wpisuje się w nowoczesną, zrównoważoną wizję systemu energetycznego - demokratycznego i zdecentralizowanego. Jankowska wskazuje jednocześnie na dynamiczny rozwój sektora energetyki odnawialnej w Europie, który - pomimo nadal niedostatecznego wsparcia publicznego - kilkukrotnie przekroczył zakładany poziom wytwarzania energii. Czyżbyśmy stali zatem na progu decyzji na temat kierunku rozwoju energetyki już nie tylko w Polsce, ale i na świecie? Całkiem sporo na to wskazuje.

1. "Ani czysta, ani tania. 10 argumentów przeciwko energetyce atomowej" - zbiorowa praca Ewy Charkiewicz, Marcina Marszałka oraz Moniki Karbowskiej. Nie wiem, czy jest sens zanadto na temat tego artykułu się rozpisywać, stanowi on bowiem znakomite kompendium wiedzy na temat wad energetyki jądrowej i możliwych alternatyw. Szczegółowo opisane są w nim takie kwestie, jak wpływ inwestowania w tę gałąź wytwarzania energii na prawa człowieka, demokrację, rozwój społeczny i ekonomiczny czy też poziom zdrowia osób, mieszkających w jej pobliżu. Jasno wskazuje też, co można osiągnąć porównywalnym, a nawet tańszym kosztem - chociażby jeśli chodzi o efektywność energetyczną czy też produkowanie energii ze źródeł odnawialnych. Technologie już są - to zatem kwestia woli politycznej, czy pójdziemy w kierunku utrwalania tradycyjnego, scentralizowanego modelu wytwarzania energii, czy damy szanse rozwiązaniom na miarę XXI wieku.

9 marca 2011

Feminizm z każdej strony


Jak tu się nie cieszyć, że dzielna ekipa pod redakcją Beaty Nowak i Adama Ostolskiego, z niebagatelnym wsparciem Agnieszki Grzybek i Wojciecha Kłosowskiego, przygotowała gazetę, którą czyta się jednym tchem? Bardzo cieszy mnie systematyczny rozwój "Zielonych Wiadomości", które pozwalają autorkom i autorom o ekopolitycznym spojrzeniu na świat zaprezentować swoje racje, które następnie trafiają pod strzechy, często do osób, które nie mają Internetu albo jeszcze nie natknęły się na nasze idee i działania. Rozwijająca się strona internetowa tego medialnego projektu, na której znaleźć można aktualny i archiwalne numery pisma ma szanse stać się czasem lekturą obowiązkową dla każdej i każdego z sercem po zielonej stronie. Najnowszy numer, przygotowany z myślą o 8. marca, potwierdza redakcyjne ambicje i to, że mają one solidne podstawy w merytorycznym przygotowaniu osób zaangażowanych w czasopismo.

Drobną próbkę - tekst Agnieszki Grzybek o dyskusji na temat systemu emerytalnego w Polsce - niedawno umieściłem na Zielonej Warszawie. W "Zielonych Wiadomościach" ukazał się także fragment mojego tekstu z raportu Feminoteki "20 lat - 20 zmian" na temat sytuacji kobiet na rynku pracy - jak zatem widać, współpraca na linii blog - gazeta, jeśli o wzajemną promocję chodzi, idzie całkiem zgrabnie. To rzecz jasna nie jedyne ciekawe teksty w tej 12-stronnicowej, gazetowej publikacji. Ewa Charkiewicz prezentuje w niej znaczenie ekonomii opieki i dowartościowania pracy - najczęściej wykonywanej przez kobiety - którą posługujący się bożkiem PKB rynek nie widzi. Praca reprodukcyjna, umożliwiająca rynkowi trwanie, ma olbrzymie znaczenie w sytuacji alarmujących (niestety nie dla rządzących) wskaźników ubóstwa w kraju - chociażby ponad 2 milionów osób żyjących poniżej minimum biologicznego. Niesprawiedliwy podział kosztów społecznej reprodukcji i rezygnacja przez państwo z aktywnej w nich partycypacji za pomocą narzędzi polityki socjalnej przerzuca odpowiedzialność na jednostki - w tej sytuacji kobiety, także pod wpływem stereotypów, są coraz bardziej obarczone myśleniem o zapewnieniu przetrwania swojego i swoich rodzin.

Tomasz Kitliński i Adam Ostolski bronią w swoich tekstach praw starszych kobiet. Pretekstem do tego stała się słynna wypowiedź posłanki PO, Joanny Muchy, która w wywiadzie dla partyjnego miesięcznika "POgłos" uznała, że osoby starsze przychodzą do lekarza w celach towarzyskich, a operowanie stawów biodrowych 85-letnich staruszek mija się z celem. Kitliński pokazuje pułapkę takiego myślenia, zapominającego o cierpieniu osób, którym może starzeć się ciało, ale umysł - wcale niekoniecznie. Ich wiedza i doświadczenie w dzisiejszych, skupionych na technologicznych nowinkach świecie bywa lekceważona, co musi się skończyć. Ostolski z kolei odpowiada na zarzuty o to, że osoby starsze trudno się leczy. Lekarkom i lekarzom brak cierpliwości i zdolności do stworzenia atmosfery, w której osoby w podeszłym wieku nie będą czuły się niczym intruzi w lekarskim gabinecie. Przytacza badania, wedle których często łatwiej przypisuje się staruszkom problemy psychiczne, niż sprawdza się przyczyny złego stanu zdrowia - stąd najmniejsza spośród całego społeczeństwa wykrywalność chorób w tej grupie. Skończenie z ekonomizacją usług publicznych pomogłoby w spojrzeniu na osobę starszą jako na pacjenta, a nie petenta.

Fantastycznie wyszły wywiady Aleksandry Kretkowskiej z czwórką zielonych radnych, dzięki którym osoby, które oddały na nie swój głos, mogą dowiedzieć się, co dla nich robią. Mało kto spodziewałby się, że na przykład debata o programie ochrony środowiska na Śląsku może wypaść z porządku obrad, bowiem uznano, że jest to... "temat, w którym nie ma napięcia", by zacytować marszałka województwa, o czym mówi przewodnicząca Zielonych i radna lokalnego sejmiku, Małgorzata Tkacz-Janik. Z kolei Ewa Koś, pełniąca analogiczną funkcję na Zachodnim Pomorzu, wskazuje na słabości regionalnych strategii energetycznych, lekceważących kwestie efektywności energetycznej i rozproszonego wytwarzania energii, za to entuzjastycznie wypowiadającej się na temat energetyki jądrowej, z którą - we współpracy z niemieckimi Zielonymi - nasza zielona radna walczy. Bardzo ciekawa jest także perspektywa Sebastiana Kotlarza, zielonego feministy z rady gminy w Kątach Wrocławskich, który podczas kampanii wyborczej zmagał się ze stereotypami na temat naszej formacji, a dziś zmaga się z redukowaniem ochrony środowiska do kwestii gminnych śmieci. Działa też na to, by Kąty Wrocławskie były druga po Nysie gminą w Polsce, która przyjęła Europejską Kartę Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym. Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu.

Tematów i tekstów jest tu dużo, dużo więcej - chociażby o kasjerkach, pielęgniarkach, Izabeli Jarudze-Nowackiej, aborcji, szwaczkach w krajach rozwijających się, parytetach, sprawiedliwości społecznej... Pojawia się też wiele zacnych nazwisk - poza tymi wymienionymi już wyżej między innymi Elżbieta Korolczuk, Julia Kubisa, Wanda Nowicka i profesor Tadeusz Kowalik. Myślę, że zarekomendowałem już dostatecznie dużo - pora zatem zachęcić do lektury i podziękować wszystkim, którzy sprawili, że kolejna edycja "Zielonych Wiadomości" ujrzała światło dzienne. Nie zdradzę też chyba wielkiej tajemnicy jeśli napiszę, że już wkrótce kolejne wydanie, poświęcone energetyce, w którym redakcja rozprawiać się będzie z mitami o tym, że atom jest ekologiczny i ekonomiczny, a zielona energia - droga i mało wydajna. Będzie się działo.

***


Drogie i Drodzy,

zbieramy pieniądze na druk "Zielonych Wiadomości". Najnowszy numer poświęcony jest równości kobiet i mężczyzn w kontekście praw ekonomicznych i społecznych, zgodnie z hasłem tegorocznej Manify "Dość wyzysku".

Rozpoczęliśmy też prace nad następnym numerem, który będzie poświęcony polityce energetycznej i atomowi. W gruncie rzeczy zbieramy pieniądze na 2 numery gazety. Bardzo, ale to bardzo liczymy na Wasze wsparcie. Liczy się każda złotówka i Wasze szczodre serca!

Gorąco prosimy o wpłaty na konto
numer rachunku: 58 1020 1013 0000 0802 0171 6042
Fundacja Zielone Światło
02-798 Warszawa
ul. Kabacki Dukt 2 lok. 78
dopisek: druk gazety Zielone Wiadomości

Wpłacajcie, proszę, ile możecie. I prześlijcie tę prośbę do Waszych przyjaciół. Wspólnie możemy zrobić więcej na rzecz bardziej zielonej, feministycznej i wolnej od atomu Polski :)

W imieniu zespołu redakcyjnego,
Adam Ostolski i Agnieszka Grzybek

27 sierpnia 2010

Wszystkie barwy tęczy

Z Małgorzatą Tkacz-Janik, przewodniczącą Zielonych, rozmawia Tomasz Goliński. Artykuł pochodzi z wakacyjnego wydania "Zielonych Wiadomości" - gorąco zachęcamy do pobrania wersji elektronicznej i życzymy ciekawej lektury.

Tomasz Goliński: Zieloni są jedyną w Polsce partią, w której funkcjonuje parytet we wszystkich ciałach decyzyjnych. Czy rzeczywiście musicie „łapać” kobiety, niechętne polityce?

Małgorzata Tkacz-Janik: Parytet mamy nie tylko w ciałach decyzyjnych. Zdarza się, że wprowadzamy go w trakcie dyskusji, dając na zmianę głos kobiecie i mężczyźnie. Zieloni dostrzegają niesprawiedliwą dla kobiet proporcję uczestnictwa płci w otaczającym nas życiu. I robimy wszystko, aby to naprawiać i zmieniać. Tu chodzi nie tylko o politykę, ale również o o ludzką godność i o fundamentalne kwestie życia codziennego. Inaczej, jako kobieta, nie chciałabym zostać polityczką!

Parytet nigdy nas nie ograniczał. Nie „łapaliśmy” kobiet w zielone sieci. Po prostu odrzuciliśmy patriarchalny model polityki, zmieniliśmy retorykę. Nie ma umizgów, kokieterii, seksualnych aluzji. Jest partnerska rozmowa, dzięki której możemy obejrzeć daną kwestię z różnych punktów widzenia. Wtedy kobiecy język jest różny, ale równy. Nie ma to nic wspólnego z poprawnością polityczną. To głęboko humanistyczny, polityczny, bardzo zielony projekt.

T. G.: Czy 154 tys. podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o parytecie to sukces?

M. T.-J.: Tak, to jest sukces. Zwłaszcza że Polacy i Polki są zniechęceni do polityki, nie wierzą, że mogą coś zmienić. Szczególnie kobiety mają złe doświadczenia. Nie jest to ich pierwsze „pospolite ruszenie” podczas 20 lat transformacji. Wszystkie poprzednie zamieciono pod dywan. A mimo to znowu udało się wzbudzić energię i nadzieję na zmianę.

Parytet to nie panaceum na całą krzywdę kobiet. Ale to znakomite narzędzie demaskowania nierówności. Walka o parytet pozwoliła otworzyć debatę o dyskryminacji kobiet, a także innych mniejszości. Okazało się, że nierówności płacowe mają płeć, że niesprawiedliwy jest patriarchalny podział ról. Że umowy śmieciowe czy pracę „na czarno” najczęściej podejmują właśnie kobiety. Że politycy siedzą nie tylko w naszych portfelach, ale także leżą z nami w łóżkach, decydując o tym, kiedy i czy w ogóle będziemy mieć dzieci.

Klasa polityczna nic dziś nie robi, aby pomóc kobietom i mniejszościom. Niemal jednopartyjna dziś władza wprowadza neoliberalne reformy, które pogłębiają rozwarstwienie i ubożenie społeczeństwa. PO nie chce przyjąć ustawy o płacy minimalnej. Przerzuca ciężar na rodzinę (czytaj: kobiety) i w haniebny sposób prywatyzuje opiekę! Co z tego, że mamy ustawę o mikroprzedszkolach i żłobkach, skoro będą one prywatne? Kobieta w tym systemie zostaje w domu, bo to się jej i rodzinie bardziej opłaca. Czy to jest równość? Czy to jest demokracja?

T. G.: Czy Bronisław Komorowski podpisze ustawę o 35-procentowych kwotach na listach wyborczych? Czy samą propozycję kwot zamiast parytetu uważa pani za udany kompromis?

M. T.-J.: O postawie Komorowskiego i PO wiele mówi dotychczasowe procedowanie nad parytetami. Od 16 lutego odbyły się cztery posiedzenia komisji. Na każdym temat był spychany z porządku obrad albo przesuwany na kolejne daty. Mimo to zmiany w ordynacji mogłyby wejść w życie już podczas najbliższych wyborów samorządowych.

Konstytucjonaliści mówią, że z punktu widzenia prawa to nie jest „zmiana zasadnicza”. Tyle że proponowana przez Komorowskiego 35-procentowa kwota niewiele zmienia. To nie jest kompromis, to ochłap z patriarchalnego, neoliberalnego, bardzo konserwatywnego stołu. Realnie niewiele to zmieni, bo partie i tak wystawiają zwykle zbliżony odesetek kobiet. Trzeba także pamiętać, że nawet 50% miejsc na listach, ale bez „suwaka” (czyli naprzemiennego umieszczania na listach kobiet i mężczyzn), niekoniecznie przełożyłoby się na zwiększoną obecność kobiet w Sejmie.

T. G.: Czy po wyborach prezydenckich są szanse na podjęcie kolejnych tematów związanych z prawami kobiet? Sytuacja matek na rynku pracy, aborcja, wychowanie seksualne, refundacja środków antykoncepcyjnych, przemoc wobec kobiet...

M. T.-J.: Minęły prawie 3 lata rządów PO. To były 3 lata milczenia na temat przyjęcia przez Polskę w całości Karty Praw Podstawowych. Ustawa o płacy minimalnej nie niższej niż połowa średniego wynagrodzenia, co zapewniłoby wstrzymanie ubożenia społeczeństwa, leży w lasce marszałka od ponad 2 lat.

Dlaczego marszałek jako prezydent miałby nagle rozmrozić ten temat? Prawo do aborcji? Chyba pan żartuje! Przypomnę tylko, że to Komorowski nazywał się z dumą podczas tzw. debaty „twórcą kompromisu w sprawie aborcji”. Bez komentarza. Związki partnerskie? Słyszeliśmy wszyscy, jak obecny prezydent tłumaczy, że są niepotrzebne, bo przecież lesbijki i geje „dziedziczyć po sobie mogą i tak”, a jeśli nie, to może „kiedyś trzeba będzie to poprawić”. A przecież to tylko część praw, które powinna zapewnić ustawa o związkach partnerskich. Ustawa o finansowaniu in vitro z NFZ leży w lasce od 3 lat. Po śmierci Izabeli Jarugi-Nowackiej, reprezentującej klub Lewicy, który ją złożył, Komorowski wycofał ją z procedowania.

Zauważmy, że antykaczyńska histeria w większym stopniu dotyczyła facetów. Wiele kobiet przeczuwa, że za rządów PO czekają nas pozory polityki równościowej. Nie znoszę „kaczyzmu”, ale boję się „bronkizmu” jak ognia. Przede wszystkim boję jako kobieta. Kobieta w neoliberalnej Polsce nie ma łatwego życia.

T. G.: Czyli nic się tu nigdy nie zmieni?

M. T.-J.: Pokładam nadzieję w nowym pokoleniu, na które stawia też Grzegorz Napieralski. Dla nich PRL jest abstrakcją, za to realia neoliberalnego rynku pracy odczuwają boleśnie na własnej skórze. Dla nich ochrona matek na rynku pracy przez państwo to „oczywista oczywistość”. To pokolenie, które ostatecznie położy kres polskiemu patriarchatowi i konserwie. Amen (śmiech).

T. G.: Jest pani z Górnego Śląska. Jak duży udział mieli Zieloni w powstaniu pierwszego śląskiego Marszu Tolerancji?

M. T.-J.: Bez Zielonych i KPH pierwszy marsz tolerancji w Katowicach w ogóle by się nie odbył. Tematyka antydyskrymincyjna była tu wcześniej nieobecna. Ten pierwszy marsz był marszem policji – było tyle samo policjantów, co uczestników. Nie był to marsz pokazujący ideę tolerancji, tylko marsz strachu.

Gdy to wspominam, nasuwają mi się pytania. Czy rzeczywiście ludzie tutaj tak myślą? Czy Ślązacy są większymi homofobami niż mieszkańcy innych regionów Polski? Gdy ostatnio delegacja z Kolonii – miasta partnerskiego Katowic – na spotkaniu w UM Katowice mówiła o różnorodności (etnicznej, narodowej, płciowej itd.) Kolonii jako o najważniejszym czynniku rozwoju miasta, jeden z wiceprezydentów Katowic zapytał: a gdzie są w tym wszystkim prawdziwi Niemcy? Tym bardziej doniosłe jest to, że ten Marsz w ogóle się odbył. Chwała ludziom ze śląskiej KPH.

Katowice przygotowują się do bycia kulturalną stolicą Europy 2016. Jeżeli wątek różnorodności nie będzie uznany za wartość (bo jest on wartością, niezależnie od tego, czy pan prezydent tego chce, czy nie), odejmiemy sobie wiele punktów, które moglibyśmy zdobyć.

T. G.: Zieloni od lat aktywnie walczą o prawa osób LGBT w Polsce. Jak legalizacja związków partnerskich ma się do wizji zielonej polityki?

M. T.-J.: Zawsze stawaliśmy po tęczowej stronie świata. Jesteśmy za legalizacją związków według kryteriów, które wypracują środowiska LGBT. W Grupie Inicjatywnej ustawy o związkach partnerskich jest Krystian Legierski, będący członkiem Zielonych. Znamy różne przykłady rozwiązań: PACS, małżeństwo, konkubinat czy inne formy kohabitacji. Ale politycznie chcemy poprzeć rozwiązanie wypracowane przez samych obywateli i obywatelki. Najlepszą formą zielonej demokracji jest właśnie oddolność, różnorodność, żeby nie powiedzieć… równość (śmiech).

Dr Małgorzata Tkacz-Janik – dziennikarka, wykładowczyni akademicka, feministka. W 2006 roku zorganizowała pierwszą Manifę na Śląsku. Współorganizatorka i członkini rady programowej Kongresu Kobiet. Była kandydatką Zielonych w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. i do Sejmu w 2005 r. (na liście SdPl). W styczniu 2009 r. nominowana przez „Gazetę Wyborczą” do tytułu Polki Roku 2008. Od kwietnia 2010 r. jest przewodniczącą Zielonych 2004 (parytetowo obok Dariusza Szweda).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...