Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Drath. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Drath. Pokaż wszystkie posty

10 lutego 2009

Tadeusz Drath: In-vitro a środowisko

Kolejną sprawą, która leży mi na wątrobie to sprawa in vitro. Otóż moze nie wszyscy Państwo wiecie, ale region śląski był i jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych rejonów świata. Nie tylko zajmujemy pierwsze miejsce w Polsce - jesteśmy w pierwszej trójce jeśli chodzi o Europę, a w ścisłej czołówce jeśli chodzi o świat. Niewiele ku poprawie sytuacji pomogło zamknięcie wielu zakładów, bo skażenie pozostało.

I utrzyma się jeszcze długo. Są rejony - np. bytomski, że na wskutek skażenia metalami ciężkimi, głównie ołowiem, skażenie gleby będzie się utrzymywało przez najbliższe 600 lat czyniąc ją nieprzydatną pod względem rolniczym. Naturalne pylenie gleby oaz upawa warzyw w tym regionie powoduje, że i ludzie mają podwyższoną zawartość metali ciężkich w swoich organizmach. O ile jeszcze sytuacja była w miarę dobra jeśli chodzi o ludność napływową, która to urodzona i wychowana była na terenach nazwijmy to czystych ekologicznie, a przybyłą na Śląsk w wieku dojrzałym, o tyle sytuacja okazała się fatalna w następnych pokoleniach.

Badania naukowców w tym zakresie ukazują fatalną sytuację: ludzie mieszkający od urodzenia na Śląsku są upośledzeni. I to nie tylko pod względem intelektualnym, ale pod każdym innym jeśli chodzi o zdrowie.Częściej chorują i krócej żyją. Obecnie nie ma ze względu na brak miejsc pracy takiej ilości świeżej krwi dorasta, czy też dorosło pokolenie ludzi urodzonych i wychowanych tutaj. I ujawniają się problemy ludzi związane też zanieczyszczeniem. Większy jest odsetek osób bezpłodnych lub mających problemy z prokreacją. Oczywiście o ich istnieniu dowiadują się po jakimś czasie gdzie niby dwoje na pozór zdrowych ludzi nie może mieć dziecka/dzieci.Jest to dla nich olbrzymia tragedia, którą jedną, a istotną przyczyną są zmiany spowodowane długotrwałym przebywaniu w skażonym srodowisku.

Nie wdając się w szczególy powiem tylko, że bardzo często jedyną drogą dla tych ludzi jeśli chca mieć dzieci jest zapłodnienie in vitro. Jest to póki co zabieg nierefundowany. Oczywiście w przytłaczającej ilości przypadów tych ludzi na taki zabieg nie stać. Koszt jednorazowej kuracji z powodzeniem ok.30-40% to min. 10000 zł. Nie jestem prawnikiem-konstytucjonalistą, ale wydaje mi się, że są w Konstytucji RP odpowiednie zapisy, a w ślad za tym akty prawne niższego rzędu takie, że nie powinno być najmniejszego problemu w tym zakresie.

Wszelkie dyskusje zmierzają do wykpienia problemu, ukazując tego typu zabieg za fanaberię. Dziwiła mnie wypowiedź prof. Zbigniewa Religi w tym zakresie jako ministra zdrowia. Nie czuł problemu. Może jest dobrym lekarzem od serduszek, ale marnym od innych części ciała.

Dziwi mnie też postawa Kościoła w tym temacie. Jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego jest ten o Niepokalanym Poczęciu Matki Boskiej. Jeśli wierzyć w Niepokalane Poczęcie to postawę Kościoła mówiącą, że jedynie zdrowe jest zapłodnienie naturalne należy uznać za herezję. Coś mi tu nie gra. Może się mylę i ktoś mnie naprostuje? Póki co na dzień dzisiejszy uważam, że to biskupi zbądzili.Kwestią dyskusyjną może chyć sprawa dawcy nasienia: czy musi to być mąż, czy dopuszalny jest dawca anonimowy w uzasadnionych przypadkach. Ale postawę mówiącą, że zapłodnienie in vitro jest z punktu widzenia Kościoła niedopuszczalne uważam za sprzeczną z nauką tegoż Kościoła.

Osobną kwestią jest sprawa równości płci. O ile kobiety mają możliwość korzystania z badań ginekologicznych oraz bezpłatnego leczenia w tym zakresie, o tyle mężczyźni nie. A w przypadku problemów w tym zakresie wysyłanie pacjenta do psychologa to przesada. Nie ta główka drodzy Państwo.

9 lutego 2009

Źródła kryzysu?

Poniżej - tekst Tadeusza Dratha, Zielonego z Górnego Śląska, dający intersujący wgląd w źródła polskiej słabości w obliczu kryzysu. Czy doczekamy się takich demonstracji, które przetoczyły się przez pogrążoną w bankructwie Islandię?

Aby móc w pełni przeanalizować przyczyny kryzysu w Polsce należy przeanalizować politykę firm oraz działania ,które skumulowały się obecnie tak, że mamy zapaść.

Jak wiemy wraz z przeobrażeniami politycznymi nastąpiły również zmiany w obszarach gospodarczych, które to miały z założenia przywrócić normalność w gospodarce. Przedsiębiorstwa państwowe funkcjonujące za pomocą ręcznego sterowania miały zacząć funkcjonować na zasadach rynkowych. W tym celu musiały ulec poważnym przekształceniom, zmianom strukturalnym tak, aby mogły działać w oparciu o rachunek ekonomiczny, a nie jak dotychczas korzystając hojnie z subwencji państwowych. Ponieważ wiele z nich nie posiadało warunków ani możliwości rozwoju dlatego uległo likwidacji.

Nie chcę analizować przyczyn likwidacji poszczególnych zakładów, choć na pewno można by tu w ciemno wymienić brak odpowiednio wykształconej kadry kierowniczej zakładu,przestarzały park maszynowy,niskie kwalifikacje załogi, brak nowych technologii, przestarzałe przepisy prawa pracy,nadmierny fiskalizm. Często też o likwidacji decydowały względy polityczne, a nie merytoryczne. Jak w tych warunkach niektórzy menagerowie postanowili sobie poradzić? Zaczęli się uczyć i wprowadzać w miarę możliwości niektóre rozwiązania sprawdzone w gospodarce rynkowej.

I tak w celu pozyskania kapitału postanowili wprowadzać przedsiębiorstwo na giełdę. Wiadomo, w ten sposób można po spełnieniu wielu warunków z tym związanych uzyskać pieniądze. Czy uzyskany kapitał wykorzystano właściwie? Sądzę, że w wielu przypadkach nie. Czy można było lepiej? Na pewno tak. W każdym bądź razie pieniążki uzyskane tą drogą się skończyły. W wielu przypadkach windowano kursy spółek notowanych na giełdzie do niebotycznych wielkości. Pomagała w tym sytuacja geopolityczna - otwarcie się rynków azjatyckich oraz olbrzymie ssanie ze strony państw, które uzyskały wolność w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego, w których brakowało wszystkiego prócz pieniędzy uzyskiwanych ze sprzedaży surowców: ropy, gazu, kopalin,drewna itp.

Również kurs spółek w sposób nieuzasadniony rósł w wyniku działań funduszy inwestycyjnych, dysponujących pokaźnymi sumami pieniędzy, a ustawowo ograniczonymi do działania li tylko na rynku rodzimym. Kroplą, która przelała czarę spekulacyjnej goryczy okazało się załamanie rynku amerykańskiego funkcjonującego głównie w sposób spekulacyjny. Działania administracji Busha w kierunku walki z nielegalną emigracją spowodowały,że strumień taniej siły roboczej pracującej na czarno uległ ograniczeniu z jednej strony, z drugiej zaś emigranci przestali kupować towary, wynajmować domy itp., bo po prostu było ich coraz mniej.

I banieczka pękła. Załamanie się rynku amerykańskiego pociągnęło za sobą spadek zamówień na towary wytwarzane w innych państwach. Szczególnie dotknęło to tradycyjnych dostawców na rynek amerykański: Niemcy, Wielką Brytanię i wiele innych pomniejszych producentów dóbr. Jeżeli do tego dołożymy spadek zamówień ze strony rynków azjatyckich i postsowieckich oraz coraz to śmielsze i skuteczniejsze próby podboju rynku europejskiego z ich strony mamy pełny obraz obecnej sytuacji.

Czy w takim razie jesteśmy pozbawieni szans na rozwój?Myślę,że nie. Póki co mamy duży potencjał jeżeli chodzi o chłonność rynku wewnętrznego. Jesteśmy dość dużym krajem w porównaniu do innych państw takich jak kraje nadbałtyckie, Czechy, Słowacja czy Węgry,gdzie rynek w miarę szybko ulega nasyceniu. Mamy nieźle wykształconą siłę roboczą obeznaną z nowymi sposobami pracy dzięki emigracji zarobkowej, która nastąpiła po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Ci ludzie chcą wracać. Stwórzmy im warunki,żeby mieli po co. Do zrobienia jest bardzo dużo, praktycznie nie ma dziedziny gospodarki będącej bliskiej stanowi nasycenia.Czy grozi nam całkowity upadek? Jeżeli nie wykorzystamy nadarzającej się okazji to tak. Gospodarka Niemiec w ciągu dwudziestolecia powojennego wyszła na prostą. My ostatnie dwadzieścia lat poza nielicznymi wyjątkami zmarnowaliśmy. Nie chciałbym, aby dla moich dzieci,które właśnie wkraczają w dorosłość jedyną alternatywą na godne życie był angielski zmywak, szwedzkie jagody, niemieckie szparagi. Nie o taką przyszłość walczyłem jako student AGH w latach osiemdziesiątych. Powtarzam - mamy szansę, mamy Złoty Róg, a czy ostanie nam się jeno sznur to zależy tylko od nas. Przyglądając się obecnej scenie politycznej bliżej nam do sznura. Dlatego czas na zmiany. Trzeba zacząć od samej góry. Podziękujmy tym Panom. Zacznijmy od nowa.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...