Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartłomiej Kozek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartłomiej Kozek. Pokaż wszystkie posty

28 lutego 2014

Powrót "Gry o Europę"

 
 
Na przełomie roku 2012 i 2013 byłem jedną z osób, zaangażowanych w powstanie książki "Gra o Europę". Jej celem było przeniesienie debaty na temat Unii Europejskiej na poziom inny niż kłótnie o to, ile kołdry budżetowej wydrzemy dla siebie.
 
Od marca - na trzy miesiące - projekt odżywa na nowo.
 
Po przejściu z Zielonej Warszawy do Zielonych Wiadomości bardzo tęskniłem za blogowaniem. W międzyczasie, dzięki współpracy z Dziennikiem Trybuna, nauczyłem się, że można pisać krótsze trzymające rękę na pulsie teksty.
 
Bardzo się cieszę, że przez najbliższy czas będę mógł pisać o Europie tak, jak lubię - pokazując ciekawe pomysły programowe, przykłady, jak zielona polityka służy ludziom i planecie, przybliżając zróżnicowane sceny polityczne 28 państw UE.
 
W nawale tekstów, ograniczających się do spekulacji co do europejskich ambicji Donalda Tuska będzie to inny, mam nadzieję, że świeży głos.
 
Zapraszam do regularnych odwiedzin.
 
Bartłomiej Kozek, publicysta "Zielonych Wiadomości".
 
"Gra o Europę" - www.zielona-europa.pl

29 stycznia 2014

Bartłomiej Kozek: Zieloni wybrali twarze europejskiej kampanii

Ska Keller oraz José Bové wygrali organizowane przez Europejską Partię Zielonych prawybory na czołowe twarze kampanii europejskich Zielonych do Parlamentu Europejskiego.

Ska Keller - 11.791 głosów
José Bové - 11.726 głosów
Rebecca Harms - 8.170 głosów
Monica Frassoni - 5.851 głosów

Choć mało prawdopodobne, by sami z siebie byli w stanie powstrzymać prognozowane straty w liczebności frakcji Zielonych w Europarlamencie, to jednak na dziś wydają się kandydatami najlepiej łączącymi ekopolityczny przekaz zrównoważonego rozwoju i sprawiedliwości społecznej.

Bové wprowadza do partii, uznawanej za reprezentację przede wszystkim wielkomiejskiej klasy średniej zdrową dawkę populizmu oraz poszerza horyzont myślenia o rozwoju obszarów wiejskich innym niż wielkoobszarowe rolnictwo przemysłowe.

Keller to z kolei głos młodego pokolenia, które boi się bycia pokoleniem "straconym" z powodu takiej, a nie innej architektury oraz polityki ekonomicznej Unii Europejskiej. Jej zwycięstwo z dwiema bardziej doświadczonymi kandydatkami pokazuje, że demokracja - jeśli tylko jej pozwolimy - może pomagać wyrównywać szanse. Jej intensywna kampania sprawiła, że wiele zielono myślących osób uznało jej głos za swój głos.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek


27 października 2013

Bartłomiej Kozek: Po wyborach - trzy dobre wiadomości dla czeskich Zielonych


Nie będę tu pisał za dużo o wynikach wyborów w Czechach - takie podsumowanie znajdziecie (jak dobrze pójdzie) jutro w "Dzienniku Trybuna". Napiszę tu trochę o wyborczym wyniku czeskich Zielonych.

Choć nie udało im się wrócić do parlamentu, to mogą oni uznać te wybory za umiarkowany sukces. Poza komunistami żadna inna partia na lewo od centrum (chyba że doliczymy do tego zestawienia Piratów) nie poprawiła swojego wyborczego wyniku.

W roku 2010 zdobyli 2,44% głosów i w żadnym z 14 regionów kraju nie udało im się przekroczyć progu 5%. Tym razem udało się zdobyć zaufanie 3,19% wyborczyń i wyborców.

W stolicy kraju - Pradze - wynik był jeszcze lepszy i wyniósł 6,45%. W drugim co do wielkości mieście - Brnie - 5,29%. Dość wyraźnie pokazuje to, że największym wyzwaniem dla tej partii będzie żmudna budowa poparcia także poza dużymi miastami.

Zielonym udało się odzyskać około 1/5 poparcia, które stracili między wyborami w 2006 a 2010 r. Wzrost ten pokazuje, że wbrew twierdzeniom byłego lidera tej partii Martina Bursika jest na czeskiej scenie politycznej miejsce dla partii zielonych, która nie ogranicza swojego przekazu jedynie do kwestii ekologicznych i nie celuje w centroprawicowy elektorat, jak chciał to robić polityk, który przed wyborami opuścił zielone szeregi.

Drugą dobrą wiadomością jest fakt, że Zieloni są dziś największą partią pozaparlamentarną u naszego południowego sąsiada - to dobry punkt wyjścia do powrotu do parlamentu, gdyby kraj czekały (niewykluczone) przyspieszone wybory, ale też do kolejnego testu wyborczego - w przyszłym roku do Parlamentu Europejskiego.

Trzecią nowiną jest przekroczenie progu 3%, uprawniającego do otrzymywania regularnego wsparcia budżetowego. Do tej pory czescy Zieloni byli go pozbawieni, przez co ich tegoroczna kampania była 9 razy tańsza niż ta, prowadzona przez socjaldemokratów czy liberalną ANO 2011 i 3-4 tańsza od działań chadeków i komunistów.

Trzymam kciuki za dalsze sukcesy na drodze odbudowy zielonej polityki w Republice Czeskiej.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

21 czerwca 2013

Bartłomiej Kozek: Ekwador, ropa i odcienie szarości


W ubiegłym tygodniu napisałem krótką notkę do Dziennika Trybuna, tyczącą się wycieku ropy w Ekwadorze. Dostałem pocztą pantoflową komentarz, że przejaskrawiał on sytuację i w czarnych barwach odmalowywał rządy ekwadorskiej lewicy.

To prawda, że rządy Rafaela Correi wpisują się w progresywny zwrot w Ameryce Łacińskiej – co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Nie mam również większych wątpliwości, że rządy Ekwadoru czy Boliwii pod względem równoważenia kwestii socjalnych i ekologicznych spisują się lepiej niż chociażby Wenezuela czy Brazylia.

Sęk w tym, że argument o „dylematach” między jednym a drugim priorytetem nadal się trzyma. Jeśli argumentem ma być fakt, iż prezydent Ekwadoru przekonuje, że nie będzie wydobywał ropy, jeśli państwa Globalnej Północy mu zapłacą jej równowartość to nie jest on dla mnie przekonujący. Nie dlatego, by nie miał swej logiki (chociażby globalnego wymiaru negocjacji klimatycznych, ale również kwestii sprawiedliwości ekologicznej i adekwatnego rozdzielania zobowiązań między poszczególnymi państwami czy rekompensaty za kolonializm), ale dlatego, że sam z siebie, w sytuacji gdy Północ nie odpowie nań pozytywnie, nie wpłynie na poprawę sytuacji ekologicznej w kraju.

Jest jeszcze jeden argument za tym, że choć Correa z pewnością jest „czerwony”, to z jego „zielonością” nie jest aż tak różowo. Na początku 2012 roku serwis globalnych petycji avaaz.com zbierał podpisy przeciwko najazdowi globalnych koncernów wydobywczych na tamtejszą Puszczę Amazońską. Correa zajął niejasną pozycję – z jednej strony wpisywał ochronę przyrody w konstytucję, z drugiej objeżdżał świat, oferując koncernom prawa do eksploatacji ropy na obszarze 4 milionów hektarów lasów – obszaru większego niż Holandia.

Cała sprawa dobrze pokazuje dylematy rozwojowe, przed którymi stoi Ameryka Łacińska. Dlatego też uważam, że choć dzieją się tam rzeczy ciekawe (gdyby było inaczej nie poświęcałbym sporej części niewielkiej notki na poinformowanie o ciekawej i wartej popularyzacji Buen Vivir), nie warto zapominać o tym, że życie częściej niż w czerni i bieli toczy się w różnych odcieniach szarości.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

18 czerwca 2013

Bartłomiej Kozek: Klimat na wymówki

Hanna Gronkiewicz-Waltz przy okazji nawałnicy kilkanaście dni temu trzeźwo przypomniała, że jesteśmy świadkami zmian klimatu. Szkoda, że rząd, kierowany przez partię, której jest wiceprzewodniczącą, zdaje się nie przejmować tym faktem.

Jeśli chodzi o polskie stanowisko w sprawie unijnej polityki energetyczno-klimatycznej, to Donald Tusk może liczyć na osobliwą zbieraninę sojuszników. W sprzeciwie wobec zwiększania efektywności polskiej energetyki czy wzrostu udziału energii ze źródeł odnawialnych – pod hasłami „obrony narodowego interesu” – może liczyć zarówno na Prawo i Sprawiedliwość, jak i na Leszka Balcerowicza. Ten ostatni uznał niedawno w wywiadzie dla Agencji Informacyjnej Newseria konieczność poluzowania stanowiska UE w tej materii za warunek poprawy konkurencyjności europejskiej gospodarki.

Co ciekawe, chwaląc niemiecką dyscyplinę fiskalną oraz reformy uelastyczniające tamtejszy rynek pracy, Balcerowicz zapomniał o innej reformie: stawianiu na odnawialne źródła energii, wytwarzanej przez samych jej konsumentów. Rozproszona energetyka słoneczna i wiatrowa z roku na rok ma coraz większy udział w miksie energetycznym tego kraju, pozwala na uniezależnienie się od prymatu kilku wielkich koncernów energetycznych, tworzących faktyczny oligopol na rynku, a także zapewnia ponad ćwierć miliona miejsc pracy.

Miejsca pracy, zdaniem zwolenników zielonej energii, mógłby zapewnić podobny zwrot również w Polsce. Wedle raportu Greenpeace „Pracując dla klimatu” wdrożenie ambitnego programu zazieleniania rodzimej energetyki mogłoby przyczynić się do powstania 187 tysięcy miejsc pracy netto (a więc po uwzględnieniu zmniejszenia zatrudnienia np. w górnictwie). Niedawny raport przygotowany przez Ernst & Young na potrzeby Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej szacuje, że sam projekt rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku stworzyłby 30 tysięcy miejsc pracy.

Polski rząd wydaje się niewzruszony tymi przykładami i wyliczeniami. Mimo gróźb unijnych kar odwlekane jest przyjęcie ustawy o odnawialnych źródłach energii, która mogłaby dać większą pewność potencjalnym inwestorom. Ekipa Donalda Tuska wetuje na szczeblu europejskim wszelkie działania na rzecz bardziej ambitnej polityki klimatycznej UE, takie jak np. przyjęcie wiążącego poziomu udziałów energetyki odnawialnej w energetyce UE po roku 2020. Za swoją zasługę na rzecz ochrony klimatu uznaje przede wszystkim (nieudane) starania Warszawy o lokalizację siedziby Zielonego Funduszu Klimatycznego czy organizowanie w tym roku kolejnego szczytu klimatycznego, na którym organizacje ekologiczne z wielkim prawdopodobieństwem przyznają Polsce tytuł „skamieliny dnia” za hamowanie postępu w przyjmowaniu globalnych celów redukcji emisji gazów szklarniowych.

Ograniczanie ich emisji to – wbrew temu, co twierdzą politycy PO – wielka szansa na reindustrializację Polski. Większy popyt na nowoczesny transport publiczny, turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne czy termorenowację budynków to większa przestrzeń dla nowych biznesów i miejsc pracy. Oczywiście wiąże się to również z wyzwaniami, takimi jak dostosowanie krajowej sieci energetycznej, zapobieganie rozprzestrzenianiu się ubóstwa energetycznego czy stabilność dostaw energii. Obecna strategia rządu wobec tych wyzwań – chowanie głowy w piasek – raczej nie sprawi, że problemy, przed którymi stoimy, znikną.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

18 kwietnia 2013

Bartłomiej Kozek: Dlaczego nie będzie wspólnej frakcji Zielonych i liberałów

Na witrynie "Krytyki Politycznej" ukazał się wywiad Michała Sutowskiego z Ralfem Füchsem, dyrektorem Fundacji im. Heinricha Bölla. W tej bardzo interesującej rozmowie warto zwrócić szczególną uwagę na trzy wątki.

- Plotki o bliskości europejskich Zielonych i liberałów łatwo puszcza się w obieg, a potem trudno się z nimi walczy, zatem cieszy jasna deklaracja Füchsa: poza sojuszami ad hoc nie ma szans na wspólną grupę Zielonych i liberałów w Parlamencie Europejskim, o której marzy choćby Janusz Palikot. To nie federalizm, ale kwestie sposobów rozwiązania kryzysu ekonomicznego i odbudowy emancypacyjnej polityki społecznej są dziś kluczowymi osiami podziałów politycznych w UE, a w tej materii stanowiska ekopolityczne i liberalne (szczególnie liberalizmu kontynentalnego à la niemiecka FDP) różnią się diametralnie.

- Demokracja zamiast technokracji jako warunek skutecznej integracji. W obliczu wspólnego manifestu Daniela Cohn-Bendita i Guy Verhofstadta czy propozycji inicjatywy Europa Plus taka deklaracja witana jest przeze mnie ze sporą radością. Choć z Füchsem różnię się w paru sprawach (o czym poniżej), to jednak cieszy, że nie wierzy w automatyzm poszerzania integracji za pomocą cedowania kolejnych prerogatyw na Brukselę. Teraz, kiedy poziom europejski stał się kolejnym szczeblem władzy na kontynencie, dobrze raz jeszcze zastanowić się, które problemy najłatwiej będzie rozwiązywać lokalnie, które regionalnie, krajowo, europejsko, a na które potrzebna wręcz będzie nowa, globalna architektura polityczno-ekonomiczna.

- Wiem, że Füchs bardzo wierzy w możliwość pogodzenia wzrostu gospodarczego z ograniczeniami ekosystemowymi planety, ale w pewnym momencie jego logika staje się pokrętna. To prawda, że ruchy na rzecz stabilizacji czy wręcz spadku gospodarczego nie mają jeszcze przekonujących odpowiedzi na wszystkie pytania (jak chociażby o możliwość zachowania stabilnej sieci zabezpieczeń społecznych, napędzanej mechanizmem innym niż ciągły wzrost produkcji), ale jednak wyraźnie wskazują, że proces ten musi uwzględniać również prawo do poprawy warunków życia na globalnym Południu. Wskaźniki innowacyjności nie nadążają jak na razie za wzrostem zużycia zasobów nieodnawialnych i emisji gazów cieplarnianych, zatem trudno polegać na nich jako na rozwiązaniu kwestii równowagi między gospodarką a środowiskiem. Choć zatem wzrost gospodarczy średniookresowo, dla wyjścia z obecnego kryzysu jest konieczny, to na dłuższą metę oddala - co zresztą widać w tym wywiadzie - pytania o głębszą redystrybucję zasobów materialnych i finansowych.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

9 kwietnia 2013

Bartłomiej Kozek: Czekając na lewicową Thatcher

Myślę, że zamiast a to rytualnego smutku, a to radości z powodu odejścia z tego świata Margaret Thatcher, lepiej na chłodno zerknąć na stan brytyjskiej polityki społecznej. "The Guardian" prezentuje fakty i mity na temat wyspiarskiego państwa dobrobytu - i to tu widać, że dziedzictwo "żelaznej damy" nadal trzyma się mocno. Konserwatywna polityka cięć uzasadniania jest bowiem argumentami, które z taką perfekcją opanowane zostały w latach 80. XX wieku przez brytyjską prawicę - demonizowanie osób korzystających z pomocy społecznej, opieranie reform na sensacyjnych doniesieniach tabloidów zamiast na statystycznych wyliczeniach, itp. itd.

Kiedy zatem życzę lewicy, by doczekała się swojej Margaret Thatcher, nie żartuję. Do tak daleko posuniętego przesunięcia sposobów myślenia o świecie, jakiego dokonała "żelazna dama", potrzebna jest siła, wytrwałość i przekonanie. Do tej pory lewica, jeśli już się nią inspirowała, brała z niej niestety poglądy (patrz "trzecia droga"), zamiast myśleć o jej konsekwencji w działaniu. Nie musiałaby zresztą czerpać wzorców z prawicy. Roosevelt, Attlee, liberalni budowniczowie państwa dobrobytu od Keynesa po Beveridge'a - wszyscy oni, choć w żadnym wypadku nie idealni, mieli więcej wytrwałości w zmianie społecznej, niż ma jej dziś którykolwiek progresywny polityk w politycznym głównym nurcie.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

7 kwietnia 2013

Bartłomiej Kozek: Kolumbia Brytyjska zamrozi podatek węglowy

Z uwagą śledzę losy ekologicznej reformy podatkowej w kanadyjskim stanie Kolumbia Brytyjska. Tamtejszy liberalny rząd wprowadził podatek węglowy, wynoszący dziś 30 dolarów kanadyjskich za tonę emisji gazów szklarniowych, w zamian za co obniżył opodatkowanie gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw. Dziś chce wycofać się z planu dalszego przenoszenia opodatkowania z pracy na zanieczyszczenia, co wzbudziło oburzenie działaczy ekologicznych. Przypominają oni, że podatek węglowy przyczynił się do stworzenia tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze efektywności energetycznej oraz odnawialnych źródeł energii.

Dyskusja o szczegółowym kształcie podatku węglowego w polskich warunkach może brzmieć jeszcze abstrakcyjnie, ale warto się z nią zapoznać. Podejścia do podatków ekologicznych różnią się bowiem w zależności od politycznej rodziny. O ile liberałowie będą akcentować jego fiskalną neutralność, to już prowadzący w sondażach przed tegorocznymi wyborami stanowymi socjaldemokraci rozważać będą np. podwyżki opodatkowania przedsiębiorstw w celu sfinansowania publicznych programów przyjaznych dla środowiska, takich jak poprawa jakości transportu publicznego.

Jedno jest pewne - w przeciwieństwie do politycznych debat w Polsce w Kanadzie nikt nie zaproponuje wyborcom, żeby za mniej pieniędzy z podatków finansować więcej lepszych usług publicznych. Jest pewien poziom kompetencji ekonomicznych, poniżej którego się nie schodzi.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

27 marca 2013

Bartłomiej Kozek: Centrolewica - jednoczyć czy nie jednoczyć?

Po tylu latach obserwowania z pierwszej ręki różnego rodzaju prób "integracji lewicy" pozostaję wobec nich głęboko sceptyczny. Nie dlatego, że nigdy nie działają, ale dlatego, że bardzo rzadko są one rezultatem rzetelnego przepracowania różnic i zastanowienia się nad tym, co naprawdę dane siły łączy. Widać to w programowej miałkości dokumentów programowych tego typu połączonych inicjatyw, operujących na dużym stopniu ogólności. Jeśli ich jedynym celem miałoby być odsunięcie od władzy partii X czy Y po to, by potem pogrążać się w wewnętrznych sporach, bo nie przedyskutowało się takich kwestii jak np. kształt systemu podatkowego czy funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, to tego typu inicjatywy zupełnie mnie nie przekonują.

Dla porównania - wariant kanadyjski. Trzy partie okupujące przestrzeń na lewo od Partii Konserwatywnej - liberałowie, socjaldemokraci i zieloni - w wyniku systemu większościowego mogą zdobywać więcej głosów niż partia premiera Harpera, ale i tak lądują w opozycji. Kanadyjski działacz społeczny Adam Shedletzky proponuje im zatem jednorazowy (a nie trwały) polityczny sojusz: wyłonienie w okręgach, w których jest szansa na pokonanie konserwatystów, wspólnego kandydata/kandydatki w prawyborach. Partie zachowałyby odrębność programową, startowałyby samodzielnie w reszcie okręgów, a osobne listy tym bardziej zostałyby zachowane w wypadku przeprowadzenia reformy wyborczej i wprowadzenia systemu proporcjonalnego.

Jak na dłoni widać tu różnicę podejść między kanadyjskimi a polskimi podejściami do współpracy międzypartyjnej.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

16 marca 2013

Czy zielona modernizacja może być rozwiązaniem dla Polski i Europy?

 Parlamentarny Zespół "Społeczeństwo FAIR", Zielony Instytut, Fundacja im. Heinricha Bölla w Polsce oraz Green European Foundation z przyjemnością zapraszają na międzynarodową konferencję:

Jak wyjść z kryzysu?  Czy zielona modernizacja może być rozwiązaniem dla Polski i Europy?

20 marca 2013 r., Fundacja im. Stefana Batorego, ul. Sapieżyńska 10 a Warszawa                        Obowiązkowa rejestracja do 18 marca: http://www.jakwyjsczkryzysu.evenea.pl/


Program konferencji:

10:00 Otwarcie debaty:
Anna Grodzka - przewodnicząca Zespołu Parlamentarnego "Społeczeństwo FAIR", Posłanka na Sejm RP, wiceprzewodnicząca Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota;  
Dariusz Szwed - przewodniczący Rady Programowej Zielonego Instytutu, członek Rady Krajowej partii Zieloni, współredaktor publikacji pt. "Zielony Nowy Ład społeczny";  
Wolfgang Templin - dyrektor Fundacji im. Heinricha Bölla - Biuro w Warszawie, były działacz opozycji demokratycznej w NRD

10:15 Panel "Zielona modernizacja = zielone miejsca pracy + sprawiedliwość społeczna"
Anna Grodzka - przewodnicząca Zespołu Parlamentarnego "Społeczeństwo FAIR", posłanka na Sejm RP, wiceprzewodnicząca Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota; Jacek Kochanowski - socjolog, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego; Benoit Lechat - redaktor naczelny Green European Journal (tbc); Beata Maciejewska - przewodnicząca Rady Fundatorów Zielonego Instytutu, współredaktorka publikacji pt. "Zielony Nowy Ład społeczny"; Marcin Popkiewicz - fizyk, koordynator zespołu ds. zmian klimatu w Fundacji Nasza Ziemia, autor książki pt. "Świat na rozdrożu"; Edwin Bendyk (moderacja) - członek Rady Programowej Zielonego Instytutu, wykładowca Collegium Civitas, szef Ośrodka Badań nad Przyszłością.

12:15 Panel Panel "Zielony Nowy Ład społeczny - perspektywy dla młodych"
Bogumił Kolmasiak - współprzewodniczący Stowarzyszenia "Ostra Zieleń"- młodzieżówki partii Zieloni; Patryk Kosela - rzecznik prasowy Wolnego Związku Zawodowego Sierpień 80 oraz Polskiej Partii Pracy; Bartłomiej Kozek - publicysta "Zielonych Wiadomości" współredaktor publikacji pt. "Zielony Nowy Ład społeczny"; Paulina Piechna-Więckiewicz - wiceprzewodnicząca Sojuszu Lewicy Demokratycznej; Phil Schockweiler - działacz społeczny i ekologiczny, członek Federacji Młodych Zielonych Europejskich, Luksemburg; Grzegorz Sikora - koordynator krajowy Ruchu Młodych; Hanna Gill-Piątek (moderacja) - koordynatorka Świetlicy Krytyki Politycznej w Łodzi, publicystka, działaczka społeczna

14:15 Panel "Demokracja energetyczna w niskowęglowej, zielonej gospodarce"
Wacław Czerkawski - wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników; Adam Ostolski - przewodniczący partii Zieloni; Hermann E. Ott - poseł Zielonych w Bundestagu, koordynator ds. polityki klimatycznej (tbc); Kamila Pronińska - wykładowczyni akademicka, adiunkt w Instytucie Spraw Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka ds. bezpieczeństwa energetycznego; Dariusz Szwed - przewodniczący Rady Programowej Zielonego Instytutu, członek Rady Krajowej Partii Zieloni, współredaktor publikacji pt. Zielony Nowy Ład społeczny, koordynator kampanii "Zielona energia"; Marta Śmigrowska (moderacja) - autorka programu Eko Reporter w telewizji Polsat News, dziennikarka publikująca m.in. w Metrze, Rzeczpospolitej, prowadzi blog http://smigrowska.salon24.pl/

Konferencja będzie tłumaczona na język angielski. Udział w konferencji jest bezpłatny.

13 marca 2013

Rządowe wsparcie dla firm... na niby

Moim ulubionym tygodnikiem opinii ostatnimi czasy stał się "Bloomberg Businessweek Polska". Być może działa tu efekt, o którym na debatach regularnie mówi Piotr Ikonowicz - że gazety przeznaczone głównie dla przedsiębiorców nie mogą przesadnie wykrzywiać rzeczywistości, bo na ich podstawie podejmują oni decyzje biznesowe, być może po prostu redakcja stara się, by dostarczać produkt wysokiej jakości - mniejsza o to. 

W ostatnim numerze uderzyła mnie informacja o raporcie NIK, badającym Ministerstwo Skarbu. Nie wiem czy wiecie (mało kto wie, sądząc po ilości zgłoszeń po środki), ale od 2007 dysponuje on Funduszem Restrukturyzacji Przedsiębiorstw, mającym na celu pomaganie im w wyjściu z trudnej sytuacji finansowej. Dysponuje on rocznym budżetem w wysokości ok. 1,4-1,6 mld złotych. Z pieniędzy - teoretycznie - mogą korzystać podmioty zarówno publiczne, jak i prywatne.

Jak w praktyce wygląda troska obecnego rządu o rodzimy biznes? Aż do 2009 roku nie przeprowadzano konkursu o środki pomocowe (!). Kiedy już ruszyły, w wyniku m.in. braku informacji o Funduszu do dziś wpłynęło do niego jedynie 75 zgłoszeń, z czego pomoc uzyskało jedynie... 12 podmiotów. W 2010 rozdysponowano 0,7% ogólnej kwoty przeznaczonej na rzeczony Fundusz, w 2011 - 0,6%, w pierwszym półroczu 2012 - 0,4%. Wolę już nie pisać o tym, że według cytowanych przez BBWP danych NIK jedynie 3 zgłoszenia restrukturyzacyjne zakończyły się happy endem, czyli postawieniem biznesów na nogi.

Restrukturyzacja rzadko jest procesem przyjemnym, wiąże się często ze zmniejszaniem ilości miejsc pracy - trudno jednak uznać, by bardziej atrakcyjną alternatywą miało by być zamknięcie działalności tego czy innego biznesu. W tej sytuacji informacje tego typu, rzadko przebijające się do większych mediów, dają całkiem niezły ogląd tego, jak rząd podchodzi do problemów na rynku pracy. Jeśli słyszę, że proszące o pomoc przedsiębiorstwa otrzymywały ją nierzadko nawet... w rok po zgłoszeniu aplikacji, to ręce opadają. Półtora miliarda złotych na rynku ma szanse zrobić nie za dużą, ale jednak różnicę - albo więc rząd powinien zakasać rękawy i poprawić jego funkcjonowanie, albo pomyśleć, gdzie wydanie wspomnianych pieniędzy mogłoby przynieść lepsze rezultaty dla stymulowania rynku wewnętrznego.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

1 marca 2013

Jak wspierać drobny biznes

Z dyskusjami o przedsiębiorczości mam pewien problem. Z jednej strony daleko mi do narracji o małym, średnim, a nawet dużym biznesie jako bandzie krwiopijców, których należy zastąpić (skądinąd mi bliską) spółdzielczością czy innymi formami własności uwspólnionej.

Z drugiej - za każdym razem, gdy słyszę o sztywnym kodeksie pracy (kiedy badania OECD wskazują, że mieści się w europejskiej średniej) czy o wysokich kosztach pracy (które w europejskiej średniej zdecydowanie się nie mieszczą i stanowią zdecydowanie mniejszy udział zarówno w PKB, jak i w perspektywie kosztów dla przedsiębiorcy za godzinę pracy), trafia mnie szlag. Na dodatek zysk dla pracodawcy z poniesionej pracy jest większy, niż w Europie Zachodniej. Nie da się również zaprzeczyć, że Państwowa Inspekcja Pracy, mimo ograniczonych środków finansowych, co roku rejestruje niemałą ilość łamania praw pracowniczych, szczególnie w małych i średnich biznesach. Także i tam najgorzej jest z uzwiązkowieniem.

Zamiast zatem traktować biznes jak święte krowy albo zakałę ludzkości, warto zastanowić się, jak pomóc mu w funkcjonowaniu i rozwojowi, nie zmniejszając zarazem bezpieczeństwa socjalnego. Międzynarodowe badania porównawcze wskazują na takie jego problemy w Polsce, jak wysokie bariery wejścia na rynek, konieczność sporych nakładów finansowych na rozpoczęcie działalności, mitręgę związaną z rozlicznymi obowiązkami biurokratycznymi, które rozwiązano w innych krajach (szczególnie w państwach bezpieczeństwa socjalnego w Skandynawii) czy dostępnością finansowania nowej i rozwijającej się działalności.

Dyskutujmy zatem o tych kwestiach - i wprowadzajmy zmiany na lepsze, zamiast zastanawiać się, jak tu zmniejszyć poziom zabezpieczeń społecznych. No, chyba że np. w ramach ekologicznej reformy podatkowej ktoś śmiało zaproponuje odpowiednio wysokie opodatkowanie zanieczyszczeń i zapewni, że w wypadku zmniejszenia negatywnych efektów ekologicznych nadal znajdą się pieniądze na finansowanie emerytur, rent czy ochrony zdrowotnej.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

15 lutego 2013

„Gra o Europę” - relacja z debaty premierowej

Czy możemy wyjść z jałowego sporu między eurosceptykami a euroentuzjastami? Albo między obrońcami „narodowej tożsamości” a zwolennikami tezy, że im więcej integracji – niezależnie jakiej – tym lepiej? Na te i inne pytania odpowiedzi szukali uczestnicy i uczestniczki debaty wokół książki „Gra o Europę”, która odbyła się 12 lutego w warszawskiej klubokawiarni MiTo.

O czym mówili: Agnieszka Grzybek, Jarosław Makowski, Barbara Labuda, Jacek Żakowski, Maciej Gdula, Piotr Ikonowicz, Agata Czarnacka, Dariusz Szwed i prowadzący debatę Adam Ostolski - można przeczytać w relacji Bartłomieja Kozka na witrynie „Zielonych Wiadomości”.

Zobacz też fotorelację Elżbiety Hołoweńko.
Strona książki: www.zielona-europa.pl
 

6 grudnia 2012

Polityka społeczna na zielono

Sprawiedliwość społeczna to jeden z kamieni węgielnych zielonej polityki. W piątym roku wielowymiarowego kryzysu, w jakim znalazła się Europa, osiągnięcia poprzednich pokoleń w dziedzinie społecznej wystawione są na niszczące skutki polityki zaciskania pasa. Coraz częściej mówi się też, że wskutek kryzysu ekologicznego najmłodsze pokolenie nie będzie już mogło cieszyć się takich komfortem i bezpieczeństwem, jak pokolenia dorastające w powojennym państwie dobrobytu. Czy tak jest rzeczywiście? Czy zdobycze reform społecznych XIX i XX wieku można ocalić? Czy dostrzeżenie, że istnieją „granice wzrostu” oznacza, że musi nam się żyć gorzej niż naszym rodzicom i dziadkom? Czy zmiany demograficzne naprawdę skazują nas na wojnę pokoleń? Jaka jest zielona alternatywa dla forsowanej przez europejską prawicę polityki zaciskania pasa?

Na te pytania odpowiada publikacja „Zielony Nowy Ład społeczny”, pod redakcją Bartłomieja Kozka, Dariusza Szweda i Beaty Maciejewskiej, wydana przez Green European Fundation, we współpracy z Zielonym Instytutem i Fundacją im. Heinricha Bölla.

Na przykładzie różnych grup – osób młodych, starszych, migrantów, osób żyjących na obszarach wiejskich, niepełnosprawnych – autorki i autorzy podejmują tematykę niezbędnych w Polsce reform polityki społecznej zgodnych z Zielonym Nowym Ładem jako myślą przewodnią niniejszego tomu. Przedstawicielki i przedstawiciele świata akademickiego, think tanków oraz zielonej polityki z Europy i Polski odpowiedzą na pytanie, jak miałby funkcjonować zielony model społeczny dla Europy, aby zachować osiągnięcia minionego stulecia i sprostać innowacjom XXI w.

Wśród autorek i autorów są m.in.: Ryszard Szarfenberg, Bartłomiej Kozek, Rafał Bakalarczyk, Maria Skóra, Monika Zima-Parjaszewska, Emilia Jaroszewska, Marije Cornelissen. Publikacja dostępna jest w wersji papierowej oraz w sieci. Gorąco polecamy!

24 listopada 2012

Stołeczna kultura w ogniu pytań

Agnieszka Grzybek i Włodzimierz Paszyński
Fot. Elżbieta Hołoweńko
We wtorkowy wieczór 20 listopada w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 Agnieszka Grzybek oraz Karol El Kashif poprowadzili dyskusję na temat polityki kulturalnej władz miasta. Okazją do debaty były konflikty związane m.in. ze sporami wokół podejścia miasta do stołecznych skłotów czy teatrów, a także przyjęcia przez Warszawę strategii polityki kulturalnej do r. 2020. Spotkanie było na bieżąco relacjonowane na Twitterze.

Jacek Poniedziałek, aktor i działacz kulturalny, uznał wspomniany dokument (strategię polityki kulturalnej) za szlachetną deklarację, podkreślił jednak, że część podejmowanych przez miasto działań stoi w sprzeczności z zapisami tej strategii. Krytyce poddał procedurę nominowania na dyrektora Teatru Dramatycznego Tadeusza Słobodzianka, kiedy to nie znalazło się miejsce na konsultacje ze środowiskami twórczymi. Choć miasto deklaruje, że frekwencja nie będzie czynnikiem wsparcia dla stołecznej kultury, to argument z frekwencji był jednym z czynników wyboru Słobodzianka, dokonanego m.in. wbrew aktorom teatru. Teatr Dramatyczny dofinansowany jest przez miasto na poziomie umożliwiającym właściwie tylko pokrycie kosztów stałych, co wymusza poszukiwanie dodatkowych środków na przedstawienia.


Wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński, odpowiadając na uwagi Grzybek i Poniedziałka zapewnił, że miasto po raz pierwszy w historii rozpoczęło dialog ze skłotersami na temat ich obecności w przestrzeni miejskiej. Realizująca taką, a nie inną politykę kulturalną Hanna Gronkiewicz-Waltz, o czym przypomniał Paszyński, otrzymała mandat od wyborców. Realizuje go chociażby poprzez wybór Słobodzianka, który ma zagwarantować spójność repertuaru i jego atrakcyjność dla osób od lat chodzących do Dramatycznego. Miasto do dziś nie osiągnęło poziomu dochodów z r. 2008, a mimo to wspiera kwotą 80 milionów zł 19 stołecznych scen. Sytuacja budżetowa miasta, wedle wieloletnich prognoz finansowych, do roku 2015 nie ma ulec większej poprawie. Biuro kultury jako jedyne biuro miasta nie będzie miało w przyszłym roku mniej pieniędzy.

Dyrektor biura kultury m.st. Warszawy Marek Kraszewski dodał, że budżet kulturalny miasta realizowany jest poprzez trzyletnie planowanie budżetowe, tak więc wydatki na kulturę na 2012 r. zostały zaplanowane jeszcze w r. 2010. Opinię, że budżet na kulturę został obcięty z powodu inwestycji w strefy kibica, uznał w związku z tym za nieuprawnioną. Wspieranie teatrów miejskich przez samorząd ulega zmianom. Stopniowo zmniejszane jest finansowanie scen rozrywkowych, mogących w większym stopniu oprzeć się na finansowaniu rynkowym, podczas gdy zabezpiecza się finansowanie dla ambitnych scen i repertuarów. Biuro kultury uznaje za swój priorytet silniejszą partycypację organizacji pozarządowych, podobnie jak wzrost ich finansowania poprzez zwiększenie ich udziału w budżecie kulturalnym z dzisiejszych 10-12% docelowo do 15%.

Redaktorka portalu Ngo.pl Alina Gałązka zwróciła uwagę na fakt, że miejski program rozwoju kultury jest efektem kompromisu strony społecznej z władzami miasta. Przykładem takiego kompromisu jest brak zapisu mówiącego o obligatoryjnym pochodzeniu warszawskiego pełnomocnika ds. kultury z konkursu. Urzędnicy przekonywali, że Rada Warszawy nie może w ten sposób pętać rąk pani prezydent, ta jednak może samodzielnie zdecydować o rozpisaniu konkursu na to stanowisko. 


Roman Pawłowski, komentator kulturalny „Gazety Wyborczej” zauważył, że zorganizowana na Marszałkowskiej 1 debata pokazuje stosunek władz miasta do dzielenia się władzą z instytucjami społecznymi. Ratusz legitymizuje swoje działania poparciem w wyborach, podczas gdy, po pierwsze, podczas ostatnich wyborów samorządowych połowa mieszkanek i mieszkańców Warszawy nie głosowała, a po drugie, polityka kulturalna nie była w kampanii wyborczej tematem debaty publicznej. Ludzie głosujący na Hannę Gronkiewicz-Waltz nie głosowali na Tadeusza Słobodzianka. Władza nie może ograniczać udziału wyborców jedynie do momentu głosowania w wyborach. W odpowiedzi na pytanie El Kashifa o optymalną ilość miejskich teatrów Pawłowski stwierdził, że powinna opierać się ona na rzetelnej analizie, porównującej np. ich liczbę w Warszawie do innych europejskich stolic. Decyzji w tej sprawie w żadnym wypadku nie powinna być podejmowana jednoosobowo przez tego czy innego urzędnika, ani też nie powinno się takiej opinii od pojedynczego urzędnika wymagać.

Witold Mrozek, krytyk teatralny związany z „Krytyką Polityczną” zauważył, że władze Warszawy wykorzystują dziś literę prawa, aby zachować dla siebie pełnię władzy. To podejście musi się zmienić. 



Bogna Świątkowska z Fundacji Bęc Zmiana obawia się, że organizacje pozarządowe są przez władze Warszawy wykorzystywane do legitymizowania nawet tych działań, z którymi się nie zgadzają. Zwróciła uwagę na fakt, że dyskusja o kulturze w mieście skupia się na pochłaniających połowę wydatków teatrach, podczas gdy należy na nią patrzeć szerzej – także przez pryzmat bibliotek, domów kultury czy świetlic. Największym ryzykiem, jakie grozi powołanej niedawno Społecznej Radzie Kultury, jest ryzyko „branżowienia” postulatów poszczególnych osób i instytucji zamiast budowania jednolitej wizji rozwoju kultury w Warszawie. Świątkowska liczy na to, że Społeczna Rada Kultury, do której weszła, będzie pracować częściej niż raz na kwartał i że mimo trudności uda się przełożyć na politykę miejską ambitne założenia miejskich dokumentów dotyczących rozwoju kultury.

Bartłomiej Kozek

28 października 2012

Kto uratuje ogródki działkowe

25 października w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 odbyła się prowadzona przez Ewę Sufin-Jacquemart debata o ogródkach działkowych. Zaproszone do dyskusji gościnie i goście zastanawiali się nad rolą ogródków w miejskich ekosystemach, znaczeniem dla lokalnych społeczności oraz ich przyszłością - zarówno w Warszawie, jak i w całej Polsce.

Ewa Sufin-Jacquemart i Joanna Erbel
Fot. Elżbieta Hołoweńko

Bartłomiej Piech, radca prawny Polskiego Związku Działkowców, zaprezentował stanowisko Związku wobec sytuacji prawnej, powstałej w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego kwestionującego dotychczasowe prawodawstwo działkowe. TK miał jego zdaniem nie podważać idei ogródków działkowych, lecz jedynie zakwestionować rolę PZD. Zamiast rozszerzyć uprawnienia PZD na inne organizacje, wolał jednak odebrać je Związkowi - wybierając "równanie w dół".

Skutkiem takiego wyroku jest zakwestionowanie praw działkowców do użytkowania gruntów Związku, które po wyznaczonym przez TK "okresie ochronnym" znajdą się w próżni prawnej, jeśli Sejm nie zdąży uchwalić do tego czasu nowej legislacji. Gminy i Skarb Państwa, do których należą te grunty, nie ukrywają, że zależy im na zyskach z tych gruntów, co może oznaczać urynkowienie stawek płaconych przez działkowców. Może to doprowadzić do popadnięcia tych rejonów miast w ruinę - ponowną, jako że nie chce się pamiętać, że bardzo często działkowcy otrzymywali w użytkowanie tereny zdegradowane, które przywrócili do życia.

PZD przygotował projekt ustawy, pod którą zamierza zbierać podpisy. Jego celem jest pogodzenie dotychczasowej legislacji z zastrzeżeniami Trybunału, w szczególności z poszanowaniem zasady pluralizmu organizacji działkowych. Miałyby one utrzymać prawa do preferencyjnych warunków działalności, takie jak nieodpłatne użytkowanie gruntu, a działkowcy utrzymaliby swoje prawa nabyte, takie jak własność nasiedzeń. W przypadku każdego ogródka działkowcy sami decydowaliby, czy chcą pozostać w strukturze ogólnopolskiej, czy utworzyć własne stowarzyszenie.

Grażyna Franke z okręgowego zarządu mazowieckiego PZD zaprezentowała sytuację w Warszawie. Ogródki w Warszawie znalazły się pod ostrzałem władz miasta jeszcze za rządów Lecha Kaczyńskiego, który swego czasu domagał się natychmiastowego oddania ponad 100 obiektów. Dziś w sądach toczy się 180 procesów z poszczególnymi ogródkami, niektóre z nich mają po 2-3 postępowania. Sytuacji nie zmieniła zmiana władzy - ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz stale podważa ich prawne tytuły do użytkowania gruntów. Miasto zwlekało z przekazywaniem gruntów zastępczych czy odszkodowań w zamian za tereny udostępnione pod inwestycje, oczekując na wyrok Trybunału jak na wygodne alibi.

Problemy, z którymi stykają się działkowcy w stolicy, to również dekret Bieruta i roszczenia reprywatyzacyjne, a także brak planów zagospodarowania przestrzennego. Miasta nie ukrywają, że w przeciwieństwie do ankietowanych przez CBOS (80% pytanych uważa, że ogródki w miastach powinny być zachowane) uważają tereny działek za atrakcyjną przestrzeń do sprzedania deweloperom.

Halina Siemko-Tomaszewska ze stowarzyszenia Parkowy Mokotów zaprezentowała naukową perspektywę na funkcjonowanie ogródków działkowych. Działki realizują istotne "usługi ekosystemów", a więc korzyści, jakie człowiek czerpie z przyrody. Ekosystemy są ze sobą wzajemnie powiązane i to od tych powiązań często zależy ich zdolność do świadczenia tych usług.

Przykładem presji na zabudowę terenów dzisiejszych ogródków działkowych jest sytuacja między ulicą Wołoską a Żwirki i Wigury – teren mokotowskiego klina nawietrzającego Warszawę. W ciągu ostatnich dziesięciu lat, powstało tutaj duże centrum mieszkaniowo-biurowe. Obecnie dla tego rejonu tworzony jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Analiza wariantów koncepcji planu (plany nie zostały jeszcze wyłożone) wykazuje, że planuje się poszerzenie obszaru zabudowy kosztem ogródków działkowych. Zaś na pozostałej części ogródków proponuje się "zieleń urządzoną". Zdaniem prelegentki należy wykazać, że wartości usług ekosystemu w formie ogródków przewyższają usługi ekosystemu w formie tradycyjnie rozumianej zieleni urządzonej.

Joanna Erbel, socjolożka z "Krytyki Politycznej" i redaktorka magazynu "Miasta", uznała, że sprawa działek wpisuje się w tendencje gentryfikacyjne: działkowcy wpierw odnawiają tereny zdegradowane, a gdy odzyskują one swą wartość, są z nich przepędzani. Poza byciem przestrzenią rekreacyjną działki mają również wartość edukacyjną, pokazującą dzieciom, skąd bierze się ich jedzenie. Bardzo ważne, by ogródki działkowe próbowały tworzyć przestrzenie wspólnotowe w ich obrębie. Działkom potrzeba mniej siatek i płotów, a więcej obszarów otwartych interakcji.

Podczas debaty ściany ozdabiały ilustracje Jaśminy Wójcik.
Fot. Elżbieta Hołoweńko

Podczas dyskusji głos ze strony publiczności zabrała Dorota Maj, niezależna radna z Żoliborza. Jeśli chodzi o jej dzielnicę, ma ona wrażenie, że działkowcy przyjęli postawę oblężonej twierdzy, nie podejmując dialogu z lokalną społecznością i ograniczając dostęp do użytkowanych przez nich terenów (np. przy Parku Dolnym) i znajdującej się tam ścieżki spacerowej. Wartością, którą warto wykorzystać, jest wiedza przyrodnicza działkowców, którą mogliby przekazywać chociażby uczniom.

Anna Krasowska z ROD im. Mai Berezowskiej zauważyła, że pomimo furtek ich ogródek pozostaje otwarty. Odnosząc się do wniosku o udostępnienie terenu rowerzystom stwierdziła, że przychodzące do niego na spacer osoby chwalą sobie fakt, że rodzice mogą swobodnie zostawić dzieci bez obaw o przejeżdżające obok rowery albo puszczane swobodnie psy. Grupy te mogą znacznie swobodniej korzystać z Pola Mokotowskiego. Ogród jest chętnie odwiedzany przez wracających do domu z kościoła Andrzeja Boboli, ale nie przeszkadza to w planowaniu na tym obszarze 15-piętrowego bloku, zabierającego połowę przestrzeni ogródka. Niestety, bardziej innowacyjne metody wykorzystania przestrzeni, jak chociażby zaktywizowanie okolicznych szkół, rozbija się o słabe zainteresowanie z ich strony.

Ryszard Niedbała z ROD Rakowiec zwrócił uwagę na inne funkcje ogródków działkowych - instytucje te organizują między innymi wczasy dla seniorów, odpoczynek dla młodzieży oraz imprezy integracyjne z lokalną społecznością. Bezpieczeństwo na ich terenie, z powodu braku należytego zainteresowania ze strony np. Straży Miejskiej, często muszą sami zatrudniać prywatną ochronę. Słabo układa się również współpraca z instytucjami socjalnymi, a mimo to na Rakowcu na działkach plac zabaw jest większy niż na okolicznym osiedlu. To wszystko działania, które działkowcy realizują w zakresie większym niż niejedna wspólnota mieszkaniowa. Mało kto pamięta również o tym, że ogródki są na danym obszarze wcześniej niż planowane w późniejszych okresach okoliczne parki i alejki.

Bartłomiej Kozek

19 października 2012

Czy druga kadencja HGW jest lepsza od pierwszej?

Na witrynie „Zielonych Wiadomości” ukazała się dziś rozmowa Bartłomieja Kozka z Krystianem Legierskim - podsumowanie z okazji półmetka kadencji samorządu. Zapraszamy do lektury!

Bartłomiej Kozek: Mijają 2 lata, odkąd jesteś stołecznym radnym. Kiedy rozpoczynałeś wyborczy bój o miejsce w Radzie Warszawy, mówiłeś, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz jest „panią wójt”, która może nie doprowadzi do żadnej katastrofy, ale po której nie ma co się spodziewać wizji i ambicji. Czy jej kolejna kadencja sprawiła, że zmieniłeś zdanie?

Krystian Legierski: Niestety, tylko się w nim utwierdziłem. Hanna Gronkiewicz-Waltz demonstruje absolutny brak zainteresowania wspieraniem życia kulturalnego w mieście. Nie wiadomo, co będzie dalej z obiecywaną siedzibą Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Brak polityki wobec warszawskich lokali rozrywkowo-gastronomicznych, można odnieść wrażenie, że jedynym przejawem zainteresowania klubami i kawiarniami są naloty straży miejskiej pod zarzutem zakłócania ciszy nocnej… Co z tego, że miasto ma Program Rozwoju Kultury (PRK), skoro zaraz po uchwaleniu został on zignorowany przez panią prezydent. Likwidacja Teatru na Woli i zrobienie z niego sceny Teatru Dramatycznego oraz wybór Tadeusza Słobodzianka na dyrektora tego teatru odbyły się bez przewidzianych w PRK procedur i konsultacji. A to tylko nieliczne przykłady kompletnego niedoceniania przez Hannę Gronkiewicz-Waltz i jej ekipę kultury i sztuki zarówno wysokiej, jak i tej o bardziej rozrywkowym charakterze. Dodajmy zupełny brak transparentności przy podejmowanych przez władze decyzjach i otrzymujemy ratusz, który w żaden sposób nie wychodzi naprzeciw wyzwaniom XXI w.

BK: Podczas walki o reelekcję Gronkiewicz-Waltz zapowiadała, że o ile przez pierwszą kadencję zajmowała się głównie wielkimi inwestycjami, w trakcie kolejnej skupi się na poprawie jakości życia w mieście. Dotrzymała słowa?

15 października 2012

Exposé: wizja na miarę poprzedniego stulecia

Krótkie podsumowanie "exposé" Donalda Tuska dla tych, co widzieć nie mogli bądź też nie chcieli - zielonym okiem rzecz jasna:

- Można pochwalić premiera za to, że gdy Polska przestała być zieloną wyspą, zaczął uczyć się z doświadczeń Nowego Ładu ("Nowym Ładem Tuska" nazywa już jego plany szef Instytutu Obywatelskiego, Jarosław Makowski) - tyle że świat idzie do przodu i dziś myśli o Zielonym Nowym Ładzie. Niestety, dużo zielonego w tym exposé nie było, a bez tego komponentu - odpowiedzi na wyzwania trzeciej, ekologicznej rewolucji przemysłowej - będziemy skazani na wieczne doganianie bardziej rozwiniętych krajów.

- To, że Nowy Ład Tuska jest mało zielony, najlepiej widać po tym, gdzie upatruje szans na modernizację Polski. Premier szczegółowo opowiadał o geograficznym umiejscowieniu poszczególnych odcinków autostrad i obwodnic, ale kiedy przeszedł do kolei, takiego manewru już nie powtórzył. Czy ma plan na ponowne doprowadzenie do użytku zamkniętych po transformacji 7 tysięcy km szyn? Czy ma wizję uporządkowania sytuacji spółek kolejowych? Czy nie ma problemu z tym, że poszczególne samorządy myślą o odejściu od Przewozów Regionalnych i stworzeniu własnych spółek, co jeszcze bardziej pokomplikuje sytuację finansową PR i połączeń międzywojewódzkich innych niż między wielkimi miastami? Już dziś np. zlikwidowano bezpośrednie połączenie szynobusowe Rzeszów-Lublin z powodu... zbyt dużego zainteresowania - pasażerowie muszą się przesiadać, bodaj w Stalowej Woli.

- Energetyka Tuska nie jest nowoczesna - będzie tylko dolewaniem wody do dziurawego wiadra. Rozbudowa bloków energetycznych, ale nic o poprawie stanu sieci przemysłowych. Gaz łupkowy, ale nie efektywność energetyczna, mimo iż wyprodukowanie 1% PKB kosztuje nas 2,5 razy więcej energii niż europejska średnia. Nic o energetyce odnawialnej i jej potencjale nie tylko dla niezależności energetycznej, ale też z punktu widzenia miejsc pracy - także w regionach o długotrwałym, strukturalnym bezrobociu. Słowem - infrastruktura wieku XX, a nie XXI.

- Tusk rozczarował w polityce społecznej - po pierwsze przestraszył się jednolitego oskładkowania umów, który to postulat Zieloni zgłosili jako pierwsza partia polityczna, jeszcze zanim na sztandary wzięła go Solidarność. Deklaruje troskę o przedsiębiorców, ale pozwala nie tylko na podmywanie własnego systemu zabezpieczeń społecznych, ale również na to, że firmy zatrudniające na etat, a więc na najbardziej stabilną formę zatrudnienia, są za to karane konkurencją ze strony nadużywających śmieciówek. Pozostaje trzymać za słowo np. ministra Rostowskiego, który po exposé zadeklarował w mediach, że wrócą do tematu wyrównywania poziomu oskładkowania wraz z końcem kryzysu.

- To ciekawe, że rząd deklarujący wydatki, które idą w kilkaset miliardów złotych, zamiast zapewnić sobie stabilne źródła przychodów, opiera się na pieniądzach z Unii oraz z akcji spółek z udziałem skarbu państwa, a nie uzyskanych poprzez składki czy np. dodatkową stawkę PIT dla najbogatszych. Skoro już jesteśmy przy Nowym Ładzie, to rozruszanie rynku wewnętrznego poprzez tworzenie warunków, umożliwiających np. zwiększanie kwoty wolnej od podatku, zmniejszającej obciążenia fiskalne szczególnie osób o małych i średnich dochodach czy obniżki VAT (co zrekompensowałoby wprowadzenie jednolitego oskładkowania) byłoby chyba spójnym rozwiązaniem, a nie znalazło się na nie miejsca w exposé.

- Urlop rodzicielski - Tusk musi doprecyzować o co chodzi w jego "prorodzinnej" reformie. Podczas przemówienia mówił o urlopach macierzyńskich i dopiero twitterowy spin posłanek i posłów PO zaczął sugerować, że chodzi również o "tacierzyński". Tusk stracił szansę by jasno powiedzieć: 3-4 miesiące dla matki, 3-4 miesiące dla ojca, 3-4 do elastycznego podziału między rodzicami. Tego zabrakło, a bez zrównania sytuacji rodziców na rynku pracy może to grozić wykluczaniem kobiet z rynku pracy. Warto wspomnieć, że ofensywa prorodzinna w postaci zwiększenia finansowania na żłobki i przedszkola rzędu kilkuset milionów złotych blednie w obliczu 10 mld zł, które planuje się zainwestować w przemysł zbrojeniowy w najbliższych 2 latach.

- Czego zabrakło? Tusk w ogóle nie powiedział o ochronie zdrowia, tak jakby nie było demonstracji pielęgniarek albo raportów wskazujących na jej fatalny stan. O mieszkaniach była tylko wzmianka w postaci dofinansowania 10-15% kosztów zakupu mieszkania, czyli pozostawianie rynku i cen na nim w rękach deweloperów, bez wspierania programów budownictwa komunalnego w kraju o deficycie mieszkaniowym szacowanym na 1,5 mln mieszkań. Nie było niemal nic o edukacji, poza pieniędzmi na badania i innowacje - ale znów, ile spośród nich będzie zielonych? Trudno powiedzieć.

Bartłomiej Kozek

19 września 2012

Aborcja zepchnięta do niszy

W ramach podsumowywania debat w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 tym razem niespodzianka: ułożyliśmy relację z tweetów pisanych na żywo przez Bartłomieja Kozka i Adama Ostolskiego podczas lipcowego spotkania o aborcji. W dyskusji po pokazie filmu „Podziemne państwo kobiet” wzięli udział: Marek Balicki, Agnieszka Grzybek, Wanda Nowicka, Claudia Snochowska-Gonzalez. Twitterowa opowieść jest szczególna: urywana, fragmentaryczna, z jednej strony zmusza do odgadywania „brakujących fragmentów” i uzupełniania ich w wyobraźni, z drugiej – lepiej oddaje dynamikę rozmowy i jej punkty zwrotne.

































Zobacz też: fotorelacja. Zapraszamy do śledzenia informacji o działalności Zielonego Centrum M1 także na Twitterze. Hashtag: #Marszałkowska1
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...