Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka mieszkaniowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka mieszkaniowa. Pokaż wszystkie posty

10 lutego 2016

Zieloni i Piotr Ikonowicz w obronie lokatorów

Koło warszawskie Partii Zieloni i Ruch Sprawiedliwości Społecznej deklarują współpracę w sprawach dotyczących polityki miejskiej, zwłaszcza problemu dzikiej reprywatyzacji nieruchomości.


Miasto przyjazne swoim mieszkankom i mieszkańcom musi prowadzić aktywną politykę mieszkaniową, realizującą prawo do mieszkania dla wszystkich niezależnie od sytuacji materialnej. Dlatego koło warszawskie Partii Zieloni popiera inicjatywę RSS ws. obywatelskiej uchwały Rady Miasta o zapewnieniu mieszkań komunalnych dla osób z reprywatyzowanych lokali i deklaruje pomoc w osiągnięciu tego celu.

Koło warszawskie Partii Zieloni i RSS deklarują również wspólne działania w obronie pracownic i pracowników oraz współpracę w organizacji takich wydarzeń jak antyszczyt NATO.

14 lutego 2014

Irena Kołodziej: Skandal i zgroza

Takie są moje uczucia po debacie o ustawie reprywatyzacyjnej, a raczej jej braku. Czegośmy się na niej dowiedzieli z ust posła, przedstawiciela partii rządzącej, byłego prezydenta miasta? Że ustawy wciąż nie ma, bo materia jest trudna i skomplikowana, skarbu państwa nie stać na rekompensaty pieniężne dla byłych właścicieli, górnej stawki czynszu dla lokatorów uchwalić nie sposób, bo Sąd Najwyższy uznał, że to niemożliwe, a handlu roszczeniami też się nie da powstrzymać, bo prawo własności jest zbywalne. I już.

Fot. Meo Hav, Wikimedia commons
CC-BY-SA


W tym wszystkim dominuje punkt widzenia właściciela. A raczej: spekulanta, bo roszczenia skupują od spadkobierców ludzie bogaci. To ich interesy reprezentuje partia rządząca, obywatelska z nazwy. Los ludzi mieszkających w reprywatyzowanych kamienicach w ogóle się w tej optyce nie mieści. Ludzi, którzy z dnia na dzień tracą dach nad głową, bo właściciel podnosi czynsz do niewyobrażalnej dla zwykłego człowieka wysokości. Teraz jedyne, na co mogą liczyć, to przyznawane przez miasto mieszkanie socjalne, na które przyjdzie im czekać nierzadko latami. W stresie. W niepewności. Komunalne zasoby mieszkaniowe miasta są przecież skromne i coraz skromniejsze.

- Czego się spodziewasz? – mówi po debacie mój przyjaciel Marek, mieszkaniec sprywatyzowanej właśnie praskiej kamienicy, który stanął oko w oko z opisaną perspektywą. – To biali ludzie. Co ich obchodzą „czarnuchy”? Ich zmartwienie to rysa na karoserii nowego porsche albo kolor kafelków na budowanej pod Warszawą daczy. Wzięli na przeczekanie… Z czasem problem sam się rozwiąże – eksmitowani za niepłacenie podwyższonego czynszu lokatorzy wymrą albo zostaną poupychani po schroniskach dla bezdomnych. Jedyne, z czego jestem zadowolony, to że nigdy na nikogo z nich nie głosowałem. Nawet jako na „mniejsze zło”.

Marek skończył niedawno remont i adaptację mieszkania. Trwało to rok, bo jako jeden z armii niemajętnych zrobił to głównie własnymi rękami, kosztem ogromnego wysiłku i stresu, w weekendy i po pracy. Teraz najprawdopodobniej będzie je musiał wraz z żoną i  dzieckiem opuścić, bo czy będzie go stać na płacenie 1500 czy 1700 zł czynszu? Tyle wynosi cały jego miesięczny zarobek, i to pod warunkiem, że praca akurat jest.

Nie wyobrażam sobie, by w którymkolwiek z krajów Zachodu tolerowano przez lata takie puszczenie sprawy na żywioł – kosztem najuboższych i najbardziej bezradnych. Nawet kapitalizm i wolny rynek nie muszą oznaczać kompletnej społecznej znieczulicy.

– Tam mieli rok sześćdziesiąty ósmy, myślą inaczej – mówi Marek. – I my też będziemy mieli swój sześćdziesiąty ósmy. Pożar się tli… Na razie od lania wody na zgliszcza jest Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów – jedyny ratunek polskiego czarnucha. Naprawiają to, co napsuli politycy. Ale co oni mogą? Tylko patrzeć, jak pożar wybuchnie.

Mam pytanie: czy w ogóle należało wprowadzać reprywatyzację? W II Rzeczypospolitej, po odzyskaniu niepodległości, przyjęto inną zasadę: ucięto wszelkie roszczenia do nieruchomości, odebranych właścicielom przez rząd carski. Przez zaborcę! Nie próbowano zawracać kijem biegu historii. Uznano, że upłynęło kilkadziesiąt lat, dawni właściciele nie żyją, w ich dobrach zasnuto nowe życie, wychowały się w nich pokolenia. ludzi. Próba naprawienia dawnych krzywd oznaczałaby krzywdy kolejne – dla obecnych mieszkańców. A przecież to II Rzeczpospolita jest wzorcem, do którego nieustannie odwołują się kolejne konserwatywne rządy.

A jeśli już zdecydowano się na reprywatyzację, dlaczego prawo własności uznano za wartość jedyną? Dlaczego zignorowano takie wartości, jak dobro publiczne i prawo ludzi do dachu nad głową? Roszczenia spadkobierców można było zaspokoić drogą ekwiwalentu pieniężnego, pomniejszonego o wkład ze strony państwa i obywateli w odbudowę, remonty i adaptacje obiektów.

Wczoraj słyszeliśmy z ust posła PO: brak ustawy to nie zła wola, to po prostu jest bardzo trudne.  Innymi słowy: nie zła wola, tylko nieudolność. Dla zagrożonych lokatorów to bez różnicy. Mam pytanie: jeśli nie chcecie bądź nie potraficie tej palącej dla OBYWATELI sprawy załatwić, to co wy tam jeszcze, panowie (i nieliczne panie), robicie?

Irena Kołodziej

Autorka była w latach 2007-2010 przewodniczącą koła warszawskiego Partii Zieloni (parytetowo wspólnie z Bartłomiejem Kozkiem). O debacie reprywatyzacyjnej w Zielonym Centrum M1 pisał również Piotr Kozak na portalu Polityka Warszawska.

19 kwietnia 2013

Marcin Wrzos: Kontenery - "trudne decyzje" czy kopanie leżącego?

Fot. Elżbieta Hołoweńko
W poniedziałek 15 kwietnia w Zielonym Centrum M1 odbyła się debata pt. „Jak rozwiązać problemy mieszkaniowe Warszawy?”. Udział wzięli: zastępca burmistrza dzielnicy Bemowo Krzysztof Zygrzak, Marcelina Zawisza z Partii Zieloni, Katarzyna Czarnota z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz architekt Maciej Czeredys. Debatę poprowadziła Justyna Samolińska.

W Warszawie wrócił pomysł na budowę „kontenerów socjalnych” dla zadłużonych lokatorów. Tym razem problem niedostatecznej liczby lokali socjalnych chcą rozwiązać w przy ich pomocy władze Bemowa. Debata publiczna wokół tej propozycji mogłaby skłonić władze miasta i poszczególnych dzielnic do przemyślenia na nowo polityki mieszkaniowej w Warszawie. Niestety dyskusja w Zielonym Centrum M1 nie pozwala być w tym względzie optymistą. Burzliwa debata przebiegała według znanego już schematu: przedstawiciele samorządu słuchali strony z społecznej z uwagą, ale nie słyszeli tego, co ta strona ma do powiedzenia. I jak zwykle przyparci do muru najpierw prosili o rzeczową dyskusję, by potem zasłaniać się różnicami ideowymi.

Pierwszy zabrał głos Krzysztof Zygrzak. Rozpoczął od przedstawienia powodów, dla których władze samorządowe zdecydowały się na budowę kontenerów. U podstaw tej decyzji leży duża liczba wyroków eksmisyjnych orzekanych przez sądy. Władze Bemowa nie są w stanie wywiązać się z konieczności zapewnienia eksmitowanym lokali socjalnych. Niemożność eksmisji powoduje konieczność wypłaty właścicielom mieszkań wysokich odszkodowań. Jak wyjaśnił Krzysztof Zygrzak trzeba zrobić wszystko, by nie płacić odszkodowań za ludzi, którzy „żyją na koszt innych”. Z jednej strony podkreślił, że kontenery to tylko jedno z rozwiązań, które będzie testowane. Z drugiej zaznaczył, że tylko całościowe rozwiązanie problemu wchodzi w grę. Nie można dłużej sprawy odkładać, bo władze dzielnicy tracą pieniądze, które można by przeznaczyć na szkoły. Zaznaczył również, że każda sprawa będzie rozpatrywana indywidualnie. Zapewniał, że do kontenerów na pewno nie trafią osoby, które nie powinny się tam znaleźć.

Jego zdaniem budownictwo modułowe ma niezaprzeczalną zaletę: jest tanie i szybkie. Dzięki niemu można rozwiązać problem eksmisji jeszcze przed następnymi wyborami samorządowymi. Sam pomysł budowy kontenerów socjalnych nie jest ani dobry ani zły, wszystko będzie zależało od tego, w jaki sposób zostanie zrealizowany. Zapewnił, że nie powstaną getta biedy, ponieważ nie jest planowana budowa osiedla. Kontenery mają być rozmieszone równomiernie w całej dzielnicy. Na razie będą to dwa kontenery, a potem, jeśli się okaże, że program się sprawdza, zostaną zbudowane następne. Jego zdaniem lokal socjalny nie jest ani karą, ani nagrodą. Eksmitowani nie muszą przecież w nich zamieszkać. Podkreślił, że założeniem mieszkalnictwa socjalnego jest niski standard. O tym, kto trafi do kontenera, zdecydują władze dzielnicy. To one powinny podejmować trudne decyzje i dlatego „wezmą to na siebie”.
 
Piotr Ciszewski zaczął od uwagi, że w polskim prawie nie ma kary zesłania. W Warszawie różne dzielnice różnie sobie radzą z eksmisjami orzekanymi przez sądy. Jego zdaniem osobom eksmitowanym do kontenerów o wiele łatwiej wpaść w spiralę nędzy. Trudniej im znaleźć pracę, gorzej są traktowane w urzędach. Wieloletnie zaniedbania ze strony miasta doprowadziły do tego, że czynsze są teraz absurdalnie wysokie. Często nie stać na ich płacenie nawet osób pracujących, gdy pracują na tzw. umowach śmieciowych, które w Warszawie stanowią całkiem pokaźny odsetek mieszkańców.

Jak podkreślił Ciszewski, nie jest łatwo dostać lokal socjalny. Trzeba spełnić dość wyśrubowane wymagania. Co więcej, nawet ich spełnienie nie gwarantuje przyznania lokalu. Jedyną receptą jest rozpoczęcie prowadzenia przez miasto aktywnej polityki lokalowej. Należy brać przykład z takich miast jak Wiedeń, a nie czerpać inspirację z miast Trzeciego Świata.
 
Maciej Czeredys zauważył, że działania władz dzielnicy Bemowo zmierzają raczej do rozproszenia problemu niż jego rozwiązania. Polityka mieszkaniowa powinna tworzyć zdrowe środowisko mieszkaniowe. Architektura jest ramą, która może osłabiać lub wzmacniać pewne tendencje. Można to dostrzec analizując różnice w rozwoju społecznym między dzielnicami Targówek i Praga Północ.

Jego zdaniem kontenery to nie jest eksperyment, który cokolwiek może rozwiązać. Zamiast tego władze samorządowe powinny zainteresować budownictwem prowadzonym na takich zasadach, wedle których mieszkania prywatne, komunalne i socjalne byłyby ze sobą wymieszane. Zapobiega to skutecznie pojawianiu się gorszych i lepszych dzielnic i jednocześnie służy miastu jako całości.

Marcelina Zawisza uważa, że eksmisje do kontenerów tworzą wielopokoleniowe wykluczenie. Ludzie tam mieszkający mają utrudniony dostęp do szkół i szpitali. Dotyka to ludzi najsłabszych, samotne matki, osoby starsze, którym zmarł małżonek czy osoby niepełnosprawne. Trzeba być świadomym, że problem będzie narastał. Ludzie chcą płacić czynsz, chcą pracować. Sytuacja na rynku pracy im to uniemożliwia. Każdy potrzebuje stabilizacji, szczególnie jeśli chodzi o mieszkanie. Władze dzielnicowe zamiast pomagać „kopią leżącego”.

Z etycznego punktu widzenia kryteria, kto powinien trafić do lokalu socjalnego, a kto do kontenera, będą niemożliwe do ustalenia. Kontenerom trzeba się przeciwstawić z całą stanowczością: jeśli dziś zgodzimy się na jeden kontener, w przyszłości będzie ich sto.

Katarzyna Czarnota przywołała dwie ekspertyzy prawne, które udowadniają, że kontener nie może pełnić funkcji lokalu socjalnego. Nikt się do nich nie odnosi, władze miast raczej szukają furtek prawnych, niż przyjmują ten fakt do wiadomości. Sytuacja jej zdaniem jest prosta. Miasta nie wywiązują się z obowiązków, które nakłada na nie Konstytucja, ustawy i akty prawne niższego rzędu. Zamiast budować lokale socjalne, szukają drogi na skróty. Jest to bardzo groźne, ponieważ tylnymi drzwiami wprowadzają nowy standard lokalowy, odmienny od tego określonego prawem. W imię cięcia kosztów buduje się kontenery, bo w wedle obiegowej opinii jest to tanie i szybkie. Badania pokazują jednak coś wręcz przeciwnego. Nawet jeśli pominie się koszty społeczne, to i tak budowa kontenerów okazuje się dużo droższa od tradycyjnego budownictwa.

Widać to na przykładzie Poznania. Wybudowano tam w 2009 r. za duże pieniądze 25 kontenerów, do dziś tylko trzy udało się zasiedlić. 15 z nich zostało wynajętych i służą teraz za szpital dla chorych kotów. Tylko w trzech mieszkają ludzie. Problemem było stworzenie listy, okazało się, że na mieszkania socjalne czekają głównie osoby, które z założenia nie powinny trafić do kontenerów… Jej zdaniem władze samorządowe zawsze, kiedy tylko pojawia się projekt budowy kontenerów socjalnych, powołują się na mitycznego „trudnego lokatora”. Jej zdaniem chodzi o to, by społeczeństwo się przyzwyczaiło do zmiany standardów dla lokalu socjalnego. Władze samorządowe traktują kontenery jako straszak na niepłacących lokatorów. W Poznaniu faktycznie przez chwilę ludzie zaczęli spłacać długi, potem jednak zaczęły one znów rosnąć. Jej zdaniem władze muszą zrozumieć, że problem z długami nie bierze się z lenistwa, ale z obiektywnej sytuacji (bezrobocie, brak polityki lokalowej). Przypomniała, że eksmitowani lokatorzy mają prawo do lokali socjalnych, gwarantuje im to orzeczenie sądu. Postępowanie władz miasta zmierzające do obniżenia i tak niskich standardów uznała za karygodne.

W otwartej części dyskusji padło kilka ważnych głosów z publiczności. Ewa Sufin-Jacquemart powiedziała, że prawdziwym eksperymentem byłoby tanie i solidne budownictwo ekologiczne. Zauważyła również, że kontenery mogą być ogrzewane tylko prądem. Zimą kosztuje to ponad 1000 zł miesięcznie. Ludzi najzwyczajniej w świecie na to nie stać i są zmuszeni mieszkać w nieogrzewanych kontenerach. Wanda Pradzioch zwróciła uwagę na wysokie stawki czynszu, które nie mają uzasadnienia społecznego i ekonomicznego. Marek Jasiński zaapelował o oddłużanie lokali. W innych miastach ten proces już ruszył, a w Warszawie władze samorządowe nawet nie chcą o tym słyszeć.

Marcin Wrzos

11 kwietnia 2013

Zaproszenie: Jak rozwiązać problemy mieszkaniowe Warszawy?

Serdecznie zapraszamy na debatę, na której wspólnie zastanowimy się jak rozwiązać problemy mieszkaniowe Warszawy.

Miejsce: Zielone Centrum M1, ul. Marszałkowska 1 lok. 160
Termin: 15.04 (poniedziałek), godz. 18.30

Do debaty zaprosiliśmy:
* burmistrza Bemowa Jarosława Dąbrowskiego,
* wiceprezydenta Warszawy Michała Olszewskiego,
* burmistrza Żoliborza Krzysztofa Bugla,
* przedstawicielkę Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej Agatę Nosal-Ikonowicz,
* członkinię Partii Zieloni i redaktorkę portalu Lewica.pl Marcelinę Zawiszę,
* Macieja Czeredysa, architekta i urbanistę,
* dr Irenę Herbst, prezeskę Zarządu Fundacji Partnerstwa Publiczno-Prywatnego,
* Katarzynę Czarnotę z poznańskiego skłotu Rozbrat.
Spotkanie moderować będzie Justyna Samolińska, członkini Partii Zieloni.

Uważamy, że polityce mieszkaniowej powinno się nadać odpowiednią rangę w gospodarce miasta i środowisku samorządowym. Chcemy usłyszeć jakie pomysły na rozwiązanie trudnej sytuacji mieszkaniowej stolicy mają nasi goście. Burmistrz Bemowa zapowiada wprowadzenie pilotażowego projektu, który zakłada budowę dwóch kontenerów socjalnych, do których mają być zsyłani sprawiający problemy lokatorzy. Podobny projekt, bez powodzenia, kilka lat temu próbował wprowadzić ówczesny burmistrz Żoliborza. W jaki sposób tłumaczą oni swoje decyzje, jakie argumenty stoją za taką próbą rozwiązania palącej kwestii mieszkaniowej? Zastanowimy się, co sprawia, że kwestia kontenerów jako mieszkań socjalnych jest tak atrakcyjna dla rządzących, i jednocześnie tak bulwersująca dla aktywistów społecznych i socjologów, w jaki sposób można zwiększyć zasób komunalny, dlaczego mieszkania własnościowe zyskały w ciągu ostatnich 20 lat taką popularność, jak i gdzie szukać alternatyw oraz na jakich miastach i rozwiązaniach warto się wzorować.

Swój udział w wydarzeniu można potwierdzić na fb.

2 kwietnia 2013

Zieloni: Nie każcie płacić lokatorom za Wasze błędy!

Warszawscy Zieloni napisali do burmistrza dzielnicy Bemowo list w sprawie planowanej budowy „kontenerów socjalnych”.

Fot. Joanna Erbel

Warszawa, 2 kwietnia 2013 r.


                    Szanowny Pan
                    Jarosław Dąbrowski
                    Burmistrz Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy


Szanowny Panie Burmistrzu,

Warszawscy Zieloni z ogromnym niepokojem przyjmują medialne doniesienia o planowanym „pilotażowym” programie eksmitowania lokatorów do „mieszkań socjalnych” w kontenerach (artykuł Małgorzaty Zubik w „Gazecie Wyborczej” 28.03.2013).

Pragniemy zwrócić Pana uwagę na fakt, że kontenery nie spełniają wymagań, jakie prawo stawia lokalom socjalnym. Zgodnie z art. 3 pkt 2 prawa budowlanego budynkiem jest obiekt budowlany, który jest trwale związany z gruntem, wydzielony z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych oraz posiadający fundamenty i dach. Kontenery nie spełniają tych przesłanek, prawo budowlane wymienia je obok m.in. kiosków i płacht namiotowych jako przykłady tymczasowych obiektów budowlanych. Nie mogą być więc uznawane za lokale zamienne czy socjalne, nie mogą zatem w żaden sposób pomóc w rozwiązaniu kryzysu lokatorskiego dzielnicy. W tym wypadku umieszczanie w nich lokatorów czekających na lokal socjalny może nosić znamiona łamania prawa.

Standard kontenerów jest zbyt niski, żeby można było w nich mieszkać, dodatkowo są one bardzo kosztowne w utrzymaniu. Jedyną możliwą metodą ogrzewania jest prąd, za który opłaty w okresie zimowym mogą przekraczać 1 tys. zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę fakt, że w kontenerach mają zamieszkać najubożsi mieszkańcy i mieszkanki Bemowa, może to doprowadzić do sytuacji, w której poważnie zagrożone będzie ich życie i zdrowie. Z doświadczeń w innych tego typu osiedlach wynika, że dodatkowym, bardzo poważnym problemem jest zła wentylacja pomieszczeń, wynikająca z materiałów nieprzystosowanych do pełnienia funkcji mieszkaniowych. Użytkowanie lokalu powoduje powstawanie groźnych pleśni i grzybów, które powodują alergie i choroby przewlekłe, zwłaszcza wśród dzieci, osób starszych i osób z nadwerężonym układem immunologicznym.

Dzielnica potrzebuje wieloletniego planu budowy i zarządzania mieszkaniami socjalnymi, komunalnymi i zastępczymi oraz pomocy osobom zagrożonym eksmisją, mającymi problemy z terminowym opłacaniem czynszu. Stawianie kontenerów mieszkalnych nie jest rozwiązaniem problemu, przeciwnie: pogłębia marginalizację społeczną lokatorów, którzy mieliby w tych kontenerach zamieszkać, przy tym to właśnie wykluczenie społeczne jest jednym z powodów, dla których znajdują się oni w sytuacji zagrożenia eksmisją. Mieszkanie w takich warunkach uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie, zaś stygmatyzacja mieszkańców dodatkowo intensyfikuje ten proces. Mieszkańcy kontenerów będą mieli utrudniony dostęp do instytucji publicznych oraz miejsc niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania społecznego (szkoły, miejsca pracy, urzędy). Ubóstwo i marginalizacja społeczna stanowią zróżnicowane i wieloaspektowe problemy, które implikują wiele negatywnych skutków, mających wpływ nie tylko na rzeczywistość i jakość egzystencji rodzin, ale również na jakość funkcjonowania przyszłych pokoleń. Martwi nas, iż władze dzielnicy nie zauważają problemu dzieci, które potencjalnie mogą znaleźć się w kontenerach socjalnych i które, zgodnie z zasadą dziedziczenia biedy, będą miały znacznie utrudniony życiowy start.

W związku z tym zwracamy się do Pana z prośbą o odpowiedź na następujące pytania:

1. Czy decyzję o eksmitowaniu zadłużonych lokatorów do kontenerów poprzedziła ekspertyza dotycząca efektów podobnych działań w innych miastach (m.in. Bytom, Poznań, Bydgoszcz)? Gdzie taka ekspertyza jest dostępna?

2. Czy ratusz będzie starał się o nadanie kontenerom statusu lokali socjalnych? Czy dysponuje Pan ekspertyzą prawną dotyczącą legalności takiego rozwiązania?

3. W Ustawie o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 Nr 71 poz. 733, art. 14 pkt.5) ustawodawca wyszczególnia grupy, które mają pierwszeństwo do korzystania z lokali socjalnych – są to m.in. dzieci, kobiety w ciąży, emeryci, osoby niepełnosprawne i obłożnie chore. Czy to te grupy zamierza Pan eksmitować do kontenerów w pierwszej kolejności? A jeśli nie, to w jaki sposób zamierza Pan spełnić ustawowy obowiązek zapewnienia im pierwszeństwa?

4. Rozumiemy trudną sytuację finansową dzielnicy związaną z brakiem dostatecznej liczby mieszkań socjalnych i komunalnych. Jednak czy za brak takich mieszkań odpowiadają ludzie, których chce Pan skazać na życie w kontenerach? Czy to ci ludzie decydują o kierunkach polityki miasta i dzielnicy, o wydatkowaniu środków z miejskiego i dzielnicowego budżetu, czy to oni pobierają pensje i diety za zajmowanie się problemami miasta?

W naszej opinii jest to po prostu przerzucanie na najsłabszych i najbardziej potrzebujących wsparcia obywateli kosztów wieloletniego zaniechania miasta i dzielnicy w polityce mieszkaniowej. To Państwo, jako rządzący w Warszawie urzędnicy i politycy, macie wszelkie narzędzia potrzebne do tego, by prowadzić racjonalną politykę mieszkaniową. I to Państwo ponosicie odpowiedzialność za to, że nie chcecie z tych narzędzi korzystać. Nie każcie płacić innym za Wasze błędy!

                Z poważaniem,
                Elżbieta Hołoweńko i Marek Matczak,
                przewodniczący warszawskiego koła Partii Zieloni
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...