Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zieloni na świecie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zieloni na świecie. Pokaż wszystkie posty

27 października 2013

Bartłomiej Kozek: Po wyborach - trzy dobre wiadomości dla czeskich Zielonych


Nie będę tu pisał za dużo o wynikach wyborów w Czechach - takie podsumowanie znajdziecie (jak dobrze pójdzie) jutro w "Dzienniku Trybuna". Napiszę tu trochę o wyborczym wyniku czeskich Zielonych.

Choć nie udało im się wrócić do parlamentu, to mogą oni uznać te wybory za umiarkowany sukces. Poza komunistami żadna inna partia na lewo od centrum (chyba że doliczymy do tego zestawienia Piratów) nie poprawiła swojego wyborczego wyniku.

W roku 2010 zdobyli 2,44% głosów i w żadnym z 14 regionów kraju nie udało im się przekroczyć progu 5%. Tym razem udało się zdobyć zaufanie 3,19% wyborczyń i wyborców.

W stolicy kraju - Pradze - wynik był jeszcze lepszy i wyniósł 6,45%. W drugim co do wielkości mieście - Brnie - 5,29%. Dość wyraźnie pokazuje to, że największym wyzwaniem dla tej partii będzie żmudna budowa poparcia także poza dużymi miastami.

Zielonym udało się odzyskać około 1/5 poparcia, które stracili między wyborami w 2006 a 2010 r. Wzrost ten pokazuje, że wbrew twierdzeniom byłego lidera tej partii Martina Bursika jest na czeskiej scenie politycznej miejsce dla partii zielonych, która nie ogranicza swojego przekazu jedynie do kwestii ekologicznych i nie celuje w centroprawicowy elektorat, jak chciał to robić polityk, który przed wyborami opuścił zielone szeregi.

Drugą dobrą wiadomością jest fakt, że Zieloni są dziś największą partią pozaparlamentarną u naszego południowego sąsiada - to dobry punkt wyjścia do powrotu do parlamentu, gdyby kraj czekały (niewykluczone) przyspieszone wybory, ale też do kolejnego testu wyborczego - w przyszłym roku do Parlamentu Europejskiego.

Trzecią nowiną jest przekroczenie progu 3%, uprawniającego do otrzymywania regularnego wsparcia budżetowego. Do tej pory czescy Zieloni byli go pozbawieni, przez co ich tegoroczna kampania była 9 razy tańsza niż ta, prowadzona przez socjaldemokratów czy liberalną ANO 2011 i 3-4 tańsza od działań chadeków i komunistów.

Trzymam kciuki za dalsze sukcesy na drodze odbudowy zielonej polityki w Republice Czeskiej.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

18 kwietnia 2013

Bartłomiej Kozek: Dlaczego nie będzie wspólnej frakcji Zielonych i liberałów

Na witrynie "Krytyki Politycznej" ukazał się wywiad Michała Sutowskiego z Ralfem Füchsem, dyrektorem Fundacji im. Heinricha Bölla. W tej bardzo interesującej rozmowie warto zwrócić szczególną uwagę na trzy wątki.

- Plotki o bliskości europejskich Zielonych i liberałów łatwo puszcza się w obieg, a potem trudno się z nimi walczy, zatem cieszy jasna deklaracja Füchsa: poza sojuszami ad hoc nie ma szans na wspólną grupę Zielonych i liberałów w Parlamencie Europejskim, o której marzy choćby Janusz Palikot. To nie federalizm, ale kwestie sposobów rozwiązania kryzysu ekonomicznego i odbudowy emancypacyjnej polityki społecznej są dziś kluczowymi osiami podziałów politycznych w UE, a w tej materii stanowiska ekopolityczne i liberalne (szczególnie liberalizmu kontynentalnego à la niemiecka FDP) różnią się diametralnie.

- Demokracja zamiast technokracji jako warunek skutecznej integracji. W obliczu wspólnego manifestu Daniela Cohn-Bendita i Guy Verhofstadta czy propozycji inicjatywy Europa Plus taka deklaracja witana jest przeze mnie ze sporą radością. Choć z Füchsem różnię się w paru sprawach (o czym poniżej), to jednak cieszy, że nie wierzy w automatyzm poszerzania integracji za pomocą cedowania kolejnych prerogatyw na Brukselę. Teraz, kiedy poziom europejski stał się kolejnym szczeblem władzy na kontynencie, dobrze raz jeszcze zastanowić się, które problemy najłatwiej będzie rozwiązywać lokalnie, które regionalnie, krajowo, europejsko, a na które potrzebna wręcz będzie nowa, globalna architektura polityczno-ekonomiczna.

- Wiem, że Füchs bardzo wierzy w możliwość pogodzenia wzrostu gospodarczego z ograniczeniami ekosystemowymi planety, ale w pewnym momencie jego logika staje się pokrętna. To prawda, że ruchy na rzecz stabilizacji czy wręcz spadku gospodarczego nie mają jeszcze przekonujących odpowiedzi na wszystkie pytania (jak chociażby o możliwość zachowania stabilnej sieci zabezpieczeń społecznych, napędzanej mechanizmem innym niż ciągły wzrost produkcji), ale jednak wyraźnie wskazują, że proces ten musi uwzględniać również prawo do poprawy warunków życia na globalnym Południu. Wskaźniki innowacyjności nie nadążają jak na razie za wzrostem zużycia zasobów nieodnawialnych i emisji gazów cieplarnianych, zatem trudno polegać na nich jako na rozwiązaniu kwestii równowagi między gospodarką a środowiskiem. Choć zatem wzrost gospodarczy średniookresowo, dla wyjścia z obecnego kryzysu jest konieczny, to na dłuższą metę oddala - co zresztą widać w tym wywiadzie - pytania o głębszą redystrybucję zasobów materialnych i finansowych.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

27 marca 2013

Bartłomiej Kozek: Centrolewica - jednoczyć czy nie jednoczyć?

Po tylu latach obserwowania z pierwszej ręki różnego rodzaju prób "integracji lewicy" pozostaję wobec nich głęboko sceptyczny. Nie dlatego, że nigdy nie działają, ale dlatego, że bardzo rzadko są one rezultatem rzetelnego przepracowania różnic i zastanowienia się nad tym, co naprawdę dane siły łączy. Widać to w programowej miałkości dokumentów programowych tego typu połączonych inicjatyw, operujących na dużym stopniu ogólności. Jeśli ich jedynym celem miałoby być odsunięcie od władzy partii X czy Y po to, by potem pogrążać się w wewnętrznych sporach, bo nie przedyskutowało się takich kwestii jak np. kształt systemu podatkowego czy funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, to tego typu inicjatywy zupełnie mnie nie przekonują.

Dla porównania - wariant kanadyjski. Trzy partie okupujące przestrzeń na lewo od Partii Konserwatywnej - liberałowie, socjaldemokraci i zieloni - w wyniku systemu większościowego mogą zdobywać więcej głosów niż partia premiera Harpera, ale i tak lądują w opozycji. Kanadyjski działacz społeczny Adam Shedletzky proponuje im zatem jednorazowy (a nie trwały) polityczny sojusz: wyłonienie w okręgach, w których jest szansa na pokonanie konserwatystów, wspólnego kandydata/kandydatki w prawyborach. Partie zachowałyby odrębność programową, startowałyby samodzielnie w reszcie okręgów, a osobne listy tym bardziej zostałyby zachowane w wypadku przeprowadzenia reformy wyborczej i wprowadzenia systemu proporcjonalnego.

Jak na dłoni widać tu różnicę podejść między kanadyjskimi a polskimi podejściami do współpracy międzypartyjnej.

Bartłomiej Kozek

Autor posta na Twitterze: @BartlomiejKozek.

6 marca 2013

Zagrajmy o lepszą Europę

Prezentujemy uchwałę VII Kongresu Partii Zieloni.


Przekonując Polski i Polaków do tego, że warto wziąć udział w referendum akcesyjnym i opowiedzieć się za wejściem Polski do Unii Europejskiej, pisaliśmy, że idziemy do Unii po zmiany. Przekonywaliśmy, że członkostwo w Unii to przede wszystkim szansa na zapewnienie Polsce zrównoważonego rozwoju społecznego, ekologicznego i gospodarczego, że to także szansa na respektowanie zasad sprawiedliwości i solidarności społecznej, zapewnienie kobietom i mężczyznom równych praw i możliwości działania, a także poszanowanie różnorodności kulturowej i praw mniejszości.

W 2009 roku, kiedy do Europy dotarły pierwsze sygnały kryzysu finansowego i gospodarczego, pisaliśmy w naszym manifeście na eurowybory, że Unia potrzebuje zmiany. Dziś ta zmiana jest jeszcze bardziej potrzebna. Europa przeżywa bowiem wielowymiarowy kryzys: kryzys instytucjonalny, związany z deficytem demokracji, kryzys wynikający z niepewności i lęku, braku poczucia bezpieczeństwa socjalnego, ekonomicznego i ekologicznego, co owocuje nasileniem się postaw nacjonalistycznych i ksenofobicznych na kontynencie europejskim oraz wrogości wobec „obcych”. Neoliberalna polityka prowadzona od kilkunastu lat sprawiła, że marzenie o zbudowaniu Europy wolnej od niedostatku coraz bardziej oddala się w przyszłość. Zamiast unii socjalnej mamy tylko unię monetarną. Zamiast unii demokratycznej mamy stechnokratyzowany twór, coraz mniej zrozumiały dla zwykłych obywatelek i obywateli, którzy tracą wiarę w sens projektu europejskiego.

Unia potrzebuje zmiany! Problemów nasilających się na kontynencie europejskim – 30-procentowego poziomu ubóstwa w krajach dotkniętych kryzysem, 50-procentowego bezrobocia wśród osób młodych, demontażu podstaw bezpieczeństwa – nie rozwiąże nowa architektura finansowa Unii Europejskiej, której symbolem jest pakt fiskalny. Polityka monetarna koncentrująca się wyłącznie na kontrolowaniu inflacji i dyscyplinie budżetowej uniemożliwia prowadzenie polityki przeciwcyklicznej dającej szansę na tworzenie nowych, zielonych miejsc pracy i zrównoważone inwestycje.

Mimo szczytnych założeń integracji, Unia stała się polem bitwy narodowych interesów, czego najlepszym przykładem był ostatni szczyt Unii i negocjowanie budżetu UE na lata 2014-2020. Także Polska jest tutaj niechlubnym przykładem. Wbrew interesowi społecznemu polski rząd od lat blokuje ambitną politykę klimatyczną uzgodnioną w UE, która zapobiegłaby dalszym zmianom klimatycznym będącym skutkiem nierozważnej i eksploatacyjnej działalności człowieka. A przecież kryzys klimatyczny jest drugą stroną medalu kryzysu gospodarczego. Bez przestawienia gospodarki z wysoko- na niskoemisyjną trudności będą się nasilać.

Rozwiązaniem może być polityka łącząca bezpieczeństwo ekonomiczne z bezpieczeństwem socjalnym i ekologicznym oraz nastawiona na większą demokratyzację Unii Europejskiej.
Wierzymy, że możliwa jest inna Europa – otwarta i silna, zbudowana na fundamencie solidarności społecznej i ekologicznej. Wierzymy, że trwały rozwój Europy, bez kryzysów, z którego korzystać będą mogli wszyscy, jest możliwy. Jego podstawą musi być odejście od filozofii wzrostu opartego na grabieżczej eksploatacji zasobów – przyrody i ludzi – na rzecz filozofii trwałego rozwoju. Cel ten będzie można zrealizować poprzez ekologiczną transformację gospodarki.

Chcemy Europy dla mrówek, nie dla mrówkojadów, której wizja zawiera się w dziesięciu poniższych zasadach:

1. Podstawą trwałego pokoju są cztery wolności zawarte w Karcie Atlantyckiej: wolność słowa, wolność sumienia, wolność od lęku i wolność od niedostatku. Zjednoczona Europa musi ucieleśniać te wolności i stać na ich straży.

2. Warunkiem głębszej integracji nie jest napisanie nowego traktatu, lecz odzyskanie obywatelstwa we wszystkich jego wymiarach – cywilnym, politycznym i socjalnym. Poziom demokracji instytucji wspólnotowych nie może być niższy niż ten, który osiągnęły w XX wieku państwa narodowe. Należy też zdefiniować obywatelstwo socjalne na poziomie europejskim – zestaw praw socjalnych przysługujących każdemu mieszkańcowi i każdej mieszkance kontynentu.

3. Podstawą naszej jedności, obok pamięci o II wojnie światowej, musi być świadomość wyzwań związanych z kryzysem klimatycznym. Federalizm klimatyczny oznacza solidarność energetyczną, wspólne inwestycje w ekologiczną transformację gospodarki, uniezależnienie jakości życia od wzrostu gospodarczego. Kraje, które np. z powodu większej zależności od węgla mogą mieć trudność w szybkim przejściu na gospodarkę niskowęglową, powinny otrzymywać szczególne wsparcie.

4. Europa potrzebuje większego budżetu finansowanego z prawdziwie europejskich podatków. Aby zagwarantować stabilność wspólnoty i odpowiedni poziom redystrybucji między regionami, budżet powinien wynosić 10-20% PKB. Środki te powinny być wydawane przede wszystkim na: a) zapewnienie wszystkim europejskiego minimum praw socjalnych, b) badania naukowe, zwłaszcza poszukiwanie nowych leków i rozwijanie technologii uzyskiwania energii ze źródeł odnawialnych, c) sprawiedliwą transformację w stronę gospodarki niskowęglowej.

5. Zjednoczenie Europy wymaga gruntownej reformy sektora finansowego. Sektor finansowy musi służyć realnej gospodarce, nie odwrotnie, zaś gospodarka musi służyć potrzebom ludzi, nie odwrotnie. Konieczne jest wyzerowanie lub przeprowadzony z udziałem obywatele i obywateli publiczny audyt zadłużenia w krajach dotkniętych kryzysem zadłużenia. Europejski Bank Centralny należy zreformować: w radzie decydującej o polityce pieniężnej obok finansistów powinni zasiadać przedstawiciele i przedstawicielki związków zawodowych oraz eksperci i ekspertki od ekologii. Utrzymywanie niskiej inflacji za wszelką cenę nie może być jedynym celem EBC, do jego zadań powinna należeć troska o „sprawiedliwość ekonomiczną, pełne zatrudnienie i bezpieczeństwo socjalne dla wszystkich obywateli europejskich” („10 zasad Attac dla demokratycznej i socjalnej Konstytucji”).

6. Europa może być kontynentem wielu walut: obok euro jest miejsce na waluty lokalne, regionalne i narodowe. Musimy wyzwolić naszą wyobraźnię! W projektowaniu systemu walutowego powinny obowiązywać zasady demokracji, różnorodności i subsydiarności. Różnorodność zwiększa odporność na wstrząsy. Subsydiarność sprzyja demokracji. Funkcji, którą może spełnić waluta lokalna, nie należy przerzucać na walutę narodową, funkcjami, które może pełnić waluta narodowa, nie należy obciążać euro. Należy prowadzić politykę sprzyjającą oddolnemu tworzeniu walut przez społeczności lokalne. Państwa członkowskie powinny same wybierać, czy chcą zachować własną walutę (bądź wrócić do niej), czy wolą używać euro jako swej waluty podstawowej. Nie wolno tworzyć odrębnych instytucji dla krajów strefy euro, poza tymi, które są technicznie niezbędne.

7. Konstrukcja wspólnego obszaru gospodarczego w Europie powinna sprzyjać lokalizacji produkcji i wymiany. Europa nie powinna wspierać dumpingu socjalnego i ekologicznego ani utowarowienia usług publicznych, lecz tworzyć instrumenty sprzyjające równaniu do góry.

8. Wolność słowa to w dzisiejszych czasach także otwarta kultura, wolne oprogramowanie, szeroki, niereglamentowany dostęp do internetu i prawo patentowe nastawione na dobro wspólne, a nie na prywatne zyski wielkich korporacji.

9. Europa powinna wspierać suwerenność żywnościową poszczególnych krajów, regionów i społeczności lokalnych. Zamiast przemysłowego rolnictwa – mniejsze, ale za to ekologiczne gospodarstwa. Europa powinna być kontynentem wolnym od upraw roślin modyfikowanych genetycznie. Wspólną Politykę Rolną należy zreformować zgodnie ze wskazówkami zawartymi w deklaracji Europejskiego Ruchu na rzecz Suwerenności Żywnościowej Nyéléni.

10. Europa nie może zamykać się na imigrantki i imigrantów, zwłaszcza tych, którzy uciekają przed prześladowaniami. W negocjacjach międzynarodowych zamiast „wolnego handlu” Europa powinna wspierać sprawiedliwy handel, zgodnie z zasadami Karty Atlantyckiej.

Warszawa, 03.03.2013

6 maja 2011

W zielonej sieci - odc. 59

Blogi:

- Adam Ramsay i Peter McColl streszczają sytuację przed wyborami w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

- Edward Barbier na potrzeby bloga "Potrójny Kryzys" analizuje powiązania między ekologią, biedą i rozwojem.

- Peter Cranie na przykładzie wyborów w Kanadzie pokazuje niereprezentatywność ordynacji większościowej.

- Jim Jepps przypomina o sukcesie Zielonych w Kanadzie.

- Adrian Windisch podaje 10 powodów, dla których warto głosować na Zielonych w Anglii.

- Molly Scott Cato o tym, jak korporacje radzą sobie w czasach ekonomicznych turbulencji.

- Marta Megger o psim problemie Bydgoszczy.

- Gavin Rae pokazuje, jak publiczne wydatki uratowały Polskę przed głębszym kryzysem.

Partie:

- Europa: Zieloni w Parlamencie Europejskim mają nową stronę internetową.

- Niemcy: Czerwono-zielona koalicja w Nadrenii-Palatynacie podpisana.

- Austria: Wspólnie z Niemcami przeciwko atomowi.

- Holandia: Strefa Schengen rozmontowywana?

- Anglia i Walia: Caroline Lucas o spocie wyborczym Zielonych.

- Szkocja: W obronie lokalnych pubów.

- Australia: Przeciwko dyskryminacji ze względu na tożsamość i orientację seksualną.

- Nowa Zelandia: Rząd chce przerzucać na społeczeństwo koszty wycieku ropy naftowej.

- Czechy: Blokada pierwszomajowego pochodu neonazistowskiego.

YouTube:

Film dość długi, ale jak sądzę cenny - wywiad z jednym ze współzałożycieli Zielonych w Brazylii, Fernando Gabeirą, przeprowadzony przez Mike'a Feinsteina.

4 maja 2011

Zieloni (znów) dali radę

Udało się - wreszcie. Niezwykle inspirująca liderka kanadyjskich Zielonych, Elizabeth May, dostała się do Izby Gmin w tym kraju, pokonując w jednomandatowym okręgu Wysp Saanich w Kolumbii Brytyjskiej wieloletniego konserwatywnego parlamentarzystę i ministra sportu, Gary'ego Lunna. Ostateczny wynik niezwykle mile zaskoczył osoby, które w hali w Sidney zgromadziły się w wieczór wyborczy, by świętować sukces wieloletniej działaczki ekologicznej, przeszło dwutysięczną rzeszę wolontariuszek i wolontariuszy oraz wszystkich głosujących na zielono w tym okręgu. Przewaga ponad 7 tysięcy głosów, zwycięstwo stosunkiem poparcia 46 do 36% robi wrażenie, tym bardziej, że nawet w najbardziej optymistycznych prognozach na początku przyspieszonej, krótkiej kampanii wyborczej spodziewano się dużo bardziej zaciętego wyścigu. Niewielki okręg wyborczy był świadkiem wizyt wielu czołowych polityków Partii Konserwatywnej, z premierem Stephenem Harperem na czele. Mimo tych przeciwności, pomimo sceptycyzmu wielu analityków, zwracających uwagę na duży odsetek tradycyjnie głosujących na konserwatystów seniorek i seniorów - udało się, i jest co świętować.

Zielony program wyborczy w 2011 roku skupił się wokół haseł budowy inteligentnej gospodarki, silnych społeczności oraz prawdziwej demokracji. Inwestycje w energetykę odnawialną i zrównoważony transport, zmniejszenie opodatkowania pracy poprzez wprowadzenie podatku węglowego, rezygnacja z subsydiowania energetyki węglowej i jądrowej, naprawę systemu podatkowego tak, by zmniejszyć opodatkowanie rodzin, zagwarantowanie stabilnego finansowania samorządom, reforma systemu wyborczego w kierunku proporcjonalnym - to tylko kilka kwestii, które dla partii Elizabeth May były priorytetowe w skierowanym do wyborczyń i wyborców przekazie. By nie rzucać słów na wiatr, partia zdecydowała się przygotować dokładne zestawienie planowanych przez nią przychodów i wydatków, które dowiodło, że planowane przez partię reformy nie tylko przyczynią się do poprawy jakości życia, ale też nie przyczynią się do zredukowania wytworzonego przez konserwatystów deficytu budżetowego.

Nie dziwi radość, z jaką liderka Zielonych witała ogłoszenie wyników wyborów w jej okręgu. Podczas swojej historycznej przemowy podziękowała za poparcie, jakie otrzymała od polityków z różnych stron spektrum (od konserwatystów po dawnych działaczy socjaldemokratycznej NDP), a także zręcznie podsumowała głosy, wątpiące w jej możliwość odniesienia zwycięstwa, przywołując swoje ulubione, polityczne hasło - to amatorzy zbudowali Arkę, a profesjonaliści - Titanica. W powyborczym wywiadzie dla kanadyjskiej telewizji CBC zapowiedziała, że jej pierwszym, powyborczym celem będzie zmniejszenie poziomu obstrukcji i kłótni w parlamencie, szczególnie podczas sesji pytań do premiera, zamierza także aktywnie działać na rzecz ponadpartyjnej współpracy w sprawach, dla których znajdzie poparcie - nie tylko zresztą ekologicznych.

Osoby analizujące wyniki Zielonych leją jednak nieco dziegciu do tej beczki miodu. W porównaniu z poprzednimi wyborami partia straciła połowę swojego poparcia w Kanadzie, spadając z 6,8% do 3,9% społecznego poparcia, które w dużej mierze wspomogło imponujący wzrost Nowej Partii Demokratycznej. Oznacza to, że znacząco zmniejszy się poziom publicznych dotacji dla ugrupowania May, co może być poważnym utrudnieniem w rozwoju partii. Na jaw wychodzą wady systemu większościowego - trzeba było przekierowania większości dostępnych środków do jedynego okręgu w Kanadzie, w którym istniała realna szansa zdobycia mandatu oraz zaryzykowania skurczenia się bazy wyborczej w całej reszcie kraju, by liderka formacji mogła trafić do Izby Gmin - podobnie było niedawno z poparciem dla Zielonych Anglii i Walii. Stanowi to wyzwanie w rozwoju partii, ale nie oznacza to jeszcze zakłócenia jej rozwoju, jak chcieliby niektórzy. Obecność w parlamencie zwiększa medialną widzialność, a ta - na początku XXI wieku - jest kluczowa dla osiągnięcia politycznego sukcesu. Elizabeth May nie będzie już mogła być wykluczona z telewizyjnych debat pod pretekstem braku politycznej reprezentacji jej formacji, jak zdarzyło jej się to w tym roku, a to te debaty, jak coraz głośniej słychać w powyborczych komentarzach, stoją za sukcesem Jacka Laytona i jego ekipy z NDP. Pamiętajmy też, że Zieloni, podobnie jak i inne partie, nie byli przygotowani finansowo na przyspieszoną kampanię - większościowe konserwatywne rządy zmniejszają prawdopodobieństwo podobnego zdarzenia i tym samym pozwolą na bardziej efektywne przygotowanie się do kolejnych wyborów.

Wśród pozostałych liczących się partii politycznych Kanady mamy dwójkę przegranych i dwójkę wygranych. Zmiażdżony został Blok Quebecu, który przez ostatnie lata dominował na politycznej scenie tej prowincji. Jego parlamentarna reprezentacja skurczyła się z 47 do 4 posłanek i posłów (udział w głosach - z 10 do 6,05%), a wśród przegranych znalazł się między innymi wieloletni lider formacji, Gilles Duceppe, który na wieść o wyniku swej formacji zrezygnował z przewodniczenia nią. Do parlamentu nie zdołał się dostać również Michael Ignatieff, lider Liberałów, którzy zanotowali najgorszy w swej historii wynik - 18,9% głosów da im zaledwie 34-osobową reprezentację. Obie te partie (w tym ich liderzy) stracili miejsca głównie na rzecz socjaldemokratów z NDP, którzy po raz pierwszy w swej historii staną się teraz oficjalną opozycją. Jack Layton, lider Nowych Demokratów, w swym powyborczym, dwujęzycznym przemówieniu dziękował Quebecowi, z którego będzie miał teraz połowę swojej liczącej 102 osoby reprezentacji parlamentarnej, i wyraził przekonanie, że 30,6% Kanadyjek i Kanadyjczyków, którzy oddali na niego swój głos, zdecydowało się wesprzeć wizję kraju jako miejsca, w którym "wszyscy trzymają się razem i nikt nie zostaje z tyłu". Sukces NDP ma jednak swój efekt uboczny - rozbicie progresywnych głosów dało konserwatystom Stephena Harpera 167 miejsc w parlamencie i tym samym samodzielną większość, zdobytą przy poparciu na poziomie jedynie 39,6% głosów. Zobaczymy, na ile zapewnienia Stephena Harpera o prowadzeniu bardziej koncyliacyjnej polityki będą rzeczywistością...

29 kwietnia 2011

W zielonej sieci - odc. 58

Blogi:

- W Croydon - bezprecedensowy list przedstawicielek i przedstawicieli różnych partii politycznych wspierających przejście na system Głosu Alternatywnego.

- Adam Ramsay pisze o specyfice wyborów w Szkocji, Jim Jepps cieszy się na rosnące słupki sondażowe szkockich Zielonych.

- Molly Scott Cato o tym, czego uczy nas przykład Islandii.

- Stuart Jeffery odnotowuje zmianę stanowiska Nicka Clegga w sprawie reformy Izby Lordów.


Partie:

- Europa: O tym, jak łatwo przekupić europosłów...

- Niemcy: Zielono-czerwona koalicja w Badenii-Wirtembergii - faktem.


- Holandia: Rośnie ruch partyzanckiego ogrodnictwa.

- Anglia i Walia: Fascynująca kandydatka na radną w Anglii - ma niemal 90 lat.

- Szkocja: Łączenie polityki zdrowotnej i energetycznej.


- Kanada: Elizabeth May prowadzi w sondażu w swoim okręgu wyborczym.

- Australia: Co priorytetem dla Partii Pracy - cięcia podatkowe czy inwestycje w usługi publiczne?

- Nowa Zelandia: Raport OECD potwierdza potrzebę ekologicznej reformy podatkowej.

- Czechy: Kto niszczy czeskie lasy?

YouTube:

Reinhard Buetikhofer opowiada o sytuacji Zielonych w Niemczech.


26 kwietnia 2011

Zielone osiągnięcia w szkockim parlamencie

Oto, czym przed planowanymi na 5. maja wyborami do lokalnej legislatywy chwali się Szkocka Partia Zielonych - fragment tegorocznego manifestu wyborczego, dostępnego do pobrania z ich strony internetowej.

***

Osiągnięcia, z których możemy być dumni

Zieloni byli wybierani do szkockiego parlamentu od jego zarania w roku 1999, kiedy to Robin Harper stał się pierwszym zielonym parlamentarzystą w Wielkiej Brytanii.

Od czasu wyborów w roku 2007 aż po zakończenie kadencji parlamentu w marcu 2011, Zieloni byli języczkiem u wagi przy głosowaniu wielu kluczowych kwestii, uczciwie i efektywnie negocjując na rzecz zmienienia zielonych idei w praktyczne rozwiązania, takie jak Fundusz Zmian Klimatycznych czy też drobne kroki na drodze do darmowej, powszechnej termorenowacji budynków.

Nigdy nie baliśmy się wstać i sprzeciwić się, gdy większe partie próbowały przeforsować niekorzystne rozwiązania. Konstruktywni, kiedy to możliwe - wymagający, kiedy tego było trzeba.

Parlament następnej kadencji potrzebuje jak najwięcej Zielonych, jeśli praca ta ma być kontynuowana. Lista naszych osiągnięć podczas ostatnich lat zawiera między innymi:

- Przegłosowanie pierwszego zielonego prawa w Wielkiej Brytanii - poszerzenia katalogu przestępstw z nienawiści na sprawy obejmujące niepełnosprawność, orientację seksualną i identyfikację transseksualną.

- Wynegocjowanie wartego 20 milionów funtów Funduszu Zmian Klimatycznych na rzecz społeczności całej Szkocji, jako źródło finansowania kreatywnych i innowacyjnych, lokalnych projektów na rzecz redukcji emisji gazów szklarniowych.

- Zabezpieczenie 10 milionów funtów na rzecz nowego funduszu wspierania morskich źródeł energii odnawialnych dzięki negocjacjom budżetowym.

- Wynegocjowanie 30 milionów funtów na projekty lokalnej termorenowacji budynków w celu wdrożenia powszechnych, darmowych lub tanich działań na rzecz efektywności energetycznej, pozwalających oszczędzić pieniądze, walczyć z ubóstwem energetycznym oraz zmianami klimatu.

- Zapewniliśmy zobowiązanie do wczesnego wdrożenia prawodawstwa, przyczyniającego się do redukcji emisji gazów szklarniowych, które bez tego znalazłyby się na samym dole rządowych priorytetów. Wraz z uchwaleniem odpowiednich ustaw, Zieloni skupili się na realizacji realnych działań w tej materii.

- Przyczyniliśmy się do podjęcia przez szkocki rząd działań w sprawie morskich przeładunków ropy w rejonie Firth of Forth, porozumiewając się ze Szkocką Partią Narodową (SNP) w celu wdrożenia ustawodawstwa odpowiadającego na to zagrożenie.

- Porozumieliśmy się z premierem Alexem Salmondem podczas powoływania przez niego Rady Doradców Ekonomicznych w sprawie konieczności uwzględnienia przez nią ekspertyz społecznych i ekologicznych.

- Wygraliśmy w sprawie ewaluacji decyzji o rozbudowie autostrady M74, lecz rząd SNP zdecydował się niestety na kontynuację projektu opisanego przez organizację Friends of the Earth jako "najprawdopodobniej najbardziej ekologicznie szkodliwą decyzję kiedykolwiek podjętą" przez szkocki rząd.

- Wygraliśmy w historycznym głosowaniu szkockiego parlamentu przeciwko kontynuacji jądrowego programu militarnego Trident (71 głosów wsparło nasze wezwanie, konserwatyści byli przeciw, Partia Pracy wstrzymała się od głosu)

- Zwiększyliśmy finansowanie przewozów autobusowych w Szkocji o 4 miliony funtów dzięki negocjacjom budżetowym.

- Zapewniliśmy stabilne finansowanie programów na rzecz transportu rowerowego, pieszego oraz poprawy bezpieczeństwa na ulicach w lokalnych budżetach, co zdaniem działaczy na rzecz zrównoważonego transportu jest bezcenne w świetle niedawnych cięć budżetowych, dopadających tego typu programy jako pierwsze.

- Z powodzeniem negocjowaliśmy w sprawie zakończenia istnienia Funduszu Rozwoju Sieci Lotniczych, będącego marnującym publiczne pieniądze subsydium dla przemysłu lotniczego.

- Wzmocniliśmy ustawodawstwo w kwestii ochrony środowiska wodnego, wprowadzając wymóg uwzględniania opinii takich ich użytkowników, jak żeglarze, nurkowie i surferzy w procesach planowania.

- Zabezpieczyliśmy przy negocjacjach budżetowych 4 miliony funtów na program wymiany boilerów by pomóc ludziom w obniżce opłat za energię i zmniejszaniu emisji gazów szklarniowych.

- Zwyciężyliśmy w przegłosowaniu istotnej poprawki w szkockim parlamencie, sprzeciwiającej się nowym inwestycjom w zwiększanie zdolności wytwarzania energii z węgla, odrzuciliśmy też plany SNP dotyczące budowę nowej elektrowni węglowej w Hunderston.

- Przewodziliśmy w nawoływaniu na rzecz wznowienia możliwości ustalania stawek podatkowych przez szkocki parlament, na co właśnie wyraził zgodę należący do SNP minister finansów, po tym gdy jego rząd doprowadził do wygaśnięcia tego prawa.

- Wygraliśmy głosowanie w zainicjowanej przez Zielonych debacie na temat utworzenia programu mikropożyczkowego dla osób w wieku od 16 do 19 lat, chcących założyć swą własną działalność gospodarczą.

- Z sukcesem naciskaliśmy na premiera Szkocji w sprawie wsparcia przez niego moratorium na głębokomorskie odwierty w poszukiwaniu ropy na szkockich wodach terytorialnych.

19 kwietnia 2011

Finlandia skręciła w prawo

Komentarz Satu Hassi, zielonej europosłanki z Finlandii:

Zieloni stracili 1,3 punktu procentowego poparcia, spadając z poziomu 8,5 do 7,2%. Kosztowało nas to pięć miejsc w parlamencie, ze względu na fiński system wyborczy, który do pewnego stopnia dyskryminuje mniejsze formacje. Jego reforma była jedną z najważniejszych kwestii, o jaką walczyliśmy w ostatnim rządzie. Została ona zaaprobowana przez poprzedni parlament i będzie teraz potrzebowała zgody nowego, zanim wejdzie w życie.

Poparcie straciły wszystkie partie, poza jedną, reprezentującą interesy ludności szwedzkojęzycznej. Partia Centrum aktualnej pani premier straciła 15 miejsc, konserwatyści 6, Zieloni 5. Mimo strat mandatów to konserwatyści będą największą partią.

Do tej pory Zielonym udawało się zwiększać swoje poparcie, nawet kiedy braliśmy udział w koalicjach rządowych (byliśmy, poza właśnie się kończącą, jeszcze w dwóch), tym razem tak się jednak nie stało.

Dało się odczuć silne pragnienie protestu ze strony osób głosujących. Wytłumaczeniem mogą być po części rosnące podziały w społeczeństwie, nierówności ekonomiczne, ale także w poziomie zdrowia. Inną budzącą gniew kwestią są europejskie programy ratunkowe. Problemy te mogą tłumaczyć znaczący sukces Prawdziwych Finów.

Prawdopodobnie najważniejszym powodem spadku poparcia dla Zielonych było to, że partia zdecydowała się na pozostanie w rządzie, nawet kiedy parlament zezwolił na budowę kolejnych dwóch reaktorów jądrowych, pomimo faktu, że Zieloni tak w ławach rządowych, jak i parlamentarnych sprzeciwiali się tej decyzji. Kiedy kończący właśnie swoją kadencję rząd uformował się, partie, które go tworzyły zaakceptowały rozbieżności w swoich stanowiskach w tej kwestii, Zieloni zaś zadeklarowali, że jeśli po wyborach 2007 roku wydane zostaną zgody na rozwój energetyki nuklearnej, to i tak nie opuszczą z tego powodu ław rządowych. Choć zrobiliśmy tak, jak deklarowaliśmy, wygląda na to, że od początku wyborczynie i wyborcy uznawali to za zły pomysł.

***

Liderka Zielonych, Anni Sinnemaki, zadeklarowała po ogłoszeniu wyników wyborów, że jej partia przechodzi do opozycji i nie będzie brała udziału w negocjacjach w sprawie powołania nowego rządu. Komentując sukces eurosceptycznych Prawdziwych Finów stwierdziła, że sukces odniosła formacja, która reprezentuje dokładne przeciwieństwo tego, w co wierzą Zieloni. Coraz głośniej mówi się o wielkiej koalicji trzech największych partii - konserwatystów, socjaldemokratów oraz Prawdziwych Finów, dwie ostatnie partie łączy chęć odrzucenia w parlamencie unijnego pakietu ratunkowego dla Grecji, co może oznaczać kolejne kłopoty dla zmagającej się ze skutkami globalnego kryzysu ekonomicznego Unii Europejskiej. Ponieważ w Finlandii nie ma tradycji stałych politycznych bloków, ostateczny efekt negocjacji może jednak być zupełnie inny. Katastrofa w Fukushimie, być może z powodów wyszczególnionych w wypowiedzi Satu Hassi, nie miała spodziewanego wpływu na wyniki wyborów.

***

Oficjalne wyniki wyborów w Finlandi:

- Konserwatyści: 20,4% i 44 miejsca w 200-osobowym, jednoizbowym parlamencie (-1,9%, -6)
- Socjaldemokraci: 19,1%, 42 (-2,3%, -3)
- Prawdziwi Finowie: 19%, 39 (+15%, +34)
- Partia Centrum: 15,8%, 35 (-7,3%, -16)
- Socjaliści: 8,1%, 14 (-0,7%, -3)
- Zieloni: 7,2%, 10 (-1,2%, -5)
- Szwedzka Partia Ludowa: 4,3%, 9 (-0,3%, 0)
- Chrześcijańscy Demokraci: 4%, 6 (-0,8%, -1)
- Inni: 0,4%, 1 (-0,1%, 0)

16 kwietnia 2011

Czymże jest zieloność?

Na tak postawione pytanie możemy nie znaleźć jednej, satysfakcjonującej odpowiedzi. Ciekawie zatem skonfrontować swoje przekonania na ten temat z opiniami innych, rzadko bowiem pojawia się tu (chociaż, dzięki pomocy Jędrzeja Niklasa udaje się od czasu do czasu przełamać tę tendencję) skandynawska zielona myśl. W Budapeszcie udało mi się zakupić za dość niewielkie pieniądze - odpowiednik polskich pięciu złotych - książeczkę, której niestety nie ma za darmo w sieci, ale mam nadzieję, że któregoś pięknego dnia będzie dostępna także w języku Reja i Kochanowskiego. "Czy istnieje potrzeba zielonej ideologii?", pyta okładka publikacji pod redakcją Pera Gahrtona, szefa szwedzkiego think-tanku Cogito i byłego europosła Zielonych w latach 1995-2004. Sam Gahrton, w swym artykule podsumowującym programy partii ekopolitycznych z całego świata, wyraża wątpliwość, czy już istnieje coś takiego jak jednolity światopogląd tego typu, jednak bez wątpienia mamy do czynienia ze wspólnym sposobem myślenia, czego najlepszym przykładem jest fakt, że Grupa Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego głosuje najbardziej zgodnie spośród wszystkich politycznych klubów w PE.

Jak z polskiej perspektywy wyglądają kwestie i problemy, zarysowane w szwedzkiej książce? Na pierwszy rzut oka są w niej momenty, które nad Wisłą brzmią zgoła kosmicznie, jak wtedy, gdy w artykule "Dlaczego nie wszyscy Zieloni to ekofeministki?" Lotta Hedstroem, współprzewodnicząca tamtejszej partii w latach 1999-2002, zdaje się wypominać własnej formacji niedostateczną troskę o kwestie feministyczne oraz ich nieobecność w partyjnym przekazie. Wystarczy pobieżna znajomość tamtejszej sceny politycznej i społecznych realiów, by zdumieć się na tego typu słowa. Zaraz potem, gdy o wykorzystaniu strategii queer w polityce pisze Angela Aylward, robi się równie ciekawie, gdy autorka z jednej strony wyraża przekonanie, że doczekamy czasów prawnego uznania związków poliamorycznych, a z drugiej dystansuje się nieco od ekofeminizmu, uznając, że nie można poprzestać na zwalczaniu nierówności między płciami, ale należy dążyć do zniesienia wszelkiej dyskryminacji. Wspomniana Hedstroem, zdając się uprzedzać tego typu zarzuty, argumentuje, że dopóki trwa patriarchalne, dychotomiczne dzielenie świata, należy pomagać ludziom cierpiącym z tego powodu poprzez dowartościowanie obu stron medalu, nie zaś czekać na bliżej nieokreślony moment, w którym nastąpi zatarcie tego typu różnic.

To oczywiście nie jedyne obecne w książce wątki. Michael Moon, jeden z założycieli szwedzkich Zielonych, do rekonstruowania zielonej myśli używa narzędzi znanych z logiki i filozofii. Za istotne narzędzia do wytwarzania dyskursu ekopolitycznego uznaje z jednej strony znaną od Marka dialektykę (odrzucając jednak materializm dialektyczny i pewne ważne dla starej lewicy pojęcia i postawy, jak chociażby dychotomiczność, scjentyzm i wiarę w postęp technologiczny czy też lekceważenie sfery ducha i intuicji), z drugiej zaś - znaną z prac Antonio Gramsciego koncepcję praxis jako przestrzeni wspólnej teorii i praktyki, niezbędnej w działaniu zielonych polityczek i polityków. Elementów socjologicznych czy filozoficznych nie brakuje w większości tekstów składających się na książkę, dla przykładu we wspomnianym już tekście na temat relacji między teorią queer a zieloną polityką Aylward zastanawia się nad tym, jakie warunki musi spełnić społeczeństwo, by było ono egalitarne i zarazem nieopresywne, przybliżając debaty na temat klas i kapitalizmu, ostatecznie zbliżając się raczej do stanowiska Rawlsa (równoważenia kwestii równości ekonomicznych z prawem do wolności, samorealizacji, jakości życia czy troski o przyszłe pokolenia) niż Marksa.

Nie brak tu także tekstów ekonomicznych - Kristian Skanberg detalicznie przybliża zieloną myśl ekonomiczną, pokazując efekty ludzkiej działalności, prowadzącej do wyczerpywania się nieodnawialnych kapitałów naturalnych oraz nadwyrężania zdolności naszej planety do regeneracji. Jego zdaniem na problemy związane z dominacją myślenia ekonomicznego i nieuwzględniania roli kapitału naturalnego w ekonomii, latami traktowanego jako nieograniczony materiał do eksploatacji, niczym niegdyś robotnice i robotnicy, jest utworzenie eko-rynku. Pomysł ten znamy z grubsza z handlu emisjami gazów cieplarnianych - na bazie naukowych wyliczeń ustala się maksymalny pułap możliwych do wtłoczenia do środowiska zanieczyszczeń, zmuszając bądź to do inwestycji technologicznych zmniejszających nacisk na przyrodę, bądź do wykupywania prawa do zanieczyszczania od osób, żyjących w obrębie możliwego przez ziemię do zniesienia śladu ekologicznego ludzi i przedsiębiorstw. Kwestia to jak najbardziej warta dyskusji - choćby patrząc się na handel emisjami widzi się bowiem negatywne efekty ekologiczne rozlicznych zwolnień, darmowo alokowanych zezwoleń na trucie czy też ustawionej zbyt nisko ceny za zanieczyszczenia, będącej niedostatecznym bodźcem rynkowym. Trudno dziś powiedzieć, czy da się ten mechanizm naprawić, czy może należy poszukiwać alternatywnych rozwiązań.

Ulf Soederstroem, jeden ze współzałożycieli Młodych Szwedzkich Zielonych, analizuje z kolei powody, dla których aktualna forma ekonomii neoklasycznej nie odzwierciedla złożoności gospodarki i społeczeństwa. Poza kosztami zewnętrznymi i brakiem uwzględnienia roli aktorów nie uczestniczących w wymianie kapitalistycznej (biedni, zwierzęta, przyszłe pokolenia) zwraca także uwagę na wątpliwość egoistycznego homo oeconomicusa, zastępując go w swych rozważaniu człowiekiem społecznym, dostrzega w zielonej myśli kluczową rolę problemu związanego z władzą jako taką - co wiąże się z hasłami decentralizacji, na przykład energetycznej, oraz demokracji, w tym w miejscach pracy, a także negatywne efekty skali, takie jak ograniczenie realnego dostępu konsumentek i konsumentów do informacji, umożliwiających dokonanie świadomego zakupu, oraz znikające korzyści finansowe, związane z faktem, że choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, doba ma tylko 24 godziny i na korzystanie z wielu produktów konsumpcyjnych zwyczajnie nie mamy czasu.

We wspomnianym już tekście ekofeministycznym Lotta Hedstroem przypomina historię/herstorię relacji genderowych, a także znane nazwiska ruchu, takie jak Hazel Henderson. Autorka ta słynie z przyrównania ekonomii do ciasta z lukrem, którego podstawę (bez której niemożliwe jest funkcjonowanie obiegu towarowo-pieniężnego) stanowi natura, która z powodu wymykania się możliwościom prostej wyceny bywa lekceważona przez aktorów gospodarczych, a którego to kolejnymi warstwami są: ekonomia opieki, umożliwiająca społeczną reprodukcję, finansowana z podatków sfera publiczna, bez której nie ma kolejnego etapu, a więc gospodarki rynkowej. Lukrem - coraz gęstszą warstwą pokrywającym rzeczone ciasto - jest sektor finansowy, wymykający się w ostatnich latach kontroli "realnej gospodarki" i podążający w kierunku spekulacji w celu osiągnięcia jak największego zysku. Już to pobieżne wyliczenie głównych koncepcji zaprezentowanych w książce pokazuje, że jest ona gęstą i ważną lekturą, którą - jeśli na przykład będziecie mieli parę wolnych euro albo będziecie przechodzić obok siedziby Cogito w Sztokholmie, polecam tego typu inwestycję, dzięki której Wasz kapitał ludzki/wiedza o różnych obliczach zielonej polityki (niepotrzebne skreślić) z pewnością ulegnie poprawie.

13 kwietnia 2011

Stan demokracji na Węgrzech - debata w Budapeszcie

Rebecca Harms, współprzewodnicząca Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego w Parlamencie Europejskim: Jesteśmy tu z dwóch powodów. Po pierwsze, gości nas LMP - partia Zielonych, której udało się wejść do parlamentu w kraju Europy Środkowej, co napawa mnie sporą radością. Niestety, drugi powód nie jest tak wesoły - to nasz sprzeciw wobec stylu polityki uprawianego przez rząd Victora Orbana w kraju, który sprawuje dziś prezydencję w Unii Europejskiej. Ekipa Fideszu pragnie dziś przenieść wartości wyznawane przez swoją partię do nowo tworzonej konstytucji tego kraju. Potrzeba nam siły do zmagania się z wyzwaniami współczesności - chociażby w sytuacją w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie czy też sytuacją w Fukushimie. Tu, na Węgrzech, mamy do czynienia z debatą wokół wydłużania działalności elektrowni jądrowej w Pacs, i to pomimo zupełnie innych trendów, dominujących dziś w Europie.

Andras Schiffer, lider Lehet Mas a Politika: Pamiętam czas, kiedy wraz ze swymi koleżankami i kolegami spotykaliśmy się w innych, dużo mniej imponujących niż wnętrza naddunajskiego hotelu Marriott, a mianowicie naszych mieszkaniach. Niedawny sukces Zielonych w Badenii-Wirtembergii, która w niektórych rejonach Stuttgartu zdobyli 45% głosów pokazuje, że nie jesteśmy tylko partią młodych i intelektualistów, ale ludzi wiodących różne style życia. To nie czas na politykę i ideologie rodem z XIX wieku, bo nie opisuje ona dzisiejszej sytuacji Węgier w zglobalizowanym świecie. Musimy zastanowić się nad tym, jak iść naprzód, kwestionować fetyszyzację nieustającego wzrostu w świecie ograniczonej ilości zasobów naturalnych, przywrócić ludziom wiarę w sens demokracji. Odpowiedzią na globalne zwątpienie w instytucje demokratyczne wielu znajduje w populizmie - dlaczego? Mało kto w przestrzeni debaty publicznej był zdolny przyznać, że dla wielu ludzi powrót kapitalizmu do świata Europy Środkowej oznaczał osunięcie się w biedę. Mam nadzieję, że dzięki temu typu spotkaniom na sile przybierze głos mówiący o tym, że technokratyczne czy populistyczne pomysły nie są odpowiedzią na wyzwania współczesności - jest nią zielona polityka.

Miklos Haraszti, były obserwator wolności mediów OBWE na Węgrzech: Mała dygresja na temat "nowoczesności" obecnego rządu - nowa konstytucja Węgier jest pierwszym tego typu dokumentem, napisanym na iPadzie, na tym jednak jej nowoczesność się kończy. Viktor Orban twierdzi, że wolność była zapisana już w dokumencie przyjętym za czasów komunizmu, co stawia pod znakiem zapytania jej wiarygodność, moim zdaniem nie ma co używać tego argumentu, będę szczęśliwy, jeśli poprzestaniemy na analizie ostatnich 20 lat. Prawda jest taka, że walcząc z ustawą zasadniczą z 1949 roku, Fidesz po raz kolejny w historii naszego kraju pisze najważniejszy dla kraju dokument bez udziału opozycji i lekceważąc porozumienia dotyczące zmian systemowych z 1989 roku. Nowa konstytucja likwiduje niezależność Trybunału Konstytucyjnego i innych instytucji publicznych - medialnych, finansowych i związanych z naszym krajowym systemem sprawiedliwości.

Bruksela nie jest Moskwą, bo Bruksela - w jakimś sensie - należy do nas, a nie my do niej, jak to było ze stolicą Związku Radzieckiego. Byłoby dziwne, gdyby Unia Europejska nie walczyła o wolne media, kiedy już staliśmy się jej członkami, tak, jak czyniła to wcześniej. To niewiarygodne, że na naszych oczach, za pomocą demokratycznych narzędzi, rozmontowuje się zasady za nią stojące. W innych krajach o demokracje toczono zażarte boje, z wojnami domowymi włącznie. Mam nadzieję, że nie będziemy biernie przyglądać się procesowi jej obumierania. Nie trzeba poddawać się negatywnemu myśleniu - węgierscy Zieloni bardzo mocno prezentowali swoje twarde stanowisko w sprawie zmian konstytucyjnych, skupiające się na przestrzeganiu zasad proceduralnych i kooperacji, a nie forsowaniu jedynie własnego zdania przez rządzący Fidesz.

Istvan Elek, węgierski dziennikarz: Nasza demokracja jest chora - była taka już rok temu. Zmiany ustrojowe stworzyły grupy, które czuły się pokrzywdzone przez transformację. Na Węgrzech nadal wielu uważa, że zmiany ostatnich lat nie przyniosły realizacji obietnic, składanych przy ich rozpoczęciu. 1/3 naszego społeczeństwa tak naprawdę go nie współtworzy, pozostając w sferze ekonomicznego wykluczenia. Mamy dziś rząd, skupiony na centralizacji władzy, korodowaniu demokracji i systemu zabezpieczeń społecznych. Ustawa medialna czy nowa konstytucja to tylko kilka przykładów tego trendu. Wydawało się nam - osobom zaangażowanym w demokratyczne przemiany - że stworzymy system kontroli poszczególnych sektorów władzy i będzie to oczywistością, i jak do tej pory nie było partii, która zdecydowałaby się na samodzielne zmiany w konstytucji.

Istnieje duża akceptacja dla sporej centralizacji władzy w rękach rządu, która jest dziedzictwem nie tylko epoki Kadara, ale także okresu międzywojennego, gdzie parlament owszem, istniał, ale nie miał wiele do powiedzenia. Przed nami wiele wyzwań - chociażby kwestia włączenia społeczności romskiej z powrotem do społeczeństwa. Cieszę się, że jest partia, która o tego typu problemach i wyzwaniach mówi - LMP, przed którą stoi wielkie zadanie przywrócenia wiary węgierskiego społeczeństwa w liberalną demokrację, w możliwość poprawy losu osób wykluczonych, poradzenia sobie z problemami starzejącego się społeczeństwa. Europejska socjaldemokracja nie jest w stanie odpowiedzieć na te wyzwania, moim zdaniem niedawny sukces Zielonych w Badenii-Wirtembergii jest rezultatem takiego stanu rzeczy.

Daniel Cohn-Bendit, współprzewodniczący Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego w Parlamencie Europejskim: Miałem wczoraj sen, w którym Viktor Orban przyszedł na naszą konferencję, by dowiedzieć się, o co nam chodzi z krytyką jego osoby. Niedawno twierdził on w Europarlamencie, że atakuję naród węgierski - nie sądzę, by naród ten składał się wyłącznie z jego rządu. Cenię wolną prasę, nawet, gdy tak jak ostatnio prasa węgierska, pisze o mnie i wypomina mą przeszłość - takie jest życie. Jeśli prasę podda się kontroli, wśród dziennikarzy zapanuje lęk przed jej wszechobecnością - wiemy, do czego to prowadzi. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby premier Węgier, jako lider Unii Europejskiej, pojechał z taką ustawą jako "prezentem" dla społeczeństw demokratyzujących się: Tunezji i Egiptu...

Demokracja nie polega na rządach większości, lecz na trosce i szacunku wobec mniejszości. Kiedy w jednej z węgierskich miejscowości marsz skrajnej prawicy atakował romską społeczność, to spodziewałbym się, że Orban jasno powie, że Romki i Romowie są pełnoprawnymi obywatelkami i obywatelami - to jest demokracja! Viktorze - napisałeś nową konstytucję, z którą mam pewien problem. Rewolucja roku 1956 była dla mnie pierwszym ważnym, politycznym wydarzeniem - brałem wówczas udział w demonstracji przeciwko francuskim komunistom. Tymczasem dziś, w preambule, czytamy "Boże, błogosław Węgrów!". Nie wierzę w Boga, ale szanuję wszystkie osoby wierzące. Każdy ma prawo żyć zgodnie z własnymi przekonaniami - z Bogiem lub bez Boga, nie może to być cecha, która ma wyróżniać Węgra. Czemu pisać w Konstytucji coś, w co nie wierzy większość osób, które ta konstytucja ma bronić - prawa mają osoby żyjące w rodzinach i takie, które wolą inny tryb życia? Obie te strony mają prawo domagać się przestrzegania swoich praw obywatelskich.

My, Zieloni, bronimy demokracji i wolności, przyrody i ludzi. Atakowaliśmy łamanie tych zasad w Chinach, Korei Północnej i na Kubie, ale też we Włoszech, Francji i na Węgrzech - w tej pierwszej grupie krajów znika poparcie europejskiej lewicy, w tej drugiej - prawicy, nasze wołanie za każdym razem pozostaje równie donośne. Jeszcze jedno - Viktorze, liderze Europy, nie idź drogą rozwoju technologii jądrowej, bo nigdy nie da się zlikwidować ryzyka z nią związaną. Problemy dają szanse na zmiany w myśleniu i stylu rządzenia - któż, kto na początku grudnia odwiedzał Kair sądziłby, że za 3 miesiądze nie będzie już Mubaraka? Dwa lata temu napisałem książkę "Zapomnieć Rok 1968" - i coś w tym jest. W 1968 roku chcieliśmy zmienić społeczeństwo, będąc optymistycznie nastawieni do tej możliwości. Wielu z nas wybierało szalone ideologie, wzorując się na Chinach, Kubie, Korei Północnej. Mając słuszne marzenie o emancypacji, wybieraliśmy zużyte klisze. Dzisiejsze pokolenia nie mają przywileju popełniać tego typu błędów, w świecie kryzysu ekologicznego, społecznego i społecznego. Można, i warto, czerpać pozytywne wzorce z przeszłości - nie tylko roku 1968, ale z doświadczeń polskiej "Solidarności" czy też niedawnych rewolucji w Tunezji i Egipcie.

11 kwietnia 2011

W zielonej sieci - odc. 57

Blogi:

- Daniela Schwarzer na blogu Potrójny Kryzys tłumaczy, co jest nie tak z Europejskim Mechanizmem Stabilności.

- Kathleen Murray poszukuje rozwiązań mogących przyczynić się do lepszego systemu bankowego.

- Molly Scott Cato na temat jednej rzeczy, w której zgadza się z Josephem Stiglitzem.


- Jo Simmonds pokazuje kiepską sytuację przedwyborczą brytyjskich Liberalnych Demokratów.


Partie:

- Europa: Europejska Partia Zielonych podsumowuje swoją radę w Budapeszcie, Zieloni w Europarlamencie krytykują fiasko rezolucji w sprawie energetyki jądrowej.

- Niemcy: Koniec cyklu 30 wspomnień na trzydziestolecie Zielonych.


- Węgry: Zieloni ukazują fałsz debaty konstytucyjnej.

- Anglia i Walia: Puste domy w czasach niedoboru mieszkań.

- Szkocja: Polityka Szkockiej Partii Narodowej zapewni powszechną termorenowację za... 200 lat.

- Kanada: Po wyrzuceniu liderki Zielonych z telewizyjnych debat, niezależne stacje organizują własne z jej udziałem.

- Nowa Zelandia: Niskie płace kluczem rozwoju kraju?

YouTube:

Szkoccy Zieloni przygotowują się do majowych wyborów do regionalnego parlamentu - oto ich klip wyborczy.

10 kwietnia 2011

Społeczny wymiar Zielonego Nowego Ładu - debata w Budapeszcie

Philippe Lamberts, współprzewodniczący Europejskiej Partii Zielonych: Mówiąc o europejskiej polityce społecznej, nie możemy opierać się tylko na socjalnych aspektach strategii Europa 2020, ale też na pakietach harmonizacji ekonomicznej, które oznaczają zmniejszanie ilości pieniędzy przeznaczanych na politykę społeczną. Inaczej będziemy mieli do czynienia z trendem analogicznym do promowania pod płaszczykiem flexicurity zwiększanie elastyczności i redukowanie poziomu bezpieczeństwa na europejskich rynkach pracy. Ekonomia powinna służyć ludziom, a nie odwrotnie - właśnie dlatego zajmujemy się polityką społeczną. Mamy przed sobą wiele problemów - dla przykładu dziś 42% młodych Hiszpanek i Hiszpanów pozostaje bez pracy, coraz więcej pracownic i pracowników wymęcza praca w nadgodzinach, a także zwiększanie ich zakresu obowiązków oraz kontroli nad nimi - na takie problemy musimy znać i mieć odpowiedzi. Wiele już wiemy o nierównościach - czas zatem, byśmy mówili więcej o równości, i to to tej prezentowanej chociażby w niedawno wydanej, głośnej książce "The Spirit Level".

Bernadette Segol, regionalna sekretara europejskiej federacji związkowej UNI Europa: Mówimy konsekwentnie to samo - efekty kryzysu spowodowanego przez sektor finansowy nie mogą obciążać ludzi pracy. Miejsca pracy są niezwykle ważne, a zmiana paradygmatu ekonomicznego musi ten fakt odzwierciedlać i mieć społeczne poparcie. Potrzeba nam inwestycji ekologicznych, treningów i szkoleń, a nie zaciskania pasa poprzez ograniczanie finansowania sektora publicznego i prywatyzację usług publicznych. Aktualnie wdrażana za zasłoną flexicurity wizja rynku pracy oznacza powstawanie coraz bardziej niepewnych, słabo płatnych miejsc pracy oraz rozwój firm pośrednictwa pracy, zamiast regulowania ich funkcjonowania do określonych sektorów gospodarki. Związki zawodowe powinny współpracować ze wszystkimi, progresywnymi siłami politycznymi i wierzę, że Zieloni taką właśnie siłą są. Zmiany ekonomiczne oznaczają zmiany w starych gałęziach przemysłu, co stanowi wielkie wyzwanie także dla związków zawodowych - na tego typu zmiany potrzebujemy znaleźć odpowiedzi, które nie pogorszą jakości życia osób dotkniętych przemianami. Niepokoi nas też wzrost znaczenia pracy niepełnoetatowej, która poważnie utrudnia ludziom - i to głównie kobietom - związanie końca z końcem.

Fintan Farrell, dyrektor Europejskiej Sieci Przeciwko Ubóstwu (EAPN): Musimy zacząć kwestionować dotychczasowe metody stwierdzania postępu społecznego, które wykluczały ze spektrum swojego zainteresowania setki milionów osób na całym świecie, cierpiących z powodu niedożywienia. Bardzo cieszy mnie fakt, że sporo jest w stanowisku Zielonych poruszania kwestii równości, walki z ubóstwem i redystrybucji bogactwa. Innymi ważnymi kwestiami, na które wspólnie poszukujemy odpowiedzi, to kwestia pracy niepłatnej, szczególnie w sektorze opieki, mającej wyraźny, genderowy rys.

Virag Kaufer, parlamentarzystka LMP: Problemy socjalne Węgier są w dużej mierze problemami takimi samymi, jak w reszcie Europy. Mój kraj jest na drugim od końca miejsca pod względem poziomu zatrudnienia w Unii Europejskiej, problemy z pracą mają szczególnie osoby o niskich kwalifikacjach. Odpowiedzią prawicowego rządu na niedostateczny udział kobiet na rynku pracy jest... zaganianie kobiet z powrotem do domu. Wydłużył o rok urlop macierzyński, jednocześnie w żaden sposób nie zwiększając dostępności opieki żłobkowej i przedszkolnej, promując "tradycyjny model rodziny" zamiast dawania kobietom szans na godzenie życia prywatnego i zawodowego. Rząd Fideszu chwali się planem stworzenia w ciągu 10 lat miliona nowych miejsc pracy, tymczasem tworzą oni głównie prace okresowe, bez prawa do zabezpieczeń socjalnych. Węgierskie związki zawodowe aktywnie walczą z takimi pomysłami na nasz rynek pracy.

Nadal zmagamy się ze sporymi terytorialnymi nierównościami, jeśli chodzi o poziom życia, mamy obszary kraju, w których jedynym pracodawcą bywa państwo, brak tam inwestycji i stymulowania przedsiębiorczości. Nadal można u nas znaleźć miejsca, w którym ludziom brakuje wody i elektryczności, a wbrew twierdzeniom skrajnej prawicy problem ten dotyczy głównie etniczne Węgierki i Węgrów, Romowie stanowią w tej grupie jedynie 1/3 całości. Potrzeba więcej miejsc pracy dla osób, które z rynku pracy wypadły 15-20 lat temu, w okresie transformacji gospodarczej. Aktywizacja nie może odbywać się poprzez cięcia zasiłków socjalnych, jak planuje to rząd Orbana, myśląc, że w ten sposób wypchnie w poszukiwaniu zajęcia 100 tysięcy osób z niepełnosprawnością. Czegoż spodziewać się po polityku, który stwierdził na niedawnej debacie w parlamencie, że podatki... nie służą rozwiązywaniu problemów społecznych! Obniża się u nas wiek odpowiedzialności karnej, ogranicza w nowej konstytucji możliwość egzekwowania praw socjalnych i pracowniczych. Uważamy, że należy je nie zwijać, ale rozwijać, jak np. w kwestii prawa do mieszkania.

Rebecca Harms, współprzewodnicząca Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego w Parlamencie Europejskim: Zielonych nie stać na zapominanie o rosnących problemach społecznych. Popatrzmy na Węgry - tu, skutkiem rosnącego poziomu biedy, szczególnie osób starszych i mieszkających na wsi są nie tylko rezultaty wyborcze Fideszu, ale też pojawienie się nacjonalistycznej partii Jobbik.

9 kwietnia 2011

Europejska polityka energetyczna po Fukushimie - debata w Budapeszcie

Rebecca Harms, współprzewodnicząca Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego: Nikt nie cieszy się z faktu, że mieliśmy rację względem energetyki jądrowej. W Fukushimie trwa proces topienia rdzeni nie jednego, jak w Czarnobylu, ale kilku reaktorów, który zdarza się nie w zamkniętym, sowieckim państwie, ale w Japonii - kraju demokratycznym i o wysoce zaawansowanej technologii. Mamy alternatywę - jest nią efektywność energetyczna i odnawialne źródła energii i to tę, pozytywną alternatywę musimy aktywnie promować. Po Czarnobylu na lata wstrzymano budowę nowych elektrowni jądrowych - dopiero w ostatnich latach doszło do budowy nowych obiektów we Francji i w Finlandii. Co ciekawie, po Fukushimie Chiny - o czym nie mówi się wiele - wstrzymały się z rozwojem własnego programu jądrowego, decydując się na ponowne przemyślenie stosowanych w projektach technologii.

Ada Amon, dyrektorka węgierskiej organizacji Energia Klub: Awaria w naszej elektrowni w Pecs. W 2004 i 2005 roku nasza organizacja rozpoczęła dochodzenie w sprawie wydarzeń w elektrowni - brakowało nam wiedzy na temat sytuacji w reaktorze zaraz po restarcie reaktora numer 2. Otrzymaliśmy jedynie część informacji na ten temat, co uzasadniano koniecznością zachowania tajemnicy handlowej. Aktualnie rząd węgierski myśli o rozwoju energetyki jądrowej w naszym kraju, podczas gdy my uważamy, że średniookresowo należałoby z tej formy wytwarzania energii zrezygnować.

Peter Olajos, zastępca sekretarza stanu do spraw zielonej ekonomii i zmian klimatu w rządzie Viktora Orbana: Przed Fukushimą renesans energii jądrowej uważany był jako szansa na przejście w kierunku zielonych źródeł energii. Dziś, zamiast atomu, czeka nas renesans zużywania gazu ziemnego. W radzie ministrów trwają debaty na temat energii - w niedawnym orędziu premier Orban zapowiedział rozwój czystych technologii energetycznych, pojawiły się także plany stworzenia Rady Energetycznej. Węgry są w trudnej sytuacji - dziś do 80% energii zmuszeni jesteśmy do importu energii, głównie z Rosji, co powoduje polityczne napięcia. Do roku 2020 węgierski rząd chce stworzyć milion nowych miejsc pracy, z czego aż 200 tysięcy - w sektorze zielonej gospodarki.

Benedek Javor, szef węgierskiej komisji parlamentarnej do spraw zrównoważonego rozwoju, LMP: Naszym zdaniem energia jądrowa jest zbyt ryzykowna, by ją kontynuować, na dodatek nie pasuje ona do ograniczonego pod względem wielkości rynku energii w naszym kraju. Jakie są zatem możliwości rozwoju energii odnawialnej na Węgrzech? Dziś stanowią one 7% rynku energii w naszym kraju, rząd planuje do roku 2020 wzrost ich udziału do poziomu 14,5%, my sądzimy, że przy odrobinie politycznej woli możemy do tego czasu osiągnąć ich udział na poziomie aż 20%. Problemem w rozwoju rynku produkcji energii była zmienność przepisów prawnych, a także ograniczenia w dostępie do kredytowania inwestycji.

Bas Eickhoud, rzecznik Grupy Zielonych/Wolnego Sojuszu Europejskiego w Parlamencie Europejskim: Kiedy popatrzy się na fakty, okaże się, że nie ma żadnego renesansu jądrowego - jest wręcz przeciwnie. Jeśli w ciągu 10 lat lobbing firm nuklearnych nie doprowadzi do rozwoju inwestycji w tym sektorze, to on obumrze. Dziś atom zaspokaja 30% potrzeb energetycznych kontynentu europejskiego, podczas gdy źródła odnawialne - 15%. Jeśli zrealizowane zostaną założenia zmian energetycznych, za 10 lat udział sektora jądrowego pozostanie na tym samym poziomie, a udział OZE wzrośnie do 35%. W ciągu ostatnich lat ceny energii z elektrowni nuklearnych utrzymują się na stałym poziomie, podczas gdy postęp technologiczny i zdolności do wytwarzania energii oraz obniżania jej ceny. Wyliczenia wskazują, że w roku 2020 energia ze słońca będzie porównywalna cenowo z jądrową. Oszczędzanie energii, odnawialne jej źródła, rezygnacja z energetyki jądrowej, inwestycje w infrastrukturę energetyczną - wszystko to razem może sprawić, że w 2050 roku możemy czerpać 100% energii z OZE.

Monica Frassoni, współprzewodnicząca Europejskiej Partii Zielonych: Obecną politykę energetyczną kreują głównie prywatne firmy-molochy. W warunkach ograniczonej demokracji - nieco analogicznej do węgierskiej - rząd nie chce odkryć kart i wskazać, gdzie właściwie chciałby zlokalizować elektrownię jądrową. Usiłuje pokazać się, że Włochy są zacofanym krajem, bo... nie mamy takiej elektrowni. Promuje się ją metodą faktów dokonanych, trochę jak w Hiszpanii, zmniejszając wsparcie finansowe dla energetyki jądrowej.

29 marca 2011

Zielony marzec w Niemczech

Niewątpliwie miniona niedziela była dla naszych koleżanek i kolegów zza Odry historycznym dniem. Arytmetycznie wszystko już wiadomo - Zieloni, z wynikiem 24,2%, są drugą siłą polityczną w Badenii-Wirtembergii. Zdobywając aż 12,5 punktu procentowego więcej głosów niż 5 lat temu, a więc w praktyce podwajając swój wynik, mając 36 miejsc w lokalnym parlamencie, mają olbrzymią szansę na coś jeszcze. Na pierwszy w historii kraju urząd premiera - i to w landzie, w którym chrześcijańscy demokraci rządzili w różnych konfiguracjach od 58 lat. Wielka, czarno-czerwona koalicja CDU i SPD wydaje się niezmiernie mało prawdopodobna, w obliczu braku obecności w przyszłym parlamencie Lewicy (zdobyła jedynie 2,8% głosów), a także dużej zbieżności programowej socjaldemokratów i Zielonych, w tym w jednej kwestii, mającej w tych wyborach niebagatelne znaczenie - szybkiego wycofania się Niemiec z energetyki atomowej. Może im być niełatwo być mniejszym koalicjantem nie chadeków, bo takie doświadczenia już za sobą w Niemczech mają, lecz partii ekopolitycznej, pierwsze powyborcze zapowiedzi raczej dość jasno wskazują na pierwszą w historii koalicję nie czerwono-zieloną, lecz... zielono-czerwoną. Mając 35 mandatów i zdobywając 23,1% głosów (o 2 punkty procentowe mniej niż w roku 2006), SPD dbać będzie o to, by być traktowaną po partnersku.

Oczywiście nie da się w powyborczej analizie pominąć roli wydarzeń w japońskiej elektrowni w Fukushimie. Dość sprawdzić sondażowe odpowiedzi na pytania o najważniejsze problemy regionu - temat energetyki i środowiska wybrało 47% badanych, aż 40 punktów procentowych więcej niż 5 lat temu! Spory sceptycyzm niemieckiego społeczeństwa wobec tej technologii siłą rzeczy przeciągnął elektorat na stronę partii, która od lat konsekwentnie się jej sprzeciwiała. Paniczne ruchy kanclerz Niemiec, Angeli Merkel w postaci czasowego moratorium na wydłużenie cyklu życia lokalnych elektrowni, które skutkować będzie zamknięciem siedmiu z nich, niespecjalnie przekonało wyborczynie i wyborców do ponownego postawienia na chadeków. CDU wygrało wprawdzie wybory w tym południowym landzie, jednak ze zbyt słabym wynikiem, by liczyć na utrzymanie władzy, nawet w aliansie z liberałami. Obie partie straciły po ponad 5 punktów procentowych społecznego poparcia (CDU - 5,2, FDP - 5,4), chadecy dzięki 39% utrzymali w lokalnym parlamencie 60 miejsc, zaś 5,3% liberałów, a więc ledwo nad wyborczym progiem, da im 7 mandatów.

Warto pamiętać również o innym, lokalnym czynniku, który zapewnił tamtejszym Zielonym tak znakomity wynik - to sprzeciw wobec planów przemodelowania zabytkowego dworca kolejowego w Stuttgarcie, który był pierwszym bodźcem do gwałtownego wzrostu poparcia dla partii, kierowanej w tym regionie przez Winfrieda Kretschmanna. Jego formacja zaprezentowała 240-stronnicowy program wyborczy, który propagowała za pomocą prezentowania 11 priorytetów. Wśród nich znalazły się między innymi obietnice uczynienie landu w pełni wolnym od upraw modyfikowanych genetycznie, rozwój sektora zielonej energetyki, zniesienie opłat za studia i poddanie koncepcji przebudowy wspomnianego przed chwilą dworca pod referendum. Kiedy popatrzy się na przepływy wyborców widać wyraźnie, że poza osobami, które do tej pory nie głosowały, Zieloni przejęli także dotychczasowy elektorat CDU i FDP. Wszystko wskazuje na to, że jest to aktualnie dla tego typu wyborców alternatywa znacznie bardziej atrakcyjna niż SPD - najwyraźniej zadziałał rozbudowany program gospodarczy, uwzględniający tworzenie nowych, zielonych miejsc pracy w budownictwie, transporcie, energetyce i sektorze wysokich technologii. Utrzymanie tak doskonałego wyniki i jego dalsze poprawianie w kolejnych wyborach będzie dla nich nie lada wyzwaniem, zobaczymy, jak im się uda.

Podobna, tyle że tym razem czerwono-zielona koalicja szykuje się w Nadrenii-Palatynacie, gdzie po pięcioletniej nieobecności Zieloni w imponującym stylu powracają do lokalnego parlamentu. Tu sztuka wejścia udała się tylko trzem partiom - SPD, minimalnie wyprzedzając CDU (35,7 do 35,2%, socjaldemokraci stracili 9,9 punktu procentowego, chadecy zyskali ich 2,5) zapewniła sobie przewagę jednego miejsca (42 do 41), Zieloni zaś, zdobywszy 15,4% społecznego poparcia (tu również znakomity wzrost, bo o 10,8 pkt. proc.), otrzymać mają 18 mandatów. Ani FDP (4,2), ani Lewica (3) większego znaczenia w regionalnej polityce w najbliższym czasie mieć nie będą. Przypomnieć do tego wszystkiego należy jeszcze wybory w Saksonii-Anhalt, które odbyły się 20 marca. Tam, choć nadal będziemy mieć do czynienia z wielką koalicją, Zielonym również udało się osiągnąć przełom - po 11 latach wrócili do lokalnego parlamentu z najlepszym w historii wynikiem - 7,1% (i 9 deputowanych). Ponieważ Lewica przegoniła SPD stosunkiem głosów 23,7% do 21,5% i mandatów - 29 do 26, socjaldemokraci zdecydowali się tam na bycie młodszym koalicjantem CDU, którego 32,5% poparcia przełożyło się na 41 miejsc w lokalnym parlamencie. FDP także i tu nie przekroczyło wyborczego progu.

Na koniec - gwoli ciekawostki - doniesienia z Australii, gdzie odbyły się wybory do dwuizbowego parlamentu regionalnego w Nowej Południowej Walii. W wyborach do izby niższej, odbywających się w jednomandatowych okręgach w systemie głosu przechodniego trwa jeszcze liczenie, są jeszcze pewne minimalne szanse na jeden mandat, ale dość niewielkie - napawa to smutkiem, bowiem głosowało tam na nich niemal 10% wyborczyń i wyborców, a smutne tym bardziej, że władze przejmie prawica. Nieco lepiej będzie w izbie wyższej, wybieranej według innej, bardziej proporcjonalnej ordynacji, gdzie stan posiadania zwiększy im się z 4 do 5 osób, co może nieco napsuć krwi nowym władzom koalicji Liberałów i Partii Narodowej. W najbliższym czasie będziemy z niecierpliwością wypatrywać wyników wyborów w Finlandii i w Kanadzie - w tym ostatnim kraju konserwatywny premier Stephen Harper utracił akceptację parlamentarną dla swojego mniejszościowego rządu i 2 maja Kanadyjki i Kanadyjczycy pójdą ponownie głosować. Pytanie, czy tym razem uda się liderce Zielonych, Elizabeth May, pokonać trudności ordynacji większościowej pozostaje otwarte, ale nie jest bez szans. Trzymam kciuki.

21 marca 2011

Zielona polityka społeczna kwitnie

Na najbliższym posiedzeniu Rady Europejskiej Partii Zielonych odbędzie się dyskusja nad przyjęciem kolejnego dokumentu programowego, mającego na celu doprecyzowanie stanowiska partii w kwestiach socjalnych. Jak same jego autorki i autorzy zauważają, nie ma on na celu poruszenia wszystkich zagadnień, związanych z tak szerokim tematem - ma być uzupełnieniem analogicznego dokumentu z 2008 roku, uwzględniającym nowe kwestie, coraz bardziej uwidaczniające się w procesie rządowych cięć budżetowych. Zdecydowano się zatem na skupienie się na dwóch kwestiach - rynku pracy i tworzenia zielonych, pełnowartościowych miejsc pracy, a także na walce z biedą i nierównościami społecznymi. Ponieważ dokument "Zielona wizja Europy Socjalnej" był dość kompletny, trudno czynić z takiego wyboru tematycznego zarzutu, aczkolwiek brak choćby szkieletowo zarysowanej (i powiązanej z rynkiem pracy) kwestii emerytalnej trochę tu uwiera i powinno być przedmiotem dalszych prac EPZ.

Wśród kwestii, które zostały poruszone w przygotowanym na kwietniową konferencję w Budapeszcie dokumencie kilka bez wątpienia zwraca uwagę. Podkreślana jest w nim kluczowa rola dialogu społecznego, a za problem uważa się przy tej okazji słabość aktorów społecznych, mających brać w nim udział, chociażby w postaci niskiego uzwiązkowienia w małych i średnich przedsiębiorstwach. Dostrzega się również rosnący problem "śmieciowej pracy" - słabo płatnej i mającej słaby dostęp do zabezpieczeń społecznych oraz ochrony praw pracowniczych. Mówi się w tym kontekście o kierowaniu większej ilości funduszy - zarówno publicznych, jak i tych należących do przedsiębiorstw - na szkolenia i przekwalifikowania dla pracownic i pracowników. Szczególnie dużo wysiłku powinno być skierowanego we wsparcie tego typu, udzielane osobom młodym (u których poziom bezrobocia jest niemal trzykrotnie wyższy niż unijna średnia) oraz po 50 roku życia, u których ryzyko zwolnienia z pracy rośnie wraz z wiekiem. Unia Europejska oraz poszczególne państwa członkowskie muszą - zdaniem autorek i autorów "Społecznego wymiaru Zielonego Nowego Ładu" - zapewnić ochronę warunków pracy osobom na nieetatowych formach zatrudnienia.

Postulaty zawarte w dokumencie idą jednak dalej, niż tylko skupianie się na łataniu dziur w obecnym systemie. Proponuje się w nim przewartościowanie pracy za pomocą skrócenia długości tygodnia pracy, uzasadnianego znaczącym zwiększeniem się produktywności pracy w obrębie Unii Europejskiej. Zakres tego skrócenia powinien leżeć w gestii poszczególnych państw członkowskich. Proces ten miałby na celu bardziej sprawiedliwy podział pracy w społeczeństwie, a uwolniony czas mógłby pozwolić ludziom na poświęcenie się własnym zainteresowaniom, działalności społecznej, a także (choć nie bezpośrednio) przyczynić się do bardziej równego podziału pracy domowej między płcie. Docelowo zmiana ta miałaby mieć jeszcze głębszy wpływ na procesy produkcji - zastąpienie jej rosnącej energochłonności poprzez przejście na bardziej pracochłonne metody organizacji. By zapobiec spadkowi płac i nierównej dystrybucji pracy w społeczeństwie, postuluje się wprowadzenie "hamulców bezpieczeństwa" w postaci godnej płacy minimalnej (powinna ona wynosić 60% średniego wynagrodzenia w danym kraju członkowskim), ustalenia na poziomie progu ubóstwa minimalnego, dopuszczalnego dochodu i dodatkowego opodatkowania kontraktów niższych niż 15 godzin tygodniowo oraz pracy w nadgodzinach - w Polsce podobne możliwości oszczędzania na pracownicach i pracownikach stosują hipermarkety, zatrudniając kasjerki na pół etatu, a pozostały stosunek pracy realizując w formie umowy o dzieło, co dodatkowo minimalizuje ich szanse na otrzymanie zasiłku dla bezrobotnych w momencie straty pracy. Tego typu praktyki należy ukrócić.

Wydaje się, że pod wpływem krytyki braku elementów genderowych w dotychczasowych dokumentach na temat Zielonego Nowego Ładu tym razem jest ich całkiem sporo. Jest tu zatem o walce z płciowymi nierównościami płacowymi, zapewnieniu kwoty 40% kobiet w radach nadzorczych firm, dłuższych urlopach rodzicielskich dla obu płci, a także o zagwarantowaniu ogólnoeuropejskiego dostępu do opieki żłobkowej i przedszkolnej na poziomie minimum 33% dla dzieci poniżej 3 roku życia i 90% dla 3 roku życia. Jest także postulat zagwarantowania ogólnounijnego prawa do umów zbiorowych. Wśród sektorów, które wymagają wsparcia, zaznacza się tu organizacje konsumenckie, a także sektor ekonomii społecznej (np. lokalnych walut czy banków czasu), w tym spółdzielczości, mogącej świadczyć rozmaite usługi publiczne lokalnym społecznościom, ale także i przedsiębiorcom (spółdzielnie pracy). Nie brak tu także odwołań do powiązań polityki społecznej z polityką ekologiczną, a także nawoływań do zwiększenia demokratycznej partycypacji w niej - jako przykłady pojawiają się szersze konsultacje społeczne w sprawie planów zagospodarowań przestrzennych, udział lokalnych społeczności w zarządzaniu placówkami publicznymi (np. szpitalami), wykorzystywanie ekologicznych narzędzi fiskalnych do redystrybucji, promowanie transportu publicznego poza obszarami metropolitarnymi (np. poprzez degresywne stawki biletowe) czy też publiczne inwestycje w termorenowację, zmniejszające koszty energii.

Nadal jasno deklaruje się tu, że praca nie może być opodatkowana wyżej niż energia - ekologiczna reforma podatkowa, poza zmianami w tym zakresie, powinna skupić się na opodatkowaniu kapitału, jako aktualnie istniejącej luce, umożliwiającej niezrównoważoną akumulację pieniądza i poszerzanie się nierówności społecznych. W sektorze podatkowym, obok wspierania efektywności energetycznej, należy zatem zwiększać opodatkowanie dziedziczonego kapitału, a także wdrożenie maksymalnego dopuszczalnego poziomu wynagrodzenia, na przykład poprzez opodatkowanie na poziomie 85-95% dochodów przekraczających 40-krotność mediany zarobków w danym kraju. W Polsce mediana ta wyniosła w 2009 roku 2550 złotych, zatem podatek ten dotyczyłby osób, które miesięcznie otrzymują (za pomocą wynagrodzeń, zysków z kapitału etc.) powyżej 102 tysięcy złotych - trudno uznać to za poziom zarobków, którego ograniczenie może istotnie wpłynąć na czyjąś jakość życia...

Wśród innych ważnych kwestii wypunktować też należy zielone rozumienie flexicurity. By termin ten oznaczał faktyczną równowagę między pracownikiem a pracodawcą, zdaniem Zielonych potrzebne jest spełnienie trzech warunków - istnienia silnych partnerów społecznych (w tym wysokiego poziomu uzwiązkowienia), dużych inwestycji w edukacje i szkolenia oraz silną ochronę osoby zmieniającej pracy za pomocą odpowiedniego systemu zasiłków, który zachęca do mobilności, ale już nie do łapania byle jakiej, śmieciowej pracy. Warto o tych warunkach brzegowych pamiętać, kiedy słyszy się o flexicurity ze strony polskiego rządu - przypomnijmy, że w roku 2003 stawiana za wzór w tym względzie Dania wydawała na aktywne programy na rynku pracy 1,74% swojego PKB, Polska - tylko 0,16%, o różnicy w poziomie uzwiązkowienia (70 vs. 15%) pisać już chyba nie muszę... Inną istotną kwestią jest rola sektora publicznego - tu EPZ nie ma wątpliwości, że aktywne wprowadzanie Zielonego Nowego Ładu będzie oznaczać jego większy, bardziej aktywny udział w gospodarce, a jego dominująca rola w takich sektorach, jak edukacja, zdrowie, dostarczanie wody czy transport zbiorowy powinna zostać zachowana. Wszelkie działania prywatyzacyjne powinny od tej pory być badane pod kątem ich skutków społecznych.

Podsumowując - dokument uważam za kawał niezłej roboty i mam nadzieję, że już wkrótce będzie on kolejną cegiełką zielonego, ogólnoeuropejskiego projektu politycznego.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...