Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Gill-Piątek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Gill-Piątek. Pokaż wszystkie posty

4 listopada 2010

Hanna Gill-Piątek o Placu Wilsona

Kiedy dziesięć lat temu zamieszkałam IV w kolonii na Krasińskiego 18, Plac Wilsona wydawał mi się bardzo zaniedbanym miejscem. Pewnie pamiętają Państwo te czasy, jeszcze przed otwarciem Mini Europy. Czas mijał a Plac ciągle nie miał szczęścia, ohydne budy, likwidacja sklepów i punktów usługowych, zalew banków, w końcu ten szyld "restauracji" serwującej kebab. Przy okazji budowy metra i później także była szansa na stworzenie z Placu Wilsona miejsca przyjaznego dla ludzi (różne projekty publikowane wtedy w prasie). Tymczasem pomimo pewnych poprawek stworzono moim zdaniem miejsce przyjazne jedynie dla banków i samochodów. Prawo silniejszego zepchnęło skutecznie na drugi plan zarówno miejsca i sklepy potrzebne mieszkańcom, jak i ich samych.

Dobra polityka przestrzenna nie polega tylko na wydawaniu decyzji zgodnych z prawem czy oddawania przestrzeni miejskiej temu, kto jest w stanie za nią najwięcej zapłacić. Dobra polityka przestrzenna to szacunek dla mieszkańców i ich potrzeb, dla zieleni, historii miejsca i spójności architektury. Mam wrażenie, że w przypadku Placu Wilsona spotykaliśmy się częściej z tym pierwszym podejściem, czego wyrazem jest właśnie wprowadzenie nadmiernej liczby siedzib banków. Ja chciałabym promować w radzie drugi rodzaj myślenia. Chciałabym, żeby Plac miał niejedną kawiarnię. Oczywiście z kawą za złotówkę dla żoliborskich seniorów. Chcę promować lokalne inicjatywy żoliborskie, również te kulturalne i nieco zwariowane, pozwolić zaistnieć małym sklepom czy księgarniom. Należy świadomie podejmować decyzje, na jakie cele przeznaczone mają być lokale a nie bezładnie wydawać złe decyzje. Podobne działania, na krótko przed wyborami zaczęły wprowadzać obecne władze Śródmieścia.

Pomysł z referendum wśród mieszkańców na temat wyglądu placu uważam za bardzo dobry. Rozumiem, że jest sprzeciw wspólnot wobec kawiarni. Ponieważ jestem fanką konsultacji społecznych, zaczęłabym od spotkań. Można na nich zaprezentować dobre przykłady z innych okolic, pokazać jak ożywiły sie te miejsca, jak pogłębiły się dzięki nim sąsiedzkie więzi. Z pewnościa sami mieszkańcy maja dużo dobrych pomysłów - warto ich posłuchać. Plac Wilsona zasługuje na to, by być miejscem żywym, przyjaznym i pięknym. Będę o to walczyć jako radna.

Hanna Gill-Piątek kandyduje do Rady Miasta Warszawa w okręgu Żoliborz/Bielany.

20 sierpnia 2010

Założenia transportowe dla Warszawy

Warszawa wzorem innych europejskich stolic zasługuje na to, by być miastem wolnym od korków i spalin. Czas uwolnić warszawiaków i warszawianki od straconych w samochodach godzin i horroru poszukiwania miejsca parkingowego. Programem transportowym Zielonych jest to, żeby konkurencję z samochodem wygrywała komunikacja publiczna. Chcemy, by każdy, kto wybierze transport zbiorowy dostał w zamian krótszy czas codziennego przejazdu do pracy, wysoki komfort podróży oraz możliwość dojechania w każde miejsce w mieście. Dlatego naszym priorytetem będzie punktualność, duża częstotliwość i rozgałęziona sieć komunikacji zbiorowej. Postulujemy również wzmocnienie taboru przez zakup wygodnych, przyjaznych dla niepełnosprawnych i bardziej ekologicznych tramwajów i autobusów (np. o napędzie elektrycznym lub gazowym) a także stopniową modernizację i wymianę dotychczasowych przestarzałych pojazdów. Będziemy rozwijać system buspasów i linii przyspieszonych łączących odległe dzielnice z centrum Warszawy. Zadbamy, aby powstała jak najszybciej druga linia metra, a w przyszłości system obejmujący całe miasto. Należy skończyć z planowaniem miasta z perspektywy biur położonych na szczycie Pałacu Kultury. Przystanki metra, kolei, WKD, autobusów i tramwajów powinny być położone bardzo blisko siebie, tak aby każdy mógł wybrać dogodną dla siebie przesiadkę.

Zieloni będą prowadzić taką politykę przestrzenną, aby uciążliwe dojazdy do pracy przestały być codzienną koniecznością. Chcemy skończyć z bezładnym i nadmiernym lokowaniem miejsc pracy w śródmieściu i ich koncentracją w centrach biznesowych, do których rano nie sposób dojechać. Wiele rozwiniętych miast już dawno wycofało się z takiego modelu, stawiając na równomierne rozłożenie przestrzenne miejsc pracy, mieszkania, handlu i wypoczynku. Wspiera się również przedsiębiorstwa, w których pracownicy pracują w domu przez internet. Dzięki temu codzienne potoki ruchu ulegają zmniejszeniu, nie koncentrują się w jednym kierunku i nie tworzą kilometrowych korków. Łatwiej także znaleźć pracę niedaleko miejsca zamieszkania lub wykonywać ją w domu, zrobić zakupy czy odebrać dzieci z przedszkola. Dlatego - choć nie tylko dlatego - Zieloni uważają za niezbędne, aby miasto zapewniało wystarczającą liczbę przedszkoli i żłobków w danej okolicy. Pozwoli to odzyskać młodym rodzicom czas, jaki teraz poświęcają na codzienne i dalekie odwożenie dzieci.

Doceniamy dotychczasowe wysiłki władz Warszawy w dziedzinie nowych buspasów czy wdrożenia Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem. Uważamy jednak, że urzędnicy powinni dawać przykład własnym postępowaniem i codziennie - łącznie z prezydentem lub prezydentką - dojeżdżać do pracy transportem zbiorowym. Wpłynie to nie tylko na polepszenie wizerunku władz ale także na poprawę jakości samej komunikacji.

W stolicy nie ma miejsca na tranzyt. Ilość ruchu już teraz powoduje hałas i nadmierne skażenie powietrza tak uciążliwe i groźne dla nas wszystkich. Zieloni we władzach Warszawy będą naciskać na alternatywne rozwiązania na szczeblu centralnym, które zminimalizują skutki zdrowotne i środowiskowe złych decyzji podjętych przez naszych poprzedników, polegające na przepuszczeniu łączników autostrad i tras tranzytowych przez gęsto zamieszkałe dzielnice Warszawy. Ich mieszkańcy i mieszkanki mają równe prawo do życia w czystym środowisku, jak ci żyjący w śródmieściu.

Zieloni wspierają transport rowerowy jako równoprawny dla tradycyjnego. Oznacza to nie tylko budowę nowych ścieżek i bezpłatnych strzeżonych parkingów rowerowych, ale także wspieranie indywidualnych inicjatyw, np. stojaków przy firmach, targowiskach, szkołach i centrach handlowych.

Hanna Gill-Piątek jest członkinią Zarządu Krajowego Zielonych, była aktywistką stołecznych ruchów, apelujących o przeniesienie budowy stołecznej obwodnicy poza miasto.

16 czerwca 2010

Apteka i Ogród Saski - Zieloni działają

Wydarzenia wokół apteki Karola El Kashifa, położonej na zbiegu ulic Puławskiej i Rakowieckiej, po raz kolejny odsłaniają brak procedur awaryjnych, związanych z wspieraniem małej przedsiębiorczości w Warszawie. Warszawscy Zieloni domagają się od władz Mokotowa przyjęcia bardziej aktywnej postawy wobec El Kashifa i zapewnienia możliwości dalszego funkcjonowania apteki, przydatnej zarówno ze względu na usługi, świadczone lokalnej społeczności, jak i fakt zatrudnienia w niej 20 osób.

- To prawda, że sytuacja właścicielska wspomnianego lokalu jest skomplikowana - przyznaje Bartłomiej Kozek, przewodniczący warszawskich Zielonych. - Dzielnica powinna jednak w takim wypadku zająć się poszukiwaniem rozwiązań, takich jak chociażby znalezienie lokalu zastępczego w pobliżu zlikwidowanej placówki. Wokół sprawy narosło wiele złych emocji, związanych z działaniami ówczesnych polityków PO na Mokotowie, którzy aktywnie stanęli po jednej ze stron konfliktu między najmującym od miasta lokal jubilerem a podnajmującym aptekarzem. Chcielibyśmy, by obydwa przedsięwzięcia mogły funkcjonować równolegle, aktualna sytuacja nie wpływa pozytywnie na dostępność usług medycznych w okolicy.

- Bardzo duże kontrowersje, by nie powiedzieć – skandal – wzbudziła niedawna akcja policji wobec protestującego pod Ministerstwem Sprawiedliwości El Kashifem – dodaje członek Zielonych, Krystian Legierski. - Wobec przykutego do bramy wjazdowej ministerstwa policjanci użyli gazu, tłumacząc to agresywnym zachowaniem aptekarza. Domagamy się udostępnienia nagrania policyjnego z przeprowadzonej o 4 nad ranem 4 czerwca akcji, tak, by można było samodzielnie ocenić zaistniałą sytuację. Nie przekonują nas twierdzenia, że przedsiębiorca mógł w jakikolwiek sposób zagrażać mającej przejść w ten dzień procesji, niepokoją także – szczególnie w kontekście niedawnych wydarzeń wokół śmierci Maxwella Itoyi, doniesienia o ksenofobicznych wypowiedziach policjantów biorących udział w akcji. Niestety, ostatnimi czasy rozwiązania siłowe dominują nad systemowymi w sporej grupie konfliktów społecznych.

Kolejna pikieta Karola El Kashifa odbyła się w poniedziałek, 14 czerwca, o godzinie 12.00 pod Ministerstwem Sprawiedliwości (Plac na Rozdrożu, al. Ujazdowskie 11).

***

Stop Greedexowi! Brońmy Ogrodu Saskiego przed zabudową!

Warszawscy Zieloni z niedowierzaniem i oburzeniem przyjmują informację, iż firma deweloperska Greedex zamierza przekształcić Ogród Saski w pseudonowoczesną betonową pustynię, gdzie zieleń będzie można oglądać za szkłem. Jak się dowiadujemy, firma zwołała na czwartek 17 czerwca konferencję prasową na pl. Bankowym, na której zaprezentuje swoją koncepcję zabudowy parku – tzw. Saski City.

- To kolejny przykład skandalicznej polityki przestrzennej miasta, polegającej na wyprzedawaniu terenów zielonych pod zabudowę! – oburza się Bartłomiej Kozek, przewodniczący koła warszawskiego Zielonych. – Kolejny kawałek miejskiej zieleni – w dodatku park o bezcennej wartości historycznej! – zostaje przekazany prywatnemu inwestorowi, który zmieni go w betonową, sterylną, wypreparowaną z jakiejkolwiek naturalnej przyrody pustynię. Greedex w ulotce prezentuje swoją inwestycję jako „ekologiczną”. To jakiś ponury żart! Czy ktoś konsultował ten projekt z mieszkankami i mieszkańcami Warszawy? Czy i tym razem Ratusz zamierza zlekceważyć głos obywateli i stworzyć w centrum miasta kolejną przestrzeń dla wybrańców o grubych portfelach?

- Pamiętamy niedawną sprawę Pól Mokotowskich, Parku Świętokrzyskiego, a ostatnio – Jeziorka Czerniakowskiego i Rzekotkowego Stawu w Kabatach – dodaje Irena Kołodziej, przewodnicząca warszawskich Zielonych. – Pole Mokotowskie i Park Świętokrzyski udało się w ostatniej chwili obronić przed zabudową, ale Rzekotkowy Staw jest już tylko wspomnieniem, a losy Jeziorka Czerniakowskiego nadal się ważą – decyzji o zakazie zabudowy wciąż nie podjęto, a inwestor stosuje metodę faktów dokonanych. Nawet taka oaza zieleni i spokoju, jakim był zaprojektowany przez Joannę Rajkowską „Dotleniacz” na pl. Grzybowskim, natychmiast zaakceptowany przez lokalną społeczność, przegrał w konfrontacji z betonową wizją miasta. Wygląda na to, że Ratusz bardziej dba o interes deweloperów, niż mieszkańców i przyrody. Przekazanie Ogrodu Saskiego Greedexowi to kolejny przykład tej obłędnej, sprzecznej z dobrem publicznym polityki!

- W Warszawie źle się dzieje – alarmuje Hanna Gill-Piątek, członkini Rady Krajowej Zielonych. - Przestrzeń publiczna jest coraz bardziej sprywatyzowana, a sąsiedzkie relacje zastąpiły metalowe płoty. Wnioski, petycje i prośby są ignorowane przez władze stolicy i dzielnic. Urzędnicy, opacznie pojmujący znaczenie słowa „nowoczesność”, głusi są na głos mieszkańców i organizacji pozarządowych, a apartamentowce stawia się nawet w otulinie rezerwatów. Jako mieszkańcy i mieszkanki Warszawy domagamy się od miasta prawdziwych konsultacji społecznych przed wydawaniem ważnych dla nas decyzji i przestrzegania prawa o ochronie przyrody oraz prawa unijnego!

Zieloni wzywają wszystkich, którym nie jest obojętne to, w jakim mieście – zielonym czy betonowym - będziemy żyli my oraz nasze dzieci i wnuki, na wiec w obronie Ogrodu Saskiego, który odbędzie się w czwartek 17 czerwca na pl. Bankowym, o godz. 13.


***

Szanowna Pani Prezydent,

Jako mieszkańcy Warszawy pragniemy wyrazić swoje głębokie zaniepokojenie niekorzystnymi zmianami, które w ostatnich latach zachodzą w środowisku przyrodniczym naszego Miasta.

Jeszcze do niedawna zieleń miejska była uważana za jeden z największych atutów Warszawy.

Zagraniczni turyści przeważnie wymieniają ją jako najbardziej rzucającą się w oczy, charakterystyczną i pozytywną cechę stolicy Polski, która wyróżnia ją spośród wielu innych metropolii europejskich. Uprzednio władze Warszawy szczyciły się naszymi licznymi terenami zieleni. Nawet jeszcze w tym roku został wydany przepiękny album „Przyroda Warszawy” promujący bogactwo i walory przyrodnicze Miasta. Album poświęcony jest w całości różnym formom ochrony przyrody na obszarze Warszawy, m.in. rezerwatom, użytkom ekologicznym, zespołom przyrodniczo-krajobrazowym, parkom. Opisywane są w nim także cenne gatunki roślin i zwierząt, jakie można w Warszawie podziwiać i obserwować.

Jednak praktyka i rzeczywistość okazały się zupełnie inne niż deklarowana dbałość o tereny zieleni i ochronę przyrody. Odnosimy wrażenie, że dla Ratusza tereny zieleni publicznej (parki, skwery, zieleńce) oraz obszary o wysokich walorach przyrodniczych to jedynie potencjalne tereny inwestycyjne. Niestety, miejsca i obiekty prezentowane we wspomnianym albumie (wydanym pod wymownym hasłem „Zakochaj się w Warszawie”) nie wszędzie wyglądają już tak, jak na fotografiach. Chyba najbardziej wymownymi tego przykładami są: rezerwat Jeziorko Czerniakowskie i jego otulina, otulina rezerwatu Las Kabacki czy użytek ekologiczny Jeziorko Imielińskie, otoczenie Lasu Natolińskiego i rezerwatu Morysin.

Decyzje zezwalające na nowe inwestycje na tych terenach podejmowane są jednostkowo, bez poszanowania i uwzględnienia wszystkich procesów, funkcji i powiązań przyrodniczych oraz naturalnych walorów tych terenów. Brak jest skutecznej interdyscyplinarnej strategii ochrony środowiska przyrodniczego Warszawy, zapisanej w wieloletnim programie ochrony środowiska przyrodniczego. Inne branżowe dokumenty strategiczne i planistyczne dotyczące rozwoju Miasta nie respektują podstawowych zasad zrównoważonego rozwoju, traktując je wyłącznie jako hasło. Na podstawie ich lektury można wręcz odnieść wrażenie, iż największą przychylnością władz Warszawy cieszą się różni inwestorzy, którzy – w odróżnieniu od zwykłych mieszkańców – nie mają problemów, aby spotkać się z miejskimi decydentami, nie mają problemów z uzyskaniem terminowych odpowiedzi od urzędów oraz pozytywnych dla nich decyzji.

Szczególnie ubolewamy z powodu wzrastającej liczby wycinanych drzew – często bez wyraźnego uzasadnienia. Decyzje o likwidacji zieleni miejskiej przychodzą zbyt łatwo i często są zaskoczeniem dla mieszkańców. Polityka Ratusza stoi tu w jawnej sprzeczności z nowoczesnymi trendami gospodarowania zielenią miejską, wdrażanymi w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. Według nowoczesnych zasad zarządzania zasobami zieleni miejskiej, każde drzewo ma nie tylko wartość estetyczną i sentymentalną, ale także wymierną wartość finansową, gdyż wykonuje dla nas pracę, jaką musiałoby wykonać kilka urządzeń napędzanych elektrycznie.
Odnosimy także wrażenie, iż jako mieszkańcy jesteśmy wyłączeni z podejmowania decyzji dotyczących środowiska, w jakim mamy żyć. Nasze głosy są marginalizowane lub niebrane w ogóle pod uwagę. Konsultacje społeczne sprowadzają się często do jednostronnego przekazu informacji.

Ponieważ sprawa zachowania zieleni miejskiej i ochrony przyrody w Warszawie to nie tylko kwestia naszego komfortu psychicznego i upodobań, ale także zdrowia fizycznego naszego i naszych rodzin, nie możemy się pogodzić z taką sytuacją. Mamy prawo do zieleni. Prawo to wynika z ustawodawstwa polskiego, ratyfikowanej przez Polskę Konwencji z Aarhus oraz z dyrektyw Unii Europejskiej. Korzystanie w pełni z naszego prawa współdecydowania o sprawach dotyczących warunków życia w mieście i realnego wpływu na podejmowane decyzje jest dla nas jedyną szansą współuczestnictwa w ochronie środowiska naturalnego Warszawy, ponieważ niewiele urzędów z „ochroną środowiska” w nazwie (zarówno szczebla lokalnego, regionalnego jak i centralnego) rzeczywiście to środowisko chroni. Wydaje się, iż zajmują się one wyłącznie procedurami szybkiego i bezkolizyjnego przeprowadzania wszelkich inwestycji (zarówno prywatnych, jak i publicznych). Wszyscy, którzy stają w obronie środowiska przyrodniczego (którego jakość decyduje o jakości życia w Warszawie), traktowani są jak uciążliwi intruzi. Decydenci zapomnieli, iż ochrona środowiska zgodnie z Konstytucja jest obowiązkiem władz publicznych i każdego obywatela.

Nie przekonują nas zapewnienia urzędników, iż obecnie trwające inwestycje na terenach przyrodniczo cennych to skutek wadliwego ustawodawstwa. Prawo nie jest problemem. W naszym odczuciu wynikają one z braku dobrej woli ze strony urzędów, z nieskutecznych form zarządzania i bałaganu kompetencyjnego, błędów decyzyjnych oraz nieliczenia się z opiniami mieszkańców.

Zapewne intencje Pani Prezydent są jak najlepsze, ale decyzje, które teraz Pani podejmuje, są często nieodwracalne, a ich skutki rozciągną się na dziesięciolecia. Takie decyzje nie mogą być podejmowane przez kilka osób, lecz wymagają szerokich konsultacji społecznych. Domagamy się zmiany polityki Ratusza w zarządzaniu zielenią miejską, która jest jednym z najcenniejszych zasobów naszego Miasta, a w szczególności natychmiastowego wstrzymania procedowania dalszej zabudowy terenów w otoczeniu rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie i rzetelnego dialogu oraz wiarygodnych konsultacji społecznych, zarówno przy tej, jaki i wszystkich innych planowanych inwestycjach.

29 maja 2010

Warszawa przyjazna ludziom? List do Marcina Wojdata

Witam,

Piszę do Pana w związku z wystąpieniem na konferencji pt. „Konsultacje społeczno-ekologiczne wokół inwestycji infrastrukturalnych”. To bardzo miłe, że Warszawa chwali się światu swoim otwarciem na dialog społeczny. Chciałabym jednak, żeby w miarę możliwości były to informacje pełne, a co za tym idzie - prawdziwe.

Owszem, powstały KDS-y, zakładka na stronie urzędu i nastąpiło pewne otwarcie na organizacje chcące współpracować z Urzędem. Nie mogę zaprzeczyć, iż w ostatnich latach Warszawa poczyniła kilka milowych kroków w otwarciu na dialog społeczny. Szkoda tylko, że jest to dialog dotyczący spraw oczywistych i niekontrowersyjnych jak wywóz śmieci czy poziom hałasu. Jednak w dziedzinie konfliktogennych inwestycji infrastrukturalnych, których przecież dotyczyła wczorajsza konferencja, głos mieszkańców i mieszkanek Warszawy nadal jest konsekwentnie pomijany.

Od ponad pięciu lat obserwuję, w jaki sposób władze Warszawy ignorują głos własnego społeczeństwa w licznych konfliktach. Rozbudowa Kompostowni Radiowo, budowa spalarni na Czajce, budowa tras szybkiego ruchu będących de facto jedynymi łącznikami tranzytowych autostrad przez gęsto zaludnione osiedla Ursynowa, Wawra, Wesołej, Bielan, Bemowa, Ursusa, Włoch czy Żoliborza oraz przez teren Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, ostatnio prywatyzacja i intensywna zabudowa części rezerwatu Jeziorka Czerniakowskiego, która stała się symbolem spolegliwości ratusza wobec coraz pazerniejszego zawłaszczania przez developerów wspólnych terenów zielonych - to jedne z czołowych przykładów, w których dialog społeczny nie nastąpił w ogóle albo stał się kompletną farsą.

Z mojego doświadczenia wynika, że społeczności szukające pomocy w teoretycznie wyznaczonych do tego jednostkach urzędu m. st. Warszawy są po prostu ignorowane. Stąd być może Pana dobre samopoczucie i przeświadczenie, że w dziedzinie konsultacji urząd robi wszystko jak trzeba. Nie jest to prawdą. Poszczególne biura, do których mieszkańcy kierują swoje uwagi w konfliktowych sprawach, w odpowiedziach posługują sie metodą faktów dokonanych (tak będzie, bo tak postanowiono) lub - częściej - nie udzielają odpowiedzi w ogóle. Przedstawiciele "trudniejszych" KDSów mają podobne doświadczenia, są traktowani jako niewygodny balast (pogadajcie sobie, my i tak zrobimy jak chcemy) lub po prostu ignorowani. Ostatecznie na bój z maluczkimi wysyła się ekspertów: architektów, drogowców, inżynierów środowiska, którzy legitymizują przemocowy dyskurs (o ile wcześniej nie uśpią publiczności).

Podejście do partycypacji społecznej bardzo dobrze ilustruje przykład, kiedy mieszkańcy i mieszkanki Warszawy na wczesnym etapie planowania wnosili uwagi do studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego w 2006 r. Nie przyjęto wtedy 272 prawidłowych formalnie uwag dotyczących lokalizacji tras ekspresowych uzasadniając, że są podobnej treści (sic!) [autorem tego zdania był M. Reksnis, Biuro Drogownictwa i Komunikacji]. Resztę uwag na ten temat do studium odrzucono motywując, że to inwestycja rządowa a nie miejska. Tymczasem na wielu spotkaniach urzędnicy GDDKIA jednoznacznie stwierdzali, że to miasto wyznacza konkretne rezerwy tras za pomocą studium i ma głos decydujący jeśli chodzi o infrastrukturę komunikacyjną na swoim terenie. Nagminną praktyką urzędników ratusza i urzędów dzielnic jest również pozorne informowanie o konsultacjach poprzez wywieszenie kartki formatu A5 w końcu korytarza urzędu lub umieszczenie niewielkiej notki w otchłaniach urzędowego bip-u. Formalnie spełnia się w ten sposób wymóg informowania o konsultacjach, faktycznie wyklucza się z procesów decyzyjnych potencjalnych trudnych interesariuszy.

Jako obywatelki i obywatele mamy prawo do realnego współdecydowania o kształcie swojego środowiska. Nie zastąpią go miłe pogaduszki o kolorze stołecznych klombów, sprzedawane potem jako osiągnięcia miasta na polu konsultacji społecznych. W wielu miejscach Warszawy toczą się prawdziwe konflikty, które wymagają realnej pomocy stołecznych władz. Proszę Pana o tę pomoc. Dysponuje Pan wiedzą i środkami, żeby wysłać tam mediatorów, zorganizować spotkania i okrągłe stoły. W Pana rękach leży szansa na odbudowanie zaufania społecznego w dzielnicach, gdzie konflikty zdegradowały sąsiedzkie więzi, poróżniły osiedla, zagroziły przyrodzie. Jest jeszcze szansa, żeby nadrobić to, co przez zaniechanie zniszczył OKiDS - szansę na prawdziwy, szczery dialog.

Hanna Gill-Piątek - współzałożycielka Stowarzyszenia "Chomiczówka Przeciw Degradacji", współorganizatorka "Ogólnowarszawskiego Ruchu na Rzecz Obwodnicy Pozamiejskiej", współtwórczyni Otwartego Forum Dostępu do Książki, członkini łódzkiego koła Krytyki Politycznej, sekretara Zarządu Krajowego i członkini Rady Krajowej w Partii Zieloni 2004.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...