6 lipca 2008

Etyka w czasach popnauki

Zdjęcie z Wikipedii przedstawia skrzyżowanie osła z zebrą. Owa hybryda jest raczej wynikiem twórczej działalności człowieka, rzadko kiedy bowiem przedstawiciel i przedstawicielka (tudzież odwrotnie) różnych gatunków postanowiły bezinteresownie dla świata się skrzyżować. Tam, gdzie człowiek wyczuje interes, tam będzie dążył do zmian w typowym rytmie przyrodniczych zdarzeń.

Trudno jest wprowadzać ograniczenia badań naukowych - kojarzą się nieco z cenzurą kultury i sztuki. Wyniki sporej części badań wskazują jednak na to, że duża grupa ludzi i ludzisk woli iść na skróty. Mamy już teraz wystarczająco dużo żywności, by wykarmić cały świat, a jej nadmiar wyrzucamy do morza. Nic zarazem nie przeszkadza wielkim koncernom zachwalać organizmy genetycznie modyfikowane - wszystko dla zysku, nawet, jeśli miałby ograniczać bioróżnorodność i tworzyć bezpłodne nasiona roślin, zmuszając do cyklicznego nabywania produktów firmy X czy Y. Podobnie z komórkami macierzystymi - w obliczu sporu dotyczącego roli embrionów długi czas badania dotyczące tych samych komórek, pobieranych z łożysk czy też dorosłych organizmów.

Prawda jest taka, że nauka może być tak środkiem do ułatwiania nam życia, jak i niesienia zagłady. Samoloty i broń atomowa, szczepionki i broń biologiczna - wszystkie te wynalazki są owocem postępu intelektualnego i technicznego. Jedne nierzadko nie byłyby możliwe bez innych. Trudno tu znaleźć uniwersalną, świecką odpowiedź. Katolicka nauka społeczna - teoretycznie - ułatwia sytuację, bowiem wyklucza np. traktowanie zarodków jako obiektów badawczych. Staje się jednak bezradna już wobec GMO, gdzie nie wypracowuje jednorodnego stanowiska.

Przyjmuję, że nauka powinna być możliwie jak najmniej "inwazyjna". Za inwazyjność uważam np. świnię świecącą w ultrafiolecie czy też mysz z ludzkim uchem na grzbiecie. Nieinwazyjna jest z kolei możliwość hodowania zwierzęcego mięsa z komórek macierzystych bez czynienia jakiejkolwiek krzywdy żywemu zwierzęciu - minimalizuje to ilość cierpienia i zarazem pozwala osiągnąć pozytywne cele. W momencie, gdy mamy do dyspozycji skomplikowaną aparaturę informatyczną, testowanie leków na myszach laboratoryjnych jest zjawiskiem, które moglibyśmy sobie w końcu odpuścić.

W krajach Europy Zachodniej powstają już nie tylko partie ekologiczne, ale ugrupowania zajmujące się samymi tylko prawami zwierząt. Tego typu formacja największy sukces odniosła w Holandii, gdzie ma dwa miejsca w lokalnym parlamencie i stabilne poparcie. Pokazuje to, że wśród ludzi rośnie poczucie odpowiedzialności za własne działania względem środowiska.

Człowiek tak czy siak ingeruje i będzie ingerował w naturę. Sztuką jest robić to po pierwsze w jak najmniejszy sposób, a z drugiej - maksymalnie wykorzystując korzyści z tym związane. Niektóre ekosystemy są już bowiem tak zakłócone w wyniku działalności człowieka, że bez jego ingrencji zachowanie kruchej równowagi przyrodniczej będzie nierealne. Tak stało się np. w Australii, do której sprowadzono króliki, mnożące się na potęgę z powodu braku naturalnego zagrożenia w postaci drapieżników. Ingerencja genetyczna z kolei powinna być poprzedzona poważną refleksją aksjologiczną i zastanowieniem się, czy tych samych celów nie da się osiągnąć bez tak drastycznej ingerencji w naturę. W końcu od ludzko-świńskich hybryd do eugeniki i tworzenia osobnej rasy genetycznie zmodyfikowanych nadludzi wiedzie bardzo krótka droga. Mając w pamięci tragedię tego typu działań w przeszłości, nie powinniśmy zanadto szaleć w tej dziedzinie.

5 lipca 2008

Mieszkanie - prawo czy towar?

We Francji przyjęto prawo, wedle którego każdy ma prawo do mieszkania. Planuje się ambitnie budownictwo socjalne, które niewiele będzie mieć wspólnego z odrapanymi norami, a raczej - z godnym życiem. Warto by było, gdyby podobne praktyki przeniesiono do Polski. Niestety, u nas nadal zdarza się, że metr kwadratowy mieszkania kosztuje po 10 tysięcy złotych, co dla wielu młodych, zaczynających dorosłe życie, zdaje się barierą nie do pokonania.

Wzrost cen po wejściu do UE był dla wielu szokiem. Krążą legendy o spekulantach, którzy maja w swych rękach po 20(!) mieszkań, które najczęściej stoją puste i czekają na moment, kiedy ceny jeszcze bardziej wzrosną. Wtedy zostają sprzedane, a koszty tego typu działalności ponosimy my wszyscy. Szaleństwo w pewnym momencie zaczęło wychodzić z miast i zaczęło wpływać na wzrost cen nie tylko w metropoliach, ale i w mniejszych ośrodkach, z Olsztynem, Białymstokiem i Lublinem włącznie. Dodatkowo znacząco wzrosły koszty kupna działki budowlanej, przez co już nie tylko mieszkanie, ale i dom dla wielu stawał się marzeniem trudnym do zrealizowania.

Są jednak promyki nadziei. Zahamowanie wzrostu gospodarki światowej zaczęło prowadzić do spadku cen. Analityczki i analitycy rynkowi mówią nawet o trzech-czterech dekadach spadku. Spekulanci przenieśli się na rynki jeszcze nowszych państw UE - Rumunii i Bułgarii. Daje to jakąś nadzieję - tym większą, że tak miasto, jak i poszczególne dzielnice Warszawy zaczynają coraz śmielej mówić o rozbudowie systemu budownictwa socjalnego i społecznego. Jeśli słowa staną się ciałem, mogą one wpłynąć na obniżkę cen. Deweloperzy, dopóki będą konkurować jedynie między sobą, nie będą mieli kotwicy, która hamowałaby szalony wzrost cen.

Władze miasta planowały dość szokującą w swym rozmiarze podwyżkę opłat za mieszkania komunalne. Owszem, trudno za nieco ponad 2 złote za metr kwadratowy utrzymać nierzadko rozpadające się kamienice w dobrym stanie, ale natychmiastowa podwyżka do okolic 6 złotych, jaką planowała Rada Miasta była kuriozalna w momencie, kiedy wzrastają ceny energii i transportu miejskiego. Zieloni proponowali coroczną podwyżkę o złotówkę do poziomu 5 złotych za metr, następnie waloryzowaną corocznie o wskaźnik inflacji. Jak zwykle był to głos wołającego na puszczy, bo miejscy decydenci pogodzić potrzeb człowieka z koniecznością ekonomiczną zwyczajnie nie chcą.

Jeśli zatem chcemy, by młodzi po studiach mieli własne M, bez budownictwa społecznego, komunalnego się nie obędzie. Miasto raczej nie zbankrutuje, będzie z tego miało potem jakiś zysk, poprawi się jakość życia ludzi, którym grozi widmo wyjazdu za granicę albo tłoczenia się w jednym domu z rodzicami. Takie budownictwo służy nam wszystkim, zatem pozostaje tylko je popierać i trzymać kciuki za każdą inicjatywę w tej dziedzinie. No, chyba że jesteśmy takimi fanami "prywatnego", że zachwycają nas apartamenty na Nowym Świecie albo przy Hucie Warszawa, na które zwykłego Kowalskiego czy Nowakową nigdy nie będzie stać. Mnie osobiście tego typu zachwyt nie dotyczy.

4 lipca 2008

Ecosprinter: W łóżku z konserwatystami

Wyobraź sobie prezydenta własnego kraju, który pyta się członka Twojej organizacji o to, dlaczego uczestniczysz w spotkaniu poświęconym zmianom klimatycznym. Następnie wyobraź sobie, że Twoja partia jest członkinią rządu koalicyjnego z partią tegoż prezydenta. Wyobraź też sobie, że premier rządu atakuję ministrę własnego gabinetu, oskarżając ją o niekompetencję finansową i składając na jej barki odpowiedzialność za to, że jej resort może ponieść klęskę, jeśli chodzi o aplikowanie o fundusze unijne. Wyobraź sobie, że jej partia nie dość, że jej nie wspiera, to jeszcze akceptuje jej odsuniecie ze stanowiska pomimo faktu, że jedna z dwóch aplikacji złożona przez jej departament została zaakceptowana, podczas gdy w innym zdarzało się ponosić klęskę na całej linii. Wyobraź też sobie, że partia, która zmusiła ją do odejścia z rządu to Twoja partia. Wyobraź sobie bycie... w łóżku z konserwatystami!

Aczkolwiek nie jest prawdą, że wszyscy konserwatyści to głupcy, jest jednak prawdą, że większość głupców to konserwatyści - John Stuart Mill

Trzy partie Zielonych są obecnie w rządach narodowych w Europie, wszystkie razem z partiami konserwatywnymi - czescy, fińscy i irlandzcy Zieloni.

IRLANDIA - RUROCIĄGI SHELLA I DROGI PRZEZ STAROŻYTNE WZGÓRZA

W Irlandii, koalicja centroprawicowej Fianna Fail, liberalnych Progresywnych Demokratów i Zielonych- Comhaontas Glas, jest u władzy od czerwca 2007 roku. Zieloni mają dwa ministerstwa i są odpowiedzialni za energetykę, dziedzictwo kulturowe, samorząd, transport i środowisko. Chociaż rząd jest tu dość nowy, Zieloni już zdążyli znaleźć się pod ostrzałem krytyki. Pewien młody Zielony z "Zielonej wyspy", z którym rozmawialiśmy, zaczął wściekać się gdy tylko wspomnieliśmy o Wzgórzu Tara i autostradzie M3. Wzgórze to, zwyczajowo uznawane za siedzibę przedchrześcijańskiego Wysokiego Króla Irlandii, jest wysoce symbolicznym miejscem tak pogańskim, jak i archeologicznym. Umieszczanie zielonych minister i ministrów na czele kontrowersyjnych i niepopularnych wśród środowisk ekologicznych projektów to zwykle dla konserwatystów świetny sposób, by spowodować konflikt wśród obrońców przyrody, co im się udało. Obrońcy Tary protestujący przeciw drodze w swych wystąpieniach publicznych odpowiedzialnością obciążyli Zielonych.Posiadanie Zielonego odpowiedzialnego za transport, energię i surowce naturalne prowadzi do sytuacji, kiedy jest się na celowniku aktywistek i aktywistów, oskarżających o niepodejmowanie wystarczających kroków w walce ze zmianami klimatycznymi i o pozwalanie Shellowi prowadzenie odwiertów na obszarach wiejskich. Tak też się stało tuż przed Bożym Narodzeniem 2007 roku, kiedy ludzie z Greenpeace postawili banery i robili zdjęcia wnętrz ministerstwa, protestując przeciw ropociągowi przechodzącemu przez społeczność Rossport na zachodnim wybrzeżu.

Rzecz jasna Tara czy Rossport mogą być istotne lub nie dla młodych Zielonych, w zależności od tego, co jest dla nich ważne. Rząd z ich udziałem spełnia obietnice z programu wyborczego Irlandzkich Zielonych z 2007 - jest więcej budownictwa socjalnego coraz lepszej jakości, rozszerzany jest zakres publicznego transportu, a także podniesiono płacę minimalną do poziomu 50% średniego wynagrodzenia.

FINLANDIA - TAŃSZE SAMOCHODY I PRAWA DLA ŁAMISTRAJKÓW


Fińska Partia Zielonych ma ciut lżej. Od czasu wyborów na początku 2007 roku rząd koalicyjny jest dowodzony przez rolniczo-konserwatywną Partię Centrum. Pozostałymi koalicjantami są konserwatyści z Koalicji Narodowej, liberalna Szwedzka Partia Ludowa i Zieloni. Mając w swych rękach ministerstwa sprawiedliwości i pracy, jak na razie nie mieli oni większych swar ze swoim tradycyjnym elektoratem. Dla młodych Zielonych największymi problemami z taką koalicją są kwestie prawa ułatwiającego łamanie strajków i słabo przeprowadzona odnowa systemu opodatkowania samochodów.

Pierwsza sprawa, chociaż nie jest ani precedensowa, ani nie będzie trwałym przepisem, była szokiem dla tych wszystkich, którzy wierzyli że Zieloni okażą wsparcie pielęgniarkom grożącym masowymi rezygnacjami z pracy. Ta druga, chociaż ometkowana jako "ekologiczna" reforma, doprowadziła do znacznych obniżek kosztów transportu samochodowego. Z drugiej zaś strony młodzi Zieloni chwalą osiągnięcia, takie jak polepszenie polityki migracyjnej, a także zablokowanie konserwatywnych planów wprowadzenia opłat za opiekę nad dziećmi, która obecnie jest darmowa dla rodzin o niskich dochodach.

CZECHY - BAZA USA, KLIMATYCZNI SCEPTYCY, PODATEK LINIOWY I WEWNĘTRZNY KONFLIKT


Czeska Partia Zielonych weszła do parlamentu i do rządu. Pomimo posiadania jedynie 6 osób w Izbie Niższej, otrzymała cztery ministerstwa jako efekt intensywnych negocjacji w 2007 roku. Stanowisko drugiego wicepremiera i ministra środowiska otrzymał szef ugrupowania, a pozostałe to obejmują kwestie edukacji, wychowania fizycznego i młodzieży, prawa człowieka i mniejszości. Także ministerstwo spraw zagranicznych przeszło do Zielonych, chociaż pod warunkiem, że trafi do niezależnego osobnika o dość zaskakującym imieniu Karol Johann Nepomuk Józef Norbert Friedrich Antonius Wratislaw Mena von Schwarzenberg. Bez jaj. Jego oficjalny tytuł brzmi nastepująco - Jego Najjaśniejsza Wysokość Książe Schwarzenberg, Hrabia Sulz, Książęcy Landgraf Klettgau i książe Krummau. Został wybrany do Senatu w 2004 roku z ramienia małej partii liberalnej.

Imię nie musi świadczyć o człowieku, ale zjawiska dziejące się wokół tworzenia rządu z konserwatystami z ODS i równie konserwatywną KDU-CSL zdają się robić Zielonym krzywdę. Konflikty o mnóstwo spraw, włącznie z tak ważnymi, jak amerykański radar na czeskiej ziemi, projekt wprowadzenia podatku liniowego i nawet zdymisjonowanie jednego z Zielonych ministrów w połowie jej kadencji trzymały młodych Zielonych w zdumieniu. Wszystko to w sytuacji, gdy prezydentem jest jeden z najbardziej znanych spośród twierdzących, że zmiany klimatyczne nie mają miejsca - Vaclav Klaus. Jeśli chodzi o Czeszki i Czechów, młode skrzydło miało bardzo wyraźne stanowisko w wielu z poruszonych spraw. Walcząc o właściwą linię partyjną, zdołali zwrócić na siebie mnóstwo uwagi, chociaż nie wszystkie były im życzliwe. Pewien młody Zielony zajmujący się zmianami klimatu został osobiście zrugany przez prezydenta, który spytał się, jak to możliwe, że takie indywiduum uczestniczyło w konferencji dotyczącej zmian klimatu.

Z punktu widzenia młodych Zielonych największym osiągnięciem ich partii był fakt, że ich kraj zdecydował się (póki co) nie budować więcej elektrowni atomowych, a i to nie jest już takie pewne. Premier Topolanek twierdzi, że kraj będzie potrzebował więcej reaktorów nuklearnych, by sprostać wymaganiom UE dot. emisji gazów cieplarnianych. Wszystko to w sytuacji, gdy jego kraj jest obecnie eksporterem energii.Młodzi Zieloni w każdym z krajów mają rzecz jasna własne stosunki z partiami Zielonych. W niektórych są oni i one oficjalnymi młodzieżówkami partii, w innych zaś nie mają ze sobą związku. Mając to na uwadze, dobrze jest dzielić ze sobą informacje i wiedzę o tym, co robią różne partie Zielonych.

Chodź chodź, mój konserwatywny przyjacielu, wytrzyj kurz ze swoich okularów i zobacz, że świat się zmienia - Elizabeth Cady Stanton

Markus Drake

3 lipca 2008

Ecosprinter: Przemyślenia nad Minimalnym Dochodem Gwarantowanym

Od czasu do czasu czytelniczki i czytelnicy tego bloga zasługują na coś EXTRA. Tym razem dobra wiadomość - popytałem się gdzie trzeba i okazało się, że artykuły z Ecosprintera - magazynu Federacji Młodych Zielonych Europejskich - są dostępne do swobodnego tłumaczenia i publikowania. Będę starał się puszczać tego typu artykuły w jak najszerszy obieg internetowy - tak, żeby nie kisiły się tylko tutaj, ale by zazieleniały Internet. Życzę miłej lektury, bo Ecosprinterki i Ecosprinterzy będą się tu pojawiać często, przynosząc ze sobą świeże, europejskie i globalne spojrzenie na problemy cywilizacyjne.

PRZEMYŚLENIA NAD MINIMALNYM DOCHODEM GWARANTOWANYM
Luke Haywood


Co by się stało, gdyby bogata ciotka obiecała Ci wystarczająco dużo pieniędzy, byś mógł/mogła zapłacic za czynsz, wyżywienie, wino, bilety do kina i szerokopasmowy Internet?

To pytanie stawia przed nami idea Minimalnego Dochodu Gwarantowanego - poddawana debacie wśród francuskich, angielskich, a w ostatnim czasie także niemieckich Młodych Zielonych. Twoja citka (czyli państwo) zapewnia ci podstawowy dochód, niezależy od innych źródeł przychodu czy też potrzeb. Istotnym elementem jest tu brak stawianych warunków - ciotka płaci ci niezależnie od twoich poczynań. Niektórzy proponujący uważają, że poprzez zredukowanie biurokracji i zasiłków celowych nie będzie to zbyt kosztowny pomysł. Pomysł ten podnosi kwestię roli pracy w naszych społecznościach. Nie zamierzam tu krytykować MDG, ale jedynie przedstawić pewne pytania i wziąć udział w toczącej się debacie.

Wielu Zielonych dzieli ze sobą przekonanie, że tradycyjny model płatnej pracy jest przewartościowany w społeczeństwie, a alternatywne jej formy - takie jak troska o członkiń i członków rodziny, aktywność artystyczna, darmowa praca społeczna i polityczna powinna być wspierana. Dochód gwarantowany dostarcza potencjalnego narzędzia do tego wsparcia. Kiedy Twa ciotka obiecuje Ci rentę, myślisz sobie "Świetnie, wezmę kasę, zrezygnuję z roboty w supermarkecie i zacznę spędzać więcej czasu na ratowaniu wielorybów, wizytach u babci w szpitalu i pisaniu artykułów. Wierzy się, że MDG uwolni potencjał do tego, by spełniać się w tego typu aktywnościach. Kto ma decydować o tym, co jest godne uwagi? Ciotka nie sprawdza, co robisz ze swoim czasem i pieniędzmi. To projekt już u swych podstaw emancypacyjny. Wolność od płatnej pracy może uczynić ludzi bardziej odpowiedzialnymi i samoświadomymi, a także pozwalać im wieść bardziej satysfakcjonujące życia. Pomysł, by jednostki powinny móc same decydować na temat tego, czy pracować czy nie ostro kontrastuje z obecną polityką neoliberalną. Projekt neoliberalny zmusza ludzi do pracy poprzez utrudnienia dla niepracujących. Minimalny Dochód Gwarantowany jest zatem prawdziwie radykalny.

Pierwszy krytyczny argument jest prosty - dochód podstawowy jest możliwy tylko poprzez zniesienie zasiłków, ale czy jest to sprawiedliwe? Czy ludzie mający potrzeby nie powinni mieć wyższego priorytetu od ludzi, którzy swe potrzeby mają już zaspokojone? Aktualne transfery socjalne są oparte na popycie, na przykład zasiłki dla bezrobotnych, wspardzie dla rodzin z dziećmi lub też ludzi niezdolnych do płatnej pracy. Na tę krytykę można spojrzeć pod kątem przekonania, że tylko społeczneństwo powinno decydować o tym, co jest warte wsparcia państwa, a co nie. W krajach z rozbudowanym systemem socjalnym kryteria wartości oparte są na potrzebach. Biurokracja jest niezbędna do wprowadzenia wprowadzenia reguł stworzonych przez społecznośc. Dochód podstawowy różni się od tradycyjnego, lewicowego pojmowania potrzeb i ich zróżnicowania.

Kolejny krytyk czy krytyczka zapyta - Co się stanie, jeśli wszyscy przestaną pracować, usiądą na... kanapie i zaczną oglądać telewizję?

Obliczenia ekonomiczne twierdzące o możliwości finansowania dochodu podstawowego muszą brać pod uwagę, jaki współczynnik ludzi nadal będzie pracował za pieniądze. Potrzebna jest teoriam wyjaśniająca, jak wiele osób będzie płaciło podatki kiedy wszyscy będą otrzymywać pieniądze od bogatej ciotki.

Odstawiając na bok kwestie możliwości finansowych - czy to źle, gdyby wszyscy leżeli na kanapie? Czy wszyscy nie mamy przypadkiem takich czasów w życiu, kiedy potrzebujemy być popchani, żeby działać, ale to "popchnięcie" wychodzi nam na zdrowie? Czy nie znamy ludzi, którzy przeceniają świętowanie błogiego lenistwa i którzy odnoszą tym samym korzyści z proponowanego przez nas rozwiązania? Czy nie zastanawiamy się, ilu artystów czy aktywistek MDG by wytworzył w porównaniu do osób, leżących na kanapie? Istnieją naukowe dowody na to, że osoby, które nie mają pracy są mniej szczęśliwe. Argument ten może być zachęta do podjęcia pracy. Ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z faktu, jak bardzo ich poczucie własnej wartości i statusu społecznego zależy od pracy. Jej brak często oznacza społeczne wykluczenie, a ludzie mogą nie poradzić z tym sobie sami. To krytyka, która musi być brana pod uwagę.

Odpowiedzią wydaje się przekonanie, że niektórzy ludzie mogą zacząć pracować jeśli otrzymają pieniądze od bogatej ciotki, a nie gdy będą na zasiłku, który zostanie im odebrany gdy zaczną cokolwiek zarabiać (pułapka ubóstwa). To właśnie Minimalny Dochód Gwarantowany może zerwać ludzi z ich kanap.

Kolejną kwestią jest potrzeba zmiany paradygmatu - tak, aby zmniejszyć symboliczną wartość pracy. Ludzie przeceniają płatne zatrudnienie - czując, że praca w domu czy stowarzyszeniu nie jest "prawdziwą" pracą. Jej brak nie musi powodować depresji i społecznego wykluczenia, chociaż dzieje się tak obecnie. Dochód podstawowy może spowodować te zmiany.

Zasugerowałem, że obecny neoliberalny projekt zmuszania ludzi do pracy jest paternalistyczny, podczas gdy MDG ma potencjał emancypacyjny. Pozwala na uwolnienie się od logiki rynkowej, która określa wartość człowieka poprzez jego płacę, ale też od dotychczasowego państwa dobrobytu, określającego wartość człowieka poprzez szacowanie jego potrzeb. To jednostki same decydują o tym, co chcą zrobić ze swoim czasem. Sądzę, że jest to najważniejszy aspekt Minimalnego Dochodu Gwarantowanego.

Istnieją też i inne sposoby na wzmocnienie woli samych ludzi - musi dojść do rozszerzenia struktur partycypacji w rodzinach, szkołach i miejscach pracy. Modele mniej paternalistycznych (a w szczególności patriarchalnych) stosunków rodzinnych, alternatywne formy szkolnictwa i spółdzielczość w prowadzeniu przedsiębiorstw mogą być elementami Zielonej Polityki, która usiłuje powiększyć potencjał każdej i każdego z nas do podejmowania samodzielnych decyzji. Tego typu struktury mogą zwiększyć odpowiedzialność ludzi w decydowaniu o tym, jak wydać pieniądze od ciotki.

INFOBOX - Minimalny Dochód Gwarantowany
Dochód podstawowy to dochód, który dawany jest wszystkim bez jakichkolwiek testów czy też wymagań dotyczących podjęcia pracy. Jest formą różniącą się od dotychczas istniejących w różnych krajach europejskich w trzech, istotnych punktach:

- Jest wypłacany jednostkom, a nie gospodarstwom domowym
- Jest płacony niezależnie od jakiegokolwiek innego dochodu z innych źródeł
- Nie ma wymagań dotyczących wykonywania jakiejkolwiek pracy czy też zaakceptowania pracy, jeśli taka jest oferowana

Wolność i równość, wydajność i wspólnota, współwłasność Ziemi i równy podział owoców postępu technologicznego, elastyczność rynku pracy i godność ubogich, walka z nieludzkimi warunkami pracy, pustynnieniem i nierównościami miedzy regionami, żywotność współpracy i promocja edukacji dorosłych, niezależność od szefów, małżonków i biurokratów - wszystko to opowiada się na korzyśc jego wprowadzenia.

Grupy promujące MDG to rozliczne Partie Zielonych, ale też niezależne od nich, takie jak Basic Income Earth Network.

Idea MDG bywa krytykowana tak z lewa, jak i z prawa. Niektórzy sądzą, że zachęcałaby ludzi do bierności i tworzyła "społeczeństwo na hamakach". Inni obawiają się formy dochodu podstawowego proponowanej przez liberałów, która obejmuje prywatyzację i urynkowienie opieki zdrowotnej i edukacji, jak również cięcia socjalne w innych dziedzinach.

Pewne formy MDG albo podobnych projektów zostały wprowadzone w tak różnych miejscach, jak Portugalia, gdzie każdy jest uprawniony do dochodu podstawowego, czy też Alaska, gdzie wszyscy obywatele i obywatelki otrzymują część stanowych przychodów z wydobycia ropy naftowej.

1 lipca 2008

Lewica, prawica, centrum, miszmasz

Ponieważ nastały nam wakacje i nasz blog będzie mieć kanikuły, chociaż kiedy tylko zdarzy się coś godnego uwagi, wtedy na pewno jakiś post się tu pojawi. Tak jak i dziś, kiedy miałem możliwość uczestniczenia w konferencji na temat zmian w przestrzeni idei politycznych. Dużo znajomych, ciekawi rozmówcy, dobre jedzenie - czegoż chcieć więcej? Poniżej skrótowe wypowiedzi - po 3 z każdego panelu, było ich więcej, ale pełne przedstawienie wydłużyłoby i tak olbrzymi wpis, pozwolę sobie zatem jedynie zaprosić do lektury...

LEWICA:

Jacek Żakowski - potrzebna jest lewica lewicowa. Lewica zachodnioeuropejska traci pod ciosami populizmu, bo cały czas broni grup, które przestają być upośledzone, a klientami populizmu stają się grupy przez nie reprezentowane. W Polsce nie broniono ofiar likwidacji PGRów. W Polsce problem jest nieco inny - tutaj chodzi o przeszłość. Zmarginalizowano środowisko Fiszbacha, PPS, Kuronia. Lewicowość środowiska postpezetperowskiego jest wątpliwa. Symboliczne było przejście Leszka Millera na stronę podatku liniowego. Klęska lewicowej polityki w Polsce jest oczywista, można tu mówić o "opcji zerowej", nie wiadomo, jaką tożsamość przyjmie poszukujący SLD.

Jakiej lewicy potrzeba Polsce? Jest kwestia ułożenia hierarchii zadań przy tworzeniu polityki na rzecz grup upośledzonych. Podatku liniowego, szczególnie w pierwotnej formie, z kwotą wolną od podatku, nie należy odrzucać doktrynalnie, podobnie w dziedzinie odpłatności za edukację - może lepiej byłoby wprowadzić istotne opłaty za studia z dobrym systemem stypendialnym. Problemy lewicy dotyczą większości zagadnień, przed którymi stoimy. Czy lewica ma inny stosunek do Europy niż neoliberałowie? To ostatni "przylądek nadziei", który posiada w sobie dążenie do spójności społecznej, jedyny realnie istniejący, lewicowy projekt polityczny. Nie jest elementem lewicy antyklerykalizm, ale obrona wartości mniejszości niekatolickiej, poddanej presji klerykalizacji.


Andrzej Celiński - Maksymalizacja wolności, indywidualizm plus pamięć o wspólnocie. Partia ideologiczna ma być miękka w momencie przejmowania władzy. Jedynie partie prawicowe do tej pory dawały jakąś wizję tożsamości. Lewica swojej wizji do tej pory nie zaproponowała. Polska potrzebuje spójności społecznej, bo społeczeństwo ulega pokawałkowaniu. Nie może być partią dzielącą, cyzelującą, na 5-10-15% władzy mieć się nie będzie. Wartości są stałe, zmienia się natomiast instrumentarium. Co zrobić z lewicą? Napisać książkę, zorganizować debatę, wyłowić kwalifikowane głosy z sieci, stworzyć listę prawyborczą, wykurzyć obecne elity władzy.


Andrzej Mencwel - Było wiadomo, że istnieje postawa lewicowości i co ona oznacza. Było wiadomo, że nie mówi się o pomaganiu najuboższym, co robią organizacje charytatywne. Nigdy, żadna partia lewicowa nie zaprosiła mnie na spotkanie. Lewica musi mieć język, pozytywne oznaczenie słowa "socjalizm" - jak Państwo wyobrażają sobie lewicę, która boi się tego słowa! Trzeba odbudować znaczenie tego słowa, wrócić do polskiej tradycji. Trudności lewicy we Francji są inne niż w Polsce, gdzie doszło do kilkakrotnego zerwania. Przywrócić znaczenie słowu "emancypacja" - a nie dążyć do opieki nad najsłabszymi. Potrzebny jest lewicowy nurt myślenia o historii, a nie plucie na Karola Marksa.

PRAWICA:


Robert Krasowski - Szansą dla prawicy jest powrót do korzeni, żoliborskiego konserwatyzmu i gdańskiego liberalizmu. Prawica musi postawić pewne granice, Jarosław Kaczyński musi odciąć się od Giertycha i Rydzyka. Trzeba umieć demaskować grę narodowych interesów, przy czym trzeba przejść z powrotem do proeuropejskości PiS. Co do PO, to Donald Tusk rezygnuje z liberalizmu światopoglądowego znanego z KLD, stając się konserwatystą, czuje się marginalizowany w Unii Wolności. Podobnie rezygnuje z wolności gospodarczej, tworząc populizm liberalno-konserwatywny, mający coś z ducha gazet bulwarowych. PO wytłumia wszelkie spory ideowe, konserwując w ten sposób stosunki społeczne. To dobre dla prawicy, a złe dla lewicy, która nie ma się od czego odbić. Jednak tak jak PiS przeoczył rewolucję konserwatywną, tak PO - liberalną.


Ludwik Dorn - Jeśli chodzi o badania wspomniane przez red. Krasowskiego, to chodziło o akceptację społeczeństwa dla polityki PC i był to zbiór pusty. Uważam, że w ciągu 3-5 lat polską prawicę czeka kryzys związany z procesem sukcesyjnym, z którym radzi sobie tylko PSL. W końcu problemy SLD zaczęły się wraz z prezydenturą Kwaśniewskiego. Staną przed nim tak PO, jak i PiS. Tematami prawicy będzie rola państwa narodowego w globalizującym się świecie, czy też, jak to w naszym przypadku, europeizującym się. Jest poczucie upadku globalnego centrum, które przestaje wiązać. Musimy mieć siły do tego, by negocjować z tym światem i tą Europą.


Zdzisław Krasnodębski - Przedtem przysłuchiwałem się dyskusji o lewicy i nikt mnie nie przekonał, że lewica jest Polsce potrzebna. Ba, nie uważam, że Polsce potrzebna prawica. Wszystkie partie rządzące zajmują się tym samym katalogiem problemów - służby, TVP etc., a potem nie starczy czasu na inne pytania. Dyskusję należy odwrócić - co jest potrzebą Polski? Prawicowy program zawiera przekonanie, że zachowanie dotychczasowych struktur po transformacji doprowadziło do patologii, a ich rozbicie jest warunkiem modernizacji Polski.


Kontrprojekt do prawicy nie jest lewicowy, jest liberalny. Nie uważam, że PO jest partią prawicową - ma zmarginalizowane skrzydło konserwatywne, jest zachowawcza obyczajowo, ale też włącza w to np. kwestie socjalne. Dokonuje się europeizacja rozumiana inaczej, niż się myślało. Większość młodych Polaków nie jest takich, jak młodzi Niemcy - uważają się za Europejczyków, Polska nie jest im do niczego potrzebna. Poza tym polscy politycy są starzy - nawet nie w sensie biologicznym. Należy sformułować program konserwatywnej modernizacji Polski.


Rafał Matyja - Polska prawica marnuje swoje możliwości, jakie dała "lewicowa wojna na górze", mając w swoich szeregach marną ekipę, podejmując tematy, które nic ich nie kosztują. Mówię to z żalem, bo historyczna szansa, jaką dały wyniki dwóch kolejnych wyborów, zostanie zmarnowana. Młodsi o 10-15 lat politycy stawiają na odbudowę wspólnoty, nie tyle wokół wojen kulturowych, jak Robert Krasowski, ale poprzez metapolitykę. Inna grupa walczy o odbudowę instytucji państwowych. Trzeba modernizować struktury, bo te nadal tkwią w pierwszej fazie transformacji i są przerażająco nienowoczesne.


LIBERALNE CENTRUM:



Paweł Śpiewak - Liberalizm charakteryzuje się tolerancją dla mniejszości, w tym etniczych, religijnych czy światopoglądowych. To kultura miękkich cnót, nie posiadających swojego właściciela, partii politycznych. Liberalizm polityczny, węższy od wymienionego, zakończył swoje życie już w 1993 roku, ten obecny nie ma wiele wspólnego z centrum sceny politycznej. Aktualny - PO - jest radykalny, konserwatywny i konstruktywistyczny, wierzący, że państwo od zera jest w stanie zbudować wokół siebie rynek. PO to partia depolityzacji polityki i życia społecznego, negującej wartość dyskursu, sporu publicznego. To formacja opurtunizmu politycznego, umiejętności zdobywania władzy. Liberalizm nie ma zatem, od śmierci KLD, nie ma zatem swojej partii.

Osobną kwestią jest centrum. Do odbudowy tej formacji potrzebna jest odbudowa polityki. Poityka jest rozmową, nie może być redukowana tylko do poziomu walki o władzę. Odbudowa państwa to dla mnie program centrowy, a nie prawicowy.


Lena Kolarska-Bobińska - Polskie społeczeństwo jest konserwatywne i socjalne. Stosunek liberałów do reform gospodarczych sytuuje je na biegunie poglądów, a nie w centrum. Liberalizm w polskim społeczeństwie w żadnym wypadku nie jest w centrum. Osoby centrowe już w 2001-2002, tak określające się, głosowały na PO i Samoobronę. Centrum w sposób naturalny ulega zmianie, czym innym był w 2001, gdy lewica dominowała, czym innym teraz, kiedy siłą rzeczy staje się bardziej prawicowy. Zmieniła się też samoidentyfikacja samego elektoratu PO - w 2001 określał się jako centrowy, a teraz - prawicowy.


Jerzy Szacki - Centrum zawsze sytuuje się pomiędzy jakimiś skrajnościami i ośrodek tej równowagi wypada w różnych miejscach. Bez zmian zostaje fakt, że lewica jest przeciwko prawicy, a prawica przeciwko lewicy. Lewica potrafi przejąć nacjonalizm, a prawica - egalitaryzm. Żyjemy w czasach, kiedy formacje ideologiczne przeżywają zakłopotanie, by nie powiedzieć - kryzys. Zbyt długo zajmowałem się liberalizmem, by powiedzieć, co oznacza to słowo. Pytaniem zasadniczym jest progam, a nie -izm - to, co się chce i jakie wartości się broni. Nie wystarcza mi, że centrum jest wolne od skrajności, do takiej formacji nie mogę nie żywić niechęci, ale nie mam powodu do miłości.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...