15 maja 2009

Pole Mokotowskie - nadal całe i zdrowe?

Kwestia grodzenia Pola Mokotowskiego jest skrajnym przykładem tego, do czego prowadzi brak planów zagospodarowania przestrzennego. Podważanie zasadności utrzymywania terenów zielonych na obszarze Warszawy nie tylko zagraża tytułowi "najbardziej zielonej stolicy Europy", ale poważnie obniżyć może jakość i komfort życia w mieście.

Nie czas szukać winnych - w tym momencie władze, społeczność lokalna, organizacje pozarządowe i wszyscy, którym nie jest obojętny los przestrzeni publicznej w naszym mieście, powinni grać do jednej bramki. Plan zagospodarowania Pola Mokotowskiego musi zostać przedyskutowany i przyjęty na najbliższej możliwej Radzie Miasta. Płuca miasta nie mogą być amputowane z powodu politycznego zaniedbania.

Przykład ostatnich dni dobitnie pokazuje, że miasto jest terenem ścierania się wielu, nierzadko sprzecznych interesów. Przestrzeń publiczna szpecona jest przez nieodpowiedzialne decyzje inwestycyjne, stojące w sprzeczności z dobrem wspólnym. Kwestia ta musi stać się przedmiotem debaty mieszkanek i mieszkańców miasta z jego władzami. Bez tego typu dialogu jedynie załatamy dziury, natomiast nie uleczymy źródeł problemu - braku planowania przestrzennego, równoważącego sprzeczne interesy i uwzględniającego kwestie społeczne, ekologiczne i ekonomiczne. Wszelkie zmiany w planie zagospodarowania muszą zacząć być realnie konsultowane ze społecznościami lokalnymi.

Mamy maj, miesiąc niezłej pogody i przyjemnej temperatury. Władze miasta i dzielnic, w obrębie których znajduje się Pole Mokotowskie, mają wyjątkową okazję do wejścia w dialog z ludźmi, od których otrzymały demokratyczną legitymację do rządzenia Warszawą. Czas postawić namiot, zaprosić architektów, urbanistów, organizacje pozarządowe, działaczki i działaczy społecznych - i zacząć rozmawiać o przestrzeni publicznej, jej roli i ochronie. Póki ją jeszcze mamy.

14 maja 2009

Filmy wyborcze Zielonych w Europie

Pełne wyniki prawyborów, które zostały przeprowadzone podczas XVI Polskich Spotkań Europejskich w dniu 9 maja br. w Warszawie.

Oddano głosów: 1248
Głosy nieważne: 36
Głosy ważne: 1212

PO 643 (53,1%)
PiS 136 (11,2%)
SLD 130 (10,7%)
CentroLewica 72 (5,9%)
Libertas 60 (5,0%)
UPR 52 (4,3%)
PPP 39 (3,2%)
PSL 36 (3,0%)
Samoobrona 28 (2,3%)
Prawica RP 16 (1,3%)






13 maja 2009

Miejska polityka wobec parków jest sprzeczna z logiką!

Koło warszawskie Zielonych wyraża poważne zaniepokojenie sygnałami dotyczącymi projektu rewitalizacji Parku Waszyngtona. Pojawiające się sygnały o planach wycinki do 250 drzew uważamy za kolejny przejaw fatalnej tendencji do ograniczania areału i pogarszania jakości terenów zielonych w mieście.

- Jakakolwiek rewitalizacja musi przestrzegać zasady zrównoważonego rozwoju, a w tym wypadku niewiele na to wskazuje - mówi przewodniczący koła, Bartłomiej Kozek. – Tego typu plany rewitalizacyjne powinny być konsultowane ze społecznością lokalną i organizacjami pozarządowymi jeszcze przed procesem zlecania projektów modernizacyjnych. Dla mieszkanek i mieszkańców Kamionka, części Pragi Południe do tej pory dość mocno podupadłej, park jest miejscem odpoczynku. Przeprowadzanie zmian ponad ich głowami świadczy o lekceważeniu społeczeństwa obywatelskiego, które pozostaje pustym hasłem w obliczu podobnych działań. Tak właśnie wygląda odnowa Pragi na Euro 2012 – ironizuje Kozek.

- Coś jest głęboko nie w porządku, jeśli argumentem na rzecz zmian ma być możliwość wpuszczenia ciężkiego sprzętu czyszczącego. Czy parki tworzone są dla ludzi, czy dla maszyn? - pyta retorycznie Irena Kołodziej, przewodnicząca warszawskich Zielonych. - Tego typu pomysły tworzą logiczną całość: plany postawienia wieżowca w Parku Świętokrzyskim czy budowy drogi przez skraj Parku Skaryszewskiego dowodzą skandalicznego traktowania zieleni miejskiej. Trwoniony jest potencjał społeczny, ekologiczny i turystyczny najbardziej zielonej stolicy Europy. Potrzeba nam więcej i lepszej jakości przestrzeni publicznej, która zachęcałaby do społecznych interakcji i gwarantowała możliwość wypoczynku. Miejska polityka zdaje się nie przejmować tego typu zagadnieniami – konkluduje Kołodziej.

12 maja 2009

Jaką historię się opowiada?

Przyznam szczerze, że historia jest jedną z dziedzin życia, którą bardzo lubię. Szczególnie mocno interesuje mnie świad od początków Reformacji aż po koniec I Wojny Światowej. Uwielbiam zgłębiać takie detale, jak historia Republiki Raguzy czy też starcia brytyjsko-niemieckie w Tanganice podczas I Wojny Światowej. Lubię też coraz bardziej dowiadywać się o ludzkiej mentalności w ówczesnych czasach - to dzięki jej poznaniu łatwiej jest deszyfrować wówczas powstające ideologie czy też dominujące prądy w sztuce. O takiej historii chce mi się rozmawiać i dyskutować. Przeszłość i debata o niej, jaka szerzy się po rodzimych mediach najczęściej zachęca mnie do emigracji (chociażby wewnętrznej), ewentualnie do wymiotów połączonych z wyjściem ze strony internetowej tudzież przełączeniem stacji radiowej, na której toczy się tego typu dyskusja.

Dyskusja historyczna - jak każda inna - powinna mieć ręce i nogi. Jak można dyskutować o historii, kiedy jako narrację o niej proponuje się historie rodem z Pudelka, takie jak te, że Lech Wałęsa sikał do kropielnicy? Czy rodzime publicystki i publicyści nie zauważyli, że jest to taplanie się w błocie, a nie dochodzenie do jakichkolwiek konstruktywnych wniosków? Bo nawet jeśli sikał (co, jak sam Wałęsa zauważył, z powodu położenia w przestrzeni kościelnej wykonanie tego typu wyczynu nie należałoby do najprostszych), to cóż z tego? Czy to właśnie tego typu czyn miałby decydować o tym, czy dana osoba jest bohaterem lub bohaterką? Przyzwyczailiśmy się do wysterylizowanych obrazów szlachetnego rycerstwa rodem ze średniowiecza i zdaje nam się, że wszyscy powinni stać na pomnikach i być nieskazitelnie czystymi. To, że już wówczas biografie wybielano, nie leży w polu zainteresowań.

Historia jest polityczna. Kto kontroluje przeszłość, kontroluje teraźniejszość i przyszłość - tu pełną rację miał Orwell. Trudno opowiedzieć historię z obiektywnego punktu widzenia, bowiem każda i każdy z nas ma pewien zestaw przekonań, który modyfikuje jej postrzeganie i wpływa np. na to, które wydarzenia z życiorysu danej osoby uważamy za istotne, a które niekoniecznie. Dzisiaj sposób uprawiania historii dodatkowo skażony jest osobistymi rozliczeniami i chęcią zemsty ze strony osób, które nie załapały się na bycie beneficjentami przemian ustrojowych.

Nie oznacza to jednak, że należy zgadzać się na "budowanie pomników trwalszych niż ze spiżu", których zdanie traktowane jest jako święte i niepodważalne. W ten sposób ucina się debaty z drugiej strony - "autorytety" najpierw uznaje się za uniwersalne tarany, wykorzystywane do głoszenia najbardziej irracjonalnych poglądów, po czym osoby sprzeciwiające się chrzci się mianem "oszołomów". Stwierdzenie, że nie wszystko, co robili lub robią dajmy na to Wałęsa czy Bartoszewski, jest w debacie publicznej traktowane może już nie jak profanacja świętego obrazu, ale puszczenie bąka - a owszem.

Do Wałęsy mam sporo zastrzeżeń mających charakter merytoryczny. Dość przypomnieć dość nieciekawą prezydenturę w latach 1990-1995 i wyskoki w sprawach związkowych - były lider "Solidarności" dziś bez mrugnięcia okiem potrafi przyłączyć się do chórów mówiących o ograniczaniu prawa do strajku, o które to prawo sam zresztą walczył. Na taki poziom dyskusji nikt niestety się nie wdrapuje, woląc zastanawiać się, czy Wałęsa aby na pewno przeskoczył płot bez pomocy bezpieki. Z jednej skrajności skacze się od razu w drugą.

W takiej oto matni żyjemy. Kiedy z niej się uwolnimy i zamiast polityki uśmiechów czy straszenia "układem" zaczniemy dyskutować o naszej przyszłości, o usługach publicznych, modelu rozwoju, jakości przestrzegania praw człowieka w naszym kraju? Mam nadzieję, że nie jest to retoryczne pytanie o odpowiedzi "nigdy"...

11 maja 2009

Uwagi dotyczące rewitalizacji kina Iluzjon

Jako przewodniczący koła warszawskiego Zielonych wyrażam swoją radość z faktu prowadzenia konsultacji w sprawie wyglądu kina Iluzjon. Kino na Narbutta potrzebowało generalnego remontu – i to jest oczywistością. Do tej pory spora część tego typu inwestycji wykonywanych była jednak ponad głowami okolicznych mieszkanek i mieszkańców, a więc głównych zainteresowanych jakością przestrzeni miejskiej w swej okolicy. W takim kontekście fakt, że Filmoteka Narodowa wyłamuje się z tego przykrego zwyczaju robi pozytywne wrażenie.

Nie będę rozpisywał się na temat konkretnych rozwiązań, jakie widziałbym w samym kinie czy też w jego bezpośrednim otoczeniu – podam raczej pewne zasady, których przestrzeganie gwarantuje sukces projektowi rewitalizacyjnemu:

- Po pierwsze – ludzie. Rozbudzenie aktywności społeczności lokalnej upodmiotawia ją, przyczyniając się do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i do poprawy jakości życia. Wielką zaletą trwającego obecnie procesu rewitalizacyjnego jest wykorzystanie różnorodnych form kontaktu – od Internetu bo bezpośrednie spotkania. Umożliwia to wypowiedzenie własnego zdania przez mieszkanki i mieszkańców skweru Słonimskiego, Mokotowa, jak również wszystkim osobom zainteresowanym dalszym losem placówki grającej ambitny repertuar kinowy. Wszelkie propozycje estetycznych upiększeń nie mogą być odgórnie narzucane, inaczej prowadzić to może do zmarnowania powstającego w okresie konsultacji kapitału społecznego.

- Po drugie – natura. Zielony i kameralny skwer powinien zachować swój charakter, tym bardziej, że w ostatnim czasie nasilają się tendencję do dewastowania zabytkowych budowli czy też koncepcji architektonicznych. Nie oznacza to zakonserwowania otoczenia Iluzjonu w formalinie, lecz wymaga zagwarantowania mieszkankom i mieszkańcom pewnej trwałości otoczenia, w którym przyszło im żyć.

- Po trzecie – kultura. Włączenie lokalnej społeczności w proces decyzyjny nie tylko zwiększyć może obroty placówki po remoncie, ale przede wszystkim pozwala mieć nadzieję na zwiększenie zakresu oddziaływania społecznego sztuki przez duże S. Już przestrzeń publiczna wokół Iluzjonu może służyć temu celowi (np. poprzez tematyczne wystawy fotograficzne), zaś jego środek – poprzez kawiarenkę czy też księgarnię filmową – pozwalałby na zwiększenie poziomu społecznych interakcji. Pomysłem do rozważenia powinny być np. sezonowe seanse na świeżym powietrzu, które umacniałyby poziom przywiązania osób zamieszkałych na skwerze Słonimskiego do placówki kinowej. Skwer ten z powodu swojego położenia i bycia cichą enklawą zaraz przy ruchliwych Alejach Niepodległości i niedaleko stacji metra Pole Mokotowskie idealnie nadaje się do tej roli.

Raz jeszcze dziękuję Filmotece Narodowej za działania zwiększające partycypację społeczną w projektowaniu przestrzeni publicznej i mam nadzieję, że przyniosą one jak najlepsze rezultaty.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...