15 lipca 2010

Chcemy żyć!

Hucpa - to słowo przychodzi mi na myśl, kiedy obserwuję kolejną, wielką awanturę. Tym razem, żeby nie rozmawiać za bardzo o podwyżkach płac dla nauczycieli albo o ich zamrażaniu, szykującym się w pozostałej części sektora publicznego, dyskutować należy o krzyżu przed Pałacem Namiestnikowskim. O ile jeszcze do niedawna zachowywałem w tej kwestii spokój, to po przeczytaniu medialnych reakcji niektórych czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości stwierdziłem, że nie wolno pominąć tej kwestii milczeniem. Nie mówię tu o wywiadzie, jakiego udzielił Jarosław Kaczyński "Gazecie Polskiej", bo jakoś rozumiem, że trudno opanować emocje człowiekowi, który stracił tyle bliskich mu osób - zresztą z tego, co czytałem, można było spodziewać się czegoś gorszego. Również życzliwe, liberalne z ducha przestrogi pt. "Co by było, gdyby teraz był w Pałacu?" mnie nie przekonują, bo to jego charyzma unosi teraz wyborczą falę Prawa i Sprawiedliwości. Przyszłoroczne zwycięstwo tej formacji będzie dużo bardziej groźne, niż gdyby aktualny lider tej partii wygrał tegoroczne wybory. A że perspektywa przyszłorocznego tryumfu nie jest tak znowu odległa, widać po stosownym sondażu - 40% poparcia dla PiS to nie są przelewki, nawet, jeśli przyjąć te wyniki z dystansem po błędnym typowaniu I tury przez sondażownie, to jednak z reguły to Kaczyński i jego partia są niedoszacowani, nie zaś PO.

Do prawdziwej furii doprowadzają mnie jednak wypowiedzi polityków prawych i sprawiedliwych (albo przynajmniej chcących wywrzeć takie wrażenie), którzy z uporem dążą do udowodnienia, że Polska nie ma większych problemów, jak wyjaśnienie katastrofy lotniczej z 10 kwietnia. Zwrot o 180 stopni w medialnym wizerunku, powrót do konfrontacji z Rosją, wmawianie wszystkim, poza własną formacją krwi na rękach przy tej okazji staje się elementem przekazu już nie tylko irytującym estetycznie, ale zagrażającym budowie jakiejkolwiek, nieco bardziej dojrzałej od obecnej sceny politycznej w Polsce. Nie szermowałem do tej pory takimi porównaniami, ale powoli - spoglądając na historyczne doświadczenia naszego kraju i na tradycje, do których obecne działania się odwołują - narasta we mnie coraz większy sprzeciw. Kiedy bowiem czytam o Joachimie Brudzińskim, wypominającym Donaldowi Tuskowi, że Lech Kaczyński leżał "w ruskiej trumnie", oraz o Marku Migalskim, zarzucającym PO dążenie do wyniszczania PiS dlatego, że... chce przenieść krzyż i by w końcu nie portrety, a ludzie zasiadali w poselskich ławach, wrze we mnie krew. Trudno mi bowiem przejść do porządku dziennego nad sytuacją polityczną, kiedy tak wielką rolę na politycznej scenie odgrywa prawdziwa, nie zaś ogłoszona przez Watykan, cywilizacja śmierci.

Czym tak naprawdę przejawia się rodzima cywilizacja śmierci? Na stawianiu ponad ludzkim życiem najróżniejszych fantazmatów, związanych z własną wizją męczeństwa jako oczyszczającego sakramentu, mającego zamykać usta na debatę i wprowadzać atmosferę moralnego terroru. Paliwem dla niej jest krew przelana przy kolejnych powstaniach narodowowyzwoleńczych, charakteryzujących się tyleż romantyczną werwą, co - najczęściej - intelektualną płycizną, nie liczącą się w ogóle z sytuacją społeczną i geopolityczną. Owe wysiłki militarne kończyły się zniszczeniem instytucji, dających szanse na ograniczony, ale jednak, rozwój polskiej demokracji i samorządności. Zafundowały nam one głównie nasilenie terroru, zejście do podziemia większości społecznej aktywności i chłonną glebę do mesjanistycznych resentymentów. Dziś zdumiewająco łatwo przychodzi nam wskazywanie na "kapitulanctwo" Czechosłowacji w 1938 roku i Francji w 1940, natomiast refleksji co do tego, jakie za takim postępowaniem stały motywy już brakuje. Może dlatego, że trudno nam sobie wyobrazić władzę państwową, z którą można się utożsamiać w trybie innym niż militarno-mocarstwowy, inaczej uruchamia się w nas kulturowy kod "złotej wolności", lekce sobie ważący jakąkolwiek rolę instytucji publicznych. To właśnie te dwa tryby rozdysponowały między siebie PiS i PO - żaden z nich nie odpowiada na wyzwania współczesności.

Prawo i Sprawiedliwość, tocząc niesamowite boje o krzyż, który nie postawiło i który spokojnie może znaleźć swe miejsce w którymś z warszawskich kościołów (o czym mówią zresztą organizacje harcerskie za niego odpowiedzialne), dąży do dominacji swojej wersji przemocy symbolicznej. W takich chwilach widać, z jaką siłą ulega roztrzaskaniu wizerunek "pro-life" tej partii, układający się raczej w fetyszyzację śmierci ponad ludzkim życiem. W takiej koncepcji świata zlepek komórek po zapłodnieniu jest ważniejszy niż zdrowie i życie kobiety, zamrożona inna zapłodniona komórka - ważniejsza od prawa do szczęścia dorosłych ludzi, prawo do przemocy fizycznej wobec dziecka ubrane w łaszki "niewinnych klapsów" - ważniejsze od jego integralności cielesnej, kara śmierci - od resocjalizacji, katolicka moralność - ważniejsza od szczęścia par homoseksualnych, i tak dalej, i tak dalej. Tu nie ma już miejsca na politykę - przegrane wybory nic nie oznaczają, wszak można skolonizować przestrzeń idei i symboli, a krzyż przed siedzibą nowego prezydenta może, jak zauważa Cezary Michalski, być nawet swego rodzaju alternatywnym ośrodkiem władzy, tak jak ksiądz w szkołach dzięki lekcjom religii.

Coraz więcej ludzi ma takiego podejścia do historii, teraźniejszości, patriotyzmu i symboli serdecznie dość. Te 40% w sondażu PiS nie dostało za tragedię w Smoleńsku, ale za pokazanie swej "nowej twarzy", bardziej merytorycznej i koncyliacyjnej, którą teraz Prawo i Sprawiedliwość zaczyna porzucać. Nie chodzi mi o to, by rozpaczać z powodu kopania przez prawicowo-populistyczną partię dołków pod samą sobą. Polska może być jednym z pierwszych przykładów, w jaki sposób konserwatywna reakcja, żywiąca się społecznymi frustracjami, zaczyna zajmować się własnym ogonem, a jej głosy przejąć mogą z powrotem siły lewicowe i progresywne. Platforma Obywatelska, karmiąca się własną bezideowością, czuje się bardzo dobrze w takiej sytuacji - Janusz Palikot przestaje być teraz swarliwym błaznem i znów może odgrywać rolę światłego, "lewego skrzydła" partii, głoszącego powyborczą klęskę biskupów i zadającego na temat pytania nie tyle niewygodne, co po prostu niesmaczne.

Śmierć napędza politykę Polski - gdyby władze publiczne z równą swadą, co poszukiwanie możliwości wytworzenia sztucznej mgły zajęły się promowaniem efektywności energetycznej i odnawialnych źródeł energii, bylibyśmy już dawno "zielonym tygrysem Europy". Cóż, to już realny problem, związany na przykład z ludzkimi potrzebami zapewnienia sobie ciepłego mieszkania i znośnych rachunków za energię, a o istnieniu ludzi przypomina się tylko wtedy, gdy zbliżają się wybory. Szkoda, że PiS nie myśli o tym, by uczcić Lecha Kaczyńskiego poprzez przygotowanie ustawy zakazującej umów śmieciowych na rynku pracy, o czym setki tysięcy osób z pewnością by pamiętały i o czym zresztą Jarosław Kaczyński mówił podczas jednego ze swych przedwyborczych wieców. Ale to byłaby już polityka i cywilizacja życia, wobec której jak widać większość polityków PiS (i - by oddać sprawiedliwość - również znaczna część PO) stoi w rażącej opozycji.

Nadzieja jednak jest, i nie zawsze bywa ona matką głupich. Po klęsce powstania styczniowego i pomimo rosyjskiego terroru zakwitły na ziemiach polskich zjawiska, takie jak pozytywizm, inteligencja zaangażowana, ruch chłopski i robotniczy, praca organiczna, kasy spółdzielcze, opiniotwórcze i formacyjne media, kultura. Potrzebna do tego była deklasacja sporej części szlachty, która poznała w ten sposób, jak wyglądają trudy życia i to, że ludzie chcą żyć i budować, a nie brać udział w wyniszczających społecznie wojnach, mających znamiona wojen domowych (polecam tu lekturę Mariana Płacheckiego, którego książkę opisywałem na tym blogu). To dzięki tym zjawiskom udało się, pomimo wielu trudów i znojów - odzyskać niepodległość, kiedy w końcu nadarzyła się ku temu realistyczna możliwość. Wierzę, że stoimy właśnie u progu pojawienia się takiego nowego sposobu myślenia - pełnego solidarności, szacunku dla drugiego człowieka i jego praw, postawy merytorycznej dyskusji o drogach modernizacji, zamiast fałszywej "zgody narodowej", umożliwiającej przeprowadzanie nawet najbardziej antyspołecznych reform przez jedną bądź drugą prawicę. Nie sądzę, żeby dało się dłużej utrzymywać hucpę uszczęśliwiania nas kolejnymi krzyżami i pamiątkowymi tablicami, kiedy wokół nas tyle biedy i wykluczenia. Chcemy żyć!

14 lipca 2010

Polska na taśmie

Kino polskie dziwnym trafem, w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób bywało dla mnie zupełnie fascynujące. Zdarzało mi się z chęcią oglądać rodzimą produkcję, szczególnie, jeśli leciała na antenie komercyjnej stacji telewizyjnej. Być może niejako za oczywistość uznawałem, że telewizja publiczna swojskie produkcje wspierać musi, zatem dużo lepiej podbijać oglądalność tym, którzy takiego obowiązku nie mają. W ten sposób naoglądałem się nieco kina, głównie z okresu PRL (dałby kto dziś głowę, że w niedzielne popołudnia na antenie TVN potrafiły lecieć takie produkcje, jak "Nóż w wodzie" Polańskiego?), w późniejszym okresie czasu z kolei udało mi się zapoznać z pewną ilością nowszych filmów "Made in Poland". Dziś, kiedy w zasadzie telewizora nie posiadam, a na kino nie zawsze mnie stać, w dużej mierzę pozostaję odcięty od bieżących produkcji. Tym bardziej ciekawą dla mnie była lektura książki "Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna" z Wydawnictwa Krytyki Politycznej, przygotowanej pod redakcją Agnieszki Wiśniewskiej i Piotra Mareckiego, zawierającej szereg ciekawych tekstów, walczących z odrywaniem kina od kontekstu społecznego, politycznego i kulturowego transformującego się kraju. Walczących całkiem skutecznie - będąc lekko sceptycznym wobec doszukiwania się ideologicznego tła w każdym możliwym dziele kulturalnym, dałem się przekonać niektórym autorkom i autorom prezentowanych tekstów.

Najtrudniej z tym bywa chyba wtedy, kiedy jakiś film widziało się na własne oczy, wyrobiło się o nim zdanie i nie za bardzo chce się je porzucać. To tym trudniejsze u mnie - mam bowiem zasadę, że raczej unikam powtórnego oglądania filmów czy ponownej lektury książek, które już przerobiłem. Bywają wyjątki, ale będące raczej efektem musu (jak np. napisanie pracy rocznej) niż potrzeby reinterpretacji. W takich sytuacjach na własnej skórze przekonać się mogę, jak dużą rolę w recepcji jakiegoś dzieła kultury ma narzędziownia poznawcza, jaką dysponuje się w danym momencie. Dla przykładu - film "Cześć Tereska" podobał mi się z powodów, które piszący o niej tekst Jarosław Pietrzak pokazuje jako dominujące odczytanie - chodzi zatem o sam fakt ukazania biedy i jej "prawdziwość", która okazuje się być złudna i podporządkowana ideologicznym założeniom. Główna bohaterka - jak zauważa Pietrzak - jest sama sobie winna, mogła bowiem zająć się modą po szkole krawieckiej, ale woli odrzucić pomocną dłoń, wyciąganą przez instytucje publiczne i kościół, by kontynuować staczanie się na dół społecznej hierarchii. Pokazuje to zdominowanie myślenia o społecznych bolączkach w kategoriach li tylko indywidualnego wyboru, nie zaś - systemowego problemu. Po lekturze całego zestawu tekstów widać wyraźnie, że całościowe portretowanie rzeczywistości, problemów, a nie jedynie pojedynczych historii, nie jest aktualnie najbardziej rozpowszechnionym sposobem na kręcenie filmów.

Różne perspektywy interpretacyjne poszczególnych produkcji są niewątpliwą zaletą "Kina polskiego 1989-2009", niemniej jednak należy czasem brać je w nawias. Blisko siebie sąsiadują na przykład wspomniany już przeze mnie tekst o filmie "Cześć Tereska" z impresją Igora Stokfiszewskiego na temat moim zdaniem dobrego "Długu". Autor chciałby, by w filmie więcej było uniwersalnej etyki, z punktu widzenia której jakiekolwiek morderstwo, nawet, jeśli dokonane w praktyce w obronie własnej, jest czynem złym. Zasadniczo zgoda, w takim razie jednak powinno w takim tekście pojawić się więcej wzmianek o potrzebie silnych instytucji, m.in. publicznych (policja, sądownictwo), umożliwiających wymierzanie sprawiedliwości przez nie, nie zaś za pomocą samosądu. Idąc zresztą takim tokiem myślenia, narazilibyśmy się na odczytanie losów Tereski, będące wodą na młyn neoliberałom - czy również i ona nie popełniła szeregu czynów będących na bakier z etyką? Skoro chcemy już stosować uniwersalną etykę, to albo należałoby okazać więcej zrozumienia znajdujących się w stanie zagrożenia przedsiębiorcom (wszak ich życie jest również wartością cenną, czyż nie?), albo oczekiwać więcej wobec młodej dziewczyny. Ponieważ ta druga myśl wydaje mi się bardziej zdehumanizowana, wolę zauważyć problem niesprawnego państwa i jego instytucji.

Tak naprawdę warto by było opisać większość tekstów tego zbioru, ale dużo lepiej po prostu zachęcić do lektury. Na mnie niezmiernie mocne wrażenie zrobił tekst Bożeny Umińskiej-Keff na temat "Rewersu". Dziś w polskim kinie nie potrzebujemy już figury Żyda - obcego, który z zewnątrz zatruwa życie "prawdziwym Polakom". Ponieważ nasza historia daje milion okazji do tego, by wytłumaczyć przyjście zła z zewnątrz, dziś może ono zatruwać nawet "etnicznie rdzenną ludność". Najlepiej jednak, by jakiś uzasadniający fakt podatności feler miała - na przykład przynależność do niskiej klasy społecznej. Toporek, chłop spod ciemnej gwiazdy, funkcjonariusz obcego systemu, w II RP mógł dzięki łaskawości szlachcica zostać mechanikiem samochodowym. W nowym, ludowym systemie do awansu społecznego nie potrzebował takowej łaski. Ponieważ, niczym traktorzystka, jest figurą niepokojącą, zatem trzy główne bohaterski - inteligentki o szlacheckim pochodzeniu - decydują się na jego uśmiercenie. Na przerwanie ciąży jednej z nich, a będącej efektem zalotów Toporka, już niekoniecznie. Na przykładzie tego filmu Umińska-Keff pokazuje, w jaki sposób działa wybielanie historii, zamiatanie pod dywan wszelkich odcieni szarości narodowych dziejów, skutkujące absurdalnym replikowaniem wśród osób o jak najbardziej ludowym pochodzeniu wizji powstania styczniowego jako samotnego starcia polskich "warstw oświeconych" nie tylko z aparatem caratu, ale także z "ciemnym ludem", zdzierającym buty z trupów narodowych bohaterów. W ten sposób dziś prawie każdy pragnie wyszukać szlachecki herb w swojej rodzinie...

Autorek i autorów dobrych tekstów, pisanych z różnych perspektyw - socjologicznych, feministycznych czy kulturoznawczych - nie brakuje. Kazimiera Szczuka przedstawia ciekawą analizę "Placu Zbawiciela", Michał Zygmunt zwraca uwagę na to, że fantastycznonaukowe wizje Piotra Szulkina są równie aktualne dziś, w neoliberalnym kapitalizmie, co były w czasie schyłkowego PRL-u, a Krzysztof Tomasik analizuje na przykładzie "Kochanków z Marony", jak temat tabu - w tym wypadku skomplikowany, nieheteronormatywny trójkąt miłosny - pomimo rzekomej "większej otwartości" - nadal prezentowany jest tak, by dominowała w jego obrębie relacja heteroseksualna. Jest co czytać, także o filmowym przedstawianiu wsi, jej mieszkanek i mieszkańców, konstruowaniu męskości w "Psach", konserwatywnych i liberalnych odczytaniach pułapki języka w "Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną", pracy ideologii w filmach takich jak "Karol", "Prymas" czy "Katyń". Nie zawsze trzeba z prezentowanymi w zbiorze poglądami się zgadzać, dla wielu osób prezentowane w nim opinie mogą być bardzo kontrowersyjne - ale to właśnie ten fakt jest największą zaletą "Kina polskiego 1989-2009. Historii krytycznej". Temperatura sporu u osób po jego lekturze może być przez to równie wysoka, co temperatury za oknem.

12 lipca 2010

Czy lewica może odzyskać Warszawę?

Namysł nad przyszłością lewicy na polskiej scenie politycznej warto rozpocząć od Warszawy. Za kilka miesięcy czekają nas wybory samorządowe – a więc tu właśnie rozegra się pierwsza poważna próba sił po wyborach prezydenckich. Będzie to również pierwszy sprawdzian tego, czy Grzegorzowi Napieralskiemu udaje się projekt przekształcenia SLD z partii postkomunistycznego establishmentu w autentyczną socjaldemokrację. Warszawa stanowi od niemal czterech lat laboratorium koalicji PO-SLD. Ci wszyscy, którzy oczekują powstania rządu PO-SLD po następnych wyborach parlamentarnych, powinni uważnie przyjrzeć się temu, jak działa i do czego prowadzi taka koalicja w warszawskiej radzie miasta. Mimo że rządzenie krajem i rządzenie miastem nie podlegają do końca tym samym prawidłom, z obserwacji miejskiej polityki można wyciągnąć bardzo pouczające wnioski.

Jak więc wygląda sytuacja polityczna w Warszawie u progu wyborów samorządowych? Hanna Gronkiewicz-Waltz może chyba liczyć na reelekcję już w pierwszej turze, a Platforma Obywatelska ma duże szanse na samodzielną większość w radzie miasta. Sojusz Lewicy Demokratycznej może według wstępnych szacunków liczyć na 3 mandaty radnych (w miejsce 11 mandatów zdobytych przez LiD w 2006 roku). W wyborach samorządowych w 2006 LiD zdobył 18,02% głosów, zaś kandydujący na prezydenta stolicy Marek Borowski 22,61% głosów. Spadek poparcia nie jest jednak, jak chcieliby niektórzy, ceną za rozpad LiD-u. To, z czym mamy do czynienia, to raczej klasyczny mechanizm „zjadania przystawki”. Dotknąłby on warszawskiej lewicy bez względu na to, czy nazywałaby się LiD, czy SLD.

Na czym polega ten mechanizm? Jakie są skutki bycia przez SLD słabszą stroną w koalicji? Cokolwiek koalicja zrobi dobrego – nawet jeśli jest to zasługą SLD właśnie – idzie na konto Hanny Gronkiewicz-Waltz i PO. Mieszkańcy miasta mogą cieszyć się nowymi placami zabaw, ale korzystając z nich, nie myślą zapewne o tym, kto wywalczył dla nich te place zabaw podczas negocjacji nad miejskim budżetem. Jeśli mają w związku z tym ciepłe myśli, to kierują je pod adresem „władz miasta”, czyli HGW i PO. Mimo pracy włożonej przez lewicowych radnych, by służyć potrzebom mieszkańców, mieszkańcy rzadko mają okazję zobaczyć, że zawdzięczają coś im, a nie PO. Inaczej dzieje się, kiedy polityka miasta idzie na przekór potrzebom mieszkańców lub jakiejś ich grupy. Wtedy życzliwość ludzi kieruje się w naturalny sposób w stronę opozycji – a SLD, choćby był w danej sprawie najzupełniej niewinny, opozycją wszak nie jest. Przyklejona do administracji PO lewica traci więc zarówno u tych, którzy oceniają rządzenie miastem pozytywie, jak i u tych, którzy są wobec niego krytyczni.

Dla samorządowca z powołania ważniejsze mogą być pozytywne zmiany w mieście niż dobre imię własnego stronnictwa. Ale na dłuższą metę potrzebne jest jedno i drugie – żeby dobrzy samorządowcy zostali ponownie wybrani.

Niezależna polityka SLD na poziomie krajowym nie zatrzymuje tego procesu. Wydaje się, że jest wręcz odwrotnie: także w wyborach na poziomie krajowym uwidoczniają się skutki sytuacji politycznej w Warszawie. W tegorocznych wyborach prezydenckich Grzegorz Napieralski zdobył na terenie Warszawy 10,59% (w porównaniu do 13,68% w skali kraju czy 11,44% w całym województwie mazowieckim). Na progresywnego, odważnie podnoszącego kwestie takie jak prawa kobiet czy świeckość państwa kandydata Warszawa powinna zagłosować o wiele liczniej. Jednak to nie wina Napieralskiego, że w Warszawie wypadł słabiej niż w całym kraju. To między innymi cena, jaką płaci dziś za decyzje tych, którzy cztery lata temu pozwolili, by LiD stał się w Warszawie przystawką Platformy.

Przystawka wydaje się prawie zjedzona... Ale może dałoby się jeszcze zatrzymać i odwrócić ten proces? Na dziś realnym sukcesem byłoby uniemożliwienie PO zdobycia samodzielnej większości w radzie miasta i zdobycie przez lewicę chociaż po jednym radnym w każdym okręgu. Ważnym symbolicznym sukcesem byłoby wyprzedzenie w wyborach na prezydenta stolicy kandydata lub kandydatki PiS, a może nawet uniemożliwienie rozstrzygnięcia w pierwszej turze. Każdy z tych celów jest dziś bardzo ambitny. To najlepiej pokazuje, jak daleko jesteśmy od sytuacji sprzed czterech lat. Jednak przy odpowiedniej kampanii można przynajmniej niektóre z tych celów osiągnąć.

Będzie to możliwe jedynie pod warunkiem, że kampania lewicy w wyborach samorządowych będzie kampanią zmiany
– zaprezentuje spójną krytykę neoliberalnej polityki PO oraz własny, lewicowy projekt rządzenia miastem. Wtedy będzie mogła obiecać wyborcom coś więcej, niż dawałaby im kontynuacja rządów PO. Wymaga to zmiany kierunku – po wyborach lewica nie powinna wchodzić w formalną koalicję z PO, lecz co najwyżej w porozumienie o nieblokowaniu budżetu, jeśli PO spełni wynegocjowane warunki. Pozornie niewiele by się to różniło od obecnej sytuacji. I dziś przecież koalicja oznacza – obok kilku stanowisk w administracji i paru posad w miejskich spółkach – właśnie przede wszystkim uwzględnianie poprawek SLD do budżetu miasta. Jednak pozostawanie formalnie w opozycji pozwoliłoby odwrócić niekorzystną dla lewicy logikę koalicji. Poza tym można by wysuwać ambitniejsze postulaty programowe. Dziś SLD krępują granice koalicyjnego realizmu: proponować może najwyżej prospołeczne poprawki do neoliberalnej wizji miasta realizowanej przez PO. Ale nie ma jak budować własnej, progresywnej wizji miasta.

Zmiana kierunku wymaga również odświeżenia personalnego. Chodzi o wzmocnienie kampanii samorządowej przez polityków i polityczki z Zielonych, Partii Kobiet, socjalistów z MS i PPS oraz osoby zaangażowane w miejskie ruchy społeczne – np. ekologiczne, LGBT czy lokatorskie. To oznacza budowanie razem, w ścisłej współpracy z tymi środowiskami lewicowej, progresywnej wizji miasta – wizji zdolnej przekonać warszawskich wyborców, że zasługują na więcej, niż chce im zaoferować Platforma. A także, last not least, w wyborach na prezydenta stolicy wystawić trzeba będzie kogoś, kto będzie zdolny skupić wokół siebie te różne środowiska i stać się symbolem proponowanej przez nie wizji zmiany. Kogoś, kto mógłby się stać warszawskim odpowiednikiem „czerwonego Kena”. Kto wie, może ktoś taki mógłby nawet powalczyć o zwycięstwo?

Pójście tą drogą wymagać będzie oczywiście odwagi. Ale alternatywa jest wyraźna: zwycięstwo HGW w pierwszej turze, samodzielna większość PO w radzie miasta i najprawdopodobniej dalsza marginalizacja lewicy w stołecznej polityce. Wydaje się, że to dość wysoka cena za utrzymanie status quo i chwilę świętego spokoju we własnych szeregach.

Sytuacja lewicy w Warszawie jest dziś trudna, ale z pewnego punktu widzenia to bardzo fortunna okoliczność. Po pierwsze widzimy dzięki temu, jakie mogą być konsekwencje podążania przez SLD za życzliwymi radami tych, którzy pchają go w objęcia Platformy. Po drugie tworzy to niepowtarzalną szansę na zatrzymanie tego procesu, który zdaje się dziś prowadzić Polskę w stronę prawicowo-prawicowej dwupartyjności. Wybory samorządowe mogą pokazać, czy nad Wisłą inna polityka jest możliwa.

Adam Ostolski jest członkiem warszawskich Zielonych, w latach 2005-2006 był przewodniczącym koła warszawskiego partii. Fotografia - Joanna Erbel.

11 lipca 2010

Lipiec z EuroPride

Przedstawicielstwo Fundacji im. Heinricha Bölla zaprasza serdecznie do udziału w debacie „Homoseksualizm a zmiana społeczna”, organizowanej przez Muzeum Narodowe w Warszawie przy wsparciu fundacji. Zapraszamy 11 lipca 2010 roku (niedziela), w godz. 16.00-18.00 do Muzeum Narodowego w Warszawie, al. Jerozolimskie 3.

Debata towarzyszy wystawie „Ars Homo Erotica”.

Udział w debacie biorą:
Wolfgang Templin, dyrektor Przedstawicielstwa Fundacji im. Heinricha Bölla w Polsce
dr Paweł Leszkowicz, kurator wystawy „Ars Homo Erotica”
Tomasz Bączkowski, Fundacja Równości
dr Ewa Majewska, Gender Studies IBL PAN
Yga Kostrzewa, Lambda Warszawa
Mariusz Kurc, Kampania Przeciw Homofobii
Sebastian Liszka, Kultura dla Tolerancji

***

„Zmierzając ku równemu traktowaniu pracowników LGBT w Europie Środkowej i Wschodniej” – konferencja OPZZ w ramach EuroPride 2010

Głównym celem konferencji jest próba przeniesienia do Europy Centralnej i Wschodniej dobrych praktyk i doświadczeń dotyczących traktowania osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transgender) w zatrudnieniu, wypracowanych przez zachodnioeuropejskie związki zawodowe.

W programie m.in.
* prezentacja doświadczeń związków zawodowych w działaniach na rzecz pracowników LGBT w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Francji Hiszpanii, Holandii i Włoszech (godz. 10.00-12.00)
* warsztaty na temat dyskryminacji osób LGBT w miejscu pracy i promowania aktywności związkowej wśród lesbijek i gejów (godz. 12.15-13.00)
* debata o kulturowych i religijnych barierach równouprawnienia LGBT w miejscu pracy, z udziałem m.in. Silvana Agiusa i Adama Ostolskiego, moderacja: Jacek Żakowski (godz. 15.30-16.30)

Więcej informacji i formularz rejestracyjny na stronie OPZZ.

***

Nie lękajmy się rozmawiać! Międzynarodowa konferencja nt. praw osób LGBT w Polsce

15 lipca 2010, godz. 12.00-15.00, Sejm RP, sala 14, budynek G, ul. Wiejska 4/6

W 2003 r. wystawa "Niech nas zobaczą", pierwsza w Polsce społeczna kampania na rzecz praw gejów i lesbijek, wzbudziła duże kontrowersje i akty nienawiści oraz przemocy. Niszczono bilbordy pokazujące pary homoseksualne. Galerie sztuki, ulegając presji mediów i polityków, wycofały się z tej prezentacji. Wystawa ta jednak zdołała przełamać tabu i otworzyła dyskusję na temat praw osób homoseksualnych. Późniejsze, organizowane w wielu miastach Marsze równości i tolerancji (m. in. w Poznaniu, Warszawie, Krakowie i Katowicach), mimo niesprzyjającego klimatu politycznego, poszerzyły przestrzeń społecznej debaty o sytuacji osób LGBT. W efekcie pod obrady Sejmu trafił pierwszy w Polsce projekt ustawy o związkach partnerskich, przygotowany przez prof. Marię Szyszkowską we wrześniu 2003 roku, którego Sejm tamtej kadencji nie zdołał jednak przyjąć.

Obecnie temat prawnego uregulowania sytuacji par jednopłciowych powrócił za sprawą nieformalnej grupy ds. związków partnerskich, która przygotowała nowy projekt ustawy. Prezentowany podczas debat w 16 miastach w Polsce projekt spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem. Postulaty środowisk LGBT i założenia projektu ustawy zaprezentowano podczas kongresu „Wolność w nowoczesnym świecie” i na II Kongresie Kobiet.

Ulrike Lunacek, Grupa Zielonych/Wolny Sojusz Europejski, Parlament Europejski, i Małgorzata Tkacz-Janik, przewodnicząca polskich Zielonych, zapraszają na debatę, podczas której spróbujemy odpowiedzieć, na ile polscy politycy są gotowi na przyjęcie rozwiązań prawnych, które faktycznie wyrównają sytuację osób homoseksualnych w Polsce i zapewnią im równe traktowanie.

Nie lękajmy się rozmawiać!

Program konferencji:

12.00-12.10 – otwarcie konferencji:
dr Małgorzata Tkacz-Janik, przewodnicząca Zielonych
Ulrike Lunacek, Grupa Zielonych/ Wolny Sojusz Europejski, Parlament Europejski

12.10-12.30 – dr Tomasz Kitliński, Uniwersytet im. Marie Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Zieloni, współautor książki Miłość i demokracja: Od wystawy „Niech nas zobaczą” do ustawy o związkach partnerskich

12.30-13.00 – Ulrike Lunacek, grupa Zielonych/ Solny Sojusz Europejski, Parlament Europejski: Europejska debata nad prawami osób LGBT

13.00-15.00 – Działania prawne na rzecz poprawy sytuacji osób LGBT w Polsce z udziałem polityków:
Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, Platforma Obywatelska
Grzegorz Napieralski, przewodniczący SLD
Joanna Kluzik-Rostkowska, Prawo i Sprawiedliwość
Elżbieta Kierzkowska, PSL, wicemarszałek Sejmu
Krystian Legierski, Zieloni

Uwaga: udział polityków w trakcie potwierdzania.

Prowadzenie konferencji: dr Małgorzata Tkacz-Janik, przewodnicząca Zielonych

Zgłoszenia na konferencję: Agnieszka Grzybek, e-mail: agnieszka.grzybek@zieloni2004.pl, tel. 600 120 965

***

Zakład Praw Człowieka WPiA UW, Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich i Projekt: Polska zapraszają na konferencję

Sytuacja prawna osób homoseksualnych w kontekście historycznych i współczesnych rozwiązań prawnych w wybranych krajach europejskich

16 lipca (piątek), godz. 12.00-15.00, Wydział Prawa i Administracji, ul. Lipowa 4, sala A1

Współczesna Europa w ostatnich latach dokonała ogromnego przełomu w kwestii podejścia do gejów i lesbijek. Stało się tak w wyniku upolitycznienia społecznej debaty na temat homoseksualizmu oraz przyjęciu przez przytłaczającą większość krajów zachodniej Europy praw wychodzących naprzeciw oczekiwaniom społeczności LGBT. Polska jako jeden z nielicznych już krajów w tym rejonie świata nie tylko nie przyjęła stosownych regulacji prawnych, ale również nie zdołała przeprowadzić rzetelnej debaty społecznej na temat postulatów zgłaszanych przez polską społeczność LGBT.

Na przykładzie wybranych krajów zostaną omówione mechanizmy prowadzące do pobudzenia wewnętrznej debaty, w wyniku której doszło do zmiany prawa i uchwalenia rozwiązań regulujących sytuację prawną osób pozostających w związkach jednopłciowych. Podczas konferencji oceniony zostanie również zakres przyjętej regulacji oraz jej stosowanie w praktyce.

Program konferencji:

12.00-12.10 – otwarcie konferencji:

Krystian Legierski – przedstawiciel Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich
Igor Ostrowski – przedstawiciel „Projekt: Polska”
Wolfgang Templin – dyrektor Przedstawicielstwa Fundacji im. Heinricha Bölla

12.10-13.15 – panel pierwszy Homobiografie:

Dustin Lance Black – amerykański scenarzysta, reżyser, producent i montażysta filmowy oraz aktywista na rzecz tolerancji osób homoseksualnych. Zdobywca Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny do filmu Obywatel Milk.

Dyskusję moderuje Tomasz Raczek – krytyk filmowy i publicysta, autor programów radiowych i telewizyjnych.

13.15 – 13.35 – przerwa na kawę

13.35 – 15.00 – panel Homoseksualizm a polityka i prawo: związki jednopłciowe:

Ulrike Lunacek - deklaruje się jako pierwsza otwarta lesbijka wybrana do austriackiego parlamentu. W latach 1999–2009 posłanka w parlamencie austriackim, od 2009 deputowana do Parlamentu Europejskiego. W latach 2006 – 2009 pełniła funkcję współprzewodniczącej Europejskiej Partii Zielonych.
Volker Beck - od 1994 roku deputowany do Bundestagu. Doradca w Komitecie ds. Sankcji przy Radzie Bezpieczeństwa ONZ, obrońca praw do odszkodowania pracowników przymusowych poszkodowanych przez III Rzeszę. Przyczynił się istotnie do uchwalenia przez Bundestag ustawy o legalizacji w Niemczech związków partnerskich gejów i lesbijek. Otwarcie też mówi o swoim homoseksualizmie.

Dyskusję moderują: Igor Ostrowski i Krystian Legierski.

Konferencja organizowana jest przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla.

***

Już za kilka dni w Warszawie odbędzie się EuroPride – najważniejsza europejska Parada Równości. Na cały przedparadowy tydzień Lambda Warszawa przygotowała szereg imprez, które nazwaliśmy „Lambda Café”.

Od piątku 9 lipca, do niedzieli 18 lipca zapraszamy na Żurawia 24A – do naszej siedziby, gdzie można będzie mile spędzić czas, obejrzeć film, uczestniczyć w dyskusjach, oglądać wystawy.

Oto program naszych działań:

Starting from Friday, 9th of July until Sunday, 18th of July you are invited to come to our office on Żurawia 24A. You will have an opportunity to see a movies, participate in discussions and debates, see exhibitions and just enjoy the time.

Check the list of our activities below:

Piątek, 9 lipca / Friday, 9th of July:
- 18.00 – inauguracja “Lambda Café” / inauguration of ”Lambda Café”;
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Całkowite zaćmienie / Total Eclipse" (Agnieszka Holland).

Sobota, 10 lipca / Saturday, 10 of July:
- 12.00 – 20.00 – “Lambda Café”;
- 16.00 – otwarcie wystawy “PRZYPIĘTE, ZAANGAŻOWANE” – wystawy “tęczowych” pinsów / opening of exhibition „ATTACHED-ENGAGED” – exhibition of LGBT’ pins;
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Rocky Horror Picture Show" (Jim Sharman).

Niedziela, 11 lipca / Sunday, 11 of July:
- 12.00 – 20.00 – “Lambda Café”;
- 17.00 – otwarcie wystawy prac Daniela Sally / opening of exhibition of Daniel Sally’s works (www.danielsally.com);
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Statek miłości / BoatTrip" (Mort Nathan).

Poniedziałek, 12 lipca / Monday, 12 of July:
- 12.00 – 22.00 – “Lambda Café”;
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Gay Sex in the '70s." (Jaseph F.Lovett).

Wtorek, 13 lipca / Tuesday, 13 of July:
- 12.00 – 22.00 – “Lambda Café”;
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Lato miłości / My Summer of Love" (Paweł Pawlikowski).

Środa, 14 lipca / Wednesday, 14th of July:
- 12.00 – 22.00 – “Lambda Café”;
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Plotka / Le Placard" (Francis Veber)

Czwartek, 15 lipca / Thursday, 15th of July:
- 12.00 – 24.00 – “Lambda Café”;
- 17.00 – otwarcie antydyskryminacyjnej wystawy “Przeciwdziałaj dyskryminacji – to nie jest trudne” / opening of anti-discrimination exhibition „Act against discrimination!”
- 18.00 – Dyskusja “Czy Warszawa jest homo-friendly? Europejskie stolice a środowiska LGBT” (goście: Karolina Malczyk-Rokicińska – miejska pełnomocniczka ds. równego traktowania; Wojciech Karpieszuk – „Gazeta Stołeczna”, Yga Kostrzewa – Lambda Warszawa) / „Is Warsaw homo-friendly? European capitals and LGBT society” – discussion.
- 20.00 – pokaz filmowy / movie screening: "Ogień / Fire" (Deepa Mehta).

Piątek, 16 lipca / Friday, 16th of July:
- 12.00 – 24.00 – “Lambda Café”;
- 10.30 – 15.30 – szkolenia antydyskryminacyjne / anti-discrimination training.
- 14.00 – 16.00 – Spacer po „Homo-Warszawie” / walk-tour through „Queer-Warsaw” (start: Nowy Wspaniały Świat);
- 16.00 – spotkanie po spacerze „Homo-Warszawa” / meeting after „Queer-Warsaw” walk-tour;
- 19.00 – polska premiera włoskiego filmu „Due volte genitori/Parents reborn” / Polish premiere of Italian movie “Due volte genitori/Parents reborn”. Po filmie - spotkanie z reżyserem i dyskusja „Codzienne życie gejów i lesbijek w Europie” – prezentacja sytuacji społecznej osób homoseksualnych w wybranych krajach Europy / Every-day life of gays and lesbians in Europe – presentation of social situation of homosexual people in selected European countries.

Sobota, 17 lipca / Saturday, 17th of July:
- 12.00 – 16.00 – EuroPride;
- 16.00 – 24.00 – “Lambda Café”;
- 16.00 – 20.00 – dyżur psychologiczny i prawny / psychological and law consultations.

Niedziela, 18 lipca / Sunday, 18th of July:
- 12.00 – 22.00 – “Lambda Café”;
- 13.00 – 14.00 – Start gry miejskiej / start of city-game;
- 12.00 – 15.00 – dyżur psychologiczny i prawny / psychological and law consultations.

Uwaga, program może ulec zmianie! / Attention, programme may change!

10 lipca 2010

Zielony samorząd tuż tuż

Warszawskie koło partii Zieloni rozpoczyna działania, mające skutkować w stworzeniu szerokiego, alternatywnego wobec konserwatywnych PO i PiS, bloku w wyborach do Rady Miasta. Uważamy, że Warszawa potrzebuje przyspieszenia - rozwoju nowoczesnej przestrzeni publicznej, dalszych inwestycji na rzecz transportu publicznego, kultury i równych szans - niezależnie od płci, zasobności portfela, orientacji seksualnej, wiary, przekonań czy stopnia sprawności fizycznej. Samodzielne rządy Platformy Obywatelskiej w Warszawie uznajemy za zagrożenie dla jej zrównoważonego rozwoju i podtrzymywania negatywnych tendencji, które obserwujemy - słabej polityki lokalowej i kulturalnej, braku reakcji na grodzenie się miasta, powolny tryb uchwalania planów zagospodarowania przestrzennego.

- Pozostajemy otwarci na różne scenariusze startu w wyborach samorządowych w Warszawie - mówi Irena Kołodziej, przewodnicząca warszawskich Zielonych. - W roku 2006, szczytowej polaryzacji między konserwatywną Platformą Obywatelską a konserwatywnym Prawem i Sprawiedliwością i silną konkurencją w postaci Lewicy i Demokratów, udało się nam zdobyć 1,68% głosów w wyborach do Rady Miasta, w Śródmieściu wskaźnik ten wyniósł 2,39%, a na Ursynowie i w Wilanowie - 2,45%. To olbrzymie zaufanie, okazane wtedy naszej partii, pokazuje, że jesteśmy w stanie osiągać niezłe wyniki, mimo znacznie skromniejszych środków finansowych w porównaniu do większych formacji, a także rygorystycznej ordynacji wyborczej, utrudniającej rozwój małym i nowym ugrupowaniom. Zielona polityka w Warszawie ma solidne podstawy, co udowodniliśmy nie tylko w wyborach, ale też ciężką pracą - dość przypomnieć nasz wkład w ratowanie przedsiębiorstwa zajmującego się recyklingiem "Ekon" i obroną Pola Mokotowskiego. Chcemy, by wartości, o które walczymy, miały swoją reprezentację w Radzie Miasta.

- Kontynuujemy nasze działania na rzecz powstania alternatywy dla PO i PiS w wyborach lokalnych - kontynuuje Bartłomiej Kozek, przewodniczący koła. - Po swojej stronie mamy doświadczenie kilkuletniej pracy na rzecz zielonej, otwartej, postępowej Warszawy. Mamy także wiedzę Zielonych z innych miast Europy - w tym miast partnerskich stolicy Polski - które i którzy w praktyce udowodnili, że zielona polityka przyczynia się do poprawy jakości życia. Planujemy sprawdzić pod kątem ważnych dla nas kwestii programy polityczne i głosowania w Radzie Miasta polityczek i polityków innych partii, w wyniku czego powstanie Zielony Indeks Warszawski. Z chęcią będziemy współpracować ze siłami politycznymi, podzielającymi naszą wizję miasta - dla ludzi i do życia. Wszelkie porozumienia o współtworzeniu szerszego porozumienia politycznego, skupiającego progresywną, europejską wizję Warszawy, opierać będziemy na zasadzie partnerskiej współpracy i zgodności programowej. Wspólnymi siłami, we współpracy także z organizacjami pozarządowymi i lokalnymi społecznościami chcemy budować Zieloną Warszawę Nowej Generacji. Jest czym się zajmować - od zmian w polityce odpadowej po zagospodarowanie Wisły, od walki z dyskryminacją po świecki samorząd. Monopol PO w Warszawie tych problemów wielu z tych problemów nie rozwiąże, dlatego pragniemy współtworzyć progresywną alternatywę, która mu zapobiegnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...