15 kwietnia 2010

Polityka po Smoleńsku

Obawiam się, że w Polsce żałoba się skończyła - nie ta oficjalna, ale bardziej społeczna - już we wtorek, kiedy pojawiły się pomysły na pochowanie Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu. Nie będę tu pisał, jak bardzo się oburzam na ten pomysł, może dlatego, że nie jest on dla mnie aż tak oburzający. Rozumiem głosy sceptycyzmu, ale coraz bardziej kuriozalne grupy w serwisach społecznościowych, odsyłające prezydenta do piramidy Cheopsa, sprawiają, że trudno mi stanąć po ich stronie. Obawiam się, że w zakamuflowanej formie wraca stare, i znów estetyka staje się ważniejsza od polityki. Polityka tymczasem staje się tym ważniejsza, im bardziej usiłuje powiedzieć się nam, że teraz powinniśmy poddać się nastrojowi zadumy i refleksji. Nie mam pojęcia, jak jedno może przeczyć drugiemu, ale nad Wisłą, jak widać, innej wizji dyskusji o państwie i świecie poza wzajemnym pluciem sobie w twarz się nie dorobiliśmy. Trochę szkoda, bo wystarczy rzut oka na głównych politycznych graczy by zobaczyć, że operują na zupełnie nowym dla siebie gruncie:

Platforma Obywatelska

Ma w tym momencie wszystko. Paradoksalnie może być tak, że najlepsze kandydatury urzędników, których należy zastąpić, partia ta wystawi w najbliższych dniach. Oczywiście na nominowanie w czasie żałoby patrzy się krzywo, a jednak sam jej fakt może powściągać dążenie do łatwego przejęcia pełni władzy w państwie. Za parę tygodni ponadpartyjna zgoda nie będzie PO już do niczego potrzebna - chyba, że partia ta zdecyduje się odczekać aż do wyborów prezydenckich. Wtedy - jeśli je wygra - zobaczymy zastępy "ponadpartyjnych fachowców", o których już po cichu przebąkuje się na mniej eksponowanych stronach internetowych, np. Leszka Balcerowicza jako nowego-starego szefa NBP. Komentatorki i komentatorzy ostrożnie, ale zaczynają przyznawać, że żyjemy na chwilę obecną w państwie zdominowanym przez jedną partię, od zachowania której zależy, czy i w jakim tempie zechce ona przejąć praktycznie pełną władzę nad instytucjami publicznymi. Opozycji trudno będzie ten proces powstrzymać.

Prawo i Sprawiedliwość

Straciło bardzo wiele ważnych dla siebie postaci - dla przykładu Grażynę Gęsicką i Aleksandrę Natalli-Świat, dające formacji braci Kaczyńskich łagodniejszy i jednocześnie bardziej merytoryczny wymiar. Jarosław Kaczyński stoi przed nie lada zadaniem - cały proces odbudowy spoczywa prawie wyłącznie na nim, i to w czasie, kiedy musi mierzyć się z osobistą tragedią. Co by nie mówić, był czas, kiedy potrafił trząść polską sceną polityczną - czy takie wyzwanie przerośnie go, czy też doda sił do realizacji wizji, w którą wierzy? Jak będzie wyglądał kierunek działań partii w najbliższym czasie - czy skupi się ona na odbudowie zasobów ludzkich, stopniowym kształceniu nowych, partyjnych elit? Czy dojdzie do porozumienia z małymi, ale wpływowymi i mającymi dość wyrazistych liderów środowiskami Prawicy Rzeczypospolitej i Polski Plus, jak mogłyby wskazywać plotki o wycofaniu się Dorna i Jurka z wyborczej rozgrywki? A może nowe czasy wymagają nowej strategii - jeśli tak, to jaka ona miałaby być? Pytań jest całkiem sporo, więc jeśli zestawi się je z panującym wewnątrz partii nastrojem jedno jest pewne - sam powrót do normalnego jej funkcjonowania będzie wielkim sukcesem, natomiast sukcesy w wyborach będą zależały od tego, czy uda się im znaleźć narrację, która będzie bardziej atrakcyjna od "małej stabilizacji" według PO.

Lewica

Poza utratą kandydata na prezydenta klub parlamentarny stracił dwie kobiety, tworzące jego nowoczesny, nie utożsamiany z postkomunizmem wizerunek. Jolanta Szymanek-Deresz, wieloletnia współpracownica Aleksandra Kwaśniewskiego, a także Izabela Jaruga Nowacka, swego czasu przewodnicząca Unii Pracy i wicepremiera za czasów rządów SLD, aktywnie działająca na rzecz praw kobiet, pojawiały się zresztą w kuluarach dyskusji na temat prezydenckiego kandydata "na lewo od PO". Na chwilę obecną Sojusz, zdominowany przez Grzegorza Napieralskiego, ma do czynienia z dość sporym niedoborem osobowości politycznych. Ryszard Kalisz regularnie obrywał za swoje odważne tezy polityczne, Wojciech Olejniczak został przeniesiony do Brukseli, a rosnąca gwiazda Bartosza Arłukowicza również ma dość niepewną, samodzielną pozycję - tym bardziej, że nie jest on jeszcze członkiem partii. Kobieca jej reprezentacja, mocno uszczuplona, będzie miała spore problemy w Sejmie - i znów, Joanna Senyszyn urzęduje w europarlamencie, a Katarzyna Piekarska znajduje się obecnie poza Wiejską. Sytuacja SLD również nie jest wesoła, tym bardziej, że nie ma tu chyba lidera, na charyzmę którego można w tym trudnym momencie liczyć.

Prezydentura 2010

Z jednej strony wydaje się, że przedterminowe, czerwcowe wybory już się skończyły, a obecny okres przejściowy jest tylko momentem swobodnego przejścia Bronisława Komorowskiego z urzędu marszałka Sejmu do Pałacu Prezydenckiego. Nie chcę mi się specjalnie wierzyć w to, że PiS zrezygnuje z pojedynku - start Jarosława Kaczyńskiego być może scementowałby ugrupowanie, natomiast ilość elektoratu negatywnego sprawia, że mało prawdopodobne byłoby jego zwycięstwo - dość wspomnieć internetową "wrzawę wawelską", za parę dni może być już tylko gorzej. Nieco więcej ugrać mógłby Zbigniew Ziobro, który zająłby prawą flankę i mógłby dobrze wstrzelić się w pojawiające się ostatnimi czasy tendencje konserwatywne, z dążeniem do zaspokojenia poczucia bezpieczeństwa włącznie. Z kolei Joanna Kluzik-Rostkowska byłaby kandydatką najbardziej otwierającą perspektywy pozyskania nie-PiS-owskich środowisk politycznych (włącznie z częścią elektoratu lewicowego) i kto wie, czy realnej szansy na wyborczy sukces.

Środowiska "na lewo od PO" nie są w dobrej sytuacji. Wycofanie się Tomasza Nałęcza z prezydenckiego wyścigu daje szansę na wspólnego kandydata i zbliżenie SLD i SDPL. Andrzej Olechowski na obecnej sytuacji nie zyskuje zbyt wiele i powoli traci swoją pozycję "alternatywy dla PO i PiS". Pytanie, kto będzie lewicowym kandydatem - Borowski, Kalisz, Arłukowicz? Z jednej strony trudno o tym w tym momencie mówić, z drugiej zaś nie chcę mi się wierzyć, że konkurencja dla PO będzie chciała zmienić prezydencki wyścig w teatr jednego aktora i przegrać na własne życzenie. Tym bardziej, że brak przeciwwagi dla rządów PO, po opadnięciu emocji, mógłby się okazać niespecjalnie pożądany.

14 kwietnia 2010

W zielonej sieci - odc. 28

Blogi:

- Adam Ramsay opowiada o znaczeniu kampanii parlamentarnej w okręgu Norwich South.

- Derek Wall pokazuje z kolei, że wspierana przez Zielonych Anglii i Walii Salma Yaqoob również ma spore szanse na wejście do Izby Gmin i tworzenie w jej obręgie frontu na rzecz progresywnej polityki.

- Richard Lawson o spotkaniu z konkurentką dla Caroline Lucas w Brighton Pavilion - konserwatystką, Charlotte Vere.

- Kadencja brytyjskiego parlamentu się kończy, ale nieciekawe ustawy zostają - na przykład ta o cyfrowej ekonomii, którą zainteresował się Matt Sellwood.

- Konserwatywny związek między przekonaniami etycznymi a polityką podatkową zgłębia Andrew Collingwood.

- Wybory to czas podejmowania zobowiązań - Glenn Vowles daje ich całkiem sporo, na przykład co do zapewnienia darmowych posiłków w szkołach, dla wszystkich dzieci.

- Nic Marks na blogu New Economics Foundation pokazuje, jak system większościowy osłabia realną siłę głosu.

- Stanowisko Davida Camerona ws. aborcji nie podoba się Jimowi Jeppsowi.

- Molly Scott Cato opowiada o ekonomii opieki.

Partie:

- Niemcy: Cem Oezdemir składa kondolencje Polkom i Polakom w związku z katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem.

- Austria: 100 milionów euro zadośćuczynienia powinno trafić do ofiar molestowania seksualnego przez księży.

- Europa: EPZ przesyła nam również kondolencje, grupa Zielonych w PE cieszy się na sukces wyborczy węgierskiej LMP.

- Anglia i Walia: Płace powinny dawać szanse na godne życie.

- Kanada: Przewodnicząca Zielonych krytykuje medialne pomysły na rozwiązanie partii w celu wymuszenia wprowadzenia ordynacji proporcjonalnej.

- Irlandia: Rozpoczyna się program promowania aut na prąd.

- Australia: Walka o prawa uchodźców.

- Czechy: Zagrożone prawo samorządów do odmawiania hazardu na ich terenie.

- Holandia: Przedterminowe wybory coraz bliżej.

YouTube:

Spersonalizowne klipy wideo wysyłane do znajomych mają pomóc Zielonym Anglii i Walii w historycznym sukcesie w maju. Trzymając kciuki, prezentujemy ich klip.

13 kwietnia 2010

Nauczmy się rozmawiać

W ostatnich dniach odczuwam pewien dysonans poznawczy. Nie ukrywam, że jest mi przykro, ani też nie zamierzam patrzeć się z góry na osoby, które nagle zaczęły gromadzić się na placach i ulicach, zapalać znicze i kłaść kwiaty w hołdzie zmarłym. Nie zwalam tego na karb polskiej martyrologii, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dokładnie takie same obrazki widzielibyśmy na ulicach Londynu, Paryża, Madrytu czy Waszyngtonu, gdyby podobna tragedia dotknęła tamtejsze stolice. To w jakimś sensie naturalny, ludzki odruch, trochę związany z naszą regularnie dziś wygaszaną potrzebą wspólnotowości i bezpieczeństwa, trochę też odtwarzający badane przez antropologów rytuały, obecne praktycznie w każdej kulturze. 5 lat temu, przyznaję się bez bicia, również płakałem po papieżu, choć już nie poczuwałem się do bycia katolikiem, a wraz z upływem lat narastał mój sceptycyzm do części jego działań. Założenie, że w obliczu tak dużych wstrząsów zatomizowane społeczeństwa nowego kapitalizmu nagle zaczną merytoryczną dyskusję i powściągną emocje, trąci dość sporą naiwnością. No i pytanie - czy skoro jako jednostki nie zawsze jesteśmy w stanie zachowywać się racjonalnie i kontrolując emocje, to czy mamy prawo wymagać tego samego od wspólnoty ludzi, którzy mimo wszystko pragną mieć poczucie, że cokolwiek ich łączy?

Dysonans mój łączy się z czymś nieco innym. Korzystając z tego, że w internecie można teraz przez jakiś czas za darmo śledzić przekaz kanałów informacyjnych, a także przy lekturze niektórych artykułów, zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby zdarzało nam się czasem milczeć niż komentować. Staram się zwracać uwagę na to, w jaki sposób dyskutuje się z politycznymi oponentami i czy argumenty kierowane w debacie są merytoryczne, czy też nie. Nie zamierzam ukrywać, że politycznie z Lechem Kaczyńskim dzieliło mnie wiele i nie ma co tego ukrywać - żal nad straconym życiem nie musi oznaczać zamazywania realnych podziałów. Bardzo ciekawie zresztą opowiedział o tym w wywiadzie prasowym Władysław Frasyniuk, który - pomimo sporych ideowych różnic - pozostał dla prezydenta przyjacielem. Bardzo to jednak dziwne, że do niedawna raczej wieszano na nim psy nie tylko za jego prezydenckie weta (bez refleksji nad ich ideowymi źródłami), ale też za wygląd, brak ogłady czy inne, tego typu cechy. Dziś w tych samych mediach słyszymy o nim jako o "wielkim polityku", "politycznym przywódcy" etc. Potrafię sobie wyobrazić, że to praktyczna realizacja przypowieści o synu marnotrawnym, ale nie potrafię powstrzymać się od sceptycyzmu...

To nie tylko kwestia Kaczyńskiego, chociaż w jego wypadku jest to przykład najbardziej skrajny. Żaden inny polityk nie musiał nasłuchiwać się pytań dotyczących jego alkoholizmu, które "czwarta władza" bardzo chętnie nagłaśniała. Nasłuchiwaliśmy się uwag dotyczących jego wzrostu, prezencji, sposobu mówienia - a jakoś znacznie rzadziej chcieliśmy słuchać tego, co ma do powiedzenia. Czasem z tym, co mówił, bardzo się nie zgadzałem, czasem zaskakiwała mnie pewna zbieżność, nigdy nie miałem do niego pretensji co do tego, że skoro konstytucja daje mu określone uprawnienia, a nie zgadza się z wymową pewnych ustaw, to je wetuje - w tym postpolitycznym świecie jego sposób uprawiania polityki był jednocześnie anachroniczny i całkiem ożywczy, w kostiumie myśli z XIX wieku będąc cierniem na PR-owym zarządzaniu wśród błysku fleszy. Mało kto jest bez winy - trudno zabraniać satyry, w tym tej cierpkiej, problem w tym, kiedy jej ostrze jest skierowane asymetrycznie i przysłania realną dyskusję.

To zresztą nie tylko casus Lecha Kaczyńskiego. Izabelę Jarugę-Nowacką, wykształconą, inteligentną kobietę, walczącą o ich równy status w społeczeństwie, latami portretowano wraz z innymi feministkami jako "babochłopa", nazywano "betonem, który należałoby oblać kwasem solnym", co usłyszała z ust jednego z kościelnych hierarchów. Problemy, jakie poruszała, umiejętnie zamiatano pod dywan, cytując wyrwane z kontekstu frazy, a jednak - pomimo tej sytuacji - była ona regularnie wybierana na posłankę w swoim okręgu na Pomorzu. Mało kto w mediach jest w stanie uwierzyć, że ludzie mogą wybierać swoje przedstawicielki i przedstawicieli nie tylko pod kątem doboru kolorystycznego krawata do koszuli, ale ze względu na ich poglądy i konsekwentne ich głoszenie. Taka konstatacja daje nadzieję na to, że doczekamy się jeszcze kiedyś powrotu tego, co publiczne i polityczne do naszych serc i umysłów.

Chciałbym wierzyć, że "jeszcze będzie normalnie", że ten dysonans stanie się dla osób parających się polityką i mediami przestrogą, by drugi raz nie iść tą drogą. Debata polityczna potrzebuje sporów o idee, a nie o to, czy ktoś sepleni albo się jąka. Ta wiara jest już bardzo wątła - tego samego oczekiwano w już w pamiętnym 2005 roku, nie wyszło. Pierwsze pojawiające się w przestrzeni publicznej pomysły - takie jak nazwanie Stadionu Narodowego imieniem Lecha Kaczyńskiego czy też sugestie Jarosława Gowina na temat "ponadpartyjnego kandydata na prezydenta" nie napawają optymizmem, świadcząc o niezrozumieniu tego, do czego służy polityka. Polityka służyć ma zaspokajaniu ludzkich potrzeb, reprezentowaniu ich i wcielaniu w życie, nie zaś czołobitnemu narzucaniu sztucznej jedności i zasypywaniu pod dywan realnych, istniejących w naszym społeczeństwie sporów. Niestety, symbol nadal trzyma się mocniej niż idee, które ma wyrażać.

12 kwietnia 2010

Na Węgrzech polityka może być inna

Być może trudno jest nam iść dalej z codzienną działalnością i relacjonowaniem żyjącego świata, kiedy wokół widzi się tak wiele bólu i smutku po sporej tragedii, jednak o jednym wydarzeniu, co najmniej z kronikarskiego obowiązku (ale też z przyjemnością, aczkolwiek nie aż tak dużą, gdyby lotnicza tragedia pod Smoleńskiem nie miała miejsca) wspomnieć należy. W najbliższych dniach na temat wpływu tragicznego lotu na polską rzeczywistość polityczną będzie jeszcze czas mówić, teraz z kolei przejdę jednak do wydarzenia praktycznie z ostatniej chwili - nadal bowiem wyniki wyborów parlamentarnych na Węgrzech są kwestią bardzo świeżą. Co więcej, powiedzenie "Polak, Węgier - dwa bratanki" potwierdza się nawet w wypadku... opóźnienia związanego z wydłużonym działaniem lokali wyborczych. Choć frekwencja w porównaniu do tej z 2006 nie była wyższa, to jednak wprowadzone poprawki do prawa wyborczego, umożliwiające głosowanie poza miejscem zamieszkania jedynie w ściśle określonych komisjach doprowadziły do niemałego chaosu, dającego pretekst do zastanawiania się, czy politycy nie zdecydują się na podważanie wyników wyborów.

Kiedy Andras Schiffer, lider listy wyborczej partii "Polityka może być inna" mówi dziennikarzom, że zdarzył się cud, wcale nie przesadza. Aż do zeszłego roku perspektywy zielonej polityki nad Balatonem nie zapowiadały się ciekawie. Formalnie istniała w tym kraju partia Zielonych, miała ona jednak zupełnie marginalne znaczenie. Grupa intelektualistek i intelektualistów zdecydowała się na obejście tego problemu i założenie własnej organizacji, wciągając w proces jej tworzenia bliskie im sieci kontaktów - ekologicznych, feministycznych, niepostkomunistycznych lewicowców, lewicowych liberałów. W 2009 roku zaskoczyli, zdobywając około 2,5% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wyprzedzając współrządzącą z socjalistami partię liberałów. Ta zupełnie się rozpadła, a jej resztki zdecydowały się na start wespół z mniejszą partią konserwatywną - MDF, która zasiada w tym samym co PiS klubie europarlamentarnym. Alians ten spalił na panewce, bowiem wedle danych z 99% komisji obwodowych uzyskał w niedzielę 2,7% głosów. Nawet w stolicy kraju, Budapeszcie, 5% poparcia, a więc poziom progu wyborczego, nie został osiągnięty (4,7%).

Elektorat zielonych z LMP składa się, jak się wydaje, w dużej mierze z głosów dawnych liberałów, a także z grup elektoratu, mających dosyć rządów MSZP. Socjaliści zasłynęli w ciągu ostatnich 4 lat sporą skalą korupcji i doprowadzeniem kraju do stanu finansowego krachu, który może mocno uderzyć w słabsze grupy społeczne. 7,4% poparcia dla LMP nadal jednak pozostaje dość sporym zaskoczeniem - jeszcze 2 miesiące temu mało który sondaż dawał im szansę na przeskoczenie progu wyborczego, sondażowe słupki zaczęły dość gwałtownie rosnąć dopiero w ostatnim tygodniu kampanii. Efekty tego trendu są dość obiecujące dla dalszego rozwoju partii - dla przykładu w Budapeszcie stała się ona trzecią siłą (z wynikiem 12,8%) po nokautujących wszystkich konserwatystach z Fidesz (46,2%) i socjalistach z MSZP (25,5%), a przed prawicowo-nacjonalistycznym Jobbikiem (10,9%). Na chwilę obecną zieloni mają w węgierskim parlamencie zagwarantowane 5 miejsc na 386 - liczba ta powinna ulec zwiększeniu, jako że tamtejszy system wyborczy jest dość skomplikowany, a alokacja miejsc odbywa się w zarówno w systemie większościowym (za 2 tygodnie II tura wyborów w okręgach jednomandatowych, LMP będzie brała w nich udział w kilkunastu obwodach w Budapeszcie), jak i proporcjonalnym - poprzez listy krajowe i regionalne. Dwucyfrowy poziom parlamentarnej reprezentacji nadal jest zatem całkiem realny.

Jakie źródła sukcesu można w wypadku LMP wyróżnić? Z całą pewnością pomogła im sytuacja polityczna, związana z utratą zaufania wyborczego przez socjalistów, rozpadem liberałów i ogólnym poczuciem, że czas już na zmiany na politycznej scenie. Spójność grupy twórców partii, ich doświadczenie pozapolityczne, poczucie świeżości proponowanej alternatywy i lewicowa odpowiedź na prawicowy populizm - to wszystko ważne czynniki. 220-stronnicowy dokument programowy pokazał, że faktycznie "Polityka może być inna" - co ciekawe, przekaz stricte ekologiczny nie był tutaj przekazem dominującym. Bardzo dużo miejsca w kampanii zielonych zajęły kwestie społeczne i ekonomiczne, związane z uporządkowaniem sytuacji budżetowej przy zachowaniu spójności społecznej, zielona modernizacja, dająca miejsca pracy i umożliwiająca niezależność energetyczną, a także szacunek i wkluczanie tamtejszej licznej społeczności romskiej. Nie pominięto też milczeniem kwestii korupcji i potrzeby demokratyzacji życia publicznego, np. poprzez zwiększenie roli referendów czy też zreformowania systemu wyborczego, w tym poprzez obniżenie progu wyborczego do 3%. Jak widać, tak "materialistycznie" ujęty program, opierający się raczej na podkreślaniu gospodarczych korzyści z ekologicznej modernizacji niż odwołujący się do bardziej postmaterialnej "jakości życia" na gruncie środkowoeuropejskim sprawdził się całkiem nieźle.

Niestety, tym razem wynik LMP jest łyżką miodu w dość sporej beczce dziegciu. Zwycięstwo, aczkolwiek mniejsze niż w ostatnich sondażach, odniósł Fidesz - prawicowa partia dowodzona przez Victora Orbana. Uzyskała ona aż 52,8% głosów, co chyba najlepiej świadczy o poziomie zniechęcenia do poprzedniej ekipy rządzącej. Na 176 okręgów jednomandatowych wygrała ona w 174, przy czym w 119 już dziś - w pierwszej turze. Socjaliści cieszą się dziś z faktu, że udało im się zachować drugie miejsce w wyborczym wyścigu, co nie było takie oczywiste przy rosnącym poparciu dla konkurencji z Jobbik - skrajnego ugrupowania, eurosceptycznego, prowadzącego kampanie nienawiści przeciwko mniejszości romskiej. Różnica nie jest zresztą oszałamiająca - MSZP zdobyła 19,3% głosów, Jobbik zaś - 16,7%. Na chwilę obecną formacje te mają zagwarantowane odpowiednio 28 i 26 mandatów, co pokazuje, że mogą one jeszcze dość dużo zyskać. Z całą pewnością ważne będzie dla nich doprowadzenie do sytuacji, kiedy Fidesz nie będzie miał większości 2/3 głosów (bo bezwzględną ma już dziś), co umożliwiłoby im zmianę konstytucji. Dogrywka za dwa tygodnie może być zatem niezwykle emocjonująca - ważne jednak jest to, że zielonych z politycznego krajobrazu politycznego nie będzie już tak łatwo wymazać.

11 kwietnia 2010

Bez wielu słów...

Zieloni 2004 z ogromnym bólem przyjęli wiadomość o katastrofie samolotu prezydenckiego, w której zginęły wszystkie osoby będące na pokładzie. Ta tragedia ma dla nas wymiar publiczny ale także wymiar osobisty. Bliskim i rodzinom zmarłych składamy najszczersze kondolencje.
Niech Ci błogosławi Pan i niechaj Cię strzeże. Niech rozjaśni Pan oblicze Swoje nad Tobą i niech Ci miłościw będzie. Niech obróci Pan twarz Swoją ku Tobie i da Ci swój święty pokój...

***

The Green Party from Romania expresses solidarity with Poland in this tragic moment of the death of President Lech Kaczyński

Everyone was shocked by the tragic accident this morning that caused the death of the President and the other people in the plane.

The Green Party from Romania is expressing our deepest sympathies for the families of the victims and we express our condolences for all the Polish citizens that are suffering after this tragic event.

We are also expressing our solidarity with the victims of the Katyn massacre during the Second World War.

***

OTTAWA -- The Green Party of Canada expresses its deep sympathy for Poland after the sudden death of President Lech Kaczynski, his wife Maria, Franciszek Gagor, Slawomir Skrzypek, Deputy Foreign Minister Andrzej Kremer and the many other members of the Polish government. This terrible plane crash is a loss for the entire world.

The death of these officials is truly saddening for all Canadians, and particularly for Polish-Canadians. Our thoughts and prayers go to the families of those taken so suddenly. Their willingness to work on behalf of their country will be remembered and appreciated.

As Poland now comes together in sadness, we send our hopes and best wishes that the country will be able to overcome this great loss and upheaval.


***

1. Kaczyński Lech, Prezydent RP
2. Kaczyńska Maria, Małżonka Prezydenta RP
3. Kaczorowski Ryszard, były Prezydent RP na uchodźstwie
4. Agacka-Indecka Joanna, Przewodnicząca Naczelnej Rady Adwokackiej
5. Bąkowska Ewa, wnuczka Gen. bryg. Mieczysława Smorawińskiego
6. Błasik Andrzej, Dowódca Sił Powietrznych RP
7. Bochenek Krystyna, wicemarszałkini Senatu RP
8. Borowska Anna Maria, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji
9. Borowski Bartosz, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji
10. Buk Tadeusz, Dowódca Wojsk Lądowych RP
11. Chodakowski Miron, Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego
12. Cywiński Czesław, Przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK
13. Deptuła Leszek, przedstawiciel Parlamentu RP (PSL)
14. Dębski Zbigniew, członek Kapituły Orderu Wojennego Virtutti Militari
15. Dolniak Grzegorz, przedstawiciel Parlamentu RP (PO)
16. Doraczyńska Katarzyna, biuro prasowe Kancelarii Prezydenta
17. Duchnowski Edward, Sekretarz Generalny Związku Sybiraków
18. Fedorowicz Aleksander, tłumacz języka rosyjskiego
19. Fetlińska Janina, senatorka RP
20. Florczak Jarosław, funkcjonariusz BOR
21. Francuz Artur, funkcjonariusz BOR
22. Gągor Franciszek, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
23. Gęsicka Grażyna, przedstawicielka Parlamentu RP (PIS)
24. Gilarski Kazimierz, Dowódca Garnizonu Warszawa
25. Gosiewski Przemysław, przedstawiciel Parlamentu RP (poseł PiS)
26. Gostomski Bronisław, ks. prałat
27. Handzlik Mariusz, Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP
28. Indrzejczyk Roman, Kapelan Prezydenta RP
29. Janeczek Paweł, funkcjonariusz BOR
30. Jankowski Dariusz, Biuro Obsługi Kancelarii Prezydenta RP
31. Jaruga-Nowacka Izabela, przedstawicielka Parlamentu RP (Lewica)
32. Joniec Józef, Prezes Stowarzyszenia Parafiada
33. Karpiniuk Sebastian, przedstawiciel Parlamentu RP (PO)
34. Karweta Andrzej, Dowódca Marynarki Wojennej RP
35. Kazana Mariusz, Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ
36. Kochanowski Janusz, Rzecznik Praw Obywatelskich
37. Komornicki Stanisław, Przedstawiciel Kapituły Orderu Virtutti Militari
38. Komorowski Stanisław Jerzy, Podsekretarz Stanu w MON
39. Krajewski Paweł, funkcjonariusz BOR
40. Kremer Andrzej, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
41. Król Zdzisław, Kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej 1987-2007
42. Krupski Janusz, Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
43. Kurtyka Janusz, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej
44. Kwaśnik Andrzej, Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich
45. Kwiatkowski Bronisław, Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych RP
46. Lubiński Wojciech, lekarz prezydenta RP
47. Lutoborski Tadeusz, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji
48. Mamińska Barbara, Dyrektorka w Kancelarii Prezydenta RP
49. Mamontowicz-Łojek Zenona, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji
50. Melak Stefan, Prezes Komitetu Katyńskiego
51. Merta Tomasz, Podsekretarz Stanu w MKiDN
52. Michałowski Dariusz, funkcjonariusz BOR
53. Mikke Stanisław, Wiceprzewodniczący ROPWiM
54. Natalli-Świat Aleksandra, przedstawicielka Parlamentu RP (PiS)
55. Natusiewicz-Mirer Janina, działaczka społeczna
56. Nosek Piotr, funkcjonariusz BOR
57. Nurowski Piotr, szef PKOL
58. Orawiec-Löffler Bronisława, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji
59. Osiński Jan, Ordynariat Polowy Wojska Polskiego
60. Pilch Adam, Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe
61. Piskorska Katarzyna, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji
62. Płażyński Maciej, Prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska"
63. Płoski Tadeusz, Ordynariusz Polowy Wojska Polskiego
64. Pogródka-Węcławek Agnieszka, funkcjonariusz BOR
65. Potasiński Włodzimierz, Dowódca Wojsk Specjalnych RP
66. Przewoźnik Andrzej, Sekretarz ROPWiM
67. Putra Krzysztof, wicemarszałek Sejmu RP
68. Rumianek Ryszard, Rektor UKSW
69. Rybicki Arkadiusz, przedstawiciel Parlamentu RP
70. Seweryn Wojciech, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji
71. Skąpski Andrzej Sariusz, Prezes Federacji Rodzin Katyńskich
72. Skrzypek Sławomir, Prezes Narodowego Banku Polskiego
73. Solski Leszek, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji
74. Stasiak Władysław, szef Kancelarii Prezydenta RP
75. Surówka Jacek, funkcjonariusz BOR
76. Szczygło Aleksander, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
77. Szmajdziński Jerzy, wicemarszałek Sejmu RP
78. Szymanek-Deresz Jolanta, przedstawicielka Parlamentu RP (Lewica)
79. Tomaszewska Izabela, Dyrektorka Zespołu Protokolarnego Prezydenta RP
80. Uleryk Marek, funkcjonariusz BOR
81. Walentynowicz Anna, legendarna działaczka Solidarności
82. Walewska-Przyjałkowska Teresa, wiceprezeska Fundacji Golgota Wschodu
83. Wassermann Zbigniew, przedstawiciel Parlamentu RP
84. Woda Wiesław, przedstawiciel Parlamentu RP
85. Wojtas Edward, przedstawiciel Parlamentu RP
86. Wypych Paweł, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP
87. Zając Stanisław, senator RP
88. Zakrzeński Janusz, wybitny polski aktor
89. Zych Gabriela, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji

LISTA CZŁONKIŃ I CZŁONKÓW ZAŁOGI

90. Protasiuk Arkadiusz, Kapitan
91. Grzywna Robert, członek załogi
92. Michalak Andrzej, członek załogi
93. Ziętek Artur, członek załogi
94. Maciejczyk Barbara, stewardessa
95. Januszko Natalia, stewardessa
96. Moniuszko Justyna, stewardessa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...