21 marca 2010

Ta "Ekipa" nie zachwyca

Znalazłem w końcu nieco czasu, by przyjrzeć się chwalonemu przez krytyków serialowi Agnieszki Holland "Ekipa". Celowo nie ferowałem wyroków po (nomen omen) premierowym odcinku i grzeczni przejrzałem kolejne, by sprawdzić, czy mój sceptycyzm nie zostanie rozwiany. Nie został, tak jak nie zmienił się w tym czasie sposób konstruowania rzeczywistości, która nie jest niestety tak przekonująca, jak chociażby amerykański "Prezydencki poker".

Już sama czołówka pokazuje inteligencką tęsknotę za sanacją i II RP, wystarczy spojrzeć na orła z serialowej czołówki by zobaczyć, że jest to godło z pierwszych lat po odzyskaniu niepodległości z 1918 roku, nie zaś jego współczesna wersja. W mieszkaniach i oficjalnych budynkach sporo jest stylizowanych mebli czy przypominających o przeszłości obrazów. Także samo zawiązanie akcji wokół ugrupowania pozornie centrowego, które opiera się na merytokracji i technokratycznym zarządzaniu, przypomina bardziej zmieszanie BBWR z UW niż współczesną formację z dojrzałego, politycznego spektrum. Zamiast zaproponować nam nieco bardziej optymistyczny wizerunek polityki (co nie znaczy, że nieprawdziwy) jako sporu idei i różnych racji, cała zabawa polegać ma na znalezieniu "człowieka znikąd", który przywróci nieco sfastrygowanemu ugrupowaniu PR-owy wdzięk i przypomni o rozwiązaniach problemów, które mają wyglądać na prawdziwe węzły gordyjskie. Może sobie nawet powiedzieć coś o prawach człowieka do przedstawiciela chińskiego rządu, ale tłumaczka i tak powie z tego tyle, że Gorzów to piękne miasto. Ah, te kłopotliwe wartości!

Premier, oskarżony o współpracę z SB, znajduje na swoje miejsce profesora ekonomii i politologii, Andrzeja Turskiego z Zamościa. Już od tego momentu zapalić się powinna lampka ostrzegawcza - oto po raz kolejny pokazuje się nam, że tylko "wykształciuch" może odpowiednio pokierować krajem. Postać to niesamowita - uczy w dość małej mieścinie, ma zatem wyglądać na outsidera. Ma symbolizować wiarę w to, że ludzki talent zostanie dostrzeżony i że merytorycznie przygotowany kandydat zostanie ostatecznie doceniony przez politycznych wyjadaczy i "zrobi porządek". Sęk w tym, że wraz z nominacją, pozbawiony zaplecza, dziedziczy ze sobą, sam decydując się na taki krok, praktycznie całą tytułową "ekipę". O żadnej gwałtownej zmianie kursu nie ma zatem mowy, chociaż estetycznie może wydawać się on bardziej interesujący od poprzednika.

Jak zatem wyglądają jego pomysły na rzeczywistość? Jeszcze w Zamościu, po szybowaniu w powietrzu (sport bardziej wyrafinowany niż gra w piłkę) opowiada przybywającemu do niego z informacją o nominacji urzędnikowi o tym, czym jest policy. Jak jednak realizować policy w kraju, w którym nie ma politics? Odpowiedzi na to pytanie nie poznajemy, nie wytwarza się zresztą jej potrzeby - no bo jak to tak, pytać o politykę profesora politologii? Mamy tu do czynienia z zupełną postpolityką, w której wynajduje się osoby zarządzające, a nie rządzące. Niech nie zmyli nikogo ostra riposta Turskiego na odpowiedź urzędniczki, że oto sprywatyzowany zakład nie należy do kompetencji rządu - urzędniczka zostaje na stanowisku, a on sam ujawnia pewne elementy tkliwości w swoim postępowaniu wobec niej. Jedzie do fabryki, lituje się nad głodującą matką, poprzez znajomości załatwia unijne pieniądze na zmianę profilu produkcji (biopaliwa) - wszystko pięknie i kolorowo, prosto i oczywiście. Wszak sam premier deklaruje, że czas, by rząd zajął się rozwojem kraju, a nie polityką. Widać, że Donald Tusk musiał czerpać z serialu pełnymi garściami.

Pierwszą samodzielną decyzją Turskiego po nominacji jest redukcja długu publicznego. Priorytet dość ciekawy, zważywszy na wysokość długu (nieco ponad 3 miliardy, znając polskie dziury budżetowe raczej nie powinien on jakoś znacząco zagrażać stabilności finansowej państwa) i zważywszy na argumentację, jaką słyszymy z ekranu. Wszystko przez Gierka - udowadniają urzędnicy, podając historię zadłużenia, kończącą się plus minus na roku 1990. Ponieważ padają liczby i fakty, brzmi to bardzo kompetentnie, szkoda, że nikt nie mówi nie o "złej komunie", tylko o dalszych 20 latach jego narastania w wyniku rządów tak z lewa, jak i z prawa. Posiedzenie specjalistów od gospodarki to już czyste kuriozum - najpierw ministrowie tłumaczą Turskiemu, czemu chcieli odwlec spłatę długów, a następnie dość ekscentryczny "niezależny ekspert" z odpowiednim tytułem profesjonalnie pokazuje im, dlaczego dług spłacić trzeba. Obrony poprzedniej decyzji chce podjąć się minister z koalicyjnej partii prawicowej o wyglądzie dość nieciekawym, mającym wedle najlepszych zasad eugeniki pokazywać, że ministrem gospodarki jest jedynie z bożej łaski. Przekaz jest jasny - nie istnieje coś takiego jak debata ekonomiczna, zaś ekspert jest w stanie za pomocą czarowania na tablicy pokazać słuszność trzymania się jedynie słusznej linii. Koszmar.

Tak jak PRL to kraina teczek i długu (co przewija się przez serial bez ustanku w formie wyciągania z byłego premiera Nowasza wspomnień z roku 1968), tak kobiety zajmują w tej opowieści dość niefajne miejsce. Fajna może być albo żona premiera, bowiem jest ona żoną, nie zaś niezależną istotą, i na tym zasadniczo koniec. Kobieta, jeśli funkcjonuje w tym świecie, to głównie jako zmaskulinizowana, cyniczna persona. Marszałkini Sejmu, przyjaciółka poprzedniego premiera z czasów opozycji, chwieje się i myśli o odejściu do politycznej konkurencji. Co więcej, nie myśli popierać decyzji decentralizacyjnych i "odpartyjnienia samorządu" (na 3 miesiące przed wyborami, co jest niezgodne z orzecznictwem TK), pomysłowi dość enigmatycznemu, a kto wie, czy nie chodzi po prostu o średnio odpartyjniającą ordynację większościową. Pozycja żony w takim świecie uprawnia do krytyki, ale z kolei odbiera wpływ na rządy w kraju. Partnerka jednego z ministrów może prowadzić sobie fundację dla ofiar narkomanii, ba, może dość dramatycznie pytać się męża, co jego koledzy zrobili dla zmniejszenia bezrobocia czy powrotu osób emigrujących do Anglii, ale stanu rzeczy zmienić nie może. Co najwyżej przypilnować może własny interes przy konstruowaniu budżetu - pieniądze dostanie, natomiast debaty na temat polityki narkotykowej państwa nie uświadczymy. Jedna z nielicznych doradczyń premiera robi zresztą wszystko, z odrzuceniem pomysłów na parytet włącznie, by udowodnić, że z kobietami nie łączy ją wiele wspólnego.

Wszystko to sprawia, że choć chce się sam serial oglądać, to jednak spoglądając nań z krytycznej perspektywy trudno wykrzesać z siebie dużo sympatii dla "Ekipy". Choć oglądalność nie zawsze jest dobrym miernikiem, to jednak jej stopniowy spadek podczas emisji w Polsacie, skutkujący tym, że ostatnie odcinki oglądało mniej niż milion osób, wydaje się pokazywać pewne rozczarowanie. Cóż ludziom po fabularyzowanej politycznej szopce, kiedy w telewizyjnych wiadomościach nie muszą zadowalać się fabularyzowanym symulakrum? Co po kolejnej obietnicy uczciwych, eksperckich rządów, kiedy nie mamy w co wierzyć, zaś Turski poza banały nie wychodzi? Wielka szkoda, że pomysł doczekał się niezbyt satysfakcjonującej realizacji, która woli zadowolić się starciem dobrych ekspertów ze złymi politykierami z innych partii, zamiast przedstawić realne, ideowe boje o pryncypia. Może to prawda, że w polskiej polityce za dużo takowych bojów nie ma, ale czy to znaczy, że nie zasługujemy nawet na cotygodniową namiastkę, która mogłaby obudzić w ludziach chęć realnej zmiany?

20 marca 2010

Wykopmy nazizm z Allegro!

Zieloni 2004, Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” i Fundacja „Zielone Światło”

zapraszają na pikietę organizowaną pod hasłem

„NIGDY WIĘCEJ NAZIZMU NA ALLEGRO” 21 marca (niedziela), godz. 13.00 pod stacją Metra „Świętokrzyska”, na rogu ul. Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej

Znaczki z Hitlerem, flagi ze swastyką, odzież z hitlerowskim pozdrowieniem, CD z nagraniami neonazistowskich zespołów i inne nazistowskie gadżety można kupić na Allegro.

To skandal, że w Polsce – kraju tak dotkniętym przez nazizm – są w sprzedaży materiały propagujące ideologię faszystowską. To skandal, że czerpie się z tego zyski.

Nie stój bezczynnie, włącz się do akcji. Zaprotestuj razem z nami przeciwko propagowaniu ideologii faszystowskiej. Co możesz zrobić?

* Przyjść na pikietę 21 marca w niedzielę
* Wysłać apel do firmy Allegro o wycofanie aukcji materiałów propagujących ideologię narodowosocjalistyczną (ze strony Stowarzyszenia Nigdy Więcej: www.nigdywiecej.org

ZAPRASZAMY!

21 marca zbieramy się w celu zamanifestowania naszego sprzeciwu wobec ideologii, odpowiedzialnej za cierpienia milionów osób w XX wieku. Po dziś dzień neonazizm odpowiada za fizyczną i psychiczną przemoc wobec ludzi, którzy nie wpisują się w ich wizję jednolitego, brunatnego świata. Ofiarami stają się Żydzi, Romowie, geje i lesbijki, feministki, niezależne artystki i artyści oraz wiele innych grup etnicznych i społecznych.

21 marca przeciwko brunatnej sile chcemy manifestować wspólnym, tęczowym korowodem. Na co dzień różni nas wiele, łączy jednak jedno - sprzeciw wobec uznawania przemocy za środek służący do narzucania jednorodnej wizji świata, wykluczającej wielu z nas. Niestety, po latach od dramatycznych doświadczeń II Wojny Światowej zbrodnicze idee nadal budzą fascynację.

Dla wielu osób nazistowskie pamiątki stają się sposobem na zarobek. Niestety, internetowe serwisy aukcyjne, takie jak Allegro, nie zapobiegają handlowi tego typu przedmiotami. Chcielibyśmy naszą obecnością na ulicach Warszawy pokazać, że nie zgadzamy się na taki stan rzeczy.

Razem przywitajmy wiosnę demokracji!

19 marca 2010

W zielonej sieci - odc. 25

Blogi:

- Stephen Whitehead pokazuje na blogu New Economics Foundation, jak cyfryzacja może pogłębiać wykluczenia, jeśli zostanie przeprowadzona w niewłaściwy sposób.

- Glenn Vowles na temat dążenia do równości szans kobiet i mężczyzn w Wielkiej Brytanii.

- Joseph Healy komentuje niedawno wyznaną miłość uważającego się za członka "obozu progresywnego" Nicka Clegga do Margaret Thatcher.

- Zieloni w Wielkiej Brytanii są na dobrej drodze do wystawienia rekordowej ilości kandydatek i kandydatów w wyborach parlamentarnych, o czym donosi Derek Wall.

- Richard Lawson uważa, że filozofia ekologiczna może być odpowiedzią na kryzys lewicy.

- Adrian Windisch pokazuje smutną statystykę degradacji tkanki miejskiej w Wielkiej Brytanii.

- Chcecie wiedzieć, jak wygląda żywot radnej na Wyspach? Obejrzyjcie zatem relację Sue Luxton.

Partie:

- Niemcy: Trwają wspominki związane z 30-leciem istnienia partii, na stronie internetowej przypomniano wieloletni udział Zielonych w ruchu antyatomowym.

- Austria: Uwagi do priorytetów polityki gospodarczej UE do roku 2020.

- Europa: Europejska Partia Zielonych domaga się od władz UE pomocy w zapewnieniu warunków do działania siostrzanej partii, szykanowanej w Rwandzie. Zieloni w PE z kolei walczą ze zgodą na uprawy genetycznie modyfikowanego ziemniaka.

- Anglia i Walia: O potrzebie walki z bezrobociem wśród osób młodych.

- Kanada: Foki giną, Zieloni walczą z procederem ich zabijania na skalę przemysłową.

- Irlandia: Zaniepokojenie planami cięć połączeń na irlandzkiej kolei.

- Australia: Walka z korupcją jednym z priorytetów Zielonych na całym świecie.

- Nowa Zelandia: Apel o uwolnienie obrońcy wielorybów, walczącego z japońskimi połowami pod płaszczykiem "badań naukowych".

- Czechy: Jak dbać o zdrowie?

YouTube:

O stopniu nierówności społecznych w Wielkiej Brytanii na konferencji Zielonych Anglii i Walii opowiada dziennikarz "The Independent", Johann Hari.

18 marca 2010

Polityka lokalowa Warszawy podcina szanse na rozwój społeczny i kulturalny

Koło warszawskie partii Zieloni 2004 wyraża swoje niezadowolenie z powodu postawy miasta wobec lokalu „Między Nami” na ul. Brackiej. Jego właściciele otrzymali ultimatum od miejskich urzędników – albo do 30 kwietnia zgodzą się na podwyższenie czynszu o 300%, albo zamykają swoją działalność w tym miejscu. Naszym zdaniem to poważne przesunięcie priorytetów – aktualnie miasto woli pompować pieniądze w takie inwestycje, jak stadion Legii, lekceważąc kulturotwórczą rolę prywatnych inicjatyw kulturalnych w tworzeniu niezbędnego dla zrównoważonego rozwoju miasta kapitału społecznego.

- To przykład na to, jak pogoń za zyskiem przesłania urzędnikom troskę o tworzenie przestrzeni społecznej i kulturalnej miasta – mówi Bartłomiej Kozek, przewodniczący warszawskich Zielonych. - Sprawa „Między nami” wpisuje się w działania Ratusza w ciągu ostatnich paru miesięcy. Słyszeliśmy już m.in. o pomysłach na ograniczenie finansowania stołecznych teatrów komediowych czy też o problemach formalnoprawnych związanych ze sprzedażą alkoholu w „Przekąskach Zakąskach”, jednym z nielicznych miejsc odnowionego Krakowskiego Przedmieścia, które nie pustoszeje po zapadnięciu zmroku. W każdej tych spraw, zamiast starać się o elastyczność, władze miasta przekładają własne zdanie i interpretację przepisów ponad dbałość o jakość życia w wielkim mieście.

- Wspieramy internetową petycję fanek i fanów „Między Nami”, apelującą o poparcie lokalu – dodaje Krystian Legierski, członek warszawskich Zielonych, przedsiębiorca, animator kultury i współwłaściciel kultowego, zamkniętego przez miastu klubu Le Madame. - Jest dla nas jasne, że miasto to coś więcej niż tylko drogi i wieżowce. Ludzie w nim mieszkający muszą mieć do dyspozycji bogatą ofertę kulturalną, muzyczną i kulinarną, umożliwiającą im zachowanie równowagi między pracą a czasem wolnym. Ograniczanie tej oferty w imię krótkoterminowego zysku na dłuższą metę może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych, np. poprzez zmniejszenie dochodów z turystyki. Przykład Placu Wilsona pokazuje, jak w praktyce wygląda zubożenie możliwości spędzenia wolnego czasu w dobrej lokalizacji. Miasto nie powinno iść tą drogą – szczególnie, jeśli aspiruje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku.

Zieloni postulują następujące, długofalowe rozwiązania tego typu kwestii, zapewniające niezbędną różnorodność i podnoszące atrakcyjność Warszawy dla mieszkanek i mieszkańców, środowisk twórczych, turystów i inwestorów:

- Budowa lub adaptacja powierzchni na kolejne miejskie galerie które pozwolą funkcjonować naszym warszawskim "bezdomnym" artystom a samemu miastu dadzą szanse na odegranie roli centrum kultury i sztuki w naszej części Europy.

- Przyjęcie uchwały rady miasta ustalającej maksymalne czynsze za wynajem lokali użytkowych należących do miasta np na poziomie 30 lub 40 złotych za metr kwadratowy. Wynajęcie np. 250 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej w Berlinie potrafi być 5-krotnie tańsze niż w Warszawie... za myśleniem skłaniającym ku takiemu postulatowi stoi założenie ze rolą miasta nie jest zarabianie na mieszkańcach (czyt. wysokie, komercyjne czynsze) a umożliwianie im jak najefektywniejszego działania.

- Większe współdziałanie miasta ze środowiskami imigranckimi, umożliwiające organizowanie wspólnych imprez i walkę ze stereotypami i uprzedzeniami.

17 marca 2010

List otwarty Zielonych 2004 do radnych ws. Jeziorka Czerniakowskiego

Szanowni Radni!

W związku z tym, iż na najbliższej sesji Rady przewidziane jest zajęcie się sprawą Jeziorka Czerniakowskiego – apelujemy, aby wydali Państwo opinię pozytywną w sprawie planu ochrony jeziorka.

Szybkie wprowadzenie planu ochrony rezerwatu byłoby najbardziej efektywnym sposobem, by powstrzymać intensywną zabudowę nad brzegami jeziorka, która – zgodnie z opiniami ekspertów – może bezpowrotnie zakłócić stosunki wodne w okolicy i doprowadzić do wyschnięcia zbiornika.

Zarzuty, iż plan ochrony jeziorka jest niezgodny z innymi aktami prawa miejscowego, są bezzasadne, gdyż - wg ustawodawcy - plan ochrony rezerwatu jest aktem nadrzędnym.

Sprawa odpowiedniej ochrony prawnej terenów jeziorka ciągnie się już kilka lat – do tej pory nie udało się przyjąć ani planu ochrony, ani też planu zagospodarowania przestrzennego terenu. Zaniedbania te doprowadziły do stanu, w którym istnieją poważne obawy, związane z wpływem inwestycji na obszar, uznawany w większości miejskich dokumentów (w tym w niedawno ogłoszonym programie ochrony środowiska) za niezwykle cenny przyrodniczo i wymagający kompleksowej ochrony.

Zwracamy Państwa uwagę, iż intensywna zabudowa otuliny jeziorka, grożąca zniszczeniem dziedzictwa przyrodniczego naszego miasta i pogorszeniem jakości życia mieszkańców dzielnicy, narusza zasadę zrównoważonego rozwoju, stanowiącą art. 5 Konstytucji RP.

W związku z tym, że nie jest to pierwsza taka sytuacja w Warszawie, apelujemy do władz miasta o rozpoczęcie pilnych prac nad miejskim raportem o konfliktach w przestrzeni publicznej, zbierającym wszelkie spory między mieszkankami i mieszkańcami miasta a urzędnikami i deweloperami związanymi z kwestiami społecznymi i ekologicznymi. Raport ten pokazałby olbrzymią skalę tego typu problemów i umożliwiłby przyjęcie harmonogramu opracowywania lokalnych planów zagospodarowania, poprzedzonych rzetelnymi, a nie pozorowanymi, konsultacjami społecznymi. Tego typu dokument mógłby się stać podstawą do zapewnienia ochrony dziedzictwa przyrodniczego Warszawy, zapobiec obniżaniu jakości życia mieszkanek i mieszkańców, a także wpłynąć pozytywnie na zapewnienie zrównoważonego charakteru inwestycji deweloperskich.

Łączymy wyrazy szacunku
Irena Kołodziej, przewodnicząca koła warszawskiego partii Zieloni 2004
Bartłomiej Kozek, przewodniczący koła warszawskiego partii Zieloni 2004

***

Warszawskie koło Zielonych 2004 wyraża poważne zaniepokojenie w związku z faktem, że uchwalenie planu ochrony Jeziorka Czerniakowskiego nadal się odwleka. Na wczorajszym, wtorkowym posiedzeniu Komisji Ochrony Środowiska Rady m.st. Warszawy, która miała zaopiniować plan, uchwalono wystąpienie z wnioskiem o przedłużenie terminu wydania opinii oraz o zdjęcie sprawy Jeziorka z czwartkowej sesji Rady.

- To już niemal reguła - przeciąganie w nieskończoność procesu tworzenia takich planów! Ten, o którym mówimy, powstaje już ponad 10 lat - oburza się Irena Kołodziej, przewodnicząca warszawskich Zielonych. - Czy to urzędnicza indolencja, czy przejaw manipulacji? Przecież jedynie szybkie wprowadzenie planu ochrony rezerwatu mogłoby powstrzymać intensywną zabudowę nad brzegami jeziorka, która - zgodnie z opiniami ekspertów - może bezpowrotnie zakłócić stosunki wodne w okolicy i doprowadzić do wyschnięcia zbiornika! Podnoszone przez miasto zarzuty, iż plan ochrony jeziorka jest niezgodny z innymi aktami prawa miejscowego, są bezzasadne, gdyż - wg ustawodawcy - plan ochrony rezerwatu jest aktem nadrzędnym. Wygląda na to, że władze i samorząd konsekwentnie dbają o interes deweloperów, a nie mieszkańców i środowiska!

- Plany intensywnej zabudowy otuliny jeziorka, która grozi zniszczeniem dziedzictwa przyrodniczego naszego miasta i pogorszeniem jakości życia mieszkańców dzielnicy, naruszają zasadę zrównoważonego rozwoju, stanowiącą art. 5 Konstytucji RP - dodaje Bartłomiej Kozek, szef warszawskiego koła Zielonych. - Władze miejskie i samorządowe nie od dziś biernie - poprzez zwlekanie - dają przyzwolenie na tego rodzaju niekonstytucyjne praktyki, albo wręcz czynnie je wspierają. Przestrzeń publiczna, zwłaszcza zielona, jest sukcesywnie zagrabiana i przekazywana deweloperom, którzy budują domy dla wybranych. Władze całkowicie ignorują przy tym głos lokalnych społeczności! Mieszkańcy okolic Jeziorka jeszcze w styczniu wystosowali do prezydenta miasta list w sprawie bezprawnego wydania pozwolenia na zabudowę i dotąd nie otrzymali odpowiedzi. Czy 1711 podpisów pod protestem to za mało, by odpowiedzieć w ustawowym terminie?

W związku z tym, że nie jest to pierwsza taka sytuacja w Warszawie, Zieloni ponownie apelują do władz miasta o rozpoczęcie pilnych prac nad miejskim raportem o konfliktach w przestrzeni publicznej, związanych z kwestiami społecznymi i ekologicznymi. Raport taki umożliwiłby przyjęcie harmonogramu opracowywania lokalnych planów zagospodarowania, poprzedzonych rzetelnymi, a nie pozorowanymi konsultacjami społecznymi. Tego typu dokument mógłby się stać podstawą do zapewnienia ochrony dziedzictwa przyrodniczego Warszawy, zapobiec obniżaniu jakości życia mieszkanek i mieszkańców, a także wpłynąć pozytywnie na zapewnienie zrównoważonego charakteru inwestycji deweloperskich.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...