14 maja 2010

Odzyskać świeckie państwo

Odrobina optymizmu w tych ciężkich czasach zawsze się przyda. Akurat po lekturze serii tekstów, tworzących publikację "Kościół, państwo i polityka płci" mam go całkiem sporo. Wydaje się, że wreszcie - powoli ale konsekwentnie - zaczyna się rysować obraz szerszego sojuszu na rzecz oddzielenia tronu od ołtarza i budowy nowoczesnego, pluralistycznego społeczeństwa. Przyznam się szczerze, że do tej pory nie było to takie proste do wyobrażenia. Me dotychczasowe doświadczenia z szeroko pojętym "ruchem racjonalistycznym" nie należały do szczególnie przyjemnych. Lektura historii o niedorzecznościach religii bywała niemiła, chociaż jeszcze w obrębie tego, co było dla mnie wyobrażalne. Kiedy jednak zobaczyłem krytykę przeprowadzania przez organizacje ekologiczne zajęć z ochrony środowiska w przedszkolach, oniemiałem. Społeczno-polityczna samoizolacja ma swoje granice, przynajmniej tak mogło mi się wydawać. Neoliberalne "dziel i rządź", czyli tworzenie i podtrzymywanie podziałów między różnymi grupami społecznymi, trwa w najlepsze - najgorsze jest to, że została ona w dużej mierze przez te grupy zinternalizowana. Mamy zatem grupy ekologiczne, które pod żdanym pozorem nie będą współpracować z feministkami, część środowiska LGBTQI, krzywiącego się na alianse ze związkowcami, i tak dalej, i tak dalej. Czas mija, a "wieś spokojna, wieś wesoła" jak ograniczała wybór dróg życiowych do Boga i Rynku, tak ogranicza.

Skąd zatem mój optymizm? Wreszcie zobaczyłem potencjał łączenia, a nie dzielenia, środowisk do tej pory pozostających we wzajemnym dystansie. Różnorodne spojrzenia, szczególnie te, zaprezentowane w sekcji "Alternatywy" pokazały, że spójny przekaz i jednolita narracja potrzebne są jak nigdy. Nie musi ona obejmować całego spektrum poglądów - wymaganie od katolickich publicystek, by bezkrytycznie podchodziły do aborcji, albo do protestantek, by spokojnie przyjmowały kwestionowanie ich dogmatów, w tym wypadku po prostu nie działało. Są jednak sprawy, które łączą, wychodząc poza spektrum oczywistości - to kwestie nierówności ekonomicznej, przemocy domowej czy nawet samej zmiany zasad prowadzenia debaty publicznej i uwolnienia jej od dominacji Kościoła katolickiego. Przyznam, że sam byłem sceptyczny przed lekturą np. do wizji katolickiego feminizmu, ale po tekście Joanny Tomaszewskiej-Kołyszko wiem już, że sojuszniczek może nie zabraknąć. Obok "nowego feminizmu", promowanego przez Jana Pawła II i faktycznie mało rewolucyjnego, chcącego potrzymać tradycyjne przekonania o rolach płciowych, istnieje także oscylujący nierzadko na granicach herezji feminizm katolicki, posługujący się w badaniach teorią płci społecznej i dość mocno kwestionujący np. nauczanie hierarchii co do antykoncepcji czy też stosunku do homoseksualizmu.

Jak widać, istnieje spora grupa ludzi, dla których wiara nie stanowi przeszkody w rozumowym myśleniu, i która z pozycji religijnych potrafi mocno krytykować patriarchalne stosunki wewnątrz kościołów, w których się znajduje. Dość słabe przyswojenie nauczania posoborowego przez polską hierarchię odgrywa tu także sporą, negatywną rolę, o czym pisze Agnieszka Kościańska. Jastrzębi jej stosunek do wszelkich "nowinek" ogranicza także pole manewru innych kościołów i wspólnot wyznaniowych w naszym kraju. Powołanie na urząd pierwszej pastorki w kościele ewangelicko-reformowanym groziło ochłodzeniem relacji ekumenicznych z katolikami, kościół ewangelicko-augsburski po raz kolejny rozpoczyna dyskusję na ten temat, będąc jednym z 2 kościołów tej nominacji w Europie, który jeszcze nie ordynuje kobiet. Także tutaj widoczny jest realny podział wspólnoty wyznaniowej na część progresywną i konserwatywną - zmiany utrudnia silna, zachowawcza wspólnota Śląska Cieszyńskiego, grupująca połowę polskich luteran, natomiast tzw. "diaspora", czyli zbory w reszcie kraju, są raczej otwarte na zmiany.

Tworzenie jednolitego szymelu "religia=ciemnogród" sprowadza na manowce. Przykłady daje w podsumowaniu książki Adam Ostolski, członek Zielonych. W Walce z Kościołem sukces odniosła katoliczka, Alicja Tysiąc - walczyła z narzuconym przez polityków pod jego naciskiem prawem, ograniczającym możliwość przerywania ciąży. Chociaż nawet przy obecnych przepisach, będąc zagrożoną pogorszeniem stanu zdrowia, miała do zabiegu prawo, odmówiono jej. Nie walczyła z wiarą, co najwyżej z jej instrumentalizacją. Z wiarą nie walczyli także ludzie, protestujący przeciwko zawłaszczaniu przestrzeni publicznej, takiej jak Park Oliwski czy stołeczna Kopa Cwila. Mimo olbrzymich nakładów w czasach świetności, prasa antyklerykalna, rozpatrująca nieprawidłowości w relacjach Państwo-Kościół w formie skandalu, nie przeorała świadomości. Także mająca nastąpić po wejściu do Unii Europejskiej modernizacja obyczajowa nie przyniosła laicyzacji struktur publicznych. Jak pokazuje Ostolski, jeśli ruch na rzecz świeckiego państwa ma odnieść sukces, musi te zróżnicowane grupy połączyć, zamiast trwać w elitarnym przekonaniu, że wszystkiemu winien jest "ciemny lud", który swoją drogą - jak wynika z badań socjologicznych - wcale taki znowu konserwatywny nie jest.

Rzecz jasna nie są to jedyne znakomite fragmenty tego bardzo dobrego zbioru tekstów. Dzięki Barbarze Stanosz możemy dla przykładu poznać historię polskiego ruchu wolnomyślicielskiego, Agnieszka Graff zaś pokazuje dylematy ruchu feministycznego, który jej zdaniem, w polskim kontekście, powinien pokazywać swe zakorzenienie w historii i społeczeństwie. Znakomitą diagnozę sytuacji prezentuje Anna Zawadzka, pokazująca, jak stygmatyzowanie i tworzenie w wyniku transformacji ekonomicznej "ludzi zbędnych" doprowadziło do umocnienia się roli Kościoła w Polsce. Jedyną wspólnotą, w której mogli oni znaleźć oparcie, było Radio Maryja, a dzisiejsze naśmiewanie się z nich jako "moherowych beretów"przez zwycięzców owej transformacji zakrywa fakt, że wielu z nich w pierwszych po upadku komunizmu latach swoją uległą postawą doprowadziło (poprzez wprowadzenie religii do szkół, ograniczenie dostępu do aborcji, brak porządnego systemu opieki społecznej i usług publicznych etc.) do ich powstania. Dziś widzimy, że rządy PiS z lat 2005-2007 nie nauczyły elit niczego i że znów jedyną odpowiedzią na potrzebę wspólnoty staje się "straszenie Kaczyńskim". Daleko tak nie zajedziemy...

13 maja 2010

Co lubię na Wyspach?

Wiem, wiem, z komentarzy dotyczących wyników wyborów w Wielkiej Brytanii zrobił się ostatnimi czasy już niemal cały cykl eseistyczny. Mimo to nie mogę oprzeć się napisaniu kolejnej notki na ten temat - może dlatego, że zwycięstwo Caroline Lucas w Brighton Pavilion jest dość bezprecedensowe dla zielonej polityki, nawet jak na światową skalę. Do tej pory sztuka zdobycia miejsca w parlamencie w systemie większościowym udała się raptem byłej współprzewodniczącej Zielonych w Nowej Zelandii, gdy startowali oni w szerokiej, lewicowej koalicji. Pojedynczy mandat w okręgu jednomandatowym udało się zdobyć Zielonym w Niemczech, ale tam taki sukces z powodu ordynacji zapewniającej proporcjonalność parlamentu nie jest tak wielkim osiągnięciem. Przykład angielski, gdzie Zieloni biją się - i wygrywają - z trzema wielkimi partiami, mającymi nieporównywalnie większe zasoby finansowe i ludzkie, daje zatem wiele do myślenia. Mam nadzieję, że to już ostatnie wybory z systemem westminsterskim do Izby Gmin. Mam też nadzieję, że wcześniej czy później taka sztuka uda się także Elizabeth May w Kanadzie.

Zwycięstwo Caroline pokazuje coś jeszcze - jak olbrzymi wysiłek trzeba włożyć w to, by ponad 280 tysięcy osób głosujących na Zielonych mogło mieć chociaż jedną reprezentującą ich osobę w Izbie Gmin. Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, która zdobyła ponad milion głosów, taka sztuka w ogóle się nie udała - pokazuje to, jak mało reprezentatywna jest ordynacja większościowa, wykluczająca reprezentację wielu, różnorodnych głosów - tak z lewa, jak i z prawa. Zieloni Anglii i Walii musieli włożyć praktycznie wszystkie swoje zasoby w 3 główne okręgi wyborcze, by mieć jakiekolwiek szanse na polityczną reprezentację. Musieli pogodzić się z tym, że poza tymi okręgami ich wyniki, z powodu silnej kampanii medialnej 3 największych partii będą niezwykle słabe - i takie też były. W Norwich South udało się zdobyć prawie 15% głosów, co starczyło do przechylenia szali zwycięstwa na rzecz Liberalnych Demokratów i wyrzucenie z Westminsteru reprezentant prawego skrzydła Partii Pracy, w Lewisham "uciułano" już tylko 6,7%, w Cambridge - 7,6%, w Brighton Kempton - 5,5%, w Hove - 5,15% (oba okręgi sąsiadują z Brighton Pavilion), nigdzie indziej - na ponad 300 miejsc, w których Zieloni wystawili kandydatki i kandydatów - nie udało się przeskoczyć bariery 5%. Także w wyborach lokalnych partia zanotowała minimalne, ale jednak, straty. Pokazuje to, jak wiele trzeba poświęcić, by mieć jakąkolwiek szansę na większą, medialną widzialność i możliwość wpływu na krajową politykę.

Wraz z wynikami obecnych wyborów wpływ Caroline Lucas może być całkiem spory. Rozmowy Liberalnych Demokratów z konserwatystami powodują tarcia wewnątrz obu tych partii. Nie do końca wiadomo, jak długo będzie funkcjonował obecny parlament - na chwilę obecną żadnej, zmęczonej wyborami formacji, nie zależy na szybkim jego rozwiązaniu. Ewentualny "alians progresywny", za którym lobbuje część mediów, polityczek i polityków Partii Pracy, Liberalnych Demokratów, a ostatnio - także socjaldemokratycznych partii ze Szkocji i Walii - nie zmaterializował się, wszystko wskazuje na to, że dzięki dość sporym ustępstwom ze strony konserwatystów rodzi się pierwszy od czasów II Wojny Światowej rząd koalicyjny. Zobaczymy zatem, jaka może być pozycja Lucas w procesie wdrażania w życie zielonych postulatów politycznych. Gdyby "alians progresywny" powstał, na pewno byłaby wyższa, ale już sama jej obecność w parlamencie pozwoli jej być świetną recenzentką pewnych kwestii, np. wierności Liberalnych Demokratów pomysłowi reformy ordynacji wyborczej. Także polityka ekologiczna będzie uważnie obserwowana, w najbliższych miesiącach okaże się, czy "niebiescy" i "żółci", chętnie portretujący się jako "zieloni", faktycznie zamierzają dokonać zwrotu brytyjskiej gospodarki na zrównoważone tory.

Caroline z pewnością będzie zwracała uwagę na to, by zmniejszanie deficytu budżetowego nie odbywało się kosztem cięć w finansowaniu usług publicznych. Zamiast tego poszukiwać będzie nowych źródeł oszczędności i dochodów budżetowych - nie tylko tych, co do których zgadzają się konserwatyści i liberałowie, jak rezygnacja z pomysłu wprowadzenia dowodów osobistych, czy też tylko LibDemsi, jak rezygnacja z systemu nuklearnego Trident, ale też działając na rzecz podatku na transakcje finansowe, wprowadzenia większej progresji podatkowej dla osób fizycznych i dla przedsiębiorstw (obniżając podatki małym firmom i podwyższając dużym koncernom) czy też wprowadzenia opodatkowania lotnictwa. Pod lupą analizować będzie zapewnienia wszystkich trzech partii o tworzeniu nowych, zielonych miejsc pracy i rozwoju energetyki odnawialnej w Wielkiej Brytanii. Na pewno nie zapomni też o progresywnych rozwiązaniach, takich jak skrócenie tygodnia pracy do 35 godzin, zagwarantowanie płacy minimalnej i emerytur na poziomie umożliwiającym godne życie, wspieranie równych szans osób młodych i ich wpływu na społeczność lokalną. Wszystkie pomysły z angielskiego, zielonego manifestu wyborczego zostały dokładnie wyliczone, nikt zatem nie będzie mógł powiedzieć, że nie ma szans na ich wprowadzenie. Wielką Brytanię stać na więcej i Caroline Lucas będzie o tym głośno mówiła.

Powyborczy zgiełk prędzej czy później opadnie i zacznie się codzienna, ciężka praca. Po 11 latach w Parlamencie Europejskim szefowa Zielonych Anglii i Walii ma dużo doświadczenia, by poradzić sobie w Izbie Gmin. Wraz z jej wejściem do parlamentu Zieloni otrzymać mają nieco wsparcia finansowego z budżetu, co z pewnością pomoże im w bieżącej działalności i jej dalszym rozwoju. Nie do końca jasna sytuacja w obozie Liberalnych Demokratów i rosnące napięcia już teraz podsycają plotki o tym, że wcześniej czy później ich lewe skrzydło zechce przejść w szeregi partii Lucas. Niezależnie od tego, co się stanie, jedno jest pewne - na Wyspach przyszły ciekawe czasy...

12 maja 2010

W zielonej sieci - odc. 31

Blogi:

- Ponieważ ostatni tydzień na angielskich blogach był zdominowany przez zakończone wybory parlamentarne, o których pisałem już dużo wcześniej, przegląd blogów będzie dziś krótki. Adrian Windisch prezentuje subiektywny przewodnik po najdziwniejszych brytyjskich partiach politycznych.

- Richard Lawson streszcza politykę imigracyjną Zielonych Anglii i Walii.

- Andrew Collingwood opowiada o różnicach między Zielonymi a Liberalnymi Demokratami w podejściu do broni nuklearnej.

- Molly Scott Cato publikuje otwarty list do europejskich decydentów w sprawie Grecji.

Partie:

- Niemcy: Gerard Schick opowiada o konieczności powołania do życia publicznej, europejskiej agencji ratingowej.

- Europa: Europejska Partia Zielonych wspiera starania norweskich Zielonych o zrównoważoną politykę rybacką, zaś Zieloni w Europarlamencie walczą z handlem nielegalnym drewnem.

- Anglia i Walia: Pełne wyniki zielonych kandydatek i kandydatów.

- Gratulacje dla Caroline Lucas napływają między innymi z Irlandii i Kanady.

- Czechy: Kolejny, przedwyborczy wywiad z Ondrejem Liską.

- Holandia: Komentarze wokół sytuacji finansowej Grecji.

YouTube:

Elizabeth May, szefowa kanadyjskich Zielonych, na konferencji prasowej na temat szczytu grupy G-20.

11 maja 2010

Nad Renem opcji jest wiele

Wybory w Nadrenii-Westfalii miały być testem dla rządów Angeli Merkel. Testem tym ważniejszym, że od wyników w tym kilkunastomilionowym landzie zależy to, czy koalicja CDU/CSU-FDP utrzyma większość w izbie wyższej - Bundesracie, do której delegatki i delegatów wysyłają kraje związkowe. Porażka chadeków tę większość by im odebrała, co oznaczałoby możliwość wetowania ustaw przez opozycję. Przedwyborcze napięcie w Niemczech było w ostatnich tygodniach tak duże, że w praktyce paraliżowało całą Unię Europejską, zastanawiającą się, czy i w jakim zakresie wesprzeć borykającą się z kłopotami finansowymi Grecję. Sceptycyzm elektoratu wobec tego pomysłu hamował chadeków w Brukseli. Błędne koło kręciło się w najlepsze.

Zacięty wyścig zakończył się, jak wskazują wyniki, bez jednoznacznego rozstrzygnięcia. Różnica poparcia między "czarnymi" a "czerwonymi" liczy się w promilach poparcia, a prowadzenie w ciągu wyborczego wieczoru ulegało kilkakrotnej zmianie, ale swym dobrym wynikiem cieszyć się mogą przede wszystkim socjaldemokraci, co może dodać im skrzydeł po zeszłorocznym, fatalnym wyniku w wyborach do Bundestagu. Obu dużym partiom poparcie spadło, CDU szczególnie dotkliwie - z 44,8 do 34,6%, najgorszego wyniku w historii w tym landzie, zaś SPD z 37,1 do 34,5%. W tej sytuacji mniejszą lub większą ilość głosów uzyskały mniejsze formacje, na czele których tym razem, z wyraźną przewagą i bardzo dobrym, rekordowym w Nadrenii wynikiem 12,1% (podwojenie poparcia sprzed 5 lat!) znaleźli się Zieloni. Do kolejnego Landtagu weszła także Lewica, której po raz kolejny wystarczyło 5,6% poparcia do tego, by stać się języczkiem u wagi, o czym za chwilę. Minimalny wzrost poparcia udało się zanotować nawet w FDP, która to partia w skali ogólnokrajowej bardzo mocno spada.

Wyniki te oznaczają po raz kolejny w historii wyborów ostatnich lat, że dwa przeciwne, do tej pory "naturalne" obozy polityczne: czarno-żółty i czerwono-zielony, nie zdobywają samodzielnej większości. W wypadku sojuszu SPD-Zieloni, ogłoszonego jako pożądany przez obie partie na długo przed wyborami, na chwilę obecną brak im jednej osoby do absolutnej większości. Dwie największe partie mają po 67 miejsc, Zieloni - 23, FDP - 13, a Lewica - 11. Po raz kolejny zatem zaczyna się kalkulowanie zysków i strat z ewentualnych szerszych aliansów. Najmniej problematyczny byłby testowany już w niektórych landach wariant, w którym socjaldemokraci i Zieloni tworzą gabinet, mogący w trudnych chwilach liczyć na wsparcie albo chociaż życzliwą neutralność Lewicę. Od razu jednak nasuwa się pytanie, czy wyposzczona utratą władzy SPD zaakceptuje taki rozwój wypadków i czy Die Linke zechce takiemu pomysłowi przyklasnąć. Formalny alians trzech partii wydaje się dość trudny, nie został do tej pory przetestowany w żadnym landzie, ale być może nie niemożliwy - w przeciwieństwie do Kraju Saary nie ma tu Oscara Lafontaine'a, który swoim powrotem do polityki regionalnej po dość ostrym atakowaniu Zielonych w kampanii wepchnął ich w koalicję z chadekami i liberałami.

Wydaje się, że podobny do Kraju Saary scenariusz w tym wypadku nie jest prawdopodobny - Zieloni byli krytycznie nastawieni do chadeckich rządów w landzie, być może będą chcieli przekonać do sojuszu SPD i FDP. Możliwy byłby też i inny scenariusz, a mianowicie wielka koalicja czarno-czerwona, nie wydaje się jednak, by socjaldemokraci mieli na niej cokolwiek zyskać w dłuższym okresie czasu. Szczególnie w obliczu możliwości zabrania większości chadekom i liberałom w Bundesracie taka opcja wydaje się dość mało atrakcyjna. Byłaby też trudna do wytłumaczenia wyborczyniom i wyborcom, którzy obdarzyli czerwono-zieloną opcję dość sporym poparciem. Byłby to drugi land po Bremie, w którym znów objęłaby ster rządów, co dałoby szansę m.in. na przeforsowanie proponowanych przez Zielonych zmian w systemie edukacyjnym, do tej pory dość szybko segregującym dzieci na lepsze i gorsze, czemu partia Claudii Roth i Cema Oezdemira stanowczo się sprzeciwia.

Hasła Zielonych dla każdej i każdego, kto śledzi zieloną politykę, choćby za pośrednictwem tego bloga, nie powinny dziwić. Obietnica 200 tysięcy zielonych miejsc pracy, odchodzenia od energetyki atomowej, zniesienie opłat za studia, specjalny bilet autobusowy dla osób ubogich, ochrona bioróżnorodności, równość płci i demokracja uczestnicząca - to większa część z 12 głównych argumentów, jakimi przekonywali do siebie elektorat. Jak widać, udało im się znakomicie.

10 maja 2010

Zielone "Czy wiesz, że..." Anglii i Walii

Wszystkie poniższe postulaty i informacje pochodzą z programu wyborczego Zielonych Anglii i Walii na majowe wybory parlamentarne.

***

Nierówności są złe dla nas wszystkich

Nowe dowody, opublikowane przez Equality Trust, pokazują, że nierówności wiążą się z wieloma społecznymi problemami, zaś równość - z sukcesem. Poniższe dane nie są uprzedzeniami sentymentalnych lewicowców, lecz faktami opartymi na badaniach naukowych.

- Poziom zaufania międzyludzkiego jest wyższy w bardziej egalitarnych krajach
- Więcej osób studiujących przerywa naukę w rozwarstwionych stanach USA
- Dzieci w bardziej egalitarnych częściach Stanów Zjednoczonych wypadają lepiej przy liczeniu i czytaniu
- Bardziej egalitarne społeczeństwa mają mniej osób w więzieniach - USA więzi proporcjonalnie 14 razy więcej osób niż Japonia
- Masz większe szansę na zamożność, jeśli masz biednych rodziców, w egalitarnej Norwegii niż w elitarnych Stanach Zjednoczonych. Mobilność społeczna w Wielkiej Brytanii spadła w ostatnich latach.
- W nierównych społeczeństwach jest więcej przemocy i morderstw
- Mniej nastolatek zachodzi w ciążę w bardziej "równościowych" państwach
- Jakość życia dzieci mierzona za pomocą Indeksu UNICEF jest największa w społeczeństwach egalitarnych, Wielka Brytania ma najgorszy jego poziom wśród państw rozwiniętych.
- Bardziej egalitarne społeczeństwa recyklizują więcej śmieci
- Nie tylko osoby biedne korzystają z większej równości, także osoby bogate mają lepszą jakość życia w społeczeństwach "równościowych" niż w mniej równych.
- Nierówność wpływa na stan zdrowia

Lepiej zapobiegać niż leczyć, a profilaktyka jest częścią działania na rzecz równości

Zieloni chcą większej roli zapobiegania chorobom za pomocą profilaktyki, zdrowszego trybu życia i większej równości. Pokazuje to, w jaki sposób nasze pomysły, w przeciwieństwie do innych partii, łączą się ze sobą w spójną całość.

Nie będziemy mieć efektywnej profilaktyki, a tym samym myślącej długofalowo opieki zdrowotnej, bez poważnej redukcji zanieczyszczeń ekologicznych i szerszego dostępu do przyrody. Widzimy także powiązania między fizycznym a psychicznym dobrostanem.

Już samo uczynienie naszego społeczeństwa bardziej równym poprawi nasz stan zdrowia, i to bez wydawania choćby grosza więcej na NHS - publiczną służbę zdrowia. Oczekiwana długość życia, śmiertelność noworodków, niska waga urodzeniowa oraz samoocena zdrowotna mają gorsze wskaźniki w bardziej nierównych społeczeństwach. Choroby psychiczne i uzależnienie od leków są bardziej prawdopodobne w rozwarstwionych krajach. Otyłość jest mniejszym problemem w egalitarnej Japonii niż w rozwarstwionych USA. Lepsze zdrowie nie jest kwestią wiecznego podnoszenia nakładów na NHS. Pewniejszą drogą, która nie może być odwlekana przez pomaganie bankierom, jest wspieranie prostych kwestii, takich jak dobre jedzenie, mniejszy poziom rywalizacji i mniejszy stres.

***

Nasza polityka energetyczna nie tylko jest najlepsza pod kątem zapobiegania zmianom klimatu, tworzy też najwięcej miejsc pracy (dane w ciągu roku na 1 terawatogodzinę):

Wiatr 918–2400
Węgiel 370
Gaz i ropa 250–265
Atom 75

Największym zwycięzcą w tej kategorii jest jednak efektywność energetyczna, związana z naszymi propozycjami dotyczącymi chociażby termoizolacji. Oszacowano, że przy wzroście efektywności energetycznej na poziomie 1% rocznie, trwający 10 lat okres pozwoliłby na utworzenie i podtrzymanie przez ten czas 200 tysięcy dodatkowych miejsc pracy na terenie Unii Europejskiej.

Zieloni mają doświadczenie prowadzenia darmowych programów termoizolacji. Pracując w Kirklees wraz z przedsiębiorstwami energetycznymi udało się zapewnić darmową termorenowację gospodarstwom domowym w tej położonej w Yorkshire miejscowości. Projekt ten stworzył 128 miejsc pracy i nowe centra szkoleniowe. Kosztował w ciągu 3 lat 20 milionów funtów i ma na celu ocieplenie 40 do 60 tysięcy domów.

Atom nie jest rozwiązaniem

Istnieją osoby zajmujące się ochroną środowiska, które - w obliczu zmian klimatu - uznają, że energetyka atomowa musi stać się częścią miksu energetycznego. Nie zgadzamy się z tą opinią.

- Raport Komisji Zrównoważonego Rozwoju wskazał, że nawet w wypadku podwojenia zdolności produkcyjnych, energetyka jądrowa byłaby w stanie obniżyć emisję CO2 Wielkiej Brytanii jedynie o 8% do roku 2035.
- Nadal nie ma długofalowych rozwiązań dotyczących składowania odpadów promieniotwórczych.
- Ekonomika nowych instalacji jądrowych jest mocno niepewna, podczas gdy np. energetyka wiatrowa jest już dobrze znana i przewidywalna. Istnieje ryzyko, że za tę niepewność odpowiedzą osoby płacące podatki.
- Atom to scentralizowany system wytwarzania energii, podczas gdy powinniśmy dążyć do jej mikrogeneracji i tworzenia lokalnych sieci dystrybucyjnych.
- Nowy program jądrowy tworzy wrażenie, że potrzeba nam jedynie niewielkiego przejścia technologicznego, co podmywa potrzebę oszczędzania energii.
- Decydując się na tworzenie elektrowni atomowych, nie będziemy mogli powstrzymać od tego innych krajów. Zwiększa to ryzyko wypadków, napromieniowania i ataków terrorystycznych.

***

Polityka wobec młodych

- Podwojenie inwestycji w osoby młode. Oznacza to zwiększenie poziomu inwestycji w osoby w wieku 13-19 lat na infrastrukturę pozaszkolną z 98 do niemal 200 funtów, co kosztować będzie miliard funtów.
- Stworzenie 2 tysięcy Centrów Młodzieżowych, specjalnych przestrzeni spotkań i kreatywności. Oferowałyby one także dostęp do informacji i specjalistycznego wsparcia dla osób młodych, przeżywających trudności.
- Stworzenie ogólnokrajowego ciała, nadzorującego infrastrukturę młodzieżową, w tym ww. centra.
- Ogólnokrajowa Rada Młodzieży, która da osobom w wieku 11-17 lat (wybranym w wyborach, w których prawo głosu będą miały osoby od 11 do 18 roku życia) prawo do kontroli drobnej części wydatków lokalnego samorządu (do 25 tysięcy funtów), przeznaczonych na Fundusz Młodzieży.
- Każda ucząca się osoba poniżej 18 roku życia powinna mieć prawo do darmowych przejazdów autobusowych poza godzinami szczytu, by wprowadzać nawyki transportowe od najmłodszych lat tak, by trwały one w dalszym życiu.
- Należy podnieść wiek odpowiedzialności kryminalnej do 14 roku życia. Reformy wymaga system sądowniczy tak, by stworzyć silne przeciwwskazania dla więzienia młodocianych przestępców.
- Zakaz nałożony na rynek mody dotyczący prezentowania nadmiernie szczupłych modelek, by zmniejszyć stres nakładany na dziewczęta i nacisk na poddanie się dążeniu do niezdrowego i nierealnego ideału.
- Narodowy program wolontaryjny dla każdej osoby poniżej 18 roku życia, skłaniający do międzypokoleniowej spójności społeczności lokalnych, zbierający pieniądze dla gospodarki.

***

Inwestycje w transport publiczny

Rozwój transportu publicznego (a także chodzenia pieszo i poruszania się na rowerze) jest niezmiernie ważne w procesie odwęglania naszej infrastruktury transportowej, jest to bowiem jedyny sektor, w którym wpływające na zmiany klimatyczne emisje CO2 idą w górę.

Przeznaczylibyśmy pieniądze obecnie marnowane na wielkie projekty drogowe w kierunku transportu zbiorowego, w szczególności na lokalne programy dla pieszych, osób podróżujących rowerem i autobusem.

Półtora miliarda funtów przeznaczylibyśmy na wsparcie już istniejącego transportu tak, by opłaty za niego spadły o 10%, oraz 30 miliardów na inwestycje w usprawnienie działania systemu. Miałoby to efekt w postaci wzmacniania społeczności lokalnych, promowania większego szacunku dla przestrzeni, zmniejszania przestępczości, poprawy jakości zdrowia i zmniejszania ilości wypadków drogowych. Pomogłoby to też w stworzeniu 160 tysięcy miejsc pracy.

Nowe inwestycje w transport publiczny powinny być tak bardzo niskoemisyjne, jak tylko się da.

Przy każdej możliwej okazji Zielone radne i radni z Lewisham działali na rzecz walki ze zmianami klimatu i prezentowali praktyczne rozwiązania umożliwiające mieszkankom i mieszkańcom odegranie swojej części zadania. Udało im się przeforsować poprawki do lokalnego budżetu:

- Większą ilość pieniędzy na zrównoważony transport, promowanie jazdy rowerem i chodzenia, a także na szkolenia rowerowe w szkołach.
- Pieniądze na pierwszą na londyńskim osiedlu akcję zmniejszania zużycia energii - ulica po ulicy.
- Inteligentne mierniki zużycia energii w bibliotekach.
- Panele słoneczne na dachach lokalnych podstawówek.

***

Podatek Robin Hooda - finansowe "janosikowe"

Wspieramy pomysł na podatek od transakcji finansowych (podobnie jak i Podatek Tobina od transakcji walutowych). Chodzi o stworzenie podatku o niskim progu (np. 0,05%), nakładanego na wartość każdej transakcji finansowej między instytucjami finansowymi na całym świecie. W skali globalnej podatek ten ma potencjał zebrania ćwierć biliona funtów szterlingów, a także do ustabilizowania rynków finansowych.

Jakikolwiek nowy traktat dotyczący zmian klimatu musi być powiązany z transferem zasobów o wartości przekraczającej 150 miliardów dolarów amerykańskich rocznie od krajów bogtatych do biednych za pośrednictwem Konwencji Ramowej Narodów Zjednoczonych dotyczącej Zmian Klimatu (UNFCCC), by zapłacić za rozwój odnawialnych technologii energetycznych, adaptacji do zmian klimatu, oraz w celu zapobieżeniu deforestacji.

Wspieramy przeznaczenie środków ze wspomnianego podatku na ten cel i szerzej - na rzecz globalnego, zrównoważonego rozwoju. Jeśli ten pomysł się nie powiedzie, Wielka Brytania musi zapłacić swój udział za pomocą innych zasobów.

***

Dług i dług ekologiczny

Zieloni chcą oszacowania wartości i źródeł długi poprzez uznanie, że historyczny dług ekologiczny państwa bogate są winne tym biednym.

Raport z roku 2008 na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley odkrył, że dług ekologiczny krajów bogatych na rzecz biednych przekracza tradycyjny dług biednych wobec bogatych. Dla przykładu - emisje gazów szklarniowych z krajów słabo rozwiniętych wyrządziły krajom bogatym 740 miliardów dolarów szkód, podczas gdy kraje bogate w tym samym czasie wyrządziły szkodę biednym wartą 2,3 biliona dolarów.

Dług ekologiczny nawarstwił się poprzez wydobywanie zasobów naturalnych bez płacenia za nie, używanie wiedzy społeczności autochtonicznych dla rozwoju produktów (np. leków) bez odpowiedniej rekompensaty, używanie lokalnej ziemi dla tworzenia zorientowanych na eksport monokultur zamiast karmienia lokalnej populacji, a także zanieczyszczanie atmosfery nieproporcjonalnie dużymi emisjami gazów cieplarnianych.

Dług ekologiczny musi zostać rozpoznany i zapłacony. Zieloni chcą umorzenia wszystkich niesprawiedliwych i niezrównoważonych długów tradycyjnych, które państwa biedne "wiszą" bogatym.

Długi te są często niesprawiedliwe i pogarszają poziom biedy. Spora część długów państw ubogich pozostała z bezwzględnych pożyczek zamożniejszych krajów w latach 70. XX wieku. Część ich efektów została dodatkowo wzmożona przez skorumpowane rządy w części krajów rozwijających się, lecz prawdziwe szkody wyrządzają olbrzymie raty spłat, żądane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i rządy bogatych krajów.

W chwili obecnej z umarzaniem długów wiąże się wiele wymagań, nierzadko niesprawiedliwych i niedemokratycznych. Chcemy usunięcia tych zobowiązań. Jedynym sposobem na unikanie długów w przyszłości jest sprawiedliwość ekonomiczna już dziś. Dlatego też wspieramy Milenijne Cele Rozwojowe i ich osiągnięcie do roku 2015.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...