9 maja 2009

Nie konformizujmy się!

Ten sprytny neologizm oczywiście łatwiej powiedzieć, niż wcielać w życie. Nie ukrywajmy - presja społeczna nadal potrafi być silna, a w im mniejszym ośrodku miejskim/wiejskim mieszkamy, tym jest ona prawdopodobnie większa. Do tego należy pamiętać o rodzinie, ta zaś bardzo rzadko daje zapomnieć o swoich - słusznych bądź nie - oczekiwaniach w stosunku do nas. Jednym z nich bywa kwestia zachowywania "rodzinnych tradycji", w których mieści się także komponent religijny. Nic to, że owe tradycyjne podejście może być nam zupełnie obce - walka z podejściem, które promuje zasadę "nie wychylać się" przypomina niekiedy walkę z wiatrakami. Nic zatem dziwnego, że niektóre i niektórzy z nas tę zabawę w kotka i myszkę zamieniają na spokojna egzystencję nie do końca w zgodzie z własnymi przekonaniami.

Dziejową wypadkową jest fakt, że dziś konformizm dotyczy akurat katolicyzmu - nie mam zwyczaju krytykować czyjejkolwiek szczerej wiary dopóty, dopóki nie krzywdzi ona drugiego człowieka. Co więcej, potrafię sobie wyobrazić nonkonformistyczne, emancypacyjne chrześcijaństwo - ale to raczej nie nad Wisłą. U nas problem skutków powojennej homogenizacji społeczeństwa po dziś dzień pęta nasze życiowe możliwości. W sytuacji, gdy osoba o innym kolorze skóry nadal potrafi wzbudzać dość duże zainteresowanie na naszych ulicach (a niekiedy nawet - niestety - osoba taka potrafi paść ofiarą ataków rasistowskich), inny światopogląd religijny również bywa na cenzurowanym.

Imprezy typu chrzest czy - już w szczególności - Pierwsza Komunia są "jazdą obowiązkową" niemal niezależną od przekonań rodziców. Niewiele jest odważnych osób, które są w stanie obronić swój sprzeciw wobec udziału w tego typu imprezach. W tym ostatnim przypadku problemem jest też otoczenie dziecka. Dzieci, jak wiadomo, są bezkompromisowe w swoich opiniach, podobnie jak w głoszeniu zasłyszanych w domu fraz. Młodziak, który nie będzie brał w celebrze udziału, dość szybko może stać się "obcym" w dziecięcej społeczności. Nikt nie zaprzeczy, że obok aspektu duchowego bardzo wyraźny (w końcu żyjemy w erze gospodarki rynkowej) jest też aspekt materialny - piękne garnitury i sukienki, wystawne przyjęcia, kosztowne prezenty. Młody człowiek, pozbawiony tego typu ziemskich przyjemności, może czuć rozgoryczenie, zupełnie niezależne od własnych, rodzących się przekonań na temat religii. Trudno w takiej sytuacji mówić o czyjejkolwiek wolności wyboru.

Cóż w takiej sytuacji robić? Pewnym rozwiązaniem byłaby edukacja, tak więc koncepcja wcześniejszego wysyłania dzieci do szkół ma szansę sprzyjać zmianie społecznej. Szansa ta może jednak zostać zaprzepaszczona, jeśli niedokończony pozostanie proces laicyzacji i rozdziału Państwa od Kościoła. Lekcje religii w publicznych placówkach oświatowych ani nie poprawiły moralności Polek i Polaków, ani nie przyczyniły się do wzrostu wiedzy o katolicyzmie. Potrzebne są lekcje religioznawcze, które dostarczą młodym ludziom wiedzy o wierzeniach z całego świata i głównych prądach filozoficznych. Możliwe będzie wówczas danie młodzieży narzędziowni, umożliwiającej im dokonywanie własnych, świadomych wyborów, dotyczących własnego życia i przekonań. Nagle okaże się, że dogmaty tego czy owego kościoła czy związku wyznaniowego nie są uniwersalne.

Rozwiązania te nie muszą być skierowane przeciwko komukolwiek - zwiększają ludzką wolność i pozwalają na dokonywanie świadomych wyborów. Kiedy nie będzie już tyle miejsca na presję związaną z koniecznością odprawiania pustych dla kogoś rytuałów, będą je praktykować tylko Ci, którym na nich zależy. Dzięki temu zwiększy się dość znacznie przestrzeń różnorodności, która będzie mogła ubogacać zarówno nas samych, jak i różne grupy, w których operujemy.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dwie drogi
Każdy człowiek ma wolną wolę i może wybrać wieczność dla siebie dobrą lub złą. Żeby iść do piekła nie trzeba robić nic. Żeby się zbawić należy się mocno starać. Św. Piotr napisał: 1P 4:18 "A jeśli sprawiedliwy z trudnością dostąpi zbawienia, to bezbożny i grzesznik gdzież się znajdą?" Słowa Pana Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Mt 7:13 "Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą." W Dzienniczku św. Faustyny czytamy:
W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie szli tą drogą, tańcząc i bawiąc się - dochodzili do końca, nie spostrzegając, że już koniec. Ale na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść; jak szły, tak i wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli [mieli] łzy w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia, i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach.
Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie - ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie - nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka - jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka - jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka - jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka - jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk. Są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest.
Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. (Dz. 741).
Wybór drogi należy do Ciebie.
Warto poświęcić trochę czasu dla wieczności.
Pozdrawiam. Tadeusz katolik
http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
Przepraszam jeśli nie chcesz poznać Prawdy, która wyzwoli z błędów ciemności.

Beniex pisze...

Nie ma za co przepraszać, aczkolwiek mam wrażenie, że bardzo podobny tekst komentarza już na blogu czytałem. Nikomu nie zabraniam głosić tego, w co wierzy, aczkolwiek sobie pozwalam uznać, gdzie tkwi "prawda", a gdzie "okowy ciemności", a już w ogóle nie chciałbym, żeby na ten "wolny wybór" wpływać miała religia w szkołach - inaczej wybór nie będzie wolny. Co zresztą udowadnia moją tezę, że rozdział kościoła od państwa może przysłużyć się tak jednemu, jak i drugiemu podmiotowi. "Oddajcie Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie", czyż nie?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...