24 października 2014

Sara Matthieu o rowerowych ulicach, niedzieli bez samochodu i mieście przyjaznym dla rowerzystów

O mieście przyjaznym dla rowerzystów rozmawiamy z Sarą Mathieu, zieloną radną miasta Genewa.

Maciej Kassner: W jaki sposób miasto może wspierać rowerzystów i promować transport rowerowy?

Sara Mathieau: - Jest wiele rzeczy, która można zrobić. Najważniejsza jest infrastruktura. Trzeba upewnić się, że rowerzyści czują się bezpiecznie na drodze. Najlepszym rozwiązaniem są osobne trasy dla rowerów. Niestety, nie zawsze jest to możliwe, zwłaszcza w historycznych miastach, gdzie ulice są zbyt wąskie.  Ponadto, trzeba przyznać, że jest to bardzo drogie rozwiązanie. Ale są też inne sposoby, aby promować jazdę na rowerze. Musimy uświadomić ludziom, że często jest to najszybszy sposób na przemieszczenie się z jednego punktu do drugiego, zwłaszcza w miastach, w których jest dużo korków. Poza tym jest to korzystne dla ich zdrowia. Staramy się przekonać ludzi do tego, aby korzystali z rowerów w drodze do pracy. Namawiamy też firmy, żeby ich w tym wspierały. Jazda na rowerze daje dobre efekty zdrowotne. Dlatego, jeżeli prowadzisz firmę, dobrym pomysłem jest przekonanie swoich pracowników do jazdy na rowerze, choćby z tego powodu, że rzadziej będą korzystać z urlopu zdrowotnego. Ludzie muszą też mieć możliwość bezpiecznego parkowania swoich rowerów tak, aby nie były one narażone na kradzież i zniszczenie. W Genewie  rowery mają wygrawerowane numery, tak że można jest zidentyfikować, kiedy zostaną skradzione. Innym przykładem rozwiązania zwiększającego bezpieczeństwo użytkowników rowerów są zadaszone parkingi, które gwarantują, że rower będzie suchy i nie ulegnie zniszczeniu. 


                                               Fot. ze strony Sary Matheiu

Podczas swojego wystąpienia na Zielonym Kongresie Samorządowym wspomniałaś o pomyśle ulicy, na której rowerzyści są uprzywilejowanym środkiem transportu. Jak to działa?

- Nazywamy to ulicą rowerową. To próba odwrócenia psychologii. Normalnie ulica w mieście jest zdominowana przez samochody, a rowerzyści muszą na siebie uważać albo zostaną rozjechani. Na ulicy rowerowej jest odwrotnie. Rowerzysta jest tym, który ma swobodę ruchu i czuje się szefem na drodze. Samochody muszą się dostosować i jechać wolniej. Rowerzysta ma prawo jeżdżenia środkiem drogi, co jest naprawdę wygodne. To dobry sposób na pokazanie, że rowerzyści nie są najsłabszym ogniwem ruchu drogowego. Daje im to poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Niestety, nie wszystkie samochody przestrzegają reguł. Dlatego uważamy, że lepiej jest przedzielić ulicę na pół, oddzielając samochody od rowerów. Oczywiście nie wszędzie jest to możliwe. Tym niemniej, warto to zrobić przynajmniej na najważniejszych trasach rowerowych.

Innym nowatorskim rozwiązaniem, o którym wspomniałaś, jest „niedziela bez samochodu”. Myślisz, że to może być psychologiczny bodziec, który pomoże ludziom przesiąść się z samochodów na rowery lud do publicznych środków transportu?

Tak może być. W Brukseli to stało się rodzajem święta rodzinnego. Każdy widzi, jak miłe może być miasto bez samochodów. Możesz pokazać ludziom, że jakość życia byłaby dużo wyższa, gdyby nie było tylu samochodów w centrum miasta. To również sposób na to, aby przywrócić ulice rowerzystom i pieszym. To na naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy możesz jechać rowerem po tych wielkich ulicach, kiedy nie ma na nich żadnych samochodów. Daje to poczucie mocy.  Niestety, wydarzenia takie jak „niedziela bez samochodu” nie zmieniają codziennych nawyków transportowych ludzi. Do tego potrzebne są dodatkowe bodźce.

Podczas swojego wystąpienia wspomniałaś o prawie, które pozwala rowerzystom na skręcanie w prawo na czerwonym świetle. Musi to irytować kierowców samochodów, którzy nie mogą tego robić. Myślisz, że to może być bodźcem zachęcającym ludzi do korzystania z rowerów?

-  Myślę, że tak jest. I nie chodzi tylko o satysfakcję: „Ha, ha, ja mogę skręcić , a ty nie!”. Jeżeli chcesz przekonać ludzi, aby zostawili swoje samochody w domu musisz sprawić, że inne środki transportu – transport publiczny, jazda na rowerze, chodzenie piechotą –będą bardziej komfortowe, szybsze i przyjemniejsze. Inaczej to nie będzie działać. 


20 października 2014

"Warszawa ma być miastem, o którego kształcie decydują mieszkańcy i mieszkanki". Podsumowanie cyklu ERBEL ROZMAWIA.

W miniony czwartek na trzecim piętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich odbyło się wydarzenie podsumowujące cykl spotkań ERBEL ROZMAWIA, w ramach którego Joanna Erbel konsultowała swój program wyborczy z mieszkańcami 18 dzielnic Warszawy.



Spotkanie rozpoczęli Adam Ostolski i Agnieszka Grzybek, przewodniczący Partii Zieloni. Ostolski podkreślał, że pomysły Joanny Erbel i Partii Zieloni na Warszawę są odważne i niesztampowe, a jednocześnie odpowiedzialne. - Decyzja o kandydowaniu zarówno ze strony Joanny, ale też ze strony Partii była niewątpliwie odważna. Wiele osób mówiło nam – jak to, taka młoda, niedoświadczona, czy ona da radę? Jednak była to decyzja niesztampowa i odpowiedzialna. Bo od początku wiedzieliśmy, że Joanna jest osobą doskonale przygotowaną do pełnienia funkcji prezydentki Warszawy.  Jest doskonale przygotowana  do tego, by zmieniać to  miasto, bo już zmienia to miasto – swoją wiedzą, swoim doświadczeniem, swoją energią, zaangażowaniem i zdolnością  zjednywania sobie ludzi -  rozpoczął Ostolski. Przewodniczący Partii wyliczył szereg propozycji programowych, które jako pierwsi wysunęli Zieloni, i które zostały następnie podjęte przez innych kandydatów, mimo że początkowo wydawały się zbyt odważne – budowa mieszkań komunalnych na wynajem, budżet partycypacyjny, zwężanie jezdni czy tańszy transport zbiorowy. - Na 116 stronach naszego programu są wyłącznie takie postulaty, które można zrealizować lub zacząć realizować w ciągu najbliższych czterech lat - podkreślał. - Zieloni radni i radne będą pilnować tego, aby zrealizowano ich jak najwięcej.

Po tym wstępie Joanna Erbel przedstawiła nowy program wyborczy, po poprawkach i zmianach będących wynikiem szerokich konsultacji społecznych. Chcę, żeby Warszawa nie była miastem, które wygrywa w rankingach inwestycyjnych, miastem dla turystów, ale miastem zrównoważonym przede wszystkim dla mieszkanek i mieszkańców. Taka Warszawa, o której marzymy, to Warszawa lokalna – mówiła. Joanna Erbel. Kandydatka podkreślała, że poprzez coraz bliższą współpracę z mieszkańcami i mieszkankami można stworzyć lokalną Warszawę - Zauważyliśmy, że ludzie chcą się organizować, chcą wspierać swoją lokalną okolicę i swych sąsiadów – zaznaczyła Erbel. Do budowania lokalnej tożsamości przyczynia się ochrona zabytków  dziedzictwa historycznego Warszawy. – Nie myśli się o zabytkach jak o czymś, co jest dla nas bardzo ważne, co tworzy naszą lokalną tożsamość, co sprawia, że jesteśmy warszawiakami i warszawiankami związanymi z daną, konkretną dzielnicą. Dlatego tak ważna jest ochrona i dbanie o zabytki, a nie oddawanie ich np. w ręce deweloperów, tylko dlatego, że znajdują się na bardzo atrakcyjnej działce – zaznaczała kandydatka.



W swoim programie Joanna Erbel kładzie nacisk rozwój transportu publicznego, ułatwienia dla rowerzystów i pieszych. Kandydatka chce, aby miasto zachęcało mieszkańców i mieszkanki do przesiadania się do komunikacji miejskiej, czy na rowery. Postuluje także powołanie Biura ds. Mobilności, które koordynowałoby rozwój transportu zbiorowego skupiając się na potrzebach transportowych mieszkanek i mieszkańców miasta, a nie potrzebach i planach drogowców, czy urzędników, jak jest do tej pory. Erbel chce, aby wszystkie warszawianki i wszyscy warszawiacy bez względu na zdrowie i zasoby mieli zapewnioną wygodną podróż po mieście - Musimy mieć możliwość pokonania drogi pieszo bez utrudnień, labiryntów i dziur w chodnikach, musimy mieć możliwość wygodnego skorzystania z komunikacji miejskiej lub np. roweru bez obawy o swoje zdrowie i  bez problemów w postaci barier architektonicznych, z którymi chcemy walczyć – zapewniała Erbel.

Kolejnym priorytetem programu kandydatki jest polityka mieszkaniowa, która obecnie niemal w ogóle nie istniej. Nowa polityka mieszkaniowa według Erbel ma obejmować wszystkie grupy społeczne. – Chcemy, żeby Warszawa budowała więcej mieszkań komunalnych, w tym momencie buduje się około 300 i tyle samo tracimy na skutek reprywatyzacji, a pięć tysięcy osób czeka w kolejce, według nas jest to rzecz karygodna i chcemy to zmienić – tłumaczyła. Erbel zauważyła też konieczność uregulowania kwestii reprywatyzacji, która jak bumerang powraca, najczęściej przy okazji wyborów.  - Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas kampanii zapowiada, że zajmie się reprywatyzacją, że ustawa reprywatyzacyjna powstanie, i że poradzimy sobie z tym problemem. Nie wierzę w te zapewnienia, ponieważ,  jako przedstawicielka rządzącej partii, w ciągu ostatnich  ośmiu lat  nie była w stanie tego zrobić – punktowała kandydatka.

Erbel w swym programie stawia także na ogólnodostępną edukację. Podczas czwartkowego spotkania Erbel zauważyła, że  ważną rzeczą jest dotowanie publicznych szkół, które nie będą dzielić uczniów na lepszych i gorszych. Kandydatka postuluje też utrzymanie małych klas w szkołach publicznych, darmowe przejazdy dla uczniów między miejscem zamieszkania a szkołą, a także powrót szkolnych stołówek należących do szkół, a nie firm kateringowych. Erbel kładła także nacisk  na dbanie o zdrową żywność w szkołach.  Ważnym elementem w rozbudowanym punkcie edukacyjnym kandydatki Partii Zieloni, jest także ochrona zdrowia w szkole i powrót dentystów do placówek edukacyjnych.

Program kandydatki Partii Zieloni na prezydentkę Warszawy nie pomija także zagadnień dotyczących kultury, sportu i rekreacji. Jak zauważyła podczas spotkania Erbel, kultura w mieście ma być bardziej dostępna dla mieszkanek i mieszkańców i nie skupiać się jedynie na wielkich imprezach masowych skupiających tysiące widzów. Według Erbel warszawiacy i warszawianki mają mieć możliwość korzystania z kultury wysokiej nie tylko od święta. – Chcę, żeby kultura w mieście była czymś, co jest codziennym doświadczeniem, a nie pójściem raz na miesiąc na dużą imprezę masową – zaznaczyła Erbel. Kultura ma stać się integralnym elementem miejskich programów, takich jak tworzony obecnie program rewitalizacji.

Program kandydatki Partii Zieloni obejmuje także zagadnienia dotyczące dobrego planowania i zarządzania przestrzenią publiczną, którego według Erbel w tej chwili brakuje. – Obecnie Warszawa pokryta jest planami miejscowymi zaledwie w niecałych trzydziestu trzech procentach, czyli  istnieją one zaledwie dla jednej trzeciej terenów Warszawy, a  to zdecydowanie za mało - mówiła kandydatka.  Erbel stwierdziła także, że Warszawie potrzebne jest przywrócenie funkcji Architekta Miejskiego, który czuwałby nad ładem architektonicznym w mieście. Według Erbel potrzebne jest także stworzenie społecznego studium zagospodarowania przestrzennego. Kandydatka postuluje, aby przed zrealizowaniem przez miasto planu, odbywały się spotkania z mieszkańcami i mieszkankami, konsultacje, z których powstałby wspólny pomysł na zabudowanie danego terenu.

Joanna Erbel podczas spotkania zaznaczyła także, że bardzo ważnym punktem w programie miejskim jest zieleń. Zieleń w mieście podnosi komfort naszego życia i ma ogromny wpływ na zdrowie mieszkanek i mieszkańców. Ale miejska zieleń to nie tylko sterylne parki jak Ogród Krasińskich,  ale również inne miejsca, gdzie pojawiają się  dzikie rośliny. – Warszawska zieleń nie może być zielenią salonową, donicową,  zielenią nie przyjazną mieszkankom i mieszkańcom – mówiła. Erbel zauważyła, że w mieście powinno być miejsce zarówno dla ogrodzonych historycznych ogrodów, otwartych ogródków działkowych, ogródków prowadzonych przez miejskich ogrodników, dużych parków czy miejskich lasów, ale też szczególnie ważna jest drobna zieleń na osiedlach - skwery, przyuliczne drzewa. Im więcej różnorodnej, lokalnej i rozproszonej zieleni w mieście, tym zdrowsze i piękniejsze miasto, a co za tym idzie – zdrowsi mieszkańcy i mieszkanki.



Erbel opowiada się za rozwijaniem zielonego  przemysłu, który ma stworzyć w mieście nowe miejsca pracy. -Chcemy powrotu fabryk, ale nie tych dymiących, zatruwających środowisko naturalne, tylko zielonych fabryk. Chcemy  nowego zielonego i lokalnego  przemysłu w nowoczesnych zakładach produkcyjnych - tłumaczyła Erbel. Przedstawiony nowy program Joanny Erbel,  obejmuje  również darmowy dostęp do bezprzewodowego Internetu w całym mieście oraz możliwość rozwoju małych firm, często zakładanych przez absolwentów i absolwentki warszawskich uczelni.

Udoskonalony program miejski Joanny Erbel zawiera także postulaty dotyczące większej partycypacji mieszkanek i mieszkańców w życiu miasta. –Chcemy, żeby Warszawa była miastem, gdzie my  - mieszkanki i mieszkańcy – możemy decydować o jej kształcie -  mówiła kandydatka. Erbel postulowała także zwiększanie partycypacji mieszkańców w ustalaniu budżetu, czy  tworzeniu dokumentów strategicznych.

Ostatnie spotkanie z cyklu ERBEL ROZMAWIA zakończyło się po ponad dwóch godzinach spędzonych na prezentacji poprawionego po konsultacjach z mieszkankami i mieszkańcami programu, ale także na dyskusji z zebranymi. Osoby, które pojawiły się jako pierwsze  na spotkaniu,  mogły otrzymać papierową wersję programu Joanny Erbel, który rozszedł się na pniu. Pozostali mogą zapoznać się z programem na stronie: joannaerbel.pl. Joanna Erbel podsumowując spotkanie i dziękując przybyłym za uwagę zaprosiła wszystkich do udziału w wyborach i wprowadzenia jej programu w życie.

Zespół Zielonej Warszawy

17 października 2014

Samorząd bliżej obywateli! Odpowiedź Marka Matczaka na list Andrzeja Wielowieyskiego do kandydatów w wyborach samorządowych

Szanowny Panie Andrzeju,
przeczytawszy w Gazecie Wyborczej Pana „List otwarty do kandydatów w wyborach samorządowych”, jako kandydat do Rady m.st. Warszawy z Komitetu Wyborczego Partii Zieloni pragnę w pełni zgodzić się z opisaną w Pana liście diagnozą deficytu demokracji w naszej stolicy, ale też dodać kilka swoich uwag.


Przede wszystkim wszyscy samorządowcy powinni uświadomić sobie, że dzisiaj nie wystarczy raz na cztery lata poprosić o wyborczy głos i otrzymać mandat radnego. Dzisiaj trzeba codziennie starać się o ten społeczno-polityczny mandat. Praca w samorządzie to nieustający dialog z obywatelami miasta  - służy do tego wiele narzędzi, które w Warszawie bywają bardzo zardzewiałe – należy je przeczyścić i naoliwić.

Między innymi takimi narzędziami demokracji są rady osiedla, czyli organizacje samorządowe najniższego szczebla. Rady osiedla bardzo dobrze funkcjonują w Śródmieściu oraz na Grochowie, ale pozostają niezauważane przez władze miasta, a ich działania mało kiedy brane są pod uwagę. Najwyższa pora, aby rady osiedli zaistniały we wszystkich dzielnicach miasta, i żeby dla wszystkich było jasne, jak można założyć radę i na jakich zasadach ten obywatelski organ funkcjonuje. Społeczna działalność rad powinna być wspierana przez urzędy dzielnicowe oraz przez warszawski ratusz. Jako radny zamierzam utrzymywać kontakty ze wszystkimi radami, bo to są miejsca, gdzie spotykam się bezpośrednio z problemami obywateli, ale też znajduje tam bardzo dobre rozwiązania.

Innym ważnym narzędziem demokracji społecznej są miejskie Komisje Dialogu Społecznego, które skupiają organizacje pozarządowe zajmujące się konkretnymi tematami, np. ochroną środowiska albo miejscowymi planami zagospodarowania – tu jest potrzebne silne wsparcie i zainteresowanie radnych miejskich pracami takich komisji. Dla mnie jako kandydata na radnego sensowne jest, aby komisje rady miasta raz na jakiś czas robiły wspólne z Komisjami Dialogu Społecznego posiedzenia w celu wymiany informacji oraz prawdziwego załatwiania spraw i kontroli miejskich urzędów. W dzielnicach też istnieją Dzielnicowe Komisje Dialogu – te powinny zostać zreformowane poprzez rozszerzenie ich formuły tak, by uwzględniała wszystkich zainteresowanych sprawami dzielnicy. Proponuję na przykład, aby do udziału w pracach komisji dopuścić pojedyncze (niezrzeszone) osoby, przedsiębiorców, urzędników ZGN, spółdzielców oraz przedstawicieli wspólnot mieszkaniowych. Nie byłaby to żadna nowość, bo taki ciekawy projekt już wystartował na Woli. Jako miejski radny będę też lobbował za zmianą statutu miasta, tak aby radni dzielnicowi otrzymali większe kompetencje, a ich głos był słyszany i naprawdę brany pod uwagę przez radę i warszawski ratusz.

Uczestniczyłem w wielu posiedzeniach komisji oraz sesjach rad dzielnicowych i wielokrotnie słyszałem, że radni dzielnicy jedynie wydają opinie, które następnie nie są brane pod uwagę ani przez Radę Warszawy, ani przez urzędników ratusza. Najwyższa pora z tym skończyć, bo obecna sytuacja to nie tylko niegospodarność finansowa, ale też objaw kulejącej demokracji. Często prowadzi to w Warszawie do frustracji, bo lokalna społeczność oczekuje innych decyzji niż te, które uważa za słuszne ratusz. Należy też dać większe i bardziej elastyczne kompetencje dzielnicowym burmistrzom, ponieważ, jak Pan zauważył, zarządzają sporymi miejscowościami.

Wielokrotnie w swojej aktywistycznej działalności w mieście słyszałem od ludzi, którzy zwracali się do mnie o pomoc, że nie znają oni swoich radnych. W Warszawie jest to wielki problem, ale do rozwiązania. Miedzy innymi dlatego kandyduję na radnego Warszawy – uważam, że radnymi powinni być nasi sąsiedzi, liderki i liderzy z podwórka, osiedla i dzielnicy, ludzie, którzy pracują na przysłowiowej ulicy, na podwórku - bezpośrednio znają sytuację i problemy mieszkanek i mieszkańców. Tak jak już wyżej pisałem, radni z Rady Miasta powinni brać czynny udział w pracach DKDS-ów i KDS-ów i organizować wspólne komisje. Powinni też być w ciągłym kontakcie z radami osiedli oraz z radymi dzielnicy swojego okręgu wyborczego.  Bardzo ważny jest przepływ informacji pomiędzy organizacjami społecznymi oraz zainteresowanymi mieszkańcami a Radą miasta, bo to właśnie jego brak powoduje wszystkie społeczne niepokoje w naszym mieście, których przez ostatnie lata jest coraz więcej.

Warszawski ratusz to przedziwny mechanizm urzędniczych pionów i poziomów, które bardzo często ze sobą nie współpracują, a silniejsze jego komórki wiodą prym w przebudowie naszego miasta, narzucając innym swoja wizję. Tak jak mówi Joanna Erbel, nasza zielona kandydatka na prezydentkę Warszawy: „Znam wielu kompetentnych i sprawnych urzędników, ale nie ma politycznej woli, aby działali. Wielokrotnie nie wiedzą, jaką decyzję powinni podjąć i w którym kierunku ma rozwijać się miasto.”  I to właśnie jest źródło wielu problemów miasta – trzeba sobie zadać dramatyczne pytanie: Kto właściwie rządzi w stolicy?

Najwyższa pora zmienić styl zarządzania miastem – rozejrzeć się i zauważyć ludzi, obywateli i obywatelki, którzy mają swoje potrzeby, poglądy, i porozumieć się z nimi. Z takiego porozumienia zrodzą się nowe plany rozwoju społecznego, ale też urbanistyczne plany dla miasta, które teraz tonie, pozbawione miejscowych planów zagospodarowania, z permanentnie niszczonymi zabytkami  i bez planu rozwoju komunikacji miejskiej. Mógłbym długo wyliczać przykłady niezgody społecznej na działania ratusza, poczynając od kolejnych wycinek drzew po wydawanie milionów na miejskie gadżety, gdy jednocześnie zamyka się szkolne stołówki albo twierdzi, że nie ma pieniędzy na publiczne biblioteki, itd. 

Jako przyszły radny m. st. Warszawy będę zajmował się tymi zagadnieniami, abyśmy my wszyscy, jako miasto, bo miasto to przecież my, mieszkanki i mieszkańcy, zasłużyli na miano prawdziwie demokratycznej metropolii.

Pozdrawiam,
Marek Matczak 
- współprzewodniczący Warszawskiego Koła Partii Zieloni
- były członek Unii Demokratycznej, Unii Wolności 
oraz wiceprzewodniczący Partii Demokratycznej.



11 października 2014

Joanna Erbel w Ursusie: „Warszawa potrzebuje zmiany zarządzania.”


Ostatnie spotkanie z cyklu ERBEL ROZMAWIA odbyło się w środowy wieczór (08 października) w Ursusie. Podczas spotkania Joanna Erbel tradycyjnie już omówiła najważniejsze zagadnienia swego programu miejskiego, który przedstawiła w siedmiu punktach: 1) Wszystko, co ważne blisko ciebie; (2) Warszawa bez korków. Bilet za 2 zł; (3) Nowa polityka mieszkaniowa; (4) Planty warszawskie; (5) Start-up Warszawa! WiFi w całym mieście; (6) Sprawny urząd z wizją oraz (7) Straż miejska pomaga słabszym. Cały program kandydatki Partii Zieloni zawiera ponad osiemdziesiąt stron wypełnionych pomysłami na Warszawę. Erbel podkreśliła, że zdecydowała się nie rzucać paru chwytliwych haseł wyborczych jak ”przedłużymy wam linię metra” czy „tramwaj na Wilanów”. Zamiast przedwyborczych obietnic kandydatka zamierza pokazać kompleksową wizję zmiany miasta – Warszawa przede wszystkim potrzebuje zmiany logiki w zarządzaniu. Potrzebuje odejścia od dużych inwestycji, skupionych centrum miasta, inwestycji drogich, ale dobrze wyglądających z PR-owego punktu widzenia, na rzecz inwestycji lokalnych, mniejszych, ale bardziej potrzebnych mieszkańcom – tłumaczyła. 

                                             Fot. Ralph Dadura

Erbel zwróciła również uwagę na problem korków w Warszawie. – Jeżeli miasto swymi inwestycjami daje mieszkańcom i mieszkankom sygnał, że jedynym środkiem komunikacji w mieście jest samochód i tylko nim mają się przemieszczać, to siłą rzeczy miasto będzie się korkować coraz bardziej – zauważyła kandydatka. Lekiem na transportowe bolączki miasta powinno być doinwestowanie komunikacji miejskiej oraz stworzenie zintegrowanego systemu kolei miejskiej. – Za wzór stawiamy sobie takie miasta jak Hamburg czy Helsinki, które na przestrzeni najbliższych dwudziestu, trzydziestu lat chcą całkiem wyeliminować potrzebę posiadania samochodu w mieście. Ten proces dzieje się stopniowo. Inwestuje się w transport publiczny, usprawnia się go do tego stopnia, że przemieszczanie się nim staje się najwygodniejszą formą komunikacji, a także uspokaja się ruch samochodowy –wyjaśniała kandydatka. Erbel zauważyła także, że jednym z postulatów, który wyłonił się w ramach dzielnicowych konsultacji programu, jest powołanie Biura ds. Mobilności. Biuro to koordynowałoby rozwój transportu zbiorowego, skupiając się na potrzebach transportowych mieszkanek i mieszkańców miasta. 

Podczas spotkania na Ursusie Erbel poruszyła także ważną kwestię polityki mieszkaniowej i reprywatyzacji. Erbel  zauważyła, że od początku transformacji  polityka mieszkaniowa w Warszawie praktycznie nie istniała. Jedyną propozycją władz są dopłaty w ramach rządowych programów jak Rodzina na Swoim, czy Mieszkanie dla  Młodych, które przynoszą korzyści głównie firmom deweloperskim. Erbel chce zmiany logiki działania na rzecz wsparcia budownictwa czynszowego. Według kandydatki ważny jest także rozwój budownictwa na wynajem, powrót TBS-ów i wprowadzenie mikrospółdzielni, które zaczną już niedługo działać we Wrocławiu. Kolejnym bulwersującym tematem jest reprywatyzacja, która dotyczy również nieruchomości użyteczności publicznej, takich jak boiska szkolne, przedszkola czy parki. Erbel stwierdziła, że obecne władze miasta nie robią nic, aby pomagać lokatorom i lokatorkom reprywatyzowanych kamienic, nie mają także pomysłu na rozwiązywanie problemu roszczeń, a ustawa, która powstaje od lat, wciąż nie jest gotowa. 

                                                             Fot. Ralph Dadura

Prawie dwugodzinne spotkanie z kandydatką zakończyło się serią pytań od zgromadzonych. Większość pytań dotyczyła finansowania postulatów pojawiających się w programie Joanny Erbel. Kandydatka stwierdziła, że przede wszystkim chciałaby zmienić priorytety budżetowe. Jej zdaniem miasto wydaje ogromne pieniądze na duże i „ozdobne” inwestycje jak np. bezmyślne rozbudowy dróg ( jak chociażby trzypasmowej ul. Światowida), budowanie za 5 milionów złotych budynku kawiarni Plażowa, czy stawianie drogich atrakcji w stylu fontanny multimedialnej na Podzamczu. Według Erbel, zamiast takich kosztownych inwestycji, pieniądze z nich można oddać dzielnicom na realizowanie ich potrzeb, jak budowa centrów aktywności lolalnej, czy  tak bardzo potrzebny w Warszawie rozwój zintegrowanego transportu szynowego (z pomocą może przyjśc wizja integracji warszawskiego systemu transportu, przedstawiona przez Mariusza Różyckiego w ramach konkursu Futuwawa) - Miasto, które my proponujemy, to miasto wolne od niepotrzebnych wydatków, a nie miasto, które wyrzuca w błoto grube miliony na rzeczy kompletnie niepotrzebne. Ogromne środki są wydawane na reprywatyzację, na odszkodowania, nad którymi nie mamy kontroli. I tu są pieniądze – zaznaczyła Erbel. 

Fot. Ralph Dadura 


Zgromadzeni na spotkaniu zauważyli, że dużym problemem dotyczącym ich dzielnicy jest transport. Mieszkańcy i mieszkanki Ursusa skarżyli się na to, iż  dojazd do centrum miasta, gdzie większość z nich pracuje, jest utrudniony. Według zgromadzonyh sytuacja pogorszy się, gdy powstanie nowe megaosiedle na 38 tys. osób budowane na terenie dawnych zakładów ZPC Ursus. Według mieszkanek i mieszkańców bardzo dogodnym rozwiązaniem dla ich dzielnicy byłoby lepsze wykorzystanie istniejącej już infrastruktyry kolejowej, która jest „jedynym ratunkiem dla Ursusa”. Dzięki zintegrowanemu systemowi transportu szynowego, który postuluje w swym programie Erbel, Ursus zyskałby połączenie z resztą miasta – nie tylko ze stacją Warszawa-Śródmieście.   

                                                 Fot. Ralph Dadura

Największe poruszenie wśród zebranych wywołał jednak temat, z którym pojawił się na spotkaniu Mirosław Obarski ze Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ursusa. A mianowicie  budowa przez Dalkię Warszawa (francuską firmę, która przejęła sprywatyzowany SPEC) nowej elektrociepłowni na terenie dawnych ZPC Ursus. Inwestycja, która kosztować będzie  300 milionów złotych,  ma według firmy zaspokoić dostarczyć mieszkańcom i mieszkankom tańsze, przyjazne dla środowiska i bezpieczne ciepło. Przeciwnicy tego rozwiązania wskazują jednak  na wysokie koszty przesyłania energii z Ursusa do Warszawy. Jak zauważył Mirosław Obarski, na terenie byłych ZPC Ursus, gdzie Dalkia Warszawa zamierza zbudować elektrociepłownię, można już dostarczać tanie ciepło ze źródeł miejskich (polska firma PGNiG Termika), a w odległości ok. pół kilometra od projektowanej inwestycji, funkcjonuje od lat elektrociepłownia o podobnych parametrach w zakresie produkcji ciepła (polska firma Energetyka Ursus). Budowanie nowej elektrociepłowni naraża na koszty nie tylko mieszkańców i mieszkanki Ursusa, ale całą Warszawę. Według analiz wykonanych przez Instytut Techniki Cieplnej przy Politechnice Warszawskiej i Komitet Obrony Lokatorów podwyżki cen wyniosą ok. 17 proc. w Warszawie - w tym przypadku oznacza to w sumie podwyżkę o 220 mln zł rocznie, co w przeliczeniu na 4. osobową rodzinę daje blisko 490 zł w skali roku. 

Na koniec spotkania Joanna Erbel zachęciła mieszkańców i mieszkanki Ursusa do przyjścia 16 października na ostatnie spotkanie z cyklu ERBEL ROZMAWIA, na którym zostanie zaprezentowany program w pełnym kształcie z uwzględnionymi pomysłami mieszkańców i mieszkanek wszystkich 18 dzielnic. 

Zespół Zielonej Warszaway

8 października 2014

Co samorządy mogą zrobić w sprawie globalnego ocieplenia? Panel "Energia i Klimat" podczas Zielonego Kongresu Samorządowego


Podczas zielonego kongresu samorządowego odbył się panel dotyczący polityki klimatycznej, w którym udział wzięli dr Ludomir Duda, ekspert w dziedzinie audytu energetycznego,  prof. dr. hab. Krzysztof Dębowski z Politechniki Śląskiej oraz Juan Davi Ferrer, reprezentujący firmę klaster Smart ITI. Dyskusję moderowała Ewa Suffin-Jaquemart, prezeska Fundacji Strefa Zieleni.

                                                                      Fot. Ela Hołoweńko

Dr Ludomir Duda przedstawił swoje doświadczenia związane z wdrażaniem normy ISO5001. Jest to norma wykorzystywana do racjonalizacji zużycia energii poprzez termomodernizację budynków.  Termomodernizacji najczęściej dokonuje się w firmach i budynkach użyteczności publicznej. Pierwszym krokiem jest przeprowadzenie audytu energetycznego.  Zadaniem audytora jest odtworzenie struktury zużycia energii i wskazanie możliwych  oszczędności. W praktyce audytorzy napotykają wiele trudności związanych głównie z nieprawidłową instalacją liczników. Po zakończeniu audytu wprowadzane są postulowane przez audytora inwestycje termomodernizacyjne. Pełne zrealizowanie zaleceń audytora wymaga prowadzenia na bieżąco analizy planowego i rzeczywistego zużycia energii.  Proces kończy ponowny audyt energetyczny danej firmy lub instytucji publicznej, który pozwala wykazać, ile energii zaoszczędzono.  Spektakularnym przykładem sukcesu opisanej tu procedury jest termomodernizacja Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach, w wyniku której udało się zmniejszyć zużycie energii o 90%.  Rzecz jasna, nie zawsze daje się uzyskać tak imponujące rezultaty. Tym niemniej, jak przekonywał Ludomir Duda powołując się na własne doświadczenia w charakterze audytora, inwestycje termomodernizacyjne przynoszą oszczędność energii minimum 60%.

Oprócz termomodernizacji  już istniejących konstrukcji należy też wznosić nowe budynki zgodnie z zasadami racjonalnego wykorzystania energii. Dotyczy to w równej mierze firm, budynków użyteczności publicznej i domów indywidualnych.  Według Ludomira Dudy koszt  domu pasywnego nie przekracza średniej kwoty przeznaczanej na budowę domu.  Termomodernizacja i promocja budownictwa pasywnego są  alternatywą dla ocieplania domów węglem. W ocenie doktora Ludomira Dudy na barbarzyństwo zakrawa fakt że ludzie tracą zdrowie i życie pracując w kopalniach, podczas gdy wciąż niewykorzystane pozostają możliwości oszczędzania energii, jakie daje termomodernizacja. 

Juan Davi Ferrer przedstawił działalność firmy Cluster Smart IT. Idea klastra polega na tym, że zrzeszone w nim firmy konkurują ze sobą, ale także w pewnym zakresie współpracują, np. w obszarze prac badawczych i rozwojowych. Cluster Smart IT jest konsorcjum zrzeszającym szereg przedsiębiorstw zainteresowanych wdrażaniem inteligentnych i przyjaznych środowisku rozwiązań.   W ofercie konsorcjum są m. in. propozycje smart city (ekologicznego zarządzania miastem m. in. poprzez wykorzystanie samochodów elektrycznych), smart grid (tworzenie inteligentnych sieci energetycznych, które umożliwiają na komunikację między producentami i użytkownikami energii, a także bardziej efektywne korzystanie z wytworzonej energii np. uzależnienia oświetlenia ulic od danych przekazywanych przez czujniki ruchu) oraz smart metering (poprawa systemów mierzenia zużycia energii przy pomocy „liczników energii XX wieku”). W ocenie prezesa Ferrera potrzebujemy nie tyle nowych rozwiązań technologicznych, co lepszego zintegrowania technologii już istniejących.   Cluster Smart It, wedle słów prezesa Ferrera, zajmuje się właśnie poszukiwaniem takich synergicznych, inteligentnych i proekologicznych rozwiązań. 

Prof. Krzysztof Dębowski przedstawił funkcjonowanie stowarzyszenia klaster 3X20, które działa na rzecz zrównoważonego rozwoju oraz promocji energetyki prosumenckiej. Misją klastra jest zwiększenie o 20% zużycia energii ze źródeł odnawialnych, przy jednoczesnej redukcji zużycia paliw kopalnych i  emisji CO2  odpowiednio o 20%.  W ramach klastra współpracują ze sobą jednostki badawcze, samorządy i firmy prywatne. Wiodącą instytucją jest Politechnika Śląska.  Wśród podejmowanych działań należy wymienić edukację ekologiczną, budowę bazy wiedzy o odnawialnych źródłach energii, stworzenie biblioteki energetyki prosumenckiej,  organizowanie targów prosumenta oraz  stworzenie „Wirtualnej Sieci Referencyjnych Prosumenckich Mikroinstalacji Energetycznych”. Klaster  dostarcza samorządom oraz indywidualnym prosumentom wiedzy niezbędnej do rozwijania energetyki odnawialnej. W procesie tym duża rola przypada władzom lokalnym. Jak wskazywał prof. Dębowski, samorządy mogą tworzyć ogólne warunki sprzyjające rozwojowi energetyki prosumenckiej oraz kreować autonomiczne regiony energetyczne, oparte na zielonej energii. Prof. Dębowski przekonywał, że musimy zmienić nasze myślenie o energetyce tak, aby konsument stał się zarazem współtwórcą energii.  Opłacalność energetyki prosumenckiej wynika między innymi z tego, że jest produkowana lokalnie, dzięki czemu można zminimalizować straty związane z transmisją energii. 

Podsumowując dyskusję Ewa Suffin-Jaquemart stwierdziła, że nie sposób przeciwstawić się globalnym zmianom klimatycznym bez gruntownej zmiany polityki energetycznej. Jednak aby właściwe rozwiązania technologiczne zostały wdrożone w życie potrzebny jest dobry klimat polityczny. Niestety w Polsce partie głównego nurtu nie dostrzegają konieczności rozwoju energii odnawialnej  W obecnej sytuacji nadzieję na transformacje energetyczną należy wiązać z władzą lokalną. Aby czysta energia miała w Polsce szanse potrzebna jest wola polityczna i zmiany prawne. Prawo o zamówieniach publicznych musi dopuszczać możliwość stosowania kryteriów pozafinansowych w przetargach, w tym kryteriów związanych z efektywnością energetyczną. Potrzebne są dokładniejsze pomiary zużycia energii, inwestycje w termomodernizację budynków i domy zeroenergetyczne. Na promocję energetyki odnawialnej należy pozyskiwać środki z UE – jest to duża szansa, z której Polska wciąż nie potrafi w wystarczającym stopniu korzystać.

Maciej Kassner

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...