14 lutego 2008

Miażdżenie mirażu romantycznego

Krytyka Polityczna postanowiła przypomnieć czytelniczkom i czytelnikom postać swojego patrona. Ostatnia książka Stanisława Brzozowskiego "Głosy wśród nocy" nie jest lekturą lekką i prostą, ale to w wypadku publikacji sygnowanych logo KP nie powinno dziwić. Mimo to warto poświęcić jej trochę czasu i nawet szarych komórek, by odkryć, że do dziś mamy na sobie stygmat romantyzmu. Stygmat ów odbija się echem w naszych zachowaniach i powszechnie przyjmowanych wzorcach. Rzecz jasna "burza i napór" w każdym z krajów europejskich przebiegała w nieco inny sposób - u nas, według Brzozowskiego, wypadła wyjątkowo fatalnie w kontekście budowania nowoczesnego narodu i państwowości. Choć nie doczekał on czasów niepodległej Polski, wiele z jego obaw zmaterializowało się w postaci II Rzeczypospolitej.

Wstęp do tytułu napisał Cezary Michalski. Kreśli on w nim obraz pisarza i publicysty rozdartego wyrzutami sumienia z powodu młodzieńczych błędów i dewastowanego śmiertelną gruźlicą. Filozofa, którego inspiracje sięgały Marksa i kardynała Newmana, Nietzschego i katolickich modernistów, patrzącego z przerażeniem na modernizacyjne pomysły Dmowskiego i na bogoojczyźniane uniesienia Sienkiewicza. Całe swe krótkie życie walczył z brakiem refleksji na temat tego, czym miała być polskość i w jaki sposób urefleksyjnić ją. Niedługo minie 100 lat od jego śmierci, a proces, który kraje Europy Zachodniej mają już dawno za sobą, my zaś nadal pozostawiamy jako nieodrobioną lekcję.

Spośród rozlicznych esejów Brzozowskiego na uwagę zasługuje przede wszystkim ten o Aleksandrze Hercenie, i kolejny poruszający m.in. kwestię twórczości Fiodora Dostojewskiego. Autor "Głosów wśród nocy" w błyskotliwy sposób rozpracowuje tu rosyjskie podejście do przemian kapitalistycznych w swej XIX-wiecznej ojczyźnie. Dla wielu z ówczesnych Słowianofilów, ale także rewolucjonistów, ówczesne zapóźnienie świeżo wychodzącej z pańszczyzny wsi było darem od niebios. W ich przekonaniu pozwalało to uniknąć napięć charakterystycznych dla dzikiej modernizacji Zachodu, umożliwiając bądź utrzymanie formy monarchicznej opartej na wspólnej własności ziemskiej chłopów, bądź też na dokonanie za ich pomocą "żabiego skoku" do socjalizmu. Łączyło się to nierzadko z przekonaniem o rosyjskiej wyjątkowości i odmienności od Zachodu, które do dziś występuje wśród wielu mieszkańców nie tylko tego kraju, ale też i Polski.

O ile Hercen i środowisko "Kołokoła" jest dla Brzozowskiego inspiracją polityczną, o tyle Dostojewski daje mu odpowiedź na pytanie, w jaki sposób funkcjonować w społeczności (esej "Kryzys w literaturze rosyjskiej"). Chociaż nie wypowiada tego wprost, w tle można odnieść wrażenie, że chodzi tu o "słowiańską duszę", bowiem o ile przemyślenia rosyjskiego pisarza można zaaplikować Polkom i Polakom, o tyle dla przedstawicieli krajów Europy Zachodniej nie mają one praktycznego znaczenia, zatrzymując się raczej na poziomie indywidualnej psychoanalizy. Wg niego, esencją myślenia o człowieku stają się jego żądze, a regułą umożliwienie zdrowego funkcjonowania społeczeństwa jest "poznaj tę naturę swoją i poznawszy, miej odwagę żyć tym strasznym ciałem, pracować w nim i iść naprzód" (s.188). To ważne słowa w kontekście polskich rozliczeń ze swoją historią, w której Zamość sąsiaduje z Zaolziem, a Wawel z Jedwabnem, a do czego trudno jest nam się przyznać.

Skąd zatem ta "polska mentalność", jeśli można spytać? Bardzo możliwe, że z romantycznego paradygmatu właśnie. Polak-spiskowiec był dość powszechnym stereotypem w II połowie XIX wieku. Walcząc o przetrwanie, przyjmowaliśmy destrukcyjne postawy umierania zamiast życia. Do dziś w podręcznikach historii dużo więcej miejsca zajmują opisy emigracyjnych, elitarnych formacji politycznych i kolejnych powstań niż pokazywanie pozytywistycznego budowania własnego losu. Alternatywą dla ciągłego niszczenia uznanych za wrogie instytucji zaborczego państwa stawało się nie wchodzenie w nie i próby wpływu na sytuację (jak wielu po nauce w szkole wie, że Polak był premierem Austrii, a w Bundestagu działało prężne koło polskie, prowadzące politykę jakże inną od działań Romana Dmowskiego w zaborze rosyjskim?), ale indywidualne wyobcowanie ze świata i zamknięcie w łańcuchu własnych cierpień.

Brzozowski pragnął innego rozwiązania. Swoimi publikacjami pragnął zwrócić uwagę na romantyzm brytyjski - inny od kontynentalnego, o czym w posłowiu pisze Agata Bielik-Robson. Romantyzm ten "uczestniczy w uniwersalnym świecie rodzącej się nowoczesności (...) także przez bunt, opór i negację. Pomimo tego, że nie akceptuje odczarowanej rzeczywistości (...) nie zrywa z nią więzi: walcząc z nią, zachowuje w niej czynny swój udział" (s.299). To bodaj najlepsze określenie tego, czym powinny być siły polityczne, pragnące zmieniać rzeczywistość. Bez sztucznego wywyższania się, piętnując to, co uznają za złe, winny pokazywać, że istnieje droga wyjścia z zaklętego kręgu poprzez zmianę języka debaty i w końcu - samych warunków społecznych i ekonomicznych.

Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do księgarni w całej Polsce, by złagodzić nieco oczekiwanie na kolejne książki z cyklu (z całą pewnością sporo dyskusji sprowokuje "Prywatyzując Polskę" Elisabeth Dunn i "Co z tym Kansas" Thomasa Franka) i na czternasty numer samej "Krytyki Politycznej". Warto napomknąć także, że już wkrótce ukażą się "Płomienie" z ilustracjami Wilhelma Sasnala - bodaj najbardziej znana powieść Stanisława Brzozowskiego. Nic, tylko czekać i szykować portfele.

3 komentarze:

Sekstus_Empiryk pisze...

Witaj Bartku, wyjaśnienie - niżej podpisany to Robert - Chevalier. Widzę,że już jesteś po lekturze, ja jeszcze przed. W nawiązaniu do rozmowy - nie ma co się zrażać dominacją tego czy innego myślenia w tzw. mainstreamie, tylko kontynuować pracę, w tym wydawanie zapomnianych dzieł lewicowej i lewicowo-liberalnej myśli. Paradoksalnie, na dominację neoliberalizmu w publicznej dyskusji w Polsce niebagatelny wpływ miał...komunizm, przez to że przerwał tradycję niekomunistycznej myśli lewicowej, a samo pojęcie lewicowości zdyskredytował - przywłaszczjąc je i nadużywając dla celów propagandowych. Lewica powinna zacząć od tworzenia środowisk opniotwórczych ( lub od wpływania na już istniejące ), co nasza prawica zrobiła, zanim doszła do władzy, tworząc dla siebie intelektualne i medialne zaplecze. A początki zawsze są trudne. pozdrawiam

Sekstus_Empiryk pisze...

"mało kto wie,że Polak był premierem Austrii"
no ale Galicjanin to wie - jestem z Lubaczowa, czyli po sądziedzku, u dziadków jeszcze w latach 70-tych wisiał portret naszego Cesarza;). Było zresztą dwóch Polaków - c. k. premierów, pierwszym był Agenor Gołuchowski, który w latach 1860-tych miał udział w procesie przekształcania Austrii w państwo konstytucyjne i gwarantujące autonomię prowincjom.

Beniex pisze...

Miło powitać w cieplejszych, zielonych progach:)

Zgadzam się ze spuścizną komunizmu i tego, co zrobiła ona z myślą lewicową i jej społeczną percepcją. Z uznaniem przyjmuję wysiłki Krytyki Politycznej i mam nadzieję, że tego typu ośrodków będzie coraz więcej. Wróciwszy do domu zastałem zresztą Le Monde Diplomatique z dodaną książką Ranciere'a o demokracji, ponoć dobra, polecam, dla prenumeratorów za darmo, a w salonach za 20 złotych.

Heh, no proszę, swój swego zrozumie:) Oto siła galicyjskiego desantu na Warszawę;)

pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za odwiedziny, zaraz zabieram się za kolejną notkę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...