31 października 2012

Wiersze z wystawy

W holu ursynowskiego ratusza trwa nietypowa wystawa Homo Urbanus :) Prezentowane są na niej wiersze autorstwa Marka Matczaka, warszawskiego działacza społeczno-politycznego, wieloletniego mieszkańca Ursynowa, a przede wszystkim poety młodego pokolenia.
 
Na wystawie zostało zebranych 18 wierszy, które powstały w latach 2011-2012. Będzie je można przeczytać podczas wizyt w ursynowskim ratuszu do 14 listopada br.




 




Źródło informacji: www.ursynow.pl. Więcej wierszy Marka Matczaka: Skrzypnięta Szafa

30 października 2012

Zaproszenie do Komuny// Warszawa: "Sierakowski"

komuna// warszawa ostatni raz pokaże spektakl „Sierakowski”

Pokaz odbędzie się rok po premierze, w wieczór urodzinowy tytułowego bohatera – 4.11.2012, o g. 19.00, przy ul. Lubelskiej 30/32.

Po intensywnej, rocznej eksploatacji spektaklu (ponad 35 pokazów w Polsce i za granicą) uznaliśmy, że przedstawienie to przestaje być dla nas twórczym wyzwaniem. Ze smutkiem stwierdzamy też, że tezy o chimeryczności ruchów typu Occupy oraz pogubieniu się współczesnej lewicy w obliczu kryzysu, stawiane przez k//w w „Sierakowskim”, okazały się trafne. Nie planujemy więc kontynuacji tych wątków w naszych teatralnych działaniach.

„Sierakowski” będzie jeszcze pokazywany na festiwalach, ale przede wszystkim chcemy poświęcić się przygotowaniu nowych spektakli – premiera „Atatürka” już w grudniu!

//

Pożegnanie z tytułem wzbogacone zostanie o dyskusję o stanie polskiej lewicy z udziałem:

* Wandy Nowickiej, posłanki Ruchu Palikota i wicemarszałkini Sejmu,
* Krystiana Legierskiego, działacza na rzecz LGBT i radnego Warszawy,
* Romana Kurkiewicza, dziennikarza, b. redaktora naczelnego „Przekroju”
oraz
* Sławomira Sierakowskiego, prezesa Stowarzyszenia im. S. Brzozowskiego, założyciela i redaktora naczelnego „Krytyki Politycznej”

//

Spektakl odbędzie się dzięki wsparciu finansowemu Urzędu m.st. Warszawy w ramach projektu „Teatr jako przestrzeń publiczna” oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Więcej o spektaklu: recenzje, wideo, zdjęcia oraz recenzje z festiwalu Fringe w Edynburgu.

bilety: 15 zł normalne, 10 zł ulgowe

rezerwacja: rezerwacja@komuna.warszawa.pl



Strona wydarzenia na fb.

29 października 2012

Kupcy z podziemi

We wtorek 23 października w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 odbyła się debata na temat polityki miasta wobec drobnego handlu. Wśród zaproszonych gości byli: Bożena Jasińska, pełnomocniczka Stowarzyszenia Kupców, Hanna Wiśniewska z zarządu tego stowarzyszenia i rzecznik ZDM Adam Sobieraj. Punktem wyjścia debaty było brutalne wyrzucenie kupców z podziemi przy Dworcu Centralnym. Niestety nikt ze spółki WPP, która jest odpowiedzialna za tę akcję, nie przyjął zaproszenia. W ostatniej chwili z powodu choroby odwołał obecność dyrektor gabinetu Prezydenta m.st. Warszawy Jarosław Jóźwiak.

Debatę poprzedziło wyświetlenie dwóch filmów. Pierwszym był fragment serii wywiadów nakręconych przez Marka Matczaka i Weronikę Bloch w podziemiach Dworca Centralnego, drugim zaś film pt. „Bezprawie.waw”. Malujące się na twarzach oglądających silne emocje zapowiadały bardzo ostrą debatę. Tak też się stało, prowadzący Marek Matczak niejednokrotnie musiał tonować nastroje.


Hanna Wiśniewska przedstawiła sytuację, w jakiej znaleźli się kupcy. Jej zdaniem powodem protestu jest nieuczciwe postępowanie spółki WPP. W dn. 20 czerwca kończyła się stara umowa i spółka cały czas zapewniała, że negocjuje nową w imieniu kupców. Zapewniała również, że opłaty za wynajęcie powierzchni nie wzrosną znacząco. Okazało się to nieprawdą. Ostatecznie umowę z ZDM podpisał zupełnie nowy podmiot WPP spółka komandytowa, a nie współpracująca dotąd z kupcami WPP sp. z o.o. Tworzą ją ci sami ludzie, ale z powodu zmiany osobowości prawnej nie zamierzają dotrzymywać zawartych z kupcami ustaleń. Opłaty wzrosły drastycznie, nawet o 400%. Uspokajające komunikaty płynące do kupców przed podpisaniem umowy miały uśpić ich czujność i uniemożliwić złożenie własnego wniosku. Kupcy chcą zapłacić wyższe stawki, ale te zaproponowane przez WPP nie mają na celu obopólnych korzyści, lecz wyrzucenie ich z podziemi Dworca Centralnego. Największym problemem jest to, że miasto nie chce rozmawiać z kupcami, mimo że ci chcą płacić do miejskiej kasy więcej niż WPP.

Adam Sobieraj konsekwentnie powtarzał, że kupcy nie są stroną i dlatego miasto nie może z nimi rozmawiać. Dotąd wynajmowanie powierzchni pod Dworcem Centralnym regulowały przepisy kodeksu cywilnego. Teraz się to zmieniło, wydanie decyzji o prowadzeniu działalności gospodarczej w pasie ruchu (dlatego leży to w gestii ZDM) ma charakter administracyjny. O tym, kto będzie administrował tym terenem w imieniu ZDM, decyduje kolejność zgłoszeń. Dlatego jego zdaniem kupcy sami są sobie winni, że nie złożyli stosownego wniosku sami. Nadal mogą to zrobić, ponieważ spółka WPP ma podpisaną umowę tylko do 15 czerwca 2015 r. Jego zdaniem pretensje kupców nie mają uzasadnienia, zgodnie z prawem 20 czerwca ich stoiska powinny zostać zdemontowane. Dlatego spółka WPP miała podstawy do usunięcia kupców z podziemi. Relacje między kupcami a prywatną spółką nie są i nie mogą być przedmiotem zainteresowania ZDM. Wyjaśnił również, że ponieważ decyzja miała charakter administracyjny, nie ma znaczenia fakt, że kupcy oferują wyższe stawki za prowadzenie działalności w pasie ruchu. Są one stałe i ich wysokość zależy od statusu drogi, której dotyczy wniosek. Nie mogą więc podlegać negocjacjom.

Bożena Jasińska zwróciła uwagę, że spółka WPP nie spełniła warunków, jakie nakładała na nią decyzja ZDM i nie wniosła w terminie opłaty administracyjnej. Jej zdaniem powinno być to równoznaczne z unieważnieniem decyzji. Podniosła również problem własności znajdujących się w podziemiach dworca stoisk. Teraz kupcy nie mogą nawet odebrać znajdujących się tam towarów. Spółka WPP nie dopuszcza bowiem kupców do ich pawilonów. Jej zdaniem ważne jest to, że kupcy inwestowali przez ostatnie 20 lat w przestrzeń w podziemiach dworca. ZDM nie wziął tego pod uwagę, tylko zdecydował się oddać ten teren w ręce ludzi, który dotąd słabo wywiązywali się z nałożonych na nich obowiązków.

W odpowiedzi na te zarzuty Adam Sobieraj powiedział, że spółka zwróciła się do ZDM o rozłożenie kwoty opłaty administracyjnej na raty, na co nie uzyskała zgody. Teraz zgodnie ze stanem jego wiedzy pieniądze zostały wpłacone w całości. Odnosząc się do inwestycji poczynionych przez kupców, stwierdził, że ci, co inwestują w cudzą własność, zawsze tracą. Nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, do kogo należą pawilony. Zgodnie ze stanem jego wiedzy przy rozmowach z WPP przyjęto, że należą one do tej spółki. Wymaga to jednak sprawdzenia.

Prowadzący debatę Marek Matczak wyraził zdziwienie, że mimo narastającego konfliktu władze miasta nie interesują się problemem. Tym bardziej, że działania podjęte przez spółkę mają wpływ na mieszkańców miasta. Akcja firmy ochroniarskiej spowodowała zamknięcie dużej przestrzeni publicznej, uniemożliwiając korzystającym z dworca podróżnym swobodne przemieszczanie się. Zapytał również o to, czy miasto ma jakąś wizję rozwoju tego miejsca, którą spółka ma realizować czy też to, co tam będzie się działo, zależy tylko od niej.

Równie gorąca atmosfera panowała podczas zadawania pytań z sali.

Karolina Hammerszmidt powiedziała, że jednym z warunków przyznania spółce WPP tego terenu było zachowanie bezpieczeństwa publicznego. Trudno się czuć bezpiecznie w miejscu, gdzie prywatna firma ochroniarska bije ludzi. Co na to miasto? Czy nie jest to wystarczający argument by unieważnić decyzję przyznającą WPP administrowanie tym terenem? Zwróciła również uwagę na szereg zaniedbań, które świadczą o niewywiązywaniu się przez WPP ze swoich obowiązków.

Ewa Sufin-Jacquemart nie kryła oburzenia, że w centrum wielkiego europejskiego miasta władz miejskich nie obchodzi to, co się dzieje w przestrzeni publicznej. Miasto oddaje ją we władanie prywatnej firmie i umywa ręce. To, co się tam dzieje, nikogo nie interesuje, mimo że ma to przecież wpływ na jakość życia wszystkich mieszkańców. Ma również wpływ na to, jak będziemy postrzegani na świecie: dworzec to przecież miejsce, przez które przybywają do nas goście z zagranicy. "Miasto de facto oddało w prywatne ręce publiczną przestrzeń miejską w sercu miasta i jak ta przestrzeń jest wykorzystywana to już władz miasta nie dotyczy i nie interesuje..." - mówiła - "Mam wrażenie, że śnię. Mieszkałam 25 lat w regionie paryskim, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby merostwo Paryża wynajęło prywatnej firmie pasaż pod Champs-Elysée, mając w nosie, co ta firma tam będzie wyrabiała".

Karol el Kashif zwrócił uwagę na aspekt finansowy. Miasto przekazuje niezwykle atrakcyjne handlowo miejsca za niewielkie pieniądze spółce, która właściwie nie musi robić nic, by zarabiać olbrzymie sumy z wynajmowania ich kupcom. Jest to tym dziwniejsze, że w budżecie miasta ciągle jest mało pieniędzy i dokonuje się cięć. Dlaczego nie wynająć tych terenów kupcom, którzy oferują znacznie lepsze warunki. Urzędnicy działają w imieniu obywateli, dlaczego podejmują decyzje sprzeczne z ich interesem? Kashif zwrócił również uwagę na aspekt prawny. Władze miejskie nie wzięły przy wydawaniu decyzji stanu faktycznego. Pawilony 20 czerwca powinny zostać rozebrane, ale się tak nie stało. Gdyby podpisano umowę z WPP sp. z o.o., nie byłoby problemu, ale ponieważ był to zupełnie nowy podmiot, budzi to wątpliwości. Jeśli ten pas ruchu jest użytkowany, to nie może być równocześnie użytkowany przez kogoś innego. Należy najpierw usunąć poprzedniego użytkownika, a potem dopiero wydać decyzję nowemu. Nie uczyniono tego, tym samym decyzja administracyjna nie powinna być formalnie wydana.

Debatę zakończyła Hanna Wiśniewska apelem do władz miasta o rozmawianie z kupcami. Zapewniła, że nie chcą oni niczego za darmo, dotąd byli wiarygodnymi partnerami i chcą być nimi nadal. Zapowiedziała również, że będą nadal starać się walczyć o swoje prawa w ramach istniejącego prawa.

Marcin Wrzos





28 października 2012

Kto uratuje ogródki działkowe

25 października w Zielonym Centrum Marszałkowska 1 odbyła się prowadzona przez Ewę Sufin-Jacquemart debata o ogródkach działkowych. Zaproszone do dyskusji gościnie i goście zastanawiali się nad rolą ogródków w miejskich ekosystemach, znaczeniem dla lokalnych społeczności oraz ich przyszłością - zarówno w Warszawie, jak i w całej Polsce.

Ewa Sufin-Jacquemart i Joanna Erbel
Fot. Elżbieta Hołoweńko

Bartłomiej Piech, radca prawny Polskiego Związku Działkowców, zaprezentował stanowisko Związku wobec sytuacji prawnej, powstałej w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego kwestionującego dotychczasowe prawodawstwo działkowe. TK miał jego zdaniem nie podważać idei ogródków działkowych, lecz jedynie zakwestionować rolę PZD. Zamiast rozszerzyć uprawnienia PZD na inne organizacje, wolał jednak odebrać je Związkowi - wybierając "równanie w dół".

Skutkiem takiego wyroku jest zakwestionowanie praw działkowców do użytkowania gruntów Związku, które po wyznaczonym przez TK "okresie ochronnym" znajdą się w próżni prawnej, jeśli Sejm nie zdąży uchwalić do tego czasu nowej legislacji. Gminy i Skarb Państwa, do których należą te grunty, nie ukrywają, że zależy im na zyskach z tych gruntów, co może oznaczać urynkowienie stawek płaconych przez działkowców. Może to doprowadzić do popadnięcia tych rejonów miast w ruinę - ponowną, jako że nie chce się pamiętać, że bardzo często działkowcy otrzymywali w użytkowanie tereny zdegradowane, które przywrócili do życia.

PZD przygotował projekt ustawy, pod którą zamierza zbierać podpisy. Jego celem jest pogodzenie dotychczasowej legislacji z zastrzeżeniami Trybunału, w szczególności z poszanowaniem zasady pluralizmu organizacji działkowych. Miałyby one utrzymać prawa do preferencyjnych warunków działalności, takie jak nieodpłatne użytkowanie gruntu, a działkowcy utrzymaliby swoje prawa nabyte, takie jak własność nasiedzeń. W przypadku każdego ogródka działkowcy sami decydowaliby, czy chcą pozostać w strukturze ogólnopolskiej, czy utworzyć własne stowarzyszenie.

Grażyna Franke z okręgowego zarządu mazowieckiego PZD zaprezentowała sytuację w Warszawie. Ogródki w Warszawie znalazły się pod ostrzałem władz miasta jeszcze za rządów Lecha Kaczyńskiego, który swego czasu domagał się natychmiastowego oddania ponad 100 obiektów. Dziś w sądach toczy się 180 procesów z poszczególnymi ogródkami, niektóre z nich mają po 2-3 postępowania. Sytuacji nie zmieniła zmiana władzy - ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz stale podważa ich prawne tytuły do użytkowania gruntów. Miasto zwlekało z przekazywaniem gruntów zastępczych czy odszkodowań w zamian za tereny udostępnione pod inwestycje, oczekując na wyrok Trybunału jak na wygodne alibi.

Problemy, z którymi stykają się działkowcy w stolicy, to również dekret Bieruta i roszczenia reprywatyzacyjne, a także brak planów zagospodarowania przestrzennego. Miasta nie ukrywają, że w przeciwieństwie do ankietowanych przez CBOS (80% pytanych uważa, że ogródki w miastach powinny być zachowane) uważają tereny działek za atrakcyjną przestrzeń do sprzedania deweloperom.

Halina Siemko-Tomaszewska ze stowarzyszenia Parkowy Mokotów zaprezentowała naukową perspektywę na funkcjonowanie ogródków działkowych. Działki realizują istotne "usługi ekosystemów", a więc korzyści, jakie człowiek czerpie z przyrody. Ekosystemy są ze sobą wzajemnie powiązane i to od tych powiązań często zależy ich zdolność do świadczenia tych usług.

Przykładem presji na zabudowę terenów dzisiejszych ogródków działkowych jest sytuacja między ulicą Wołoską a Żwirki i Wigury – teren mokotowskiego klina nawietrzającego Warszawę. W ciągu ostatnich dziesięciu lat, powstało tutaj duże centrum mieszkaniowo-biurowe. Obecnie dla tego rejonu tworzony jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Analiza wariantów koncepcji planu (plany nie zostały jeszcze wyłożone) wykazuje, że planuje się poszerzenie obszaru zabudowy kosztem ogródków działkowych. Zaś na pozostałej części ogródków proponuje się "zieleń urządzoną". Zdaniem prelegentki należy wykazać, że wartości usług ekosystemu w formie ogródków przewyższają usługi ekosystemu w formie tradycyjnie rozumianej zieleni urządzonej.

Joanna Erbel, socjolożka z "Krytyki Politycznej" i redaktorka magazynu "Miasta", uznała, że sprawa działek wpisuje się w tendencje gentryfikacyjne: działkowcy wpierw odnawiają tereny zdegradowane, a gdy odzyskują one swą wartość, są z nich przepędzani. Poza byciem przestrzenią rekreacyjną działki mają również wartość edukacyjną, pokazującą dzieciom, skąd bierze się ich jedzenie. Bardzo ważne, by ogródki działkowe próbowały tworzyć przestrzenie wspólnotowe w ich obrębie. Działkom potrzeba mniej siatek i płotów, a więcej obszarów otwartych interakcji.

Podczas debaty ściany ozdabiały ilustracje Jaśminy Wójcik.
Fot. Elżbieta Hołoweńko

Podczas dyskusji głos ze strony publiczności zabrała Dorota Maj, niezależna radna z Żoliborza. Jeśli chodzi o jej dzielnicę, ma ona wrażenie, że działkowcy przyjęli postawę oblężonej twierdzy, nie podejmując dialogu z lokalną społecznością i ograniczając dostęp do użytkowanych przez nich terenów (np. przy Parku Dolnym) i znajdującej się tam ścieżki spacerowej. Wartością, którą warto wykorzystać, jest wiedza przyrodnicza działkowców, którą mogliby przekazywać chociażby uczniom.

Anna Krasowska z ROD im. Mai Berezowskiej zauważyła, że pomimo furtek ich ogródek pozostaje otwarty. Odnosząc się do wniosku o udostępnienie terenu rowerzystom stwierdziła, że przychodzące do niego na spacer osoby chwalą sobie fakt, że rodzice mogą swobodnie zostawić dzieci bez obaw o przejeżdżające obok rowery albo puszczane swobodnie psy. Grupy te mogą znacznie swobodniej korzystać z Pola Mokotowskiego. Ogród jest chętnie odwiedzany przez wracających do domu z kościoła Andrzeja Boboli, ale nie przeszkadza to w planowaniu na tym obszarze 15-piętrowego bloku, zabierającego połowę przestrzeni ogródka. Niestety, bardziej innowacyjne metody wykorzystania przestrzeni, jak chociażby zaktywizowanie okolicznych szkół, rozbija się o słabe zainteresowanie z ich strony.

Ryszard Niedbała z ROD Rakowiec zwrócił uwagę na inne funkcje ogródków działkowych - instytucje te organizują między innymi wczasy dla seniorów, odpoczynek dla młodzieży oraz imprezy integracyjne z lokalną społecznością. Bezpieczeństwo na ich terenie, z powodu braku należytego zainteresowania ze strony np. Straży Miejskiej, często muszą sami zatrudniać prywatną ochronę. Słabo układa się również współpraca z instytucjami socjalnymi, a mimo to na Rakowcu na działkach plac zabaw jest większy niż na okolicznym osiedlu. To wszystko działania, które działkowcy realizują w zakresie większym niż niejedna wspólnota mieszkaniowa. Mało kto pamięta również o tym, że ogródki są na danym obszarze wcześniej niż planowane w późniejszych okresach okoliczne parki i alejki.

Bartłomiej Kozek

26 października 2012

Zostańmy drugą Portugalią

Czas zrobić wyłom w absurdalnie restrykcyjnej ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii i realnie złagodzić ustawę: wprowadzić wartości graniczne (ilość dozwolonych używek na własny użytek - wzór portugalski) oraz zarejestrować w Polsce „marihuanę leczniczą” dla osób przewlekle chorych (np. ze stwardnieniem rozsianym), wydawaną w ramach programów terapeutyczno-leczniczych w szpitalach lub aptekach (Kalifornia).

Uczestnicy debaty Global Commission on Drug Policy:
Aleksander Kwaśniewski, Michel Kazatchkine, Richard Branson,
Fernando Henrique Cardoso, Ruth Dreifuss,
Kasia Malinowska-Sempruch

Po debacie „Gazety Wyborczej” i Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej można stwierdzić, że nowelizacja ustawy nic nie dała (pozwala na odstąpienie od ścigania użytkowników z nieznacznymi ilościami), bo policja i prokuratura nie chcą lub nie radzą sobie z interpretacją art. 62a, wrzucając do jednego worka handlarzy i użytkowników, bo tak prościej i wygodniej. Można chwalić się statystykami i zapełnionymi więzieniami, prosząc o większe pieniądze na pensje i budżety na walkę z narkotykami.

Nie potrafimy rozwiązać problemu narkotyków i marihuany w Polsce, bo jesteśmy państwem prowincjonalnym i opresyjno-policyjnym. Nadzieja w Global Commission on Drug Policy, bo nasi polscy politycy są tak zaściankowi, że tylko to, co światowe może ich przekonać. Szczególnie jeśli mówią to byli prezydenci ze świata zachodniego, którzy sami zmienili poglądy. Polscy politycy nie chcą ani sami się uczyć, ani edukować wyborców. Dlatego w Polsce zamiast edukacji i profilaktyki zaostrza się prawo w sposób instrumentalny, poprzez karanie i wsadzanie ludzi do więzień, czym na chwilę zamiata się problem pod dywan. Represjom poddawani są ludzie, którzy traktują narkotyki rekreacyjnie, zabawowo lub też mają problem z używkami. Zamiast leczyć i rozmawiać, zastrasza się ludzi i karze.

Portugalia, Szwajcaria i Czechy potrafią rozwiązać problem poprzez racjonalizowanie polityki wobec narkotyków i stosując zróżnicowane podejście do osób używających marihuanę i narkotyki.

Solidne, krótkie i przystępne opracowania polityki narkotykowej w Portugalii, Szwajcarii i Republice Czeskiej dokonała fundacja Open Society Global Drug Policy Program. Wydane po polsku - wystarczy po nie sięgnąć.




Były prezydent Brazylii Fernando Henrique Cardoso: "W Portugalii postanowiono zdepenalizować używanie narkotyków, użytkowników narkotyków już się nie wsadza do więzienia, nie rozróżnia tych co biorą twarde i miękkie. Zamiast tego ludzi się leczy i edukuje".

Była prezydent Szwajcarii Ruth Dreifuss: "Mój kraj postanowił nie karać za używki, żeby nie niszczyć ludziom życia. [...] Musi istnieć represja, czyli sytuacja, w której klient nie dostaje tego, co chciał. To działa w odniesieniu również do alkoholu. Zawsze jest równowaga między profilaktyką i represją".

Gotowe rozwiązania są, wystarczy, że nasi eksperci i politycy sięgną po nie i trochę poczytają.

W Portugalii powołano komisje konsultacyjne, które prowadzą rozmowy z osobami używającymi substancje psychoaktywne. Stosuje się perswazje, pouczenia, rozmowy ostrzegawcze a w ekstremalnych wypadkach grzywny lub prace społeczne. Wskazuje się też na potrzebę leczenia i monitoruje, co się dzieje z osobami, które są uzależnione.

W Polsce politycy do tego nie dorośli, bo poddają się populistycznej, tabloidowej narracji. Tylko silny nacisk i edukacja opinii publicznej, w tym dziennikarzy i mediów, ekspertów, w tym działalność edukacyjna Wolnych Konopi jako dużej grupy nacisku represjonowanej przez system prawny, może zmienić tę sytuację.

Od 2000 roku, tj. od czasu funkcjonowania tak restrykcyjnej ustawy, zatrzymano prawie 400 tys. osób za posiadanie narkotyków. Jeśli nic się nie zmieni więzienia będą pełne ludzi bawiących się narkotykami, uzależnionych, i nie starczy miejsca dla prawdziwych kryminalistów. Będziemy krajem pełnym pseudokryminalistów.

Karol El Kashif

Post ukazał się również na blogu autora na stronie TOK FM.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...